Młodzi w korporacji
Kończąc, zawodówkę, liceum czy studia, zapewne nie miałeś styczności z pracą, wynoszenie śmieci, sprzątanie w pokoju czy pomaganie babci na działce się nie liczy. Ale zapewne widziałeś jak Twoi rodzice co dnia zrywali się idąc do pracy, szli na pole, do fabryki do biura czy własnej firmy. W Twoim umyśle zakodowało się, że praca to coś oczywistego, coś, co następuje w życiu każdego człowieka, pracuje się, bo są dzieci, bo jest kredyt do spłacenia, bo chcemy posiadać, chcemy bywać etc. A bez pracy zwyczajnie nas na to nie stać, więc pracujemy, żyjemy by pracować i tak przez 40-50 lat.
Wydawałoby się, że młody człowiek który „napatrzył się” na „etos” pracy, sam na starcie będzie żył realizując swój własny. Przykładając się do pracy, wykonując ją z zaangażowaniem i traktując poważnie, życie niestety pokazuje, że młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy traktują ją nieco po macoszemu. O czym poniżej.
Sam wychodzę z założenia, że pracujemy by żyć, pracę (taką 8-16) traktuję jako źródło stabilnej gotówki, która pozwala realizować się na innych płaszczyznach. Niestety nie da się nie pracować odcinając tylko kupony od lokaty, choć teoretycznie jest to możliwe przy zgromadzeniu odpowiedniego kapitału. Więc jeśli pracować to w fajnym miejscu, w przyjemnej atmosferze, gdzie praca nie męczy i przychodzi się do niej z chęcią, oczywiście najlepiej za dużą kasę. Skoro to konieczność to niech będzie ona na tyle miła jak bardzo to możliwe. Choć życie czasem płata nam figla i mamy nisko płatną pracę, której charakter nam nie odpowiada ...
Ale miało być o podejściu do pracy młodych pokoleń.
Z różnych względów w ostatnim czasie mam możliwość obserwowani ludzi którzy zaczynają swoją przygodę w korporacji. Wielu „wiekowych” znajomych przeżywa właśnie koniec kryzysu w ich korpomatkach i napływ świeżej korporacyjnej krwi. Słucham więc relacji z perypetii co ciekawszych przypadków nowych pracowników w różnych branżach od medialnej, przez reklamową kończąc na teleinformatycznej.
Obraz jaki wyłania się z tych opowieści jest nieco przerażający, zwłaszcza jeśli skonfrontujemy go z presją rynku dotyczącą efektywności pracy.
Oto kilka przykładów „etosu” będących udziałem pokolenia 1985 +:
- Nowi dość elastycznie podchodzą do kwestii etyki w biznesie.
- Zaangażowanie w pierwszych miesiącach pracy, porównywalne z zaangażowaniem nisko opłacanego recepcjonisty z długim stażem w domu studenckim.
- Podejście do poleceń służbowych woła o pomstę do nieba.
- Nie istnieje coś takiego jak normowany czas pracy i przerwa, tzn istnieje lecz nie jest to coś, co w jakimś stopniu obliguje pracownika do czegokolwiek.
- Z trudem akceptuje zmiany w aplikacjach, nieważne, że poprzedniego programu używał całe 3 tygodnie i ledwo potrafi się nim posługiwać, z góry wie, że ten nowy jest gorszy.
- Umiejętność elastycznego wydłużania weekendu, nawet do 5 dni.
-
- Życiowa i zawodowa nieporadność, syndrom dziecko we mgle, to akurat objawia się chyba nie tylko u nowych pracowników. Z własnych obserwacji wiem, że można pracować po kilkanaście lat we mgle z niezmienionym pakietem oprogramowania i dalej błądzić :).
- Brak szacunku dla pracy, podpisanie zobowiązania w postaci umowy o pracę nie robi jakiegoś wrażenia, niektórzy dalej myślą, że są w LO
- Podejście do zmiany powierzonych obowiązków, dziennikarz piszący o „modzie” bulwersuje się i staje okoniem, kiedy ma pisać o „kinie”, to samo ze sprzedawcami którym zmieniono produkt.
Nurtuje mnie pytanie co jest przyczyną takiego luźnego podejścia do pracy i obowiązków, bo że „szanować pracę” trzeba to chyba nikt nie ma wątpliwości. Dzieje się jednak inaczej, zastanawia mnie czy przyczyna tkwi w niewłaściwym wyborze zawodu/pracodawcy niskich pensjach, braku możliwości rozwoju. Czy może mentalność i podejście się zmieniło i wszyscy liczą na to iż będą odcinać kupony od tego, co zgromadzili ich rodzice?. Że w razie problemu to oni wspomogą, zastrzykiem gotówki, kupią samochód, mieszkanie, wózek dla dziecka. Wszak nie pozwolą by ich dziecko było wykorzystywane przez wszędobylskie korporacje.
Sam nie jestem tytanem pracy, choć traktuję ją bardzo poważnie, ostatnie 3,5 roku miałem okazję pracować w fajnym miejscu, zero dnia na L4, zero nieplanowanego nagłego urlopu. Godzina rozpoczęcia pracy była niczym świętość, polemika z szefami – jaka polemika :) Dlatego to, co widzę , trochę mnie przeraża i szczerze współczuję menadżerom, którzy w codziennej pracy spotykają się z takimi problemami.
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±

Komentarze do wpisu "Młodzi w korporacji":
1.
23 lutego 2010, 02:35:17
Wydaje mi sie, ze to co napisalem o dzisiejszej mlodziezy we wpisie: http://n3m0.jogger.pl/2010/02/22/ludzie-sa-glupi/ jest poniekad przyczyna opisywanego przez Ciebie stanu rzeczy.
Jak oczekiwać, że taki delikwent bedzie szanowal prace, skoro wczesniej nikt go nie nauczyl ciezkiej pracy, wysilku, inicjatywy. Jesli naginamy progi, by nieuki mogly je przejsc, zamiast zmuszac ich zeby 'zdobywali' pewne progi, to nie ma sie co dziwic ze ostatecznie dostaniemy zyciowego sierote ktoremy 'matematyka do szczescia nie jest potrzebna'...
2.
23 lutego 2010, 03:23:32
o żesz ty, a ja sie przejmuje, stuprocentowa frekwencja już prawie dziesięć lat, niepłatne nadgodziny, soboty a czasem nawet niedziele, hektolitry kawy. Nieeee no panie, nie ma się czego bać, taką konkurencję zmiatamy bez mrugnięcia okiem :)
3.
23 lutego 2010, 10:40:49
cyt: polemika z szefami – jaka polemika
Toś mnie rozbawił:D
Ale coś w tym jest, na rynek wchodzi pokolenie które uważa (czy słusznie to inna kwestia) że im się należy i nadwyrężać się nie ma po co. Może to i dobrze dla osób z jakimś stażem, bo będą ocenieni przez pryzmat "nowych" i często docenieni.
A może w tym bumelanctwie jest jednak metoda?
4.
23 lutego 2010, 11:48:21
Zadam pytanie z nieco innej strony: co im się stanie, jeśli nie będą się wysilać ponad miarę? jeśli nie będą robić nadgodzin, czy jeśli pójdą na L4, kiedy są chorzy? Praca to tylko i aż praca. Jeśli za to, w jaki sposób wykonują pracę dostają wynagrodzenie, które im odpowiada, a sama praca w warunkach, jakie są im stworzone, dla nich jest ok - to po prostu nie znajdą motywacji do robienia czegoś jeszcze lepiej
I można się zżymać, że leniwi, nieodpowiedzialni, nieelastyczni - jeśli nie dostali bodźca, że za ponadprzeciętną pracowitość, elastyczność (także w ramach godzin pracy i L4) coś dostaną, to się nie będą wysilać, bo im się to nie opłaca. Nawet nie zawsze musi to być przemyślane wyrachowanie. Sam napisałeś, że praca to tylko źródło potrzebnej do reszty życia gotówki.
5.
23 lutego 2010, 12:10:49
Dokładnie. Jeśli środowisko w którym pracują nie reaguje odpowiednio na brak etyki zawodowej, brak zaangażowania czy "spontaniczne, pięciodniowe weekendy", to niby dlaczego ludzie mieliby się bardziej spinać?
Tym bardziej jeśli, jak zauważa weronika, nie dostają nic za prezentowanie wyższego poziomu.
6.
23 lutego 2010, 12:59:41
@n3m0 Zapewne sporo racji w tym wpisie u Ciebie. To chyba Lem napisał/powiedział "...nie wiedziałem że na świecie jest tylu idiotów, ilu zobaczyłem w Internecie ..." czy jakoś tak. Jakość wykształcenia to też inna sprawa, oczywiście info, które zebrałem z kilku miejsc dotyczy gdzie pracownicy mają tytuł magistra, choć zazwyczaj nie pracują zgodnie z kierunkiem studiów. Także to raczej kwestia pewnej postawy niż wiedzy/wykształcenia. Może takie przekonanie, że w misce zawsze coś było wiec i teraz zwyczajnie się należy.
@Tomek tu nie chodzi o konkurowanie, raczej o to jak zmieniają się ludzie i ich podejście do sprawy pracy. Tak jak pisałem różni ludzie różne cele sobie stawiają, jedni mając kredyt na mieszkanie, dziecko etc czy chcączy nie zwyczajnie muszą pracować, być wydajni, zarabiać więcej "... by żyło się lepiej". Ktoś pozbawiony takich "obciążeń" kredytowych, rodzinnych może sobie pozwolić na więcej luzu, nie musi się spinać, wyrabiać 150% normy tylko po to by zarobić te kilka stówek więcej, bo będzie łatwiej, b o będzie na kredyt etc. Oczywiście każde kilka stówek to miła i fajna sprawa, ale nie zawsze i nie wszyscy je dostają, czasem zasady są niejasne, jakaś dziwna uznaniowość. Niejednokrotnie zwłaszcza w korporacjach bywa tak, że ten kto wyrabia 120% normy, dostaje figę, a inny wazeliniarz ledwo wyrabiając swoje 100% otrzymuje gratyfikacje. Nie są to może jakies przypadki nagminne, ale do zaobserwowania raczej w wielu firmach. Przy takim podejściu "góry" nie zawsze "opłaca" się spinanie, ba czasem działa de motywująco. No ale to temat na osobny wpis.
Sam pewnie pamiętasz czasy kiedy ja i Iza pracowaliśmy w pewnej firmie, fakt wtedy była inna sytuacja na rynku pracy, ale mimo iż pracodawca nie do końca grał fair, nikomu nie przyszło do głowy by uchylać się od pracy, by kombinować z L4 i marudzić. Nikt z nas nie marudził na pracę, a jedynym powodem do żalu było nieprzestrzeganie umowy o pracę w jednym punkcie. Dlatego dziwi mnie postawa młodych ludzi, kiedy firmy ich zatrudniające, nawet korporacje grają fair ( w zakresie umowy o pracę), a młodzi podchodzą do tego z pewną nonszalancją.
7.
23 lutego 2010, 13:14:18
Często jest tak, mimo początkowych obietnic (przy przyjmowaniu do pracy), że jak się człowiek z czymś „wychyli” to dostaje po uszach. Znaczy: nie „tak, Kowalski, to genialny pomysł, awansuję Cię i przydzielę ludzi do pomocy”, tylko raczej „tak, Kowalski, to genialny pomysł, od teraz robimy po Twojemu a jeśli coś nie wyjdzie, wylatujesz – aha, droga kadro, jak coś się nie podoba, to pretensje – słyszeliście – do Kowalskiego!”. To odnośnie motywacji. Póki to ci młodzi nie będą POSIADAĆ własnych firm a wciąż pazerni kombinatorzy, którzy rozpoczynali biznes w początku lat 70-80, nic się nie zmieni.
To akurat – zapewne w dokładnie odwrotnym znaczeniu, ale zasady to zasady i nie wolno ich przeginać w żadną ze stron – od lat już jest domena szefów korporacji! W umowie masz czas, ale jak nie wyrobisz normy (której nie masz w umowie!), zostajesz po godzinach. Przerwa – po co, zjesz nad biurkiem. I tak dalej. Jeśli na tej płaszczyźnie nowi się buntują, to może szefowie wreszcie zaczną myśleć. Jeśli buntowałaby się garstka, zostałaby sama; jeśli buntuje się całe pokolenie, szefowie nie mają wyboru…
8.
23 lutego 2010, 13:22:26
Kwestia magistra jest taka, że jak już wielu zdązyło zauwazyć między innymi tutaj na joggerze, studia nie tyle mają na celu wtłoczyć tym ludziom jakąś tam wiedzę do głowy, bo i tak większa część tego po prostu wyparuje, ale raczej nauczyc czy przygotować do życia i do pracy w dorosłym życiu. Do deadline'ow, do pracy w grupie, do 'nie ma zmiluj sie, mialo byc zrobione, nie jest? - wylatujesz'. A że sporo osób po szkolach srednich przychodzi z nastawieniem 'nauczcie mnie bo p oto jestescie, a jak nie zdam to wasza wina', to jesli jakims cudem uda im sie przebrnac (badz tez nie) przez te pare lat szkoly wyzszej, jakosc pracy jest jaka jest. Poruszalem ten temat tez przy okazji innego wpisu. Ludzie nie mysla, najprostsze zadanie do zrobienia w 90 sekund zajmuje takim ludziom 15 minut i wiecej. I jak maja wyrabiac te swoje normy skoro sa w pewnym sensie uposledzeni?
I nie zebym jakos strasznie sympatyzowal z kadra akademicka, bo swoje przez nich przeszedlem (za co zreszta jestem im teraz wdzieczny), ale naprawde zal mi tych ludzi bo z roku na rok musza uzerac sie z coraz wiekszymi matolami, a jesli nie daj boze udupia, z winy owych delikwentow zreszta, takiego jednego czy drugiego pieknego, zaraz ktos stara sie ich zdemonizowac jaki to on nie cham i czemu w ogole naucza skoro nie potrafi go nauczyc...
Jak juz wspomniałem w swoim wpisie, boję się tego co będzie za 10 lat sie w tym kraju dzialo...
9.
23 lutego 2010, 13:25:37
@Adam, jest polemika i polemika, zupełnie inaczej to wygląda jeśli jesteś wewnątrz firmy jakiś czas i dyskutujesz, zresztą wiele branż/działów funkcjonuje na zasadzie burzy mózgów/ polemiki i kiedy od pracownika oczekuje się bezwarunkowego posłuszeństwa to tu na polemikę nie ma miejsca. Zwyczajnie robisz co Ci szef każe. Jeśli zaś firma wymaga od ciebie jakiejś wcześniej zdobytej wiedzy i kreatywności na różnych polach to pojawia się pole na dyskusję. Wiele dziedzin jest tak rozległe, że nawet z tytułami czy certyfikatami można czegoś nie wiedzieć i pominąć jakiś aspekt, wtedy chyba lepiej jesli pracownik nawiąże polemikę, wskaże rozwiązanie alternatywne omijające to czego szef nie zauważył. Ale na taką polemikę można sobie pozwolić jak już coś się liznęło w danej pracy, ma się jakieś pojecie w jaki sposób sa poukładane klocki. Ja tu opisuję przykłady osób rozpoczynających karierę, nigdzie wcześniej nie pracujących, gdzie są to ich pierwsze dni i tygodnie w szponach korporacji. Sam przyznasz, że w takiej sytuacji pozycja do polemiki jest raczej słaba. Każda korporacja rządzi się swoimi prawami i ciężko by nowa osoba mogła tu o czymś dyskutować.
Co do tej postawy młodych, to ciężko mi ją ocenić, obaj pracowaliśmy i o ile mogliśmy posiadać jakieś zdanie, tak nikt z nas nie olewał pracy. Olewał - przekraczał pewne zapisy w umowie o pracę i regulaminach. Oczywiście praca do 23 czy północy nie zawsze była fajna i można było na to w jakiś sposób psioczyć, że ktoś inny nie skończył o czasie i trzeba czekać by wpisać init 0 Ale nikt nie pomyślał, że można urwać się z pracy, przyjść później bez informowanie kogokolwiek o tym, żeby wziąć niezapowiedziane L4. I jakoś nie doszukuję się jakiejś miłości do korporacji, identyfikacji z firmą. Ot firma grała fair to my też, dostawało się pensję za to że masz robić to i to, gdyby to było przekładanie klocków na taśmie to też należałoby się wywiązywać.
Młodym jakoś brakuje tego(oczywiście nie wszystkim). Czy coś z tego wyniknie dla pracowników ze stażem, to już inna bajka, wszystko zależy od dalekowzroczności "wieruszki" ale prędzej spodziewam się wyśrubowania oczekiwań wobec "starej gwardii" :)
To oczym tu dyskutujemy to szeregowe stanowiska konsultantów, dziennikarzy, sprzedawców, czy obsługi telefonicznej w bankach. Taki administrator, czy programista PHP chyba podchodzi profesjonalnie do pracy, nawet jeśli jest młody.
Jeszcze na chwile wracając do postawy roszczeniowej - oczywiście ludzie powinni oczekiwać godnej płacy i to że ona im się należy, rynek jednak w jakimś stopniu weryfikuje te ambicje, ale skoro podjęło się zobowiązanie za 2 tysiące netto to chyba świadomie i owszem te 2 k im się należy ale za pracę, a nie za "opitalanie się"
10.
23 lutego 2010, 14:01:09
@weronika ale ja nie oczekuję, by "nowy" był tytanem pracy, dociekliwy, dopytujący, zwłaszcza jeśli chodzi o typowe "trybiki". Dostajesz do zrobienia jakieś zadania na dany dzień, czy w przypadku sprzedawcy, bezę klientów do obdzwonienia i to robisz, w takich sytuacjach nie ma miejsca na wysilanie się. Możesz się wyróżnić jakościowo, czy ilościowo i dostać premię, ale taki nowy pracownik zwłaszcza jeśli stanowisko jest masowe przez pierwsze 3 miesiące udowadnia że jest potrzebny, że pasuje, że "będzie dobrze kopał te korporacyjne rowy". L4, urlopy na żądanie czy spóźnianie się do pracy, wcześniejsze wychodzenie, naginanie procedur sama przyznasz że nie wygląda to dobrze w pierwszych tygodniach pracy. Oczywiście L4 jeśli ktoś jest chory, to się nie czepiam, ale jest różnica miedzy l4 kogoś chorego i "chorego". Pracodawca zresztą może zwyczajnie nie przedłużać umowy jeśli jego pracownik za dużo czasu choruje, po 2-3 dni, co innego jak masz umowę bezterminową i jakaś poważna choroba i zawijasz się do łózka na 2-3 tygodnie czy nawet miesiące, sam znam przypadki powrotu ludzi do pracy po kilkunastu miesięcznej przerwie.
Ale w 100% zgodzę się z tym że taki "nowy" powinien wiedzieć jak wysoko wisi jego marchewka i jak może zdobyć drugą wiszącą nieco wyżej.
@Hoppke sam kiedyś miałem okazje pracować w CC, na urlop zapisujesz się odpowiednio wcześniej, czasem go nie dostajesz stąd i twórcze podejście do weekendów, pracowałem w dwóch różnych firmach telekomunikacyjnych i powiem tak, gdyby stosowano zasadę karania za takie weekendy to po pół roku została by połowa obsady. O ile w sklepie gdzie pracują 3-4 sprzedawczynie czy w redakcji
jeśli wypadnie ci połowa skałdu to reszta jest w stanie nadrobić (odbije się to na jakości ale zawsze) redukcja kilkunastu % z obsady na Call Center czy infolinii bankowej, to ogromne straty na wizerunku firmy, ogromna frustracja dzwoniących bo czekają zamiast kilku minut kilkanaście. Czasami więc firmy nie stosują "kar" lub stosują je do znikomej części "obijających się". Zresztą wewnętrzny komunikat ze kowalski poleciał za L też nie jet fajny, zwłaszcza jeśli wyjdzie to poza firmę, bo chorować jednak można. Choć znam przypadki że pracownica chorowała we Władysławowie, przedłużając sobie tym samym urlop o kolejny tydzień :)
@n3m0 Osobiście też współczuję wykładowcą na studiach, ale i nauczycielom w gimnazjach i liceach. Spora cześć moich znajomych ze studiów uczy chemii/fizyki/matematyki własnie w szkołach wszelkiej maści i to co płynie jako recenzja młodych pokoleń nie napawa optymizmem.
@Marsjanin Mówimy o firmach przestrzegających KP i wszelkich norm PIP. Bo nie słyszałem zeby moi znajomi bulwersowali się, że mają tylko 30 minut przerwy (którą nie muszą odpracowywać). Wiesz jeśli ktoś zaczyna pracę w takim Infosysie, HP, TP czy innym Oranż lub Panoramie Firm i wie że jest to praca z telefonem, że odbiera, sprzedaje, rozwiązuje problem, że pracuje 8 godzin, a nadgodziny są płatne, ma 15lub 30 minut przerwy to chyba świadom jest ciężaru pracy. Nikt się chyba nie spodziewa tego ze Fujitsu przenosi do Łodzi swoje Call Center (Help Desk dla obcojęzycznych posiadaczy PC) po to by pracownik mógł odebrać komfortowo 3 rozmowy dziennie. Przenosi po to by za te same pieniądze lub mniejsze pracownicy obsługiwali więcej zleceń niz ich koledzy z Holandii.
Zgadzam się co do tego, że powinna być jasność co do oczekiwań, norm, progów i limitów, czy zapisywać to w umowie o pracę, niekoniecznie. CO ma zrobić sprzedawca sanek, jesli w jego umowie byłby zapis sporządzony o ilości (przyjmowano go w listopadzie) a teraz jest lato i sanek nikt nie kupuje. Normy, plany firmy są płynne, wazne by pracownik je znał i tu już nie ma znaczenia czy stary czy młody stażem.
11.
23 lutego 2010, 14:26:57
Akurat w przypadku Call Center (czy to helpdesk, czy też sprzedaż) bywa, że szeregowy dzwoniacz/odbieracz musi decydować o wizerunku firmy. I co: po 15 minutach rozmowy, gdzie norma przewiduje 5, powiedzieć klientowi „spier…” by móc odebrać kolejny telefon, czy zaryzykować swoją premię / wyrobienie normy / zostanie po godzinach, by jednak wizerunek firmy poprawić i pomóc opornemu klientowi (choć np. trzeba mu wytłumaczyć coś spoza obowiązków, oczywistych dla normalnego człowieka, ale akurat nie dla tego klienta). Jak go spławi, klient zły jak diabli zadzwoni ponownie (albo wyżej) i to TEŻ (jeśli są nagrywane rozmowy) może się negatywnie na „odbieraczu w HD” odbić. Na dwoje babka wróżyła, a wygląda to na pisanie reguł tak, by pracownik miał jak najcięższy orzech do zgryzienia i zawsze dostał po dupie.
12.
23 lutego 2010, 15:27:29
Marsjanin, zawsze mnie dziwiło ustalanie czasu na rozmowę, wszak nie każda sprawa jest taka sama a i odpornych klientów dużo. ALe tu chyba barziej chodzi o to, że zostawiając komuś zupełną wolną rękę, dochodzi do nadużyć, pracodawca jednak płaci za efekt, załatwienie sprawy a nie wysłuciwanie żali klienta że zięć to zostawił córkę i ze 2 dziecko w drodze ale nie wiadomo z kim ma je córka. Ludzie dzwoniący na CC potrafią przy załatwianiu jakiejś sprawy opowiedzieć połowę życia, a firma jakby nie może sobie pozwolić na "jałowe" rozmowy. Ale dylemat pozostaje to fakt.
13.
09 marca 2010, 18:08:14
Dzisiejsza młodzież, tudzież młodzi jak to zostało określone we wpisie wykazują się poprostu totalnym brakiem myślenia. Tak jak ktoś napisał wyżej, zadanie na 90 sekund zajmuje 15 minut, a często i to jest za mało czasu i zadanie może wcale nie zostanie rozwiązane.
Ja z kolei pracuję jako nauczyciel Informatyki w szkole ponadgimnazjalnej (średnia) no i stwierdzić mogę że rok po roku coraz większe "matołki" przychodzą. Pobudzanie szarych komórek do minimum myślenia to jest proces trwający wieki.
Sam kończyłem średnią szkołę jakieś 10-11 lat temu, ale to co teraz obserwuję to jest sodoma w porównaniu z tamtymi czasami. Owsze, po gimnazjum dzieciaki przychodza z ogromnymi brakami wiedzy, ale brak myślenia to już nie jest wymówka. Potem takie osoby trafiają na rynek pracy a tam zachowują się często właśnie tak jak piszecie. Brakuje poszanowania dla pracy, odpowiedzialnego podejścia do obowiązków itp. Dzisiejsze pokolenia dostają wszystko na tacy i potem jak podrastają to najnormalniej w świecie kombinują jak się dorobić a się nie narobić.
No cóż, jak uczeń nie odróżnia przeglądarki internetowej od wyszukiwarki, czy nie potrafi wskazać różnic między czatem a komunikatorem to jest to pewien obraz sytuacji. Młodzież ma konsumpcyjne podejście do życia, zero wysiłku, jak najwięcej zabawy. Potem w pracy tak nieodpowiedzialnie podchodzą do swoich obowiązków a umowa o pracę nie jest dla nich żadnym wiążącym zobowiązaniem. Po prostu przykre czasy nastają.
Anegdotka na zakończenie z mojej szkoły (klasa II więc jakieś 17latki):
Pani na matematyce na tablicy napisała:
x + 50%x = ?
W sali zapanowała konsternacja. Pani więc napisała wynik:
x + 50%x = 1.5x
Jeden z uczniów pyta:
Przepraszam, a skąd ta jedynka w wyniku ?
14.
09 marca 2010, 18:10:24
15.
15 marca 2010, 13:51:20
hmm tak przypadkiem tu wpadlem zupelnie czytam i czuje sie gleboko dotkniety, jako ze sam jestem z rocznika 85.
pracuje ( i studiuje dziennie!) od 6 lat, oczywiscie z przerwami i czesto w systemie freelancerskim, bo to najwygodniejsza opcja w mojej sytuacji. Pomijajac, ze w swoim mniemaniu (popartym raczej tym co sadza o mnie ludzie z ktorymi i dla ktorych pracuje lub pracowalem) nie wpisuje sie w ogole w przytoczone przez autora opisy "mlodych ludzi", malo tego osoby w moim wieku, ktorymi sie otaczam rowniez dziwnym trafem nie odznaczaja wymienionymi cechami.
Ale to juz nie oto chodzi, bo bardziej irytuje mnie fakt, ze najwyrazniej mowa jest tu o pracy w korporacji. Niedawno rozpoczalem przygode z praca wlasnie w instytucji tego typu i nadziwic sie nie moge jak bardzo ludzie niewiele ode mnie starsi -rocznik +- 80- dają sie wykorzystywac przez pracodawce!
Autor pisze tutaj, o wydłuzaniu weekendów do 5 dni, i nienormowanym czasie pracy (tyle, ze chodzi o jego skracanie)czy o podejsciu do etyki, a w mojej korporacji wyglada to tak, ze to tydzien pracy jest wydluzany do 6-7 dni, czas pracy jest nienormowany bo trzeba siedziec po 12 godzin (bez platnych nadgodzin czy jakis premii) a szef jest juz tak wciagniety w ten system, ze nie chce i nie widzi faktu, że ludzie pracują przez to mniej wydajnie i z niechęcią.
Nie oczekuje, ze pracujac od 9-17 bede mogl przyjsc o 9.30 skonczyc gazetke, wypic kawke i poplotkowac do 10, po czym o 13 zrobic godzinke przerwy na lunch, po drodze kilka 10 minutowych przerw na dymka i w koncu 16.30 zaczac sie pakowac, zeby o 17 byc juz w autobusie do domu.
Ale jak jestem przed 9, pije i jem (cokolwiek mi sie nawinie:) przy biurku nie odrywajac jednej reki od komputera, podnosze sie od niego tylko idac do WC czy po wydruki, i nie siedze (tak jak tu komentujacy) w godzinach pracy na blogach (ja mam dzis wolne) - to chcialbym byc szanowany i moć wyjsc z pracy o tej 17.30 czy 18, bez robienia wyrzutów i wymówek,że jeszcze coś bym mógł zrobić.
Moi starsi koledzy, wychodzą z załozenia, ze to jest normalne w korporacji i taka jest specyfika pracy. Natomiast ja wiem, ze to nie jest normalne, oraz ze w tej samej firmie w oddziałach na zachodzie nie ma mowy o czyms takim.
Można by powiedzieć ze jak mi to nie pasuje to sie nie nadaje - tylko, że wiem ze sie nadaję - dobrze mi idzie, praca jest ciekawa itp. Niemniej jednak ponieważ sie szanuje, wiem z doświadczenia, ze mozna inaczej a i nie mam na karku kredytów i jeszcze innych zobowiązan, podejrzewam, że wspolpracę z korporacją zakończę jak już nauczę sie tam wszystkiego co warto.
aha a zasadniczo wszystkie wymienione przyklady etosu, spelnia co zabawne nasz menadżer, który wpada do biura od święta i wydaje jedynie polecenia przez telefon - nie konsultując czy są one do wykonania w założonym przez niego czasie!
ps pisownia bez PL liter, nie wynika z nieznajomosci ortografii, a jest swiadoma decyzja autora
16.
15 marca 2010, 17:51:48
˙ↄɐɯʎzɹʇsʍod ǝᴉs ɯǝꞁᵷoɯ ǝᴉu `ɯɐzsɐɹdǝzɹd
d: ˙ɐỊzʎↄǝp ɐɯopɐᴉʍs ɐỊoɯ ʇsǝỊ ɐ ɐʞᴉuꞁǝʇʎzↄ ɐᴉuɐʍɐɹouᵷᴉ z ɐʞᴉuʎʍ ǝᴉu ᴉɯᴉʞsuᴉↄɐꞁ ᴉɯɐɹǝʇᴉꞁ ᴉɯʎꞁɐɯ ᴉɯʎuoↄoɹʍpo ǝᴉuzↄɐꞁʎʍ ɐᴉuʍosᴉd ˙sd
˙ɯǝꞁɐsᴉd Ịǝↄǝᴉʍ Ịǝᴉuɯ ɯᴉʞɐʇ sɯʎzↄ o ǝᴉusɐꞁʍ zǝᴉↄǝzɹd
17.
15 marca 2010, 18:01:59
Ty! Bomba! Jak to zrobiłeś? :]
18.
15 marca 2010, 18:09:37
Koniec końców wszystko zależy od firmy, a często od działu czy też konkretnego przełożonego, pod którego się trafi.
19.
15 marca 2010, 18:10:00
Znaczy po pierwsze, wszystkie te znaki są gdzieś w UTF-ie. A czym? Pokracznym skryptem, nad którym ślęczałem ze zdalną pomocą dwóch kolegów, a który wykorzystuje sed i rev. I jest ociupinkę lepszy (przecinki, kropki, oraz litery q i v) od tego: http://www.odwroc.yoyo.pl/ :)
20.
17 maja 2010, 09:32:36
Pozwolę sobie od końca :)
@Hoppke fakt, czasem jest tak że w jednej firmie w jednym pionie jedni siedzą do 20 a inni już o 18 w domu, w kapciach lub z żoną harcują :)
@mk nikt nie mówi że wszyscy młodzi są źli. Tak samo nie wszyscy starsi, są aż tak naiwni jak piszesz. Z tego co opisujesz sytuacja w Twojej korpo łapie się pod prawo pracy i kary PIP'y. Ja bym zgłaszał, wiadomo że jak jedna osoba się wychyli to ją przytną, a mając w perspektywie 20 lat z ratą kredytu 1200 na miesiąc, to wizja zwolnienia nie jest fajna.
W pracy winni człowieka szanować, tak samo jak człowiek swoją pracę.
21.
20 lipca 2010, 13:52:17
Korporacyjne dowcipy i psikusy
Praca w korporacji jest stresująca, na tyle, że niektórzy nie potrafią odnaleźć się w korporacyjnych meandrach. Korporacja to też miejsce gdzie prawo własności jakby przestaje istnieć, twoja kawa i mleko znikają tu w sposób niewyjaśnio[...]
Dodaj komentarz: