Szczyrk w kilka dni
Szybki weekend w Szczyrku i Bielsko Białej - chronologiczna pisanina.
AdTaily ufundowało mi weekend w Szczyrku, jako że nie przepadam za śniegiem, postanowiłem pojechać tam jeszcze przed sezonem. Na nartach nie śmigam, a na ślizganie się na "jabłuszku” jestem chyba zwyczajnie za stary i za ciężki. 102 kg wagi robi swoje. Postanowiłem więc wyprzedzić śnieg i być tam wcześniej. Doniesienie z Blipa, potwierdzały śniegu w Szczyrku nie ma.
W ramach wyjazdu mogłem zabrać ze sobą 3 osoby, pewne było to że jadę ja i Sylwia, specyfika apartamentu, w którym mieliśmy zamieszkać determinowała to że kolejne dwie osoby powinny być naszymi dobrymi znajomymi, wszak mieliśmy mieszkać w obrębie jednego apartamentu. Najpierw sporządziłem długą listę znajomych, którym mógłbym zaproponować taki wyjazd, po czym dokonywałem cieć.
Głównym kryterium było to że z Sylwią postanowiliśmy odwiedzić pobliski ośrodek naturystyczny Cezar w mieście Bielsko Biała, a wizyta tam determinowała to że osoby/osoba zaproszona przez nas nie będzie się wstydziła pójść do takiego obiektu. To dość drastycznie skróciło listę, niemalże tak drastycznie, że została na niej tylko koleżanka P.
Po ustaleniu technikaliów, kiedy jedziemy, co tam robimy, co jest na wyposażeniu apartamentu naniesieniu punktów orientacyjnych na GPS, małym zwiadzie u koleżanki z Gazety Wyborczej co warto zobaczyć w Bielsko Białej, postanowiliśmy, że zaczynamy nasz nietypowy weekend w piątek wieczorem i będzie on trwał do poniedziałku nocy.
Już na samym starcie, jeszcze przed wyjazdem PKP zafundowało mi mały dreszczyk emocji, w postaci utrudnień w zakupie biletu za pomocą karty płatniczej, okazuje się, że na jednym z największych dworców PKP w Łodzi (Łódź Kaliska) nie da się w ten sposób kupić biletu, co opisałem w notce „Płatnicza dziura w wielkim mieście”.
Dalej poszło już całkiem gładko, wyjazd o 2 nocy ze wzmiankowanego dworca, jak się okazało cały przedział nasz i po pięciu godzinach spokojnej podróży zwiedzanie dworca w Bielsko Białej. Jak pisała koleżanka z Gazety, dworzec tamtejsi mieszczanie zawdzięczają Cesarzowi, na suficie piękne freski. Sam budynek odnowiony i robi pozytywne wrażenie, zupełnie jak nie dworzec PKP, toaleta wprawdzie nieco PRL-owska, ale za to piękna kawiarnia na dworcu, z pyszną kawą i ciastami, jakich nie powstydziłby się łódzki Hortex. W naszej Łodzi próżno szukać takiej kawiarni na dworcu, tamtejsza przypominała wystrojem Boston Caffe z piotrkowskiej 106 (?). Ogólnie szał ciał.
Jako że pora wczesna, my po całej nocy, a apartament w Szczyru w Willi Relax zarezerwowany od 14:00 stwierdziliśmy, że mamy odpowiednio dużo czasu, by coś zjeść i jechać do Centrum Naturystycznego Cezar. Ale najpierw jakieś śniadanie, o 7 rano, nie znając miasta, zdecydowaliśmy się na McDonald's, bo było pewne, że o tak wczesnej porze w sobotę będzie on otwarty. Wstukaliśmy namiary ul. Partyzantów 44, ale nawigacja płata figle, i tu kolejne odkrycie tego miasta. Ludzie nie znają położenia jednej z większych ulic swojego miasta, kilka osób pytanych o nazwę ulicy oraz wskazaniem, że szukamy McDonalda nie potrafiło nas nakierować. Dopiero miła pani z pieskiem pokierowała nas na przystanek MZK, a tam śliczna brunetka wskazała linię autobusową, którą najlepiej dojechać. Bo oczywiście z rozkładu jazdy ciężko było się zorientować. Idąc z dworca PKP na przystanek MZK zauważyliśmy, że w tym mieście pełno jest schodów, ale to dobrze, bo ta wspinaczka z walizkami po schodach była takim przedsmakiem tego, co czekało nas w drodze do Cezara i w drodze do Willi Relax.
Gdy dotarliśmy do McDonalda okazało się, że otwierają o ósmej, całe szczęście było za pięć ósma, znowu urocza brunetka otworzyła podwoje jadłodajni dla podróżnych. Spędziliśmy tam trochę czasu, po czym udaliśmy się do osławionego Cezara.
Dotrzeć do ośrodka dla naturystów nie jest łatwo, zwłaszcza jak nie znasz miasta, a sam ośrodek nie jest nikomu znany. Ulica, na której się znajduje to wąska dróżka biegnąca w kierunku dużego wzniesienia, ale udało się znaleźć jakąś większą ulicę, która była znana pewnej starszej Pani. Dotarliśmy po około 3 kilometrowym marszu.
W samym ośrodku tak jak pisałem w notce Centrum naturystyczne, było bardzo fajnie i miło, miłe przyjęcie przez właściciela, oprowadzenie po obiekcie, wskazówki pytania rady i inne takie, pełen profesjonalizm i dbałość o klienta. Dziewczyny szybko zrzuciły ciuchy i po obowiązkowym prysznicu udaliśmy się wszyscy na kąpiele wodne i saunowe. Super miejsce zarówno do spotkań w większym oraz mniejszym gronie, ekstatycznie wykończone, fajnie zorganizowane, aż miło się odpoczywa a czas biegnie nieubłaganie.
Powrót,z Cezara był już o wiele szybszy niż wspinaczka pod górę, nawet pomimo zepsutego kółka w walizce. Po dotarciu na przystanek, bardzo szybko podjechał bus do Szczyrku, co nas znowu zaskoczyło to taniość biletów, za trzy bilety na trasę ok 20 km zapłaciliśmy 7,5 zł. Niestety pan z busa był mało kumaty i nie udało nam się dojechać do celu za pierwszym razem. Wysiedliśmy w tzw Szczyrku Dolnym, do naszego pensjonatu Willa Relax była dość daleka droga. Po pieszej wędrówce, kąpielach w saunie chciało nam się jeść i odpocząć, na szczęście po kilkunastu minutach podjechał inny bus, z bardziej kumatym kierowcą, który wysadził nas tuż przy drodze do naszej willi.
Okazało się, że to nie był koniec wspinaczki, by zamieszkać w ekskluzywnym apartamencie, trzeba pokonać dość strome podejście. Niecałe 500 metrów podejścia, dało nam tak w kość, że po przywitaniu się z rezydentem willi padliśmy jak kawki. Po wejściu do apartamentu zrobiliśmy wielkie WOW i padliśmy na twarz, po tym jak zachwyt nad gustem i estetyką wykończenia pokoi udaliśmy się za małe zakupy, by coś sobie ugotować. Bo siły, by zejść do centrum miasta, już nie było.
Kolejny dzień upłyną już pod znakiem łażenia po miasteczku, konsumpcji regionalnych potraw, podziwiania widoków. Niestety nie udało nam się wejść na Skrzyczne, a wyciąg krzesełkowy jest w trakcie konserwacji, ruszy dopiero piątego grudnia br. Wieczorem oczywiście pogaduszki, piwko i kolejne piwko :).
Aż żal było wyjeżdżać, wszystko, co potrzeba do życia było na miejscu. Był internet, było górskie powietrze, tanie sklepy, piękny apartament, cisza, widok za oknem, górska mgła. Żyć nie umierać.
Powrót do Łodzi to czterogodzinna podróż pociągiem, czas zleciał równie szybko , a może nawet szybciej niż dojazd do Szczyrku.
Każdemu, kto chce wypocząć polecam Wille Relax, polecam górskie powietrze Szczyrku i ten spokój dookoła, akumulatory naładowane i czas na męskie decyzje.
±



Witam,
przedstawione tu opinie są moimi własnymi, czytasz je dobrowolnie i
na własne ryzyko :)
Piszę o Internecie, IT, mediach, rozrywce i kulturze, nie
stronię od tematów naturyzmu i sauny. Jesteś mile
widzianym gościem. Pozdrawiam Piotr Szymczak



Komentarze do wpisu "Szczyrk w kilka dni":
1.
12 listopada 2009, 13:06:33
To prawda klimat w Szczyrku jest cudowny. Cisza i spokój pozwala wypocząć i zregenerowac siły. Wszystkim polecam taki weekend:)
2.
12 listopada 2009, 13:11:44
Gdzie tam weekend, następnym razem to na tydzień jedziemy :)
3.
02 grudnia 2009, 11:27:38
Jako że Bielsko to moje miasto, muszę po prostu powiedzieć Ci, że odmieniają się oba człony, "byłem w Bielsku-Białej" zamiast w "Bielsko-Białej" itd. :)
A co do McDonalda to masz mocnego pecha, gdyż pokierowali Cię do tego na Partyzantów czyli można powiedzieć, że trochę drogi zrobiłeś. A inny McDonald jest... z drugiej strony dworca kolejowego, za torami ;)
Dodaj komentarz: