Grzybowo - urlop 1-8 sierpień 2007
By nie opowiadać 1000 razy jak fajnie było, a było fajnie to fakt - spisuje wszystko w jednym miejscu, skróci to czas opowiadania a pozwoli by podczas spotkań towarzyskich skoncentrować się na osuszaniu kufla z Warką Strong...
Jak już wspomniałem było zajebiście plaża morze i takie tam ;-) 19.47 pociąg relacji Łódź Kaliska - Kołobrzeg - miejsca siedzące II klasa przysiadło się starsze małżeństwo ale ludzie byli spoko można było i pogadać i żartować. Jak by nie patrzeć to 12 godzin jazdy więc dobre towarzystwo to podstawa. PKP niewiele zmieniło standard od czasów kiedy to dość często jeździłem pociągami, rzekłbym że nawet standard się pogorszył. Nie dość że w toalecie wody brakło coś koło Zgierza to jeszcze pociąg odległość Łódź - Kutno przebył w błyskawicznym czasie 2,5 godziny (SZOK!). Z czasem okazało się że te 2,5 godziny i brak wody to pikuś w porównaniu z trasą pociągu, cieszyliśmy się że nie będziemy jechać przez Suwałki ;-) ale Iławę i Malbork zaliczyliśmy. Koszmarna trasa przepuszczaliśmy chyba wszystkie możliwe składy które w tym czasie poruszały sie po terytorium IVRP. Nic nie jest tak denerwujące jak nicnierobienie w środku jakiegoś lasu i tak razy co najmniej 15. Ale w końcu rankiem udało się dojechać do Kołobrzegu
Kołobrzeg niby miasto gdzie walą tłumy wczasowiczów, ale o 8 rano nie był nam w stanie zaproponować jakiejś fajnej strawy i skończyło się na hot-dogu zapijanym kawą w towarzystwie chyba oswojonej mewy
. Miejscowi zagadnięci o jakiegoś Sfinksa albo McDonalda nie potrafili wskazać - czyżby w Kołobrzegu nie było takich "lokali"? Rada dla osób które planują jechać do Kołobrzegu nie mając rezerwowanej kwatery - spokojnie można jechać w "ciemno". Ledwo wysiądziesz z pociągu a już atakują Cię "stacze" oferując nocleg. Są strasznie namolni niczym "rozdawacze" ulotek w przejściu podziemnym koło Galerii Łódzkiej. Po krótkim rekonesansie gdzie i co w Kołobrzegu się znajduje ruszyliśmy komunikacją miejską (linia nr 6) do Grzybowa.
Grzybowo to fajna wioska, zupełnie jak nie wioska same domki zero gospodarstw ale widać tak wyglądają wszystkie wsie nad morzem. Tu poszliśmy do pensjonatu Abba ale godzina 10 rano to zbyt wczesna godzina by się zakwaterować w naszym apartamencie, więc zostawiliśmy bagaże u miłej Pani w biurze i ruszyliśmy w kierunku morza.
Z samego pensjonatu na plażę jest około 350m
. Morze powitało nas dość silnym wiaterkiem wiejącym z północnego zachodu - ogrom przestrzeni robi wrażenie. Z racji iż celem wyprawy był nie tylko sam wyjazd nad Bałtyk - ale również namierzenie plaży naturystycznej, która miała znajdować się właśnie w Grzybowie - wyruszyliśmy w kierunku zachodnim szukając owej plaży naturystycznej. Podczas spaceru przerywanego kolejnymi fotkami (pierwsze zdjęcie po wejściu na plażę -
) zmęczeni całonocną jazdą snuliśmy się po piasku w dość ospałym tempie ale w końcu udało się dotrzeć na miejsce. O godz.11 kiedy wieje wiatr nie ma zbyt wielu naturystów - naliczyliśmy 4 obozowiska z wywieszoną piracką flagą. Czyli taka plaża tu istnieje - trochę daleko od naszego pensjonatu no ale cóż. Drogę powrotną do pensjonatu jakoś tak szybciej udało nam się pokonać. Kiedy dotarliśmy już do pensjonatu mogliśmy dokonać formalności z zakwaterowaniem opłacić resztę należności za wypoczynek i uiścić opłatę klimatyczną. Pokój prezentował się dość okazale, opis na stronie ma swoje odzwierciedlanie w rzeczywistości, był TV, czajnik, mikrofala, w łazience nowa kabina prysznicowa i armatura, ogólnie bardzo przyjemnie i miło -
. Po rozpakowaniu się rozpoczęła się okupacja łazienki ;-) a o 14 byliśmy już na obiedzie w pobliskiej restauracji (nazwy nie pamiętam - ale mi wyjątkowo przypadłą do gustu). Zjedliśmy wprawdzie mało "morskie" potrawy, twierdząc że na takie będzie jeszcze czas. Po obiadku udaliśmy się ze sprzętem plażowym na plażę - taką normalną dla tekstylnych - gdyż naturystyczna była zbyt daleko a późna pora była kolejnym argumentem by pierwszą czerwień(brąz) zdobyć na najbliższej plaży. Obiadek tak ładnie się przyjął że wszyscy jak tylko się ułożyli na ciepłym piasku tak zasnęli snem kamiennym na czas około 2 godzin, obudziła nas zmiana kierunku wiatru który zaczął nam wiać do środka naszego parawaniku. Mnie zmroziło konkretnie i poszedłem do pensjonatu, dziewczyny poczekały na zachód słońca i też wróciły do domu. Grzybowo również nocą jest pełne "letników" wprawdzie nie ma tu zbyt wielu atrakcji typu puby czy inne miejsca by się pobawić, ale wypić piwko i zjeść dobra rybę zawsze jest gdzie.
Następnego dnia wstając rano zjedliśmy jakieś śniadanie zakupione w pobliskim sklepiku i udaliśmy się na plażę naturystyczną gdzie nabieraliśmy koloru na całym ciele. Żadne z nas nie miało wcześniejszych doświadczeń naturystycznych więc początkowo mogliśmy wyglądać na "dzikich" ale okazało się że środowisko naturystyczne jest bardzo otwarte i szybko nawiązaliśmy przyjazny kontakt. Nigdy nie sądziłem że opalanie się na golasa i kąpanie w morzu może sprawić taką frajdę. Okopana obok naszego grajdołka grupa naturystów (trzy małżeństwa z dziećmi) okazałą być się na tyle przyjazna iż zaproponowała wspólną grę w siatkówkę. Początkowo przekonywanie byśmy zagrali w siatkę szło dość opornie ale wraz z upływem czasu byliśmy mniej skrępowani i bardziej skłonni by z nimi zagrać. W trakcie kursowania na odcinku nasz grajdołek - woda okazało się że świat jest mały a plaża jeszcze mniejsza - spotkaliśmy ludzi z uczelni, wprawdzie znanych tylko z widzenia jednak korytarze uczelni mają to do siebie że przez pięć lat studiowania mijasz setki osób wielokrotnie i niektóre twarze zapadają w pamięć. Okazało się że nasi nowi "starzy" znajomi przyjechali dzień wcześniej niż my i zostają równie długo jak my. W końcu zdecydowaliśmy się na grę w siatkę - dostaliśmy niemiłosierny wycisk ale i tak było fajnie. Ciekawym zjawiskiem na plaży byli panowie lodziarze, lodziarek nie było ;-) , którzy w pocie czoła nosili wielkie plastikowe pojemniki(lodówki) w których przetrzymywali zimne piwo lody oraz colę. Jak zabierzesz ze sobą mało wody to taki pan jest jak zbawienie - niestety to zbawienie sporo kosztuje - 3 rogaliki 7days (3 pln sztuka) oraz puszka coli 4 pln sztuka cóż ale jak smakuje taka cola i rogalik. Tak w sumie minęły nam pozostałe dni, za wyjątkiem jednego bardzo wietrznego
![]() |
| Od Grzybowo_08_2007 |
ale wykorzystaliśmy go na spacery i podziwianie zachodu słońca
![]() |
| Od Grzybowo_08_2007 |
, dzień bez opalania nie był dniem straconym, a pozwolił wypocząć obolałym plecom. Bo powiem szczerze, że dawno nie spiekłem się tak by schodziła mi skórka całymi płatami, nawet dziś 20-08-2007 mimo że upłynęły już 2 tygodnie od powrotu. Doświadczyłem ostatnimi czasy czegoś w stylu "wylinki" jestem w dużej mierze przekonany że wymieniłem ok 85% skóry. Ale wracając do Grzybowa, świetnym interesem byłoby chyba postawienie jakiś komputerów z zainstalowanym Ubuntu dla tych którzy mimo urlopu muszą/chcą coś sprawdzić w sieci, bo mi poszło 40 pln na internet w komórce (Nokia E50) - sprawdzanie poczty, czytanie newsów i blogów w Google Readerze i chętnie bym zapłacił te 2 pln by móc to zrobić na jakimś PC o wiele wygodniej i taniej. To taniej by mnie bardziej interesowało - w ofercie POP 100 kB kosztuje 0,25 pln - szczyt zdzierstwa moim skromnym zdaniem. a takie komputerki ustawione gdzieś na plaży załatwiły by sprawę klikających w piasku nałogowców.
Wieczorem któregoś dnia wybraliśmy się do Kołobrzegu by na dużym ekranie sprawdzić pocztę kupić jakieś piwo iść na molo etc, co mnie zaszokowało to cena za 15 min w kafejce internetowej. Mianowicie koszt 15 minutowej przyjemności na WIndows 95 (fakt z 17 calowym monitorem) kosztuje 1,5 pl przy czym po włożeniu pendriva cały system się zwiesza, więc odpalenie Mirandy i sprawdzenie czy przyszły jakieś wiadomości na Jabbera i GG było niewykonalne, udało mi się sprawdzić tylko pocztę służbową i czas się skończył. Zastanawiam się czy zakup licencji na Windows 95 podyktowany był kosztami, czy może brakiem wiedzy - ja bym postawił jakiegoś Linuksa, trzeba by tylko dobrze przemyśleć sprawę logowanie się do PC oraz odliczania czasu. Chyba że ten Windows 95 jest celowym i przemyślanym działaniem - takiemu turyście który chce zrzucić fotki na Flickra albo Picasa zajmie to sporo czasu wliczając w to kilka zwieszek po drodze - cóż sam zysk. Kołobrzeg jak każdy kurort tętni życiem również nocą - mieliśmy okazję przespacerować się po molo (wejście na molo wieczorem jest za free w ciągu dnia 2,50 pln) strzelić kilka fotek, obejrzeć stragany z bursztynami i wszelką maścią morskich gadżetów. Te straganiki pracują chyba całą dobę. Oczywiście Kołobrzeg nie jest tak wielkim miastem by nie spotkać tam starych znajomych z uczelni i plaży ;-) więc piwko piweczko ;-)
Ostatniego dnia cześć z nas postanowiła utrwalać swoją opaleniznę wylegując się dalej w słońcu, a cześć postanowiła wyruszyć do Kołobrzegu na zwiedzanie i zakupy pamiątek i niezapomniany rejs statkiem, okazuje się że nawet najwrażliwsi nie maja choroby morskiej. Rejs odbył się statkiem
| Od Grzybowo_08_2007 |
"PIRAT" za jedyne 20 pln od głowy 30 minut w morzu, 3 km od linii brzegowej. Plaża w Kołobrzegu wygląda jak kafelki ułożone w łazience w sensie zagęszczenia ludźmi, straszny ścisk nie ma miejsca by swobodnie przejść, porównując ją do tej z Grzybowa to masakra. W Grzybowie na jednej jaki na 2 plaży panuje dość spory luz nikt nikomu na plecy nie wchodzi w Kołobrzegu natomiast mogliśmy zaobserwować sytuację odwrotną. Weszliśmy na latarnie morską skąd za pomocą przyrządu zwanego luneta można było oglądać stateczki pływające hen hen daleko - gołym okiem niewidoczne. Wracając już na dworzec PKP zauważyliśmy dużą przedsiębiorczość w mieszkańcach miasta - mianowicie w parku jakiś staruszek dorabiał do emerytury puszczając jakąś muzykę na "katarynce". A coś co mnie dość mocno zdziwiło to to że młoda kobieta rozbiła sobie namiot nieopodal "molo" w owym namiocie miała komputer PC z drukarką oraz czytnik kart pamięci wystawioną karteczkę "zgrywanie zdjęć z aparatów cyfrowych na płytę CD - 7pln" zwyczajnie suuper pomysł. I kolejka się ustawiała po 3-4 osoby i pani zgrywała płytę za płytą. Wyznacznikiem jej dochodów w ciągu godziny niech będzie ilość płyt które można nagrać w 60 min przemnożona przez 7, a dodam że pani nie nagrywała prędkością najniższą. Super pomysł na dorobienie sobie - pani moim zdaniem idealnie wstrzeliła się w zapotrzebowanie - wprawdzie nie każdy ma "gigową" kartę pamięci.
Powrót do domu był o wiele krótszy niż podróż do Kołobrzegu - wyjechaliśmy o 18 a na 2 w nocy byliśmy już na dworcu Łódź Kaliska, podróż powrotna została nam urozmaicona przez dwie staruszki typowe "moherki" jedna miała jakieś swoje wizje sprawiedliwości i coś bredziła o czarnych diabłach i strasznie brzydko waliły jej nogi... fuj...
Ogólnie wszystkim polecam miejscowość Grzybowo - tamtejszą plażę naturystyczną( ok 30 min marszu w stronę zachodnią od Grzybowa), polecam nocleg w pensjonacie Abba jeśli tylko chcesz spokojnego wypoczynku w miłych warunkach to to miejsce jest wspaniałe.
Wszystkie fotki (poza tymi z gołej plaży)
![]() |
| Grzybowo_0 |
Mam nadzieję że za rok również spotkam tych wspaniałych ludzi w Grzybowie których spotkałem tego lata. Pozdrowienia dla P i P(z wydziału), mocnej rodzinnej grupy z grajdołka obok oraz dla "pilskiego" grajdołka.
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±




Komentarze do wpisu "Grzybowo - urlop 1-8 sierpień 2007":
1.
28 lipca 2009, 05:08:31
Naturystyczny urlop? Ja zawsze jestem na tak...
Naturystyczny urlop? Ja zawsze jestem na tak...
Niektórzy twierdzą, że by być naturystą wystarczy, choć raz świadomie i w stanie pełnej trzeźwości zażyć kąpieli słonecznych samotnie czy też w większym gronie. Inni twierdzą by[...[...]
2.
11 sierpnia 2009, 14:38:21
Naturystyczna plaża na długi weekend
Chętni na naturystyczny weekend nam morzem w Grzybowie ?
Zbliża się długi weekend, z psiapsiółką Sylwią planujemy ponownie wybyć na 2-3 dni do Grzybowa na tamtejszą plażę dla naturystów. Ostatnie dwa tygodnie, które tam spędziliśmy [...]
3.
23 maja 2010, 17:49:12
Urlop na golasa - Grzybowo A.D. 2009
Dużo słonka i lejący się z nieba skwar, tak można by jednym zdaniem podsumować mój ostatni urlop. Zarys notki leżał sobie na dysku, a teraz po wielu miesiącach jest idealny czas, by go upublicznić, bo za oknem raczej zimno, do okresu urlo[...]
Dodaj komentarz: