Naga opiekunka do dziecka

Tytuł mógłby być odzwierciedleniem wielu męskich fantazji (panów ~40-tki), żona w delegacji, małe dziecko i naga niania, ale nie, notka nie będzie o tym :) Zdarza mi się wchodzić na wątki na forum,gazeta.pl, które są „zajawiane” z głównej strony Gazety, rzekłbym, że robię to nawet dość często. Zdaję sobie sprawę, że niektóre tematy mogą być prowokacjami, jednak obserwacja i lektura ich dostarcza wielu wrażeń i świadomości tego jak społeczeństwo patrzy na pewne kwestie.

Prysznic na basenie

Foto by stevendepolo na licencji CC

O co chodzi z tą nagą nianią? Otóż jest 3,5 roczne dziecko płci żeńskiej, które od 3 lat chodzi na basen, jest też niania, ona zajmuje się nim i wspólnie od 3 lat razem pływają. Niania kąpie się nago, pod prysznicem na basenie. I tutaj następuje szereg opinii na temat tego czy tak być powinno? Niania nie ma wątpliwości, że robi dobrze, to samo rodzice dziecka, ale opinia z zewnątrz jest taka, że tak się nie powinno.

Notebook i jego cenny dysk

Zbliża się koniec okresu gwarancyjnego na laptopa Sylwii, przez te niemal dwa lata pracował bez zarzutu, teraz nabawił się kilku przypadłości i należało, by to naprawić, zwłaszcza że jest na gwarancji. Najpoważniejszą z usterek jest dziwne zachowanie się zasilania i ładowania baterii, nie widząc pomysłu na rozwiązanie, postanowiłem wysłać notebooka do producenta.

Kulig - dziecięce wspomnienie zimy

Wczoraj padł temat sanek i mimo trzydziestki na karku to chętnie bym się na sankach poślizgał. Oczywiście nie znajdę chętnego, który będzie chciał ciągnąć te sto kilka kilogramów i wcale się nie dziwię. W sankach fajne jest to, że ktoś może szybko biec, a Ty siedząc na nich, szybko jedziesz, ewentualnie brykasz na nich z górki. Jak się jest dzieckiem, to zwykły trucht dorosłego człowieka wydaje się prędkością zawrotną, ale jak się ma 30 lat ...

Kulig na wsi
Foto by fredthechicken na licencji CC

Sobota dziewiątego stycznia

Sobota miała być leniwa, piątkowy wieczorny telefon rozwiał wątpliwości, nie będzie spania do trzynastej, bo idziemy na miasto.
Możemy pospać tylko do dwunastej, ja skorzystałem z tej możliwości, Sylwia okazała się madafakiem i wstała coś koło dziewiątej rano. Ja tylko słyszałem jak rozbija się po drugim pokoju i jakieś TV włączone, Cejrowski na Polonii o Indianach nawija, ale ja jeszcze śpię. A sen fajny więc żal się budzić, były kobiety, był śnieg, i jakaś górka, z której śmigałem na desce. Dobre szybko się kończy.
O 12:04 zostałem obudzony czymś, co można przetłumaczyć na „wstawaj do cholery, guzik (pip pip) mnie obchodzi, że poszedłeś o 4 spać, było nie kompilować tego (pip) anego jądra, o 13 mamy być w Manufakturze bośmy umówieni z A i A". No przecie wiem, żeśmy umówieni sam umawiałem wieczorem na Jabberze, ale faktycznie dwunasta cztery to ostatni dzwon, by zrobić pipi kaka umyć się i może wrzucić coś na jeden ząb i zdążyć na 13. W trakcie szykowania, poprosiłem o kwadrans akademicki, ale jak się później okazało niepotrzebnie. Dałem radę, wprawdzie z "czeklisty" kilka "item ów” wypadło, inne uległy drastycznemu skróceniu, ale dałem radę. Taka mała dygresja, zęby jednak trzeba myć minimum 2 minuty :)