Konie - nie pozwólmy ich katować ..
Ostatnio coraz częściej docierają do nas niusy gdzie głównym bohaterem są konie, a to w Krakowie a to w Zakopanem. Pozwolę sobie na mały komentarz w końskiej sprawie.
Media informowały o wystraszonych koniach w Krakowie, które narobiły nieco szkody i poturbowały ludzi, ostatnio na Gazeta.pl i tvn24 czytam o koniu, który z przemęczenia padł.
Moim zdaniem to straszne skurwysyństwo, tak zaniedbywać te piękne zwierzęta. Te, które pracują w mieście powinny być tak dobierane by nie bały się krzyków, hałasu, by zwyczajne odgłosy miasta nie wywoływały w nich strachu. Powinny być też odpowiednio zadbane, bo koń nawet jak nie ciągnie dorożki to i tak pracuje, bo stanie na słońcu też go męczy.
Przypadek z Zakopanego to kompletny brak wyobraźni i głupoty ludzkiej, mówi się, że dla pieniędzy człowiek zrobi wszystko i w dużej mierze jest to prawda. Bo taki baca będąc zachłannym doprowadził do tego, że koń padł, a jednym koniem może już nie dać rady wozić i zarabiać dudki. Kompletny brak wyobraźni i zero sumienia i wyrozumienia dla ciężkiej pracy.
Wychowałem się na wsi, gdy byłem małym chłopcem tato używał do niektórych czynności koni, W stajni mieliśmy 2-4 konie w zależności od okresu, nawet w czasach, kiedy nasze gospodarstwo dysponowało ciągnikiem, konie były używane do pracy, bo niektóre zadania wykonywały lepiej niż maszyny. Pamiętam, że koń pracował kilka godzin dziennie, ale z przerwami, gdy wożone było siano z łąk, to po przyjechaniu do domu, konie były wyprzęgane prowadzone do stajni gdzie dostawały jeść, wodę miały chłodno mogły odpocząć. Możecie mi wierzyć wóz z sianem lekki nie jest … Konie wypoczywały przez godzinę, (bo tyle zwykle zajmował rozładunek), po czym znowu wracały do pracy. Kolejnego dnia dostawały całkowitą dyspensę od pracy, chyba, że zachodziła potrzeba by ich użyć. Mój tato kochał konie, może, dlatego u nas nie były przemęczane i dożywały starości, wiedział o tym, że o dobrego konia trudno a nasze były tak ułożone, że nie trzeba było nimi kierować, same wiedziały jak mają iść. Dlatego patrząc na takich pacanów, którzy traktują konia jak maszynkę do robienia pieniędzy, nie dbając o to by ta maszynka miała chwile odpoczynku, normalnie krew mnie zalewa.
Zastanawiam się, dlaczego też odpowiednie służby nie reagują, moim zdaniem łatwo sprawdzić czy zaprzęg w Krakowie stoi od 8 rano do 22, tak samo łatwo sprawdzić ile razy Baca wjechał pod górę na swoim koniu i ilu ludzi przewiózł.
Po tych zwierzętach widać zmęczenie i jeżeli my im nie pomożemy to nikt inny nie stanie w ich obronie, dopiero, gdy zwierze padnie, ale to już jest za późno.
A to bardzo piękne zwierzęta, wdzięczne i pracowite, ja do dziś pamiętam te chwile, kiedy będąc 4-6 letnim chłopcem dosiadałem „Maćka”, tato niby nie pozwalał, ale czasem udawało się wdrapać na konia.
Mogłem tylko na chwilę, bo ojciec w trosce o moje zdrowie i zdrowie konia tłumaczył, że taki koń nie będąc przyzwyczajony do ujeżdżania może zrobić mi i sobie krzywdę.
Wtedy nie rozumiałem tego i sądziłem, że koń to niezniszczalne zwierzę, bo ciągnie wóz pełen piachu, jako dziecko mogłem tego nie rozumieć. Dziś widzę, że inni dorośli ludzie mają podobne myślenie o tych zwierzętach, jest tylko ta różnica, że oni są dorośli i konie są dla nich źródłem dochodów ….
Widząc krzywdę tych zwierząt nie przyglądajmy się bezradnie, nakręcenie filmu jak koń umiera nie jest bohaterstwem, reagujmy nim będzie za późno ...
Zdjęcia pochodzą z serwisu Gazeta.pl oraz strony http://www.realearth.pl/
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±

Komentarze do wpisu "Konie - nie pozwólmy ich katować ..":
1.
26 lipca 2009, 15:46:59
Jasna cholera, teraz jakaś moda na prawa zwierząt? Już drugi wpis o tym na Joggerze dzisiaj.
2.
26 lipca 2009, 15:58:41
nie, nie widziałem pierwszego :) dziś oglądnołem filmik na tvn24 ... ja zwyczajnie nie potrafię zrozumieć takiego bacy, to tak jakbys kręcił do oporu procka wiedząc ze jak za mocno podkręcisz to padnie.... Mnie dodatkowo wychowano w duchu poszanowania dla tych zwierząt ..
3.
26 lipca 2009, 17:08:24
@Autor: a nie przyszło Ci do głowy, że baca też stracił swoje "narzędzie pracy"? Nikt normalny nie będzie niszczył czegoś, czego używa codziennie, a tym bardziej do pracy - niezależnie od tego, czy jest to procesor, czy zwierzę; NIEZALEŻNIE od tego, czy go uwielbia, czy traktuje instrumentalnie. Koń padł, mówi się trudno, ale nie ma póki co podstaw sądzić, że było to jakieś niezwierzęce katowanie. Nikt nie jest wieczny, niektóre zwierzęta dokonują żywota w stajni, inne w rzeźni, a temu konikowi zdechło się na ulicy. Przykre, ale nie ma o co robić kryminału, tym bardziej, że...
btw. O tym, że nie był to atak serca, a przemęczenie, dowiadujemy się z zamieszczonego przez Ciebie linka do artykułu w szmatławcu jedynie z ust "anonimowego turysty". Czy jeśli ludzie padają w upały na ulicach, też podejrzewamy ich zawsze o przemęczenie pracą?
btw2. Też wychowałem się na wsi, z szacunkiem do zwierząt [choć to słowo nie wydaje mi się najwłaściwsze]. Ale użyte w szmatławcu określenie "tragedia" jest o wiele za mocne. Ale to typowe, rzekłbym.
4.
26 lipca 2009, 17:56:51
torero: nie problem kupić kolejnego konia, który mógłby iść na rzeź… takiego co parę razy tę bryczkę dowlecze na górę, może czasem stratuje pieszych…
Myślę, że ta sytuacja wynika z tych samych przyczyn co wypadki na rynku w Krakowie. Najpierw były to atrakcje zapewniane przez „koniarzy z krwi i kości”… tylko, że tacy wozili krótko i liczyli sobie sporo. Znalazło się jednak wielu, którzy zobaczyli tu szansę na łatwą kasę, wyciągnęli jakieś konie ze stajni (albo nawet „zainwestowali” w kupno) i nie przejmując się przygotowaniem czy właściwym utrzymaniem konia rozpoczęli biznes. Zapewne wozili taniej i więcej niż „koniarze”, to wykosili tamtych z rynku. Na skutek wzajemnej konkurencji zaczęli ciąć koszty (każdy koń się nada) i zwiększać ilość kursów (przerwa niepotrzebna). Klientowi w większości wszystko jedno – przeciętny nie rozróżni zdrowego konia od zamęczonego i właściwego traktowania (bata czasem trzeba użyć) od niewłaściwego (katować konia nie należy). I efekt mamy taki, że równanie powożenia bryczką z męczeniem zwierząt staje się, niestety, coraz bardziej uzasadnione… :-(
Z drugiej strony, można by stwierdzić, że skoro mamy wolny rynek i klientowi wszystko jedno którego z kolei konia baca zajeżdża w tym roku (poprzednie nie musiały paść, może po prostu odchorowują swoje w stajni), to wszystko jest ok… A może jednak nie wszystkim wszystko jedno?
A w powyższej historii… to nawet jeśli koń nie padł ze zmęczenia, to czy należało w tej sytuacji „okładać go lejcami”? Konie raczej nie kładą się na ziemi z lenistwa… A i „atak serca” najprawdopodobniej byłby spowodowany stresem do którego koń nie był przygotowany.
5.
26 lipca 2009, 18:07:34
napiszę coś mądrego ale później, bomteraz zabiegany :) za 2 godziny pociąg :) ale na 1 rzut oka widzę że z Jajcusiem się zgodzę :)
6.
26 lipca 2009, 20:02:30
Jajcuś & Autor: nie zrozumcie mnie źle, też nie jest mi miło, gdy widzę takie sceny. Ale na zdrowy rozum zamęczenie takiego konia, if any [jakieś to zamęczenie wygląda mi na szyte grubymi nićmi, no ale poczekamy na wyniki "sekcji zwłok", bo kryzys kryzysem, a na takie rzeczy szmal musi być... dygresja skończona], nie różni się w niczym za bardzo od np. kupowania za dużej ilości wędlin, "bo w domu zjedzą" i późniejszego ich wyrzucania. Tylko szczebli pośrednich więcej i łatwiej w drugim przypadku się rozgrzeszyć. Tyle że pierwszy przypadek w telewizji wypada fajniej. A to, że empatia dla drugiej istoty [niekoniecznie zwierzęcia] wygasła w nas prawie zupełnie... to temat na oddzielny wątek.
7.
26 lipca 2009, 21:21:46
Przy obecnym pedzie, aby do przodu i coraz wiekszych "zyskow", takie przypadki zapewne beda coraz czesciej wystepowac czy to odnosnie zwierzat czy tez ludzi. Ludzie traca wzajemna wrazliwosc, a co dopiero mowic odnosnie zwierzat, ktore od wiekow wykorzystujemy do spelniania swoich celow.
Konie to wspaniale zwierzeta, dlatego mam nadzieje ze zawsze bedzie grupa ludzi, ktora bedzie glosno "mowic" o ich losie.
8.
26 lipca 2009, 22:04:48
prawdę mówiąc byłam jakis tydzień temu nad morskim okiem, upał nie do wytrzymania, a konie jeżdżą tam i spowrotem, bez postoju. Trasa z dołu do jeziorka długa, a one obciążone masą ludzi. Niby 40 zł za osobę, a do powozu tych osób nieco wejdzie - ciekawe ile z tej kwoty dostaje koń? Patrząc na nie, aż żal się robiło.
Dodaj komentarz: