Chamstwo z wyższych sfer
Od kilku ładnych lat kino jest dla mnie tym, czym woda dla ryby. Uwielbiam tam chodzić, czuć jego atmosferę, obejrzeć film niezależnie czy należy do klasy A czy B:) Lubię się dobrze bawić, a kino z całą swoją otoczką zapewnia mi to w stopniu wystarczającym i mniejsze znaczenie ma rodzaj filmu, jaki oglądam. Czasem niezależnie czy oglądasz wesołą komedię „Brzydka prawda” czy przejmujący film „Stygmaty” to otoczenie, w jakim go oglądasz potrafi skutecznie popsuć miłe wrażenia z wyjścia do kina. Wszystkiemu winne nowobogackie chamstwo z wyższych sfer.

Misio cię wytarmosi...
Kiedyś pisałem o tym, że przeszkadza mi mizianie w kinie, rozumiem, że para, która jest w kinie trzyma się za ręce przytuli się etc. Co mi naprawdę przeszkadza, to to, że takie mizianie nierzadko przeradza się w jakieś obmacywanie i obślinianie się. Pewnie jestem nazbyt staroświecki, ale w mojej ocenie kino nie sprzyja atmosferze wirującego seksu. Ale co kto lubi, o ile nie słyszę głośnego mlaskania śliną, czy chichotów „co ci misio zrobi wieczorem” to jestem w stanie wiele znieść.
Gadulstwo zabija ducha kina
Ale zupełnie nie jestem w stanie znieść głośnego gadania, a z tym spotykam się ostatnio nagminnie. Rozumiem, że czasem zachodzi potrzeba podzielenia się z kimś jakąś uwagą, ale na litość boską po cholerę iść do głośnego wypełnionego ludźmi kina, skoro ¾ filmu rozmawia się dość głośno z swoim towarzyszem czy towarzyszką. Już lepiej iść na czekoladę do Wedla, koszt podobny za 22 złote można kupić przepyszną sonatę malinową z ciemną czekoladą i wolno jedząc i rozmawiając dwie godzinki też zleci:) Ale nie mi decydować o tym jak ktoś spędza czas, lubi posiedzieć w kinie ok jego sprawa ale do cholerki niech mi nie przeszkadza swoim gadulstwem i brakiem kultury i elementarnego obycia. Zapłaciłem za bilet a mogłem ściągnąć z torrenta, więc proszę pozwolić mi oglądać. Po kilku nieudanych wyjściach, aż mnie korciłoby wejść na mininova.org i zapuścić ściąganie, jednak nadzieja, że może tym razem będzie lepiej jest silniejsza. Dobrze, że do kina chadzam z Sylwią, ona nie ma oporów by komuś zwrócić uwagę, przyznam że dla mnie to bardzo wygodne. Ostatnio klasycznie uciszyła parę nastolatków, którzy nazbyt przejęli się rozmową, byli bardzo głośno, po stanowczej reprymendzie od Sylwii ucichli i do końca filmu siedzieli cicho jak trusia. Staram się unikać dni kiedy kino jest pełne, dlatego często wybieram nietypowe dni lub nietypowe godziny. Zazwyczaj gdy jest mniej ludzi wrażenia są nadzwyczaj pozytywne …
Gdzie jest miejsce chama?
W moich kinowych przygodach, zdarza mi się często mieć problem z miejscem, wydaje mi się że postępuję racjonalnie, z wyprzedzeniem wybieram filmy które chce obejrzeć, planuję czas swój i znajomych jeśli wybieram się w większym gronie, dokonuję rezerwacji miejsc z uwzględnieniem preferencji gdzie kto lubi siedzieć. Mimo to czasem mam problem z miejscem w kinie i wcale nie dlatego że moja rezerwacja wygasła, ot po prostu od jakiegoś czasu pełno chamstwa w kinie. Gdyby to był element dresopodobny to jeszcze bym jakoś przebolał, ale najczęściej to ta nowobogacka elyta. Kupili używanego 10 letniego Jeepa z „Rajchu” i teraz trzeba się pokazać, więc pan narzucił na buzię solarkę, lekko przypakował na siłce, jego foczka założyła spodnie rurki 2 rozmiary za małe, dekolt do pępka i poszli do kina. Pan jest dziany to widać, ma własną firmę i w ogóle, i wcale nie wygląda na buraka, na takiego jakim jest:)
Uwielbiam przygody z takimi matołami, jako facet z klasą, kobietę przepuszczam przodem, i zwykle to ona dociera na zaklepane wcześniej miejsca rząd 9 (14 i 15) a tam się okazuje ze właśnie Państwo z Jeepa sobie siedli na naszych miejscach. Sylwia takie sprawy załatwia bardzo szybko, nasze miejsca i wy … tzn. proszę się przesiąść. Nie rozumiem takiego zachowania, ktoś kupił bilet, ma wyznaczone miejsca, więc po jaką cholerę zajmuje miejsce przypisane do innego biletu. Wiadomo czasem się komuś zdarzy że pomyli rząd, że pomyli się o 1 miejsce, ale już nie raz widziałem jak ktoś przeskoczył 5-6 miejsc w jednym rzędzie, albo o 2-3 rzędy. Mój wiejski rozumek tego nie ogarnia.
Dziś byliśmy na Janosiku, fajne zdjęcia, fajnie zrobiony film, ale oczywiście pindzia w białej kurteczce na starcie musiała podnieść ciśnienie, jeszcze jaka bezczelna, „a to aż tak bardzo państwu zależy na tych miejscach, nie mogą państwo usiąść tam z boku”. Nosz kurwa, szczyt chamstwa i prostactwa pomieszany z bezczelnością.
Uff, ulżyło mi, na kolejny film idziemy w środę a właściwie dwa „Enen” i „Wojna domowa”, chyba że na coś w poniedziałek lub we wtorek wyskoczymy, i Bóg mi świadkiem, że jeżeli ktoś mi usiądzie na moim zarezerwowanym miejscu, będzie gadał lub mlaskał jęzorem, to Sylwia przeszyje go wymownie wzrokiem, powie kilka słów, a ja przypie …. tzn. naruszę nietykalność cielesną.
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±

Komentarze do wpisu "Chamstwo z wyższych sfer":
1.
07 września 2009, 09:28:55
Hm. Ja zazwyczaj chodzę na film długo po premierze. To pozwala na ciszę, brak popkornu (jakby kurna nie dało się przez dwie godziny spokojnie siedzieć bez ciamkania, chrupania i mlaskania) i... zajmowanie tego miejsca, które mi się podoba zająć.
Bardzo często już kasjerka daje mi bilet w wersji: jakikolwiek i otwarcie mówi żeby siąść gdzie bądź, bo i tak oprócz mnie w sali kinowej będzie może z 5 osób. Oczywiście jak przychodzi ktoś z biletem na miejsce, na którym usiadłam to zupełnie bez najmniejszych problemów przesiadam się rząd wyżej czy niżej. Chyba tylko raz zdarzyło mi się, że wybrałam sobie miejsce, na które ktoś kupił bilet.
Kiedy już MUSZĘ iść na film zaraz po premierze, bo znajomi nie mogą się doczekać i wiem, że będzie sporo ludzi, to postępuję zgodnie z wszelkimi kartonikami biletowymi i zasadami obsługi kina, ale nic w tym przyjemnego jak przede mną jakiś zią chrupie naczosy, za mną jakaś dziołszka lat 15 jest na tym filmie trzeci raz i opowiada swojej koleżance scenę do przodu, a obok siedzi para, która pomyliła kino z motelem.
2.
07 września 2009, 12:11:12
Podpisuję się pod Twoim tekstem rękami i nogami!!! Ja też uciszam, ale:
1.często to 3/4 kina gada, pije piwo, buźni, robi trzęsienie ziemi fotelami, musiałabym tylko biegać i uciszać, prosic itp.
2. gdzie jest obsługa????
3. nawet jak chodzę jakiś czas po premierze, zawsze trafię na jakiś gadających, mlaskających, obsliniających się.
Skutek taki, że przestaję chodzić do kina...
Może jakąś akcję zrobimy? Np. seanse dla lubiących spokój i ciszę w kinie? Proszę!!!
3.
07 września 2009, 14:09:32
Ja idąc do kina liczę, że wokół mnie siedzą ludzie "na poziomie", czasami rzeczywistość jest nazbyt surowa ..
W większości jednak mam miłe doświadczenia z kinem :)
4.
07 września 2009, 15:12:49
Też liczę, że wkoło mam ludzi na poziomie, ale cóż... nawet w Charlim gadają :(
PS uciszałam faceta na "Katyniu" - komentował każdy kadr...
5.
07 września 2009, 19:33:21
We Wrocku chyba ludzie są bardziej kulturalni, bo nie zdarzyło mi się, żeby ktoś zajął mi miejsce. Tylko popcorn śmierdzi jak wszędzie jak dzieciaki muszą to kupić. Nie wiem, nie karmią ich w domu, że przez 2 godziny nie można wytrzymać bez jedzenia?
Ale ja nie o tym. Jakiś czas temu byłem na serii koncertów w Multikinie. I jak zachowuje się 90% sali? Tak jak byście się spodziewali na filmie: cisza, nikt się nie rusza, zero rozmów, zero jakiegokolwiek zaangażowania.
Jak na U2 wstałem i zacząłem klaskać z wrażenia to myślałem, że mnie zlinczują:).
6.
07 września 2009, 20:08:55
Marcin Wrocław to Wrocław naleciałości kultury niemieckiej :) pewnie dlatego tacy kulturni w kinie ....
7.
07 września 2009, 22:11:15
i jako kulturalny mężczyzna zrzucasz użeranie się na kobietę?
8.
07 września 2009, 22:24:05
Weronika nie zrzucam, ot ona jest tak dobra, że nim ja dojdę to zazwyczaj jest juz po sprawie :)
9.
08 września 2009, 08:17:56
Podpisuję się również pod tą notką. Nie raz, nie dwa zdarzyło się coś takiego w 3mieście.
U mnie natomiast najgorsza jest ta cała dzieciarnia co przyjdzie, przegada cały film, a wychodząc ktoś powie "a nie mówiłem, że nie warto". Często nawet nie oglądają, ale jest "kul" przyjść i narobić trzody.
Coraz mniej można spodziewać się po młodych.
Co do zajmowania miejsc to my zazwyczaj mamy swoje zarezerwowane i tam siedzimy. Jakoś raz czy dwa ktoś nam je zajął, ale nie było problemu z przegonieniem delikwentów.
10.
08 września 2009, 16:45:16
To ja się wyprowadzam do Wrocławia :) Zwłaszcza że do tego w góry blisko :)
11.
09 września 2009, 20:24:10
zazdroszczę ci Sylwii Piotruś...pożycz mi ją na tydzień :>:>:>
12.
10 września 2009, 15:10:54
radmen, ja tez zawsze zaklepuje i przeganiam ludzi jak na moim siądą :) ale pierwszy raz mi się zdarzyło by ktoś oponował i robił problem, zwykle potulnie się przesiadają.
Co do trzody, widać społeczeństwo nam się bogaci,skoro kogoś stać na kilkukrotne oglądanie tego samego filmu, chyba ze wcześniej na torentach zassał.
Emi ale nigdzie nie jest tak pięknie jak w Łodzi, no i wiesz tu są znajomi :)
Mario, nie ma co zazdrościć, z tego co wiem to Sylwia cały czas jest do wzięcia tz. wolna skoro ptacy :)
Nie wiem jak ona z urlopami, ale wyślij jej ofertę na maila :)
13.
19 kwietnia 2010, 21:51:20
Piotrze, gratulacje!
"ot ona jest tak dobra, że nim ja dojdę to zazwyczaj jest juz po sprawie :)"
To fantastyczne!
14.
21 maja 2010, 04:56:26
Też nie mogę znieść wielu łebków, dlatego staram się chodzić do kina na seansy poranne.
Dodaj komentarz: