Czy inwestować w TSR?
Ostatnio często słyszymy, że to czy inne miasto stara się o jakiegoś inwestora, raz jest to fabryka śrubek, innym razem montownia komputerów marki Dell a jeszcze innym razem jakieś Call Center.
Wszystko pięknie i ładnie jest inwestor, będzie mniej bezrobotnych, dochody z podatków, takich czy innych, konsumpcja wzrośnie, bo pracownicy gdzieś te pensje muszą wydać, niemalże sielanka. Czasami jednak pojawia się łyżka dziegciu które trzeba przełknąć.
Jest w naszym kraju takie miasto gdzie tę łyżkę łykamy co jakiś czas. Mieszkańcy mają już dość i niebawem może się coś zmieni bo referendum się zbliża. Mowa o Łodzi oczywiście i naszym panu z czapką, aż się chce dopisać (co na pstrokatym koniu jeździ).
Tym razem nie będzie o naszym wojowniku o wolne w święto Trzech Króli, będzie o inwestycjach o Dellu i innych.
Jak pewnie wszyscy już wiecie Dell zrobił fajny deal z pewną firmą i sprzedaje łódzką fabrykę, tę samą dla której to porzucił montownię w Limerick nie tak dawno temu. Dell podobnie jak szereg innych firm i uznanych marek które zainwestowały w Łodzi dostał pewien pakiet na zachętę. Nie znam szczegółów umowy, ale ostatnie miesiące to walka polskich parlamentarzystów o to by rząd Polski mógł dotować inwestycje Della. UE musiała na to wydać zgodę i nie tak dawno media rozpisywały się, że wszystko klepnięte i Dell może dostać kasę.
Standardowo w takich przypadkach inwestor dostaje zwolnienie od podatku na jakiś czasu, zwolnienie z podatku od nieruchomości, czasem dostaje grunt w wieczystą dzierżawę lub buduje mu się drogi i bocznice kolejowe, w zamian inwestor zobowiązuje się do produkcji czy też funkcjonowania na danym rynku i zatrudnienia armii pracowników.
Niby wszystko fajnie i pięknie, jednak w naszym mieście przykład Philipsa i Della to pokazuje, że przy takich inwestycjach brakuje urzędnikom sprytu. Po pozyskaniu inwestora, ten funkcjonuje jakiś czas przynosząc „miastu” splendor, to nic, że zazwyczaj jest to jakaś montownia i ludzie pracują tam za niewielkie pieniądze, ale w chwili, gdy inwestor się pojawi podnoszone są tylko kwestie jak teraz będzie fajnie. Że nowa marka, że kooperanci, chluba dla miasta i szał ciał, magistrat zakupuje kampanie w zagranicznych stacjach i chwali się kolejną inwestycją. Oczywiście pewne marki działają jak klucze i nie neguje ich roli w pozyskiwaniu dalszych inwestycji, tylko po roku czy dwóch taka marka zwija swoje zabawki outsorsując te usługi które prowadziła, na miejsce centrum księgowego Philipsa pojawił się Infosys, a teraz to samo dzieje się z Dellem. Pojawiają się jakieś głosy, że pomoc z publicznej kasy powinna być odebrana, ale krzyki są przez pierwszych kilka dni, później sprawa cichnie. Albo inwestorzy mają tak dobrych prawników, albo ktoś ewidentnie zachodzi nas od tyłu i zaczyna dymać. Jak tak dalej pójdzie to kolejne miejsca, na kolejne montownie zostaną oddane za bezcen, z wieloletnimi ulgami, okaże się, że w Łodzi nie ma już ziemi :)
Nie jestem przeciwny pomocy publicznej dla inwestora, ale trzeba robić to z głową, Dell czy Philips, czy też ich następcy nie zwolnili ludzi, pensje zostały utrzymane, ale cała sytuacja brzydko pachnie. Być może gdyby pomoc o o podobnej wartości była skierowana do sektora łódzkich MŚP, byłoby więcej pożytku, małe firmy nie ubiegają się o wieloletnie zwolnienia z podatków, nie żądają wybudowania dróg do swoich siedzib, a dostając taki zastrzyk finansowy myślę że wytworzyły by więcej miejsc pracy niż spodziewano się po Dellu. Na wielu forach poświęconych gospodarce, czytam takie opinie z których jasno bije taka swoista złość na włodarzy miast, którzy zamiast inwestować i wspierać lokalny biznes, który nie wyniesie się do Chin, który nie jest roszczeniowy to wola topić publiczny pieniądz skupiając się na pomaganiu zagranicznym korporacją, które wykorzystują to z pełna premedytacją.
Kiedyś podobna sytuacja była z supermarketami, na przełomie lat 90-tych wszyscy zastanawiali się, czemu Tesco zamienia się miejscami z Realem i Billą, po czasie okazało się, że chodzi o zwolnienia z podatków przyznawane danej sieci na daną lokalizację, w nowym miejscu (w którym była konkurencja) ta ulga była przyznawana ponownie. Skutkowało to wieloletnimi ulgami i zwolnieniami z podatków, gdzie tu interes dla lokalnej społeczności i kasy magistratu.
Zdaję sobie sprawę, że pewnych spraw nie ogarniam, że złożoność procesów makroekonomicznych jest większa niż to na co wskazuje powierzchowna analiza i „chłopski rozum”. Znam również firmy które w Łodzi zainwestowały sporo pieniędzy, które dają pracę (Call Center Ery) może nie jakąś super płatną, ale jak na łódzkie warunki bardzo dobrą pracę. Jakoś wtedy nie było słychać o programie pomocy etc. a chyba jest różnica, gdy firma płaci swoim pracownikom najniższa krajową + kilka stówek na otarcie łez, a średnią krajową + kilka-kilkanaście stówek. Ta druga robi to bez zwolnień, bez dodatkowych ustępstw etc. Czyli można prowadzić biznes dawać ludziom pracę, z godnym wynagrodzeniem i nie korzystać z pieniążków danego miasta. Zastanawiam czemu nie wspiera się takich firm, wybierając jako obiekt wsparcia to, co amerykańskie.
Tak się rozpisałem, bo trochę szkoda tego splendoru co miał na Łódź spłynąć, szkoda tej wydanej i niezarobionej na Dellu kasy, chętnie podyskutuję o tym, co powinniśmy wspierać jakie inwestycje i dlaczego.
PS. TSR – Tania Siła Robocza
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±
Komentarze do wpisu "Czy inwestować w TSR?":
1.
04 grudnia 2009, 16:31:06
No wqrwia to niesamowicie, ale jak w magistracie sie zatrudnia po znajomości dyletantów to się później łodzianie budzą ze spuszczonymi spodniami jak Mr Wallace w "Pulp Fiction". Gdyby zajmowali się tym fachowcy to odpowiednie klauzule tam by się znalazły. Co do polskich firm to patrząc jak skarbówka załatwia jedną za drugą jakimś widzimisie urzędasa, nie oczekuję nie wiadomo czego; bo w Polsce "hamerykańska" firma panie to nie bele kto i to jemu sie należą ukłony, podziękowania i dofinansowania. Z drugiej strony są też firmy które sprowadziły się na zasadzie TSR a teraz mają centra R&D (vide Bosch czy mój były pracodawca Indesit), więc chyba ie jest tak źle.
2.
04 grudnia 2009, 16:36:45
No taki Indesit się zadomowił, wszak to "kupa czasu" jak się poznaliśmy, dla takich firm z długo planowa polityka pozostania w mieście zgoda. No ale Ciężko też od Philipsa czy Della wymagać by w czasie negocjacji sie przyznały że my tu u Was na 2 latka a potem się "wyoutsorsuje" :) No ale te ulgi i drogi oczywiście bierzemy :) Nie chciałbym być czarnowidzem ale nie wiem czy doczekamy w administracji publicznej fachowców zamiast pociotków kogoś tam.
3.
04 grudnia 2009, 20:52:12
Teraz może ktoś pójdzie po rozum do głowy i będzie sciągał takie firmy którym się do Chin uciekać nie opłaca. Taki Indesit czy Bosch też może by do Chin zwiał, ale koszt transportu kuchenki czy pralki z Azji to jednak zbyt dużo, a laptopy to wiadomo, jeden kontener to zaopatrzenie całej Polski na parę miesięcy :)
A co do kasy z budżetu, ogólnie jestem przeciwny. Ktoś kto inwestuje środki z fabrykę zakłada że na tym zarobi, po to zresztą Dell do zrobił - żeby zarabiać jeszcze więcej niż w Irlandii. Nie powinien dostawać jeszcze za to pieniędzy. Ulga podatkowa na nieruchomości itp. owszem. Poza tym czy tak trudno jeden mały zapisik do umowy wrzucić: dostajecie pomoc, obniżone podatki itp ale jak tu będziecie 10 lat dawać min X miejsc pracy, w przeciwnym wypadku spadać. Takie firmy jak Dell operują takimi pieniędzmi że taka pomoc to im na waciki ledwo wystarczy (premia dla zarządu :)
Dodaj komentarz: