Nie płacę za "przedruk"
Kilka dni wstecz, część internetowej społeczności mogła się spotkać z badaniem, które było przeprowadzone na kilku blogach. Badanie miało na celu wzbudzić dyskusję o płatności za conntent na blogach, oaz wstępnie przedstawić szacunkowe przychody płynące li tylko z opłat za treść.
Przyznam, że trochę się zdziwiłem, pomysłem płacenia za conntent, niby zamysł nie jest nowy i podobno za wielką wodą jest stosowany, mam jednak wątpliwości czy nasze blogi są gotowe, by przejść do tego etapu. Przeczytałem kilka dyskusji, które wykreowały się na wielu blogach na temat tego badania, jedne krytyczne, inne nastawione przychylnie, niektórzy deklarowali, że będą płacić i czytać. Pojawiały się też porównania do mediów tradycyjnych, czyli do prasy, telewizji i radia. Tak sobie myślę nad tym, co przeczytałem i pytam gdzie sens, gdzie logika?
Trochę rozważań …
Blogi z zasady nie tworzą własnych newsów, choć są takie, które to robią, ale są one w znacznej mniejszości, pozostałe to przedruk zagranicznych serwisów oraz rodzimych portali zorientowanych na tematy technologiczne i internetowe. Może nazywanie blogów informacyjnych przedrukiem to zbytnie uproszczenie, wprawdzie są one wzbogacone nierzadko cennym komentarzem autora, niemniej jednak bliżej im do agencyjnej notki PAP przetwarzanej przez pozostała redakcje niż do oryginalnej treści.
Czytuję wiele blogów oraz serwisów, zdarza się, że i anglojęzycznych, choć mój angielski nie jest najlepszy, to jednak te kilka zdań daję radę przeczytać, wieczorem te same niusy czytam na polskich blogach, musiałbym być wyjątkowo rozrzutny, aby płacić. Nawet jeśli przeczytanie 10 zdań po angielsku zajmuje mi więcej czasu niż te same 10 zdań po polsku. Inna sprawa to to, że nie czytam wszystkich blogów, które mam w czytniku RSS, jeśli widzę, że kolejny bloger pisze, o tym o czym napisało już kilku innych, zwyczajnie zaznaczam treść jako przeczytaną, wyjątki stanowią uznane osoby z Joggera oraz autorzy blogów które czytuje z sympatii dla autora lub tego, w jaki sposób pisze.
Kiedy nie zapłacę
Nie zapłacę kilku sympatycznym blogerom, mimo że nie robią przedruków, ich blogi fajnie się czyta, kiedy zdarzy się tekst merytoryczny stanowi on fajne urozmaicenie tego, co na co dzień można znaleźć na tych blogach. Prawie zawsze wartość merytoryczna jest bardzo wysoka ze względu na to że Panowie są fachowcami. Chętnie postawię piwo, bo fajnie się czyta, ale gdyby chcieli wprowadzić płatny dostęp do swoich treści to bym im to odradzał. Od każdej zasady są pewne odstępstwa, jeśli jakiś bloger przesiedzi nad jakimś projektem czy opracowaniem kilkanaście godzin i to, co opracował by było dla mnie istotną i pożądaną wiedzą, fachowo opisaną gotów bym był zapłacić stawkę dużo wyższą niż 9 PLN :) Niemniej jednak pozostałe luźniejsze treści, czy mniej fachowe lub mniej czasochłonne chciałbym czytać za darmochę.
Kiedy zapłacę …
Zapłacę za istotny okraszony komentarzem przedruk z każdego innego języka niż angielski i rosyjski. Jeśli interesujące mnie treści powstawałyby w jakimś egzotycznym dla mnie jeżyku, a w Polsce istniałby blog, który w twórczy sposób tłumaczyłby, te newsy dodając własną analizę czy opinię, to gotów bym był uiszczać opłatę. Oczywiście musiałby to być serwis na wysokim poziomie. Zapłacę za polskojęzyczny serwis z dostępem do wiedzy fachowej, wnikliwych opracowań, kiedy wiem kto się pod tym podpisuje i znam renomę tej osoby. Ostatnio interesuję się odnawialnymi źródłami energii, znalazłem kilka fachowych stron z opisami problemów przy budowaniu domowych elektrowni wiatrowych i innych związanych z inwestycjami w pozyskanie czystej energii. Za znaczną część z nich bym nie zapłacił nawet grosza, inne serwisy niosły dużą wartość i za dostęp do takiego serwisu bym zapłacił, może nie jakoś dużo, ale powiedzmy te 10 PLN byłbym w stanie wydać za pełen dostęp do zgromadzonych informacji.
Gdybym był jakimś wielkim pasjonatem reklamy i marketingu pewnie byłbym w stanie zapłacić za blogi Pawła Tkaczyka i Artura Kurasińskiego. Pierwszy ma fajne pióro i pisze bardzo ciekawie i merytorycznie, prawie każdy wpis to spora dawka doświadczeń Pawła, którymi się dzieli. Nie są to suche analizy czy przedruki z zagranicznych serwisów, ale czasami czyste know-how poparte doświadczeniem płynącym z prowadzenia własnej agencji. To samo blog Artura, który ostatnio zmienił się pod względem treści, dla osób zainteresowanych taką tematyką opracowania Artura mogą być cenne, czy warte 108 złotych w skali roku, tego nie wiem. Gołym okiem widać, że oba blogi starają się być bardzo profesjonalne i nieść jakąś wiedzę i dzielić się doświadczeniem. Widać gołym okiem, że zarówno Artur jak i Paweł nie potrzebują wsparcia finansowego czytelników, jak napisał jeden z czytelników „ ... gdybym wiedział, że przymierasz głodem, to bym wysłał ten SMS ...”. Tutaj pojawia się chyba podstawowa różnica, obaj autorzy nie piszą bloga dla samego blogowania, dzielą się swoją fachową wiedzą z innymi tworząc swego rodzaju panel dyskusyjny, Apisy pojawiają się od czasu do czasu, ale za to są przemyślane, inni, naczelni polskiej blogosfery przyjęli zaś zasadę przynajmniej dwa wpisy dziennie :) plus kilka przedruków.
Można inaczej.
Na wielu blogach znajduję też info o możliwości przekazania dotacji dla autora, czy to videobloga, podcastu, na zasadzie zupełnej dobrowolności, nie wiem ile osób wpłaca na symboliczne piwo. W dyskusji u Artura pojawił się link do serwisu pana Stanisława Michalkiewicza, ów człowiek publikuje listę darowizn, które otrzymał, by prowadzić swój serwis, jak dla mnie wielkość wpłat imponująca.
Podsumowując, za rozrywkę oraz dobre pióro jestem w stanie postawić piwo, kliknąć reklamę kontekstową, jeśli mnie zainteresuje i tyle zysku ma ze mnie bloger, dodatkowo, jeśli to, co czytam jest fajne wkleję na maila kilku osobą. Zapłacę za treść merytoryczną, wpis, którego próżno szukać w innym miejscu, choć bardziej skłaniałbym się ku płatności za wybraną pozycję niż dostęp do całego serwisu.
PS1. Niniejsza notka nie ma na celu umniejszenie wartości żadnemu z blogerów
PS2 Wielce prawdopodobne, że jest zlepkiem frazesów, ale jest za darmo :)
PS3 więcej o samej akcji płacenia za treść na blogach
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±


Komentarze do wpisu "Nie płacę za "przedruk"":
1.
22 grudnia 2009, 17:43:12
Poza Vaglą i Lege Artis w Polsce nie ma „twórczych” (czyli takich które treści - co to za seo-nowomowa osób piszących content - tworzą samodzielnie) blogów technicznych ani wybitnych blogów tematycznych.
Prawie wszyscy dublują to, co napisano gdzie indziej. Najgorzej, że często działa to jak głuchy telefon - im dalej, tym gorzej. Choć z drugiej strony nie ma co się dziwić, Polska to absolutne peryferie światowej myśli filozoficznej, społecznej, politycznej i technicznej. O czym więc pisać?
2.
22 grudnia 2009, 17:51:01
Vagla faktycznie, zapomniałem o nim, ale moze dlatego ze tematyka ciężko strawna, ale kilka notek kiedyś czytałem i odniesienia do przepisów, analiza etc robią wrażenie.
3.
22 grudnia 2009, 18:21:11
Zgadzam się z Grzegorzem (chyba już nie pierwszy raz :) ) i również się doczepię do tego "conntentu". Jak widzę coś takiego (albo "target"), to od razu kojarzy mi się z tym całym marketingiem internetowym, "social media", czyli wciskaniem ludziom kitu za kasę z reklam i poleceń, tworzenie "trendów" itd.
Do tej pory widziałem ten temat na blogu AntyWeb i jak to przeczytałem, parsknąłem śmiechem. Zresztą, to nie jest blog tylko jakiś serwis newsowo-reklamowy.
W każdym razie, płacenie za przeczytanie czyjegoś zdania na określony temat byłoby według mnie głupotą. Jeśli chodzi o profesjonalne, unikalne publikacje w danej dziedzinie... to znajdź mi takie, których nie można za darmo w internecie przeczytać i to z pierwszej ręki ;)
4.
22 grudnia 2009, 19:17:43
Literówka: jeżyku
Jest wiele blogów, w tym i Joggerów, które żywo komentują wpisy o charakterze politycznym, prawnym, etc. Niektórzy mają też bardzo egzotyczne tematyki, więc pisanie "przedruk zagranicznych serwisów oraz rodzimych portali zorientowanych na tematy technologiczne i internetowe" jest niewłaściwym uogólnieniem.
BTW. jeśli chodzi o moje zdanie, to nie chciałbym płacić, bo: nie lubię kupować kota w worku, a skąd miałbym znać poziom wiedzy danego człowieka, to widać dopiero po kilku wpisach.
5.
22 grudnia 2009, 20:15:59
Hej, chłopaki użyte słownictwo nie wpisuje się w jakąś nowo modę, choć wiem że "branża" nadużywa tych sformowań i mogą budzić irytację.
6.
22 grudnia 2009, 23:30:59
Ja nie wyobrażam sobie jak miałyby działać w stu procentach płatne blogi. Niby w jaki sposób miałyby zyskiwać czytelników? Powiedzmy, że Hazanowi zapłaci 10k osób. Po miesiącu zrezygnuje pewnie z 1/3, po roku znacznie więcej. Przewidywany zarobek spadnie, a nowi czytelnicy się nie pojawią, bo skąd mają wiedzieć za co zapłacą?
Jak dla mnie to jest tylko jedna możliwość zarabiania na normalnym (w sensie nienastawionym na reklamę od klikaczy z Google) blogu - darmowa, profesjonalna treść za darmo + sprzedaż innych wytworów bloggera obok. Np. Czarny Jobacz wystawia swoje grafiki na sprzedaż. Nie wiem czy na tym zarabia, ale sposób wydaje mi się dobry:).
7.
23 grudnia 2009, 12:34:07
Marcin, ja koncypuję tak ... jest taki Gorion, wszyscy wiedzą że to haker przez duże H więc jeśli na blogaska wrzuci how-to jak włamać się na serwery Policji to pryszczersi kupią, wszak to Gorion znaczy się renoma :)
Ale będąc już całkiem serio, to mozna by się opierać na renomie i wiedzy autora, no ale jak sam zauważasz wcześniej musiałby się tą wiedzą gdzieś pochwalić. Może rozwiązaniem by było pisanie treści na 2 poziomach, pierwszy dla publiki na GPLu a to za co bloger chce kasę na wyższym poziomie. Dochodzi tu jednak do sytuacji, że taki bloger zamiast pisać sensownie i na temat głowiłby się i dumał jak zabezpieczyć płatne treści, a drugi i trzeci w swoich jawnych blogach odnosiłby się do treści płatnych blogera 1 zamieszczając obszerne cytaty. Może treści z bloga nie są jakoś popularne ale wydawać by się mogło ze płytki hackin9 też nie są jakimś towarem chodliwym, a jednak na torentach całe kolekcje nawet z najnowszych wydań mozna by znaleźć. Wcale bym się nie zdziwił gdyby na jakimś rapidzie powstał "mirror" płatnego wartościowego bloga :)
8.
23 grudnia 2009, 13:57:49
Chyba jestem jedną z ostatnich osób, które uważają blogi za miejsca prywatne i pisane dla własnej przyjemności. I takie problogi, które istnieją właściwie tylko po to, żeby przedrukować jakieś dziadostwo z innego bloga czy serwisu, uważam za bezsensowne.
A jakby mi ktoś zasugerował, żebym miał pobierać opłaty za to, co piszę, to odebrałbym to jako obelgę.
9.
23 grudnia 2009, 16:26:51
@Piotr: dwa poziomy to też jakieś rozwiązanie, jednak wspomniana ankieta dawała dwie możliwości: zapłać i zobacz za co płacisz albo nie płać i wynocha.
@flegmatyk:
Czemu bezsensowne? Prowadzenie serwisu newsowego w formie bloga to nie najgorszy sposób na zarobienie. Jak dla mnie nie ma tym nic bezsensownego.
10.
23 grudnia 2009, 20:56:51
Przeczytałem właśnie podlinkowane we wpisie artykuły, takiego pierd... życzeniowego myślenia to dawno nie widziałem. Koncerny medialne próbują wciskać nie od dziś, że za ich informacje należy zapłacić. Opinie objawione przez opłaconych „ekspertów”, powtarzane do znudzenia, mają przeistoczyć się w prawdę.
Tymczasem ja nie potrzebuję ich informacji bardziej niż oni mnie i całej reszty jako czytelników. Mogę żyć bez wiedzy o najnowszej parze butów Paris Hilton. Notowań giełdowych dostarcza mi dom maklerski. Informacje polityczne zawsze znajdą jakiś kanał, bo na ich przekazie zależy władzy lub tym, którzy do władzy chcą się dostać. Telewizje jeszcze trochę i zaczną rozdawać darmowe odbiorniki TV (może takie, których nie da się wyłączyć ani przełączyć w czasie reklam) i anteny z pakietami programów, gdzie ⅓ kanałów lub ich czas antenowego to czysta reklama, byle tyko ich reklama mogła być wyświetlana w każdym domu.
Niektórym blogerom się w głowach poprzewracało, od głupot nadawanych z góry. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi to samo (zarówno lepiej, jak i gorzej) i upubliczni nieodpłatnie. Podobnie jak z oprogramowaniem - z jednej strony darmowe (freeware) oraz otwarte (open source), z drugiej płatne (paid, commercial).
Nawet „cudowny” pomysł z dwoma poziomami wpisów, gdzie za darmo są tylko zajawki, zaś za opłatą pełne treści — nie zda egzaminu w skali globalnej. Przeczytam o czymś, następnie z pomocą Google znajdę brakujące informacje (tak jak zresztą na 99% zrobił to autor płatnego artykułu). Autorytetów wśród blogerów w zasadzie nie ma, ich komentarze to nie żadne złote myśli, bez których nie wyrobię sobie własnej opinii.
Dodaj komentarz: