Buzz lepsza treść niż na Blip

Obu serwisów nie można porównywać, ze względu na ich charakterystykę. Blip to krótkie wiadomości, czyli mało skomplikowana treść, czasem zupełnie bezużyteczna, to linki zarówno do rzeczy wartościowych, jak i tych zupełnie bezużytecznych z punktu widzenia obserwatora. Blip to też tagi, fotki, mmsy, to cała chmura treści, która przelewa się przez kokpity nasze i naszych znajomych, chmura która się powiększa, zarówno w aspekcie jej wielkosci jaki zasięgu osób „zamieszanych” w jej tworzenie.

Google Buzz - bardziej wartościowa treść

Buzz to nowa usługa od Google, w pewien sposób powiela możliwości Blipa/Twittera, jednocześnie  jest niejako agregatorem treści z innych usług Google, głównie tych w jakiś sposób wyselekcjonowanych, być może nawet ważniejszych.


Dwie usługi, w pewnych miejscach się zazębiające w innych będące odrębnymi bytami o odrębnym charakterze i przeznaczeniu. W obu, treść i aktywność użytkownika jest najważniejsza. W ciągu kilkunastu miesięcy używania Blipa mam wrażenie, że serwis ten jest miejscem gdzie można sobie na więcej pozwolić. Treści ważne, z punktu widzenia obserwatora mieszają się z treściami mniej ważnymi, choć być może ważnymi dla autora tychże.
I tak w odbieranej paczce wiadomości otrzymujemy wartościowy wpis ^ak74 o tym, jak prowadzić biznes w Internecie na przykładziesklepu z cygarami, a zarazem dostajemy wpis kogoś innego,  o tym że zupa jest przesolona. Oczywiście sam nie jestem bez grzechu, chyba nikt nie jest :)
Można powiedzieć, że info o przesolonej zupie, czy że teraz idziemy spać jest ważne dla naszych znajomych, ale czy dla wszystkich? Bo o ile robię imprezę i zapraszam, znajomych na pyszną zupę brokułową i pisze komunikat „nici z pierwszego dania – zupa przesolona” to taka wiadomość przyda się kilku znajomym (obserwującym), które zostały zaproszone. Pozostali dostaną nic niewnoszącą do ich życia wiadomość, a wiadomo, że na Blipie obserwujemy różnych ludzi i w większości są to znajomości zupełnie wirtualne.

Ale ponoć to jest normalne, że dzielimy się sobą będąc niejako egocentryczni, tylko to niestety powoduje, że sami nie tylko wytwarzamy treści czasami zbędne, ale również takowe otrzymujemy. Niektórzy twierdzą i ja się z tym zgadzam, że w ten sposób nie jesteśmy w stanie wszystkiego ogarnąć i stajemy się niejako zakładnikami atakujących nas zewsząd  informacji co może nam tylko zaszkodzić. Ja ograniczyłem swoją aktywność, ograniczyłem też ilość odbieranych informacji, oczywiście do doskonałości daleko.

Rozpisałem się o Blipie, a miało być o Buzz

Obserwacja płynąca z ostatnich kilku dni jest dokładnie taka jak tytuł. Tak jak już wspomniałem te dwa serwisy wiele różni i porównanie 1do 1 jest wielkim uproszczeniem. Niemniej jednak zauważam, że o ile treść nie jest forwardowana z jakiegoś Twittera, na którego leci treść z Blipa, to to co otrzymuję na swój Buzz jest o wiele bardziej przydatne. Niejako odsiane z prywatnych wstawek typu „dziś znowu za słona zupa” lub „w korpo-kuchni ktoś wypił mi moje mleko”. Są to linki do wartościowych tekstów na blogach okraszone własnym komentarzem, do tego dochodzi wartościowa dyskusja pod takim buzznięciem będąca udziałem osób głównie zainteresowanych daną tematyką. Te nowo powstałe komentarze niejednokrotnie wnoszą nową wartość, czasami bardzo rozbudowywując wartośc wpisu począdkowego.
Nie wspomnę już o łatwości w czytaniu tego, tutaj Blip znacząco przegrywa, nie tylko funkcjonalnością w dyskusji ale również poziomem merytorycznym komentarzy. To, co zaobserwowałem w dyskusjach które śledzę via Buzz to to że uczestniczy bardziej starają się dać od siebie coś wartościowego, nie jest to zwykłe blipniecie czy twittnięcie.
Oczywiście mogą zdarzyć się wpisy mniej merytoryczne, wszak nie każde zdjęcie z naszego albumu na Picassa, czy nie każdy „udostępniany” element w Google Readerze jest wart uwagi, Ale w ocenie całości zapewne ma znaczenie to, że tej treści przelewającej się (do przeczytania) jest stosunkowo mniej (liczba znajomych też gra sporą rolę), a tym samym rośnie odsetek wpisów merytorycznych.

Można powiedzieć, że to samo co Buzz oferuje Facebook, owszem w pewnym sensie tak. Ale ilość informacji, zaproszeń jaką atakuje mnie Facebook jest strasznie przytłaczająca. Te strony fanów, atakujące zewsząd, na których są dokładnie te same informacje co na blogu. Ktoś mi wytłumaczy czemu mam być fanem strony (strona.pl) na Facebooku, która robi dokładną kopię (bez wartości dodanej) tego, co znajdę na stronie strona.pl? FB w moich oczach traci wiele, przez aplikacje i gry, które z premedytacją wdzierają się na moją Tablicę, owszem to fajna zabawka, ale na ile 5-10 minut? Pewnie w jakiś sposób da się to ograniczyć, jednak dowolność nie jest duża.
Coś za co cenię FB a odkryłem to całkiem niedawno to to, że pozwala kierować wiadomości do określonej grupy znajomych, choć aby to sprawnie funkcjonowało potrzeba dużej organizacji tychże znajomych w odpowiednie grupy i podgrupy. Korzystając z tej funkcjonalności jesteśmy w stanie wysłać komunikat tylko do tych znajomych którym nie śmierdzą skarpetki i poinformować ich by przyszli 10 minut później bo „mięso dochodzi”. Ale wtedy naszą listę również wirtualnych trzeba strasznie rozdrobnić.

Podobną funkcjonalność zauważyłem w Google Buzz, ale ta zdaje się tyczy się tylko grup w naszych kontaktach, a nie każda osoba która mnie obserwuje jest jednocześnie w mojej książce adresów i idąc dalej nie każda osoba w kontaktach używa Buzza :)

Nieco się rozpisałem i jak zwykle trochę poza tematem.

PS ten wpis nie został dodany na Blipa ani na Twittera, jeśli uważasz, że na to zasłużył to nie krępuj się :)
PS2 celem notki nie jest dyskredytowanie Blipa, to dalej fajna platforma do komunikacji,
PS3 wzmianka o FB pojawiła się zupełnie przypadkowo, głównie na możliwość kierowania treści do  wyselekcjonowanej grupy osób
PS4 wątek o skarpetach – nie zawsze zapraszasz wszystkich znajomych na obiado-kolację, nawet jeśli masz grupę fajnych znajomych z uczelni/pracy z którymi się widujesz. Taka „zapachowa” skarpetka potrafi zniszczyć nastrój spotkania. A wiadomości kierowane do grup na FB, potrafi nas ustrzec przed pytaniami, a czemu mnie nie zaprosiliście? A takie pytanie mogłoby się pojawić w przypadku „otwartej” komunikacji na jakimś serwisie społecznościowym. A głupio szczerze odpowiedzieć, zwłaszcza jeśli problem osobnika jest wieloletni.


Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!

Komentarze do wpisu "Buzz lepsza treść niż na Blip":

1.

Grzegorz napisał(a):
21 lutego 2010, 17:09:59

Ja odpadłem po 10 min. Zwyczajnie nie mam już wolnego czasu na testy, a tym bardziej aktywne korzystania z kolejnej usługi społecznościowo-microblogowej.

Zwłaszcza, że to jednak jest powielanie wielu istniejących pomysłów pod marką Google.

2.

Piotr Szymczak napisał(a):
21 lutego 2010, 17:17:51

Ja przesunąłem nieco aktywności, wprawdzie "Asystent" od Łukasza daje radę, ale i tak przeglądanie całości jest dość utrudnione, więc mówiąc nieładnie olałem Blip'a i zaglądam sporadycznie. Jak akurat trafię na coś interesującego a reszta dzieje się obok mnie :)

3.

b.YISK napisał(a):
21 lutego 2010, 19:37:09

Też ostatnio wyłączyłem blip via jabber i wchodzę na kokpit maksymalnie kilka razy na dzień i czytam zaległe informacje.

4.

Piotr Szymczak napisał(a):
21 lutego 2010, 19:39:41

jak rozumiem zmniejszylo ilosc wpisow jakie czytasz ?

5.

KosciaK napisał(a):
22 lutego 2010, 13:10:43

Coś w tym jest!
Choć u mnie to chyba raczej kwestia uważnego dobrania źródeł - by nie dublować się za bardzo z treściami z Blipa/Twittera. Jest też tego zdecydowanie mniej.
Druga sprawa to skanalizowanie dyskusji do komentarzy. Jeśli nie interesuje cię dyskusja robisz buzznięciu mute i po sprawie. A na Blipie/Twitterze nadal dochodzą wyrwane z kontekstu fragmenty dyskusji.

Dodaj komentarz:

Widzisz błąd lub literówkę. | Markdown włączony ( szczegółowy opis znaczników ):
*strong* | # lista numerowana | * lista wypunktowana | _em_ | __italic__ | [tekst](http://...) | bq. cytat.