Nie lubię wesel i ślubów.

Kiedyś pisałem o tym jak to nie lubię prezentów, , notka owa zaciekawiła kilka osób, pojawiła się nawet w publikacji prasowej jako opinia na temat obchodzenia Świat w pracy.

Dziś podzielę się moimi odczuciami na temat ślubu i wesel. Tak tak, też nie przepadam za tego typu imprezami, chyba jeszcze bardziej niż za świętami i prezentami. Wprawdzie stali czytelnicy, czy też znajomi mogą przywołać moją czerwcową notkę „” - w której to w ekstra szybkim tempie chciałem organizować ślub i wesele oraz poszukiwałem panny młodej – owszem taka notka była, miała ona jednak zabarwienie humorystyczne, gdybym napisał, że jestem przeciwnikiem ślubów i wesel to też bym skłamał. Ja po prostu nie lubię być zapraszany i uczestniczyć w ślubach innych osób.

Nie lubię typowych wiejskich wesel i ślubów.

Na swój jeżeli kiedykolwiek się odbędzie zaproszę szczerze wszystkich których uznam za stosowne jednak bez presji obowiązkowego stawiennictwa. Jeżeli już doszło by do takiej sytuacji w moim życiu, że ten ślub i wesele by były to byłaby to skromna ceremonia z skromnym obiadem, no chyba, że osoba którą bym kochał chciała by coś wielkiego i ekstra wtedy musiałby nastąpić pewien kompromis.  

Wprowadzenie i mały rys historyczny...

Jako dzieciak byłem lub nie, zabierany na wesela przez rodziców, zazwyczaj podobało mi się to bo na takich imprezach bywali kuzyni z którymi można było się pobawić, a z kuzynkami potańczyć. Moja niechęć do bywania na weselach przypada na końcówkę szkoły podstawowej, nie wiem czy to wtedy po raz pierwszy jakaś dziewczyna/kobieta skrytykowała moje umiejętności taneczne – tak jestem typowym facetem któremu słoń nadepnął na palce u nóg. Ja twierdzę że nie potrafię tańczyć, choć większość kobiet które mnie poznała i udało im się zmusić mnie do wyjścia na parkiet( co wcale takie łatwe nie jest, ulegam Tym bardzo roznegliżowanym, albo sugestywnym w obietnicach) twierdzi, że zupełnie przyzwoicie sobie radzę. Ale ogólnie nie przepadam za taką rozrywką, jestem zdania że daleko mi do sytuacji w której taniec będzie sprawiał mi przyjemność i będę pewien że tańczę dobrze. Zawsze byłem i jestem zwolennikiem tezy, że powinniśmy robić to na czym się znamy i co nam dobrze wychodzi, ja wolę popatrzyć jak tańczą piękne kobiety. Wracając jeszcze do moich umiejętności tanecznych  tzw „męski dreptany przytulanie” do piosenki np. Whitney Houston- I will always love you czy też MAGMA – Aisha wyjdzie mi wspaniale lub poprawnie, tak w tzw tańcu bez „trzymanki” i bez partnerki (albo z partnerką ale szybki rytm) już zupełnie nie daję rady.  Stąd też pewnie niechęć do wesel jako miejsca gdzie wypada zatańczyć, czy z kuzynką, czy ciocią lub jeszcze kimś. Ostatnie wesele na jakim byłem odbyło się w maju 1998 roku i było to wesele mojej ciotecznej siostry (byłem wtedy maturzystą) uroczystość wspaniała na 250 gości, byłem na mszy w kościele oraz przetrwałem konsumpcję obiadu(flaki czy rosół), po czym w angielskim stylu opuściłem imprezę.

Grzecznie  i stanowczo odmawiam.

Przez ostatnie 11 lat nazbierało się w domu trochę zaproszeń, każda bliższa i dalsza rodzina za punkt honoru chyba postawiła sobie by zaprosić mnie na wesele swoich pociech i wymusić moje przyjście. Jak wiadomo człowieka ciężko zmusić do rzeczy na które nie ma ochoty, tak też nikomu się nie udało. Moja rodzona mamusia już mnie epitetami odludka i dzikusa i antyspołecznego typa obrzucała, by tylko wykrzesać we mnie poczucie winy i obecność na którymś z wesel. Bo wypada, bo to bliska rodzina etc. Mimo że bardzo lubię obcowanie z ludźmi, rozmowy etc. ale takich imprez unikam, zarówno w rodzinie jaki u znajomych. I nic nie pomogły groźby i prośby rodzicielki która wydziedziczeniem już w akcie swej desperacji straszyła. Niektóre osoby z rodziny przestały już zapraszać inne z uporem maniaka wydając za mąż kolejną córkę ślą kolejne zaproszenie. Najbardziej żałosne i zabawne zarazem jest to, że są to rodziny z którymi utrzymuję kontakt sporadyczny, typu pogrzeby, komunie, chrzciny etc. a oni zapraszają nie na wesela, albo daleki kuzyn którego nawet nie pamiętam jak ma na imię, bo widzieliśmy się w życiu z 3 razy. A on mnie zaprasza i mówi ze bardzo by chciał żebym był. Nosz kurczaczek, wesele i ślub to uroczystość państwa młodych i takie gadanie "bardzo bym chciał żebyś u mnie był", k...wa akurat w tłumie 250 osób ktoś zobaczy czy byłem czy nie.

Dziewice biorą ślub

Kolejnym choć trochę humorystycznym powodem dla którego nie chodzę na wesela jest takie dziwne uczucie, że kobieta z którą kiedyś „obcowałem w ten czy inny sposób” bardziej chodzi o TEN sposób oddaje się teraz innemu i szans na OWE obcowanie już nie będzie. Takie uczucie jak Ty jako pierwszy albo jeden z pierwszych odpakowałeś z „złotka” czekoladę i odłamałeś kawałek większy lub mniejszy i ci smakowało. A potem już nic nie smakowało tak samo. Mogło smakować raz, mogło smakować i kilka razy a tu nagle ktoś zabiera ci tę czekoladę sprzed nosa i oznajmia przy świadkach wobec księdza, że teraz to on będzie jadł tą czekoladę. Przyznacie że dla amatora tej czy innej czekolady wizja taka staje się nie do zniesienia. Tak też i dla mnie wizja że kolejna moja bliska lub bliższa koleżanka postanawia wyjść za mąż bardziej lub mniej udanie jednak jest nie do zniesienia. Nie dotyczy to ślubów w rodzinie, tu nie miałem okazji obcować z kuzynkami :)
jak jestem zapraszany na wesele bardzo miłej koleżanki, która wiem jak bardzo miła być potrafi to ogarnia mnie smutek żałość i zgryzota :)

Dziwny zwyczaj zapraszania

Zauważyłem też że jestem zapraszany na dwa sposoby, rodzina, nieważne czy bliska czy daleka nawet wiedząc ze jestem singlem zaprasza mnie z osobą towarzyszącą, znajomi i bliżsi i dalsi (bliskim jest wybaczone) robi jakieś dziwne podchody. Już wyjaśniam o co chodzi, zamieszkuję z przyjaciółką, wszem i wobec ogłaszamy że tylko razem mieszkamy (konkubinat?) nawet kiedyś notkę na ten temat popełniłem, więc rozumiem, że dla wszystkich jest to jednakowa wykładnia, że mimo że razem to jednak jesteśmy dwoma oddzielnymi bytami. Dla mnie jasne, dla innych widocznie nie no ale ja nie wymagam od innych by rozumieli złożoność mojej sytuacji życiowej, więc nie wiem czemu ludzie czasem na siłę próbują to zrozumieć lub dopasować do jakiś norm. Rodzi to pewne sytuacje, nap zapraszanie mnie i Sylwii razem albo pytanie czy zaproszenie wystawiać na 2 osoby do każdego z osobą towarzyszącą czy wystarczy jedno dla nas dwojga. O ile w przypadku bliskich znajomych takie dywagacje mają jakiś sens (no dobra też nie mają ale im wybaczam) o tyle w przypadku dalszych znajomych jest to dla mnie nie zrozumiałe. No bo ile może kosztować papierek zaproszenie ślubne plus koperta 5 złotych ? To chyba maximum. Więc zupełnie nie rozumiem pytania czy wypisać jedno czy dwa, zwłaszcza jeżeli ktoś robi imprezę na 250 osób. Rozumiem że to jakiś koszt bo to 125 zaproszeń podwójnych, no ale skoro ktoś decyduje się na taki wydatek jakim jest wesele to chyba go stać na zaproszenia? Niby nie powinno mi to robić różnicy skoro i tak nie idę ale niesmak pozostaje. Zakładam że intencją zapraszającego jest ograniczenie ilości talerzyków za które musi zapłacić, bo jeżeli poszedłbym na takie wesele z Sylwią to zostają wolne 2 talerzyki, no ale od jakiegoś czasu wytworzył się zwyczaj umieszczania na zaproszeniach adnotacji, „prosimy o potwierdzenie przybycia na uroczystość ślubu i wesela do dnia ...” Rozumiem, że po tym czasie lista jest zamknięta i koszta organizacji wesela są mniejsze  bo okrojone do faktycznej liczby gości weselnych którzy zamierzają się pojawić na weselu i przyznam że nijak się ma to do oszczędzania 5 złotych na zaproszeniu. Strasznie mi się to nie podoba, takie jakieś dusigrosze z tych zapraszających. Chcesz mnie zaprosić zaproś mnie i nie wnikaj czy będę sam czy z kimś, napisz do kiedy mam ci dać odpowiedź i już. Zapewne dam ją w terminie. Nie wspomną już o tym zwyczaju określania daty by się określić czy ktoś przyjdzie czy nie, za czasów kiedy na weselach bywałem było nie do pomyślenia by dodać taką klauzulę, ktoś robił wesele bo go było stać, a to czy ktoś inny przyszedł czy nie było indywidualną sprawą.

Kasa, kasa, kasa

Niektórzy biorą ślub i wesele by umożliwić sobie lepszy start w życie, zebrane pieniądze służą jako kapitał na dom, auto czy wycieczkę, niejednokrotnie młoda para zbierając swój kapitał wprowadza w długi rodziców. No ale to już jest pewna mentalność i pewne typy zachowań, ja osobiście jestem zwolennikiem skromnych ceremonii i skromnych wesel, chyba że zainteresowanych stać na wystawne wesele lub stać ich rodziców i mają gest. Dla mnie czymś nie do pomyślenia jest wyprawianie wesela za kredyt, co często się zdarza zwłaszcza kiedy panna młoda dowiedziała się że jest w ciąży i trzeba szybko zrobić ślub. Trzeba ? Szybko, po co ? Nie można poczekać skoro mleko się już rozlało.
Wracając jeszcze do tematu pieniędzy, pieniądze na organizacje wesela to jedno a pieniądze od gości to drugie. Ja mam taką zasadę że skoro jestem zaproszony na wesele do osób z którymi utrzymuję bliskie relacje, widuje się często to czuję się w obowiązku dać kopertę nawet mimo tego, że nie idę. Nie jest to może zawrotna kwota, ale jakaś zawsze jest to czy ją dam czy nie w głównej mierze zależy od sposobu zapraszania mnie i tego jak ktoś był bardzo upierdliwy. Szanse na większą zawartość w kopercie rosną przy jednorazowym zaproszeniu bez wnikania w moją obecną sytuację uczuciową. Kwota maleje dość gwałtownie, gdy zapraszający co 2 dzień pyta zapytuje czy może jednak nie zmieniłbym zdania w skrajnych sytuacjach dochodzi do tego, że mimo  tego że chciałem dać jakieś pieniążki to stwierdziłem że para była tak upierdliwa że w żaden sposób nie zasłużyli nawet na kwiatek. A ponoć jest taka zasada że na prezent weselny nie daje się pustych kopert to nie dostają nic. Wtedy faktycznie 5 PLN za zaproszenie idzie w niebyt. :)
Osób które tak jak ja są skłonne dać prezent (kopertę) jest pewnie sporo, więc tu rada do par młodych, patrzcie jak zapraszacie, bo jeżeli Wasza impreza ma polegać na zbieraniu kasy to sposób w jaki zapraszacie może zadecydować o tym ile tej kasy uzbieracie.

Notka powstała na kanwie ostatnich 4 dni inspiracją było planowane wesele koleżanki i kuzyna. Jak widzicie nie jestem entuzjastą widoków ciotek i koleżanek wyfiokowanych wypudrowanych i w tych dziwnych kreacjach które zakłada się tylko na wesela. Tak samo nie bawi mnie widok pijanych facetów z namaszczeniem maczających krawaty w rosole, wszyscy spoceni, napici i przy skocznej discopolowej muzyce bawiący się. Sorry to nie dla mnie, zdecydowanie wole spotkanie przy piwie czy soczku i pogadanie o czymś miłym lub interesującym nawet z parą młodą ale z daleka od zgiełku weselnego.
Notka nie ma na celu nikogo obrazić, jeżeli ktoś mnie zapraszał na wesele i zrobił to z jakiś względów inaczej niż ja bym chciał by to zrobił jeżeli już w ogóle to robił, trudno może przy kolejnym ślubie będzie okazja do poprawy. Wszyscy bliżsi i dalsi znajomi po przeczytaniu tej notki powinni nabrać przeświadczenia, że jeżeli faktycznie chcą bym z jakiś względów pojawił się na ich weselu to niestety stoją na straconej pozycji, zaprosić zawsze mnie można, choćby listownie ( nie nie obrażę się ) czy się pojawię, raczej nie ….

PS. mam nadzieję, że notka nikogo nie uraziła
ps2. Jeżeli chcesz zapytać czy spałem z Twoją żoną, nie oczekuj szczerej odpowiedzi, myślę że dobrym rozwiązaniem jest zrzucenie tego na bark młodości i szaleństw licealno akademickich
ps3. Jeżeli bardzo chcesz mnie zaprosić na swój ślub wyślij maila, albo zaproszenie, błagam nie stawiaj mnie w sytuacji, że będę musiał ci powiedzieć, że Twoje wesele nie będzie wyjątkowe i jak każde inne będzie „trąciło wioską”, nie wiem czy jesteś na to gotowy/ gotowa by usłyszeć prawdę …
ps4. Komentarze w stylu” jesteś chory – idź się lecz, tak nie można traktować ludzi” będą usuwane lub moderowane, chcesz się podzielić swoimi spostrzeżeniami uczyń to kulturalnie

Foro by Jeff Belmonte na licencji CC


Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!

Komentarze do wpisu "Nie lubię wesel i ślubów.":

1.

BTM napisał(a):
30 czerwca 2009, 18:35:38

Jesteś chory, idź się leczyć ;p A tak poważnie - mam podobnie.

Ostatnie wesel na jakim byliśmy z żoną przesiedzieliśmy przy stole (ok, trochę się pobujaliśmy na parkiecie, ale ja nie tańczę ;-)) otoczeni pijącymi (my nie) gośćmi i muzyką na poziomie "pszczółka Maja lata lata" oraz wołaniem do polewania (to polałem, sokiem jabłkowym). Wyszliśmy jakoś przed północą.

Na naszym ślubie nie było wesela - był obiad dla rodziny w Chochole (kto z Łodzi to wie gdzie na Żwirki/Piotrkowskiej) - mały lokal, a my i tak wynajęliśmy połowę. Cała impreza trwała z 4-5 godzin, zapłaciliśmy < 2000, z własnej kieszeni.

Ostatnio mieliśmy jechać do znajomych, ale się szanowna rozchorowała w noc przed i trochę głupio z naszej strony, że tak bez zapowiedzi nagle się nie objawiliśmy ale cóż, nie wszystko w życiu po myśli :(

2.

Worm napisał(a):
30 czerwca 2009, 18:42:16

+1.
Również podobnie to odbieram, zwłaszcza w kwestii tańca ;).
Brr.. Jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić własnego wesela, wolę je odsuwać w pamięci coraz dalej...

3.

tomek napisał(a):
30 czerwca 2009, 18:43:39

czytajac to czułem jakbym sam był autorem tego tekstu. mam w 100% takie samo podejscie do tej sprawy jak ty.
jestem tegorocznym maturzystą, na dwa wesela odmówiłem stawienia się a z trzeciego wyszedłem po 2 godzinach. zmagam się z tymi samymymi problemami: kompetny brak zrozumienia i kolejne nakładane na mnie klątwy.

4.

Paolo napisał(a):
30 czerwca 2009, 18:52:14

Niektórzy robią wesela, bo myślą że jest szansa żeby na tym coś zarobić ;) Sam nie lubię takich wielkich spędów i wolałbym, aby moje wesele było w gronie najbliższych mi osób...

5.

Piotr Szymczak napisał(a):
30 czerwca 2009, 19:19:55

BTM no i tak mi się podoba bez szumnego świętowania i wydawania wielkiej kasy. Co do wesel ja jak wspomniałem doświadczenia mam sprzed 11 lat, ale do oglądnięcia jakiś DVD zostałem zmuszony i widzę, że poza strojami nic się nie zmieniło.

6.

Piotr Szymczak napisał(a):
30 czerwca 2009, 19:21:06

Worm byle nie za daleko, bo potem będziesz szukał na gwałt jak ja i dopiero będzie kłopot

7.

Piotr Szymczak napisał(a):
30 czerwca 2009, 19:22:46

tomek, na klątwy można się uodpornić ale potem ci znieczulicę i aspołeczność zarzucą :)

8.

Piotr Szymczak napisał(a):
30 czerwca 2009, 19:25:16

Paolo stara wiejska prawda mówi, na weselu nikt nie zarobił, chyba że masz 2 ciocie w USA i babcię z grubym portfelem i jesteś jedynym wnukiem. Jedzenie alkohol, ubrania etc wszystko kosztuje, jak porównasz to co zbierze para młoda z tym co wydała to jak wyjdzie na "0" to jest udane wesele.

9.

Magnes napisał(a):
30 czerwca 2009, 22:36:07

co do tezy o braku zarobku to myślę że biznes ślubny zarabia całkiem nieźle, ale nikt z młodych. Zgadzam się trochę z autorem tekstu, (1,5 roku temu bym się zgodził całkowicie), ale po drodze pojawiła się moja przyszła ślubna (mam nadzieję :P) i na razie żadnego wesela nie mieliśmy w rodzinie, a chęć zabawy z Nią innej niż dyskotekowa siedzi we mnie od dawna. Pewnie pijana rodzina dookoła i zastęp ciotek, które będą chciały tańczyć mnie z tego wyleczy. Cóż, grunt że moje wesele nigdy nie będzie miało miejsca :)

10.

Piotr Szymczak napisał(a):
30 czerwca 2009, 23:40:00

biznes ślubny a i owszem, ale nie słyszałem aby ktoś kto robił wesele zarobił na nim

11.

miss_bliss napisał(a):
01 lipca 2009, 02:13:35

z całym szacunkiem, ale gubisz chyba zasadnicze przesłanie (np. oburzając się zaproszeniami dla jednej lub dwóch osób). wesele tak jak inna, podobna uroczystość jest wyjątkowa, ale dla tej osoby, która cie zaprasza. i wszystko kręci się (powinno się kręcić) wokół niej. jeśli cenisz/lubisz/kochasz ją na tyle, żeby to uszanować, poświęć swoje 'ja' dla tej osoby i paszcza :) w kubeł. jeśli nie grzecznie odmów i zapomnij o problemie.

12.

Piotr Szymczak napisał(a):
01 lipca 2009, 08:10:23

tak też zazwyczaj czynię, odmawiam ;)

13.

Aga napisał(a):
01 lipca 2009, 17:07:34

czytam sobie i po części zgadzam się z Tobą. Mam jednak wrażenie, że po prostu nie rozumiesz jeszcze o co w tym wszystkim chodzi i wierzysz w jakiś spisek "wszyscy chcą Cię zapraszac na wesela po to zeby nabijać się z Twojego tańca, wyciągać od Ciebie kasę i swatać" Jestem 2 lata po ślubie. 10 lat żyłam ze swoim facetem i w zasadzie nie wiadomo co to było, bo chyba już nie chodzenie ze sobą. On się też wzbranial przed ślubem miał podobne argumenty jak Ty, ja nie naciskałam, aż w koncu sam poczuł potrzebę zdefiniowania tego związku. Chcial to uczynić w obecności bliskich mu osób i kilka z tych osób nie przyszło. Było mu przykro, zanim odmówisz przyjścia na ślub zastanów się dlaczego akurat Ciebie zaproszono.

14.

anoriell napisał(a):
02 lipca 2009, 09:28:17

Jestem jeszcze zbyt młoda, żeby zapraszało mnie moje rodzeństwo cioteczne/stryjeszczne albo moi osobiści znajomi.
Jakiś czas temu zawitało do mnie zaproszenie na ślub jakieś Anny i jakiegoś Rafała. Poszłam do babci zapytać kto to w ogóle jest, bo nawet nie wiedziałam, że mam rodzinę o takim nazwisku, a co dopiero taką, która by mnie na swoje imprezy zapraszała.
Dowiedziałam się, że rodziną jest panna młoda, a ja nigdy w życiu jej nie widziłam, ani nawet o niej nie słyszałam, ale za to znam jej dziadka i bardzo go lubię :>

Od jakichś 5 lat uporczywie odmawiam chodzenia na wesela. Jest nudno, tak samo jak na trzystu innych, na które mnie zapraszano i durna muzyka nie zmieniła się od stu lat.

Nie odmówiłabym bliskim znajomym, ani rodzinie, z którą utrzymuję stały kontakt, ale jak zapraszają mnie ludzie, którzy nawet nie wiedzą jak wyglądam, "bo tak pasuje", to ja podziękuję za takie wesele.

15.

Piotr Szymczak napisał(a):
02 lipca 2009, 14:57:14

anoriell Z bliskimi to jednak tak jest że wypada się zmusić, lecz ja zawsze w sowich decyzjach dochodziłem do w wniosku, że PM, chciała by by na ich weselu byli ci ludzie którzy naprawdę chcą, że są tu bo chcą być z nimi. Ja na swoim ślubie nie chciałbym nikogo kto by w jakiś sposób czuł się zmuszony, czy zwyczajnie nie miał ochoty przyjść ale siedzi i się wkurza … W najbliższej przyszłości czeka mnie wesele brata, gdzie niestety będę się musiał pojawić, mam nadzieję że nie będę świadkiem …
Zauważyłem, że na forach jest sporo ludzi – głównie kobiety – dla których jakakolwiek krytyka ślubu i wesela lub chęć rozmawiania w temacie że kogoś to nie bawi to normalnie obraza :)

16.

weronika napisał(a):
02 lipca 2009, 14:58:10

na szczęście w prawdziwym świecie takie inne też są - naprawdę

17.

Piotr Szymczak napisał(a):
02 lipca 2009, 15:01:10

ale procent takich jest pewnie mniejszy niż użytkowników Linuksa :)

18.

Piotr Szymczak napisał(a):
02 lipca 2009, 15:11:57

@Aga "wszyscy chcą Cię zapraszac na wesela po to zeby nabijać się z Twojego tańca, wyciągać od Ciebie kasę i swatać"
Wiesz mi nie chodzi o kasę, jak przeczytałaś zazwyczaj staram się zachować honorowo i bedąc zapraszanym kiedy czuję potrzebę i nie zostałem wcześniej zniechęcony przekazuję PM jakąś kwotę wraz z życzeniami i symbolicznym pamiątkowym upominkiem. Więc dla mnie nie jest to problem kasy i tego czy ktoś jej ode mnie oczekuje czy nie, bo nawet jeżeli ktoś robi wesele z myślą „rodzice zapłacą my zgarniemy kasę i na kanary” to słysząc ode mnie że ja na wesela nie chodzę bo mam taką głupią zasadę to się chyba nie spodziewa, że dostanie kopertę. Ja bym się nie spodziewał. Co do nabijania się, ja zwyczajnie bym nie tańczył więc nie byłoby okazji :)
Faktycznie jeżeli bliscy zawodzą jest to przykre ale wszystko zależy od relacji, jeżeli są one faktycznie bliskie to owszem może zaboleć, jeżeli mimo bliskości „krwi” zażyłość jest wynikiem li tylko kurtuazji to wtedy niekoniecznie. U mnie wszyscy wiedzą że ja na wesela nie chadzam, tak samo jak nie piję znacznych ilości alkoholu oraz nie palę. Więc zapraszając mnie mimo to na wesele informuje mnie ( tak mniemam), że moja osoba coś znaczy dla niego i w ten sposób to okazuje. Ja okazuje że i on/ona nie jest dla mnie kimś obcym poprzez złożenie życzeń i wręczenie jakiegoś drobnego prezentu (pamiątki).

19.

lavinka napisał(a):
08 sierpnia 2009, 22:33:46

Wśród moich znajomych mam szczęście do normalnych wesel, rodzinne przeżyłam dwa. W obydwu ulotniłam się po godzinie.Raz z powodu migreny(nie wiem czy po winie, czy po disco polo) drugi raz i tak musiałam wyjść, bo trza się psem zająć. Jak jest sam długo w domu to szczeka, co generuje problemy sąsiedzkie... w sumie najlepiej wspominam sytuację, gdy ludzie zrobili oddzielny wystawny obiad dla rodziny i oddzielną imprezę dla znajomych. Ta druga była po prostu później, zaczęła się po 22:00,ale trwała niemal do rana. Rodzina miała swoją wytawną kolację w restaurancie i bawiła się do późna, tylko państwo młodzi ulotnili się przed 22 i pojechali na imprezę dla znajomych. Bardzo fajne rozwiązanie, nie trzeba się bawić z kupą obcych ludzi :)

20.

Piotr Szymczak napisał(a):
09 sierpnia 2009, 11:21:02

Lavinka ja na szczęście unikam wesel :) ale w najbliższym czasie czeka mnie wesele u brata rodzonego, bo chyba jego związek sie poważny robi :) no cóż jakoś się przemęczę, mam tylko nadzieję że u mnie na wsi zmieniły się zasady weselne i świadkiem nie musi być brat (znam sytuacje, że świadkami zostają przyjaciele, znajomi etc i jest to tradycją w pewnych rejonach). Bo roli świadka bym chyba nie przeżył :)
Co do disco polo, to ja mimo że wychowany na wsi, w czasach dawnych "79 powinienem mieć jakaś tolerancję na te brzmienia, niestety nie mam, wprawdzie nie reaguje migreną, ale jakiś taki wewnętrzny bunt w ciele. Sprawa wstrętu do disco polo nie dotyczy tylko wesel, trochę mi żal jak na lokalnych uroczystościach - popularna impreza lokalna Dzień Ogórka w Karszewie - szczytem ,muzycznym jest lokalny zespół starszych pań śpiewających na nutę oj dana dana dana oraz zespół disco błysko, cieszy jedynie fakt ze w miejscowości z nieco ponad 80 gospodarstwami ludzie sami zorganizowali sobie święto, urzędasy dołączyli dopiero w kolejnych edycjach ... koniec offtopa :)
Lavinka dobrze że masz wymówkę, ja w Lodzi nie mam żadnego zwierzaka którym mógłbym się posłużyć jako zasłony do zdezerterowania ;)

21.

mario napisał(a):
09 września 2009, 20:47:45

Z kilkoma spostrzeżeniami się zgadzam, ale generalnie idąc na wesele robię to dla pary młodych. Nie zastanawiam czy chcieli mnie zaprosić, czy musieli (rodzinka itp). Idę z nastawieniem dobrej zabawy, miłych wspomnień, spotkanie dawno niewidzianych kuzynów, znajomych, nawiązania nowych znajomości itp. oraz finansowego wsparcia startujących na wspólną drogę życia.
To przede wszystkim dla nich ma być niezapomniany dzień, więc sobą, swoją obecnością powinniśmy się przyczynić, aby taki właśnie był, niepowtarzalny i niezapomniany...
Zresztą po każdej takiej imprezce jest wiele tematów do spostrzeżeń, wolnych wniosków itp (nie nie opisuje i nie rozwodzę się nad kreacjami czy wielkością dekoltów kobiałek :>).
Po prostu jest co wspominać, nie zależnie czy dobrze czy żle...
Nie odmawiajmy młodym...którzy wraz z rodzicami niejednokrotnie wkładają wielu trudu w przygotowanie uroczystości i zadowoleniu swoich gości.

22.

Piotr Szymczak napisał(a):
10 września 2009, 15:30:45

mario, wiesz ja zawsze byłem inny, ja jestem typ antyrodzinny :) nie tańczę więc urok i czar takiej imprezy dla mnie żaden. Kopertę dam tak czy siak :) ale dla młodej pary chyba lepiej ze marudy nie będzie na ich ślubie lepiej gromadzić ludzi którzy podzielają zainteresowania, niż takich którzy okażą swe niezadowolenie lub będą się po angielsku uśmiechać :)

23.

chiara76 napisał(a):
22 października 2009, 11:12:22

Witam. Na ten wpis trafiłam zupełnie przypadkiem (zaglądając w statystyki własnego bloga, a że pisałam o własnej niechęci do Wesel, voila, znalazłam Twój wpis). I aż muszę zostawić komentarz, jako, że czytając odnosiłam wrażenie, że to jakieś moje alter ego;) mogłabym się prawie w 100% podpisać pod tym, co Napisałeś.
I tak, znam określenia odludek i antyspołecznik rodzinny;)
Z pozdrowieniami.

24.

Piotr Szymczak napisał(a):
22 października 2009, 13:43:55

Witam, miło mi, fajnie że nie jestem sam i podobne zapatrywanie na sprawę mają kobiety :)
Droga koleżanko ale wielkim nietaktem :) jest ze nie zostawiłaś namiarów na swojego bloga. Proszę czym prędzej się poprawić :)

25.

chiara76 napisał(a):
22 października 2009, 20:46:43

koleżanka jest zdziwiona, że nie został namiar, bo pilnie wpisała tam, gdzie trzeba było:)
www.chiara76.blox.pl
Ale akurat jutro nie polecam zaglądać, bo wpis , który zapewne wyda się Panu zgoła inny;))

26.

Piotr Szymczak napisał(a):
22 października 2009, 22:37:42

heheh Wygooglałem i się okazało że to bloksowy nick :) ale miło że zajrzałaś tu jeszcze raz :)

27.

Piotr Szymczak napisał(a):
22 października 2009, 22:43:24

Livio e takie zapadanie to chyba jak jest człowiek na bani :) Wikiyu sytuacja z namiotem wymiata :) W takiej sytuacji człowiek wdzięczny ja cholera. Z moich nocnych przygód związanych z pozycjami to czasami nawet na małym łóżku potrafię zmienić usytuowanie na łóżku kilka razy, zaczynam spać głowa do okna a rano budzę się w poprzek kanapy lub w tzw "nogach".

28.

Karol napisał(a):
29 stycznia 2010, 17:04:09

Ja mam tak samo. Ale kiedyś będę musiał się nauczyć tańczyc. Sczególnie mi to się przyda na swoje własne wesele.

29.

zespół na wesele napisał(a):
27 lutego 2010, 17:05:43

Na weselach grywamy od dawna i nie zdarzyło się jeszcze abyśmy zwrócili uwagę na to jak ktoś tańczy. Większość wesel jest mocno zakrapiana alkoholem i po kilku godzinach wszyscy goście "czują bluesa". Dobra kapela potrafi się wczuć w klimat wesela i zagra tak by każdy potrafił zatańczyć. Dla Młodej Pary najważniejsze jest to by goście dobrze się bawili. Młodzi zatrudniają wtedy zespół biesiadny lub niereformowalny, grający od 20 lat, tylko po to by zadowolić biesiadników i rodziców. Nie dziwmy się więc, że czasem wybrany zespół nie spełnia oczekiwań tych młodszych weselników.

30.

Świat okiem starszego kawalera ... napisał(a):
10 sierpnia 2010, 16:58:54

Jak się oświadczyć?

Na zadane pytanie dla wielu odpowiedź jest jedna, tak by wszystkim oko zbielało z zazdrości, by rodzina panny młodej przez najbliższe tygodnie nie miała innego tematu, by koleżanki wybranki piały z zachwytu nad pięknem pierścionka i sumą [...]

31.

Piotr Szymczak - blog napisał(a):
12 grudnia 2010, 16:50:08

Przesądy świąteczne

Mój stosunek do wszelkiego rodzaju imprez pt. święta, Sylwester, spotkania rodzinne i wesela rodziny i znajomych jest znany. Co nie znaczy, że nie brak mi folkloru z lat młodości, który towarzyszył zbliżającemu się czasowi Świąt Bożego[...]

32.

zespół na wesele napisał(a):
08 maja 2011, 17:04:06

nie słyszałem aby ktoś kto robił wesele i zarobił na nim

Dodaj komentarz:

Widzisz błąd lub literówkę. | Markdown włączony ( szczegółowy opis znaczników ):
*strong* | # lista numerowana | * lista wypunktowana | _em_ | __italic__ | [tekst](http://...) | bq. cytat.