Jak wycenić zlecenie?
Mówi się, że coś kosztuje tyle, ile inni są gotowi za to zapłacić. Mówi się też, że rzeczą niemoralną jest zostawiać Idiotę z pieniędzmi. Wynika z tego taka zasada, że skoro jakąś pracę wyceniamy na kwotę X, to spotykając kogoś, kto hipotetycznie jest w stanie zapłacić kwotę wyższą, powinniśmy do X dodać Y, otrzymując tym samym bonus za jelenia.
Nie zawsze tak jest, czasem widzimy „jelenia” wiem, że dysponuje odpowiednimi zasobami, że gotów jest zapłacić więcej, ale od nas oczekuje, że pomniejszymy kwotę X, lub zaniechamy żądań finansowych. I tu pojawia się problem jak traktować dalszych i bliższych znajomych wykonując dla nich jakieś zlecenia.
Obcy klient + premia za jelenia
Tutaj sprawa jest prosta, dzwoni człowiek, chce wykonania usługi, pyta się o wycenę, wykonawca wycenia np. reinstalację Windowsa na kwotę taką czy inną. Klient akceptuje, a na koniec płaci i odlicza, dajmy na to 100 PLN1, za instalację ze wgraniem sterowników. Wszystko cacy, klient zadowolony, informatyk zadowolony, choć potem pluje sobie w brodę, bo klient przyjechał BMW i pewnie można by z niego wydusić 150 PLN. Klient też zadowolony do czasu, gdy na necie nie przeczyta, że jakiś student robi instalację za 50 zł. Ale skoro wcześniej nie przeczytał (w sensie przed naprawą) to i duża szansa, że nie dowie się się, że można było to zrobić taniej. Taki klient, lub jakiś inny nasz znajomy poleca nas kolejnym klientom, Ci też nas nie znają, ale wiedzą, że Zenkowi to pan tak fajnie poustawiał, u mnie wnuczek się bawi i mam totalny syf. Klient polecony przez Zenka to fajna sprawa przyszedł sam, wie, że trzeba zapłacić, być może nawet wie ile. Jesteśmy więc w kropce, no bo nie możemy wziąć więcej, niż wzięliśmy od Zenka za tą samą usługę. Oczywiście można robić z ludzi barana, ale wcześniej czy później to i tak wyjdzie, a wtedy nie dość, że Zenek do nas nie wróci, to jeszcze powie, że ten jego informatyk to jednak szuja. Mniej więcej tak to wygląda z obcymi, choć czasem zdarzają się naprawy na zasadach „pro publico bono", które również skutkują już płatnymi zleceniami na zasadzie polecenia. Więc nie zawsze warto zgarniać premię za "jelenia", czasami można zwyczajnie wycenić wkład pracy, jej złożoność, czy wiedzę potrzebną do jej wykonania lub zastosować przelicznik roboczogodziny. Tak czy owak, z obcymi lepiej się można dogadać, a dokonana wycena będzie taka byśmy nie czuli się wykorzystani.
Znajomy będący klientem.
Czasami jest tak, że ludzie nie są informatykami - szanujemy ich :) - i wymagają jakiejś pomocy. Czasami są to sprawy, które można rozwiązać jednym kliknięciem przysłowiowe 2 minuty, lub poinstruować kogoś jak ma coś zrobić. Ciężko brać za coś takiego pieniądze, no bo to znajomy bliższy lub dalszy, a to czas faktycznie był niewielki i można było to zrobić zdalnie,tu niech pochwalony będzie Team Vievwr dzięki któremu może nie zarobiłem pieniędzy (zleceniodawca i tak nie zamierzał płacić traktując usługę jako przysługę) ale oszczędziłem mnóstwo czasu. Ale czasami robisz coś dla kogoś znajomego i o ile jest to bliski znajomy to nawet przesiedziane pół dnia przy piwku i naprawianie kompa w miłym towarzystwie jest czymś co można zrobić za free. No ale bliskich znajomych czy przyjaciół nie ma się wielu, zazwyczaj to kilka osób z którymi pozostaje się w bliskich relacjach. Problem z wyceną i zapłatą za pracę powstaje w chwili, gdy naprawa/usługa dotyczy kogoś z grona "znajomych" ale to jest raczej osoba, którą znasz niż z którą się przyjaźnisz. Nigdy nie wiadomo czy taka osoba zwraca się o pomoc do Ciebie, bo liczy na ulgowe potraktowanie(czasami to oznacza brak zapłaty), czy jesteś jedyną osobą o której wie, że zajmujesz się taką dziedziną, czy też zwyczajnie wierzy w Twój profesjonalizm i chce by to ktoś zaufany, zrobił dla niego to zlecenie. Pamiętne czasy korporacji, kiedy to przychodzono w sprawie naprawy suszarek do włosów, przez żelazka, a skończywszy na komputerach, potem czasy się zmieniły i można było naprawiać tylko komputery. I jakoś tak głupio było zainkasować rynkową stawkę, a w oczach rozmówcy było widać, to zrobicie nam to za "dobrą flaszkę lub kawę". Czasem się zastanawialiśmy w imię czego mamy ulgowo traktować kogoś z kim pracuje się w jednym budynku?
Raz pamiętam kolega zainkasował "grubszą kasę" od znajomej innej znajomej, pamiętam że uratował Windowsa i odkrył nowy dysk, Pani przyszła z problemem ze Windows nie działa i że mało miejsca na dysku. Wtedy to była prawdziwa premia za jelenia, bo roboty z tym wiele nie było. No ale jak to powiedział kolega, trzeba było wiedzieć co i gdzie znaleźć, klientka usłyszawszy kwotę była nieco zdziwiona :)
Wracając do tematu zlecania prac swoim znajomym i rodzinie, ja stosuję zasadę, że jeśli zwracam się do kogoś o wykonanie czegoś, to nie dlatego, że chcę by zrobił to taniej, czy też za darmo, lecz ze zwykłego przekonania, że wiem że Kowalski jest dobry w swojej dziedzinie. I dlaczego mam dać zarobić komuś obcemu, skoro mogę dać zarobić koledze, a dodatkowo mam wiarę, że ten mnie nie naciągnie i nie wprowadzi w dodatkowe koszta. Na tej samej zasadzie eksploatujemy Sylwii szwagra który ma firmę budowlaną i dokonuje wszelkich napraw w domu, dlatego że jest fachowcem inna sprawa, że nie bierze za to kasy. Pewnie dlatego, że i ja robiąc coś przy jego komputerach, wyceniam go łagodnie lub wcale. Oczywiście zawsze pytamy, ile chce za robociznę, z założeniem, że mu będziemy płacić, choćby tak jak teraz, po awarii muszli klozetowej pracownicy jego firmy wymienili nam muszlę. Za muszlę zapłacimy (rozliczymy się z właścicielem mieszkania) natomiast za robociznę będziemy chcieli się rozliczyć ze szwagrem.
Wydaje mi się, że takie podejście, jest marginalne. Ludzie jednak oczekują, że zapłacą mniej lub wcale albo jakiś podarek załatwi sprawę. Pół biedy, jeśli to jest jakieś małe zleconko typu konfiguracja routera, gorzej, jeśli ktoś poświęca czas, swoją wiedzę i na koniec, ktoś go poklepie po ramieniu mówiąc to jakoś się rozliczymy :)
Ja mam w zwyczaju rozliczać się z ludźmi, których znam na zasadzie, a ile jest warta dla Ciebie ta praca, którą wykonałem, jeśli pada kwota satysfakcjonująca mnie, to wszyscy są zadowoleni. Jeśli pada niższa, to wtedy prostuję, wiesz, gdybyś poszedł z tym do serwisu, zapłacił byś tyle i tyle, jak od Ciebie to mogę po znajomości policzyć 85% stawki serwisowej lub tyle i tyle za roboczogodzinę. Zwykle pozostaje wtedy jakiś niesmak. No i to nie są łątwe rozmowy, mi nastręczają ogromny problem.
Dlatego preferuję zlecenia wykonywane dla osób z polecenia lub obcych, Ci zazwyczaj na początku pytają ile to będzie kosztowało, wtedy podając pewne ramy cenowe, człowiek ma z głowy niesmaki i obrażone miny. Bo ja myślałem że u Ciebie będzie taniej. Jak ktoś nie chce się z nami rozliczyć lub oczekuje sporej ulgi to zwykle nigdy nie pyta na początku o opłatę za usługę /
Ciekaw jestem doświadczeń innych osób na polu wykonywania zleceń dla dalszych i bliższych znajomych. Zmieniacie stawki? Czy koleżankę z tej samej korpo kasujecie tak samo, jak człowieka, który do Was zadzwonił i powiedział, że chce naprawić kompa? Macie sztywny cennik, którego się trzymacie, czy czasem polujecie na "jelenia"? Pochwalicie się stawkami za typowe komputerowe prace?
1 - kwota czysto hipotetyczna
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±


Komentarze do wpisu "Jak wycenić zlecenie?":
1.
11 marca 2010, 17:30:11
Największy problem jest zwykle ze zleceniami typu projektowanie logo lub strony.
Co zrobić, jeśli po przysłaniu kilku świetnych prac klientowi logo się nie podoba? Przecież nie możemy pracować za darmo!?
Zlecenia najlepiej wyceniać wg stopnia ich trudności i czasu poświęconego na ich zrealizowanie...
2.
11 marca 2010, 17:37:15
@Mr B no ale jak robisz logo, dla jakiejś firmy to w umowie sobie zapisujecie pewne świadczenia. I zawsze tam może pojawić się wis, że klient w ramach umowy dostaje 3 różne wariacje loga. Sama wycena to mniejszy problem, ja np wiem że reinstalacja XP to tyle i tyle czasu, to samo grafik czy ktoś od www wie ile czasu zajmie mu zrobienie czegoś i ile może chcieć za taką usługę. Ile jest warta na rynku, czy w rozliczeniu godzinowym, problem pojawia się gdy masz do czynienia z kimś kogo znasz, kolega ze studiów, jakiś znajomy z pracy i ten ma postawę, że powinieneś mu zrobić coś za połowę ceny. Bo się znacie. Tak jak pisałem, gdzie sprawa dotyczy, kilku kliknięć i zajmuje 5 minut, można odpuścić, ale jak się spędza godzinkę czy dwie to nawet po koleżeńsku wypadało by dostać zwrot roboczogodziny :)
3.
11 marca 2010, 18:43:54
Mr B - jest coś takiego jak zaliczka. To zabezpiecza Cie przed ewentualnym rozmyśleniem. Nie wyobrażam sobie sytuacji w której biorę zlecenie bez pobrania np. 20% od ceny końcowej.
4.
11 marca 2010, 18:50:00
Wcale nie. Wiedzą, że Zenkowi zrobiłeś za stówę, a nie, że zrobiłeś dobrze.
Co do pytania, to na szczęście rzadko zdarza mi się, żeby ktoś ze znajomych potrzebował artykułu. W sumie to zdarzyło się trzy razy. Zrobiłem za darmo albo za półdarmo w ramach pokazania swojego nazwiska potencjalnym nowym klientom albo polansowania się w nowym miejscu;). Przy tym zawsze mówiłem ile tekst jest wart.
Rzeczy komputerowych typu instalacja Windowsa prawie nigdy nie robię.
5.
11 marca 2010, 19:04:51
@Marcin: No nie; jak pan Zenek pochwali znajomym i powie, że zrobił dobrze („lepiej jak fabryka, panie Kaziu”), to wiedzą, że zrobił za stówę i to bardzo dobrze.
6.
11 marca 2010, 19:34:11
Marcin ale jeśli nasz Zenek to obcy mi człowiek i zrobiłem coś dla niego zgodnie ze swoim cennikiem(bez upustów), to jak Pan Kaziu do mnie przychodzi to mam gotowego klienta który wie że "instalacja Windowsa" to tyle i tyle. Gorzej jak jakiś znajomy poleci, co mu za płowe ceny się zrobiło i Kaziu przychodzi i z tekstem, a bo Zenobia mówiła że ją policzyłeś jakoś inaczej :)
@Łukasz, nie wszędzie da się brać zaliczkę, ale faktycznie jak coś się robi zdalnie, lub na zasadach przygotowania projektu to zaliczka faktycznie miła rzecz no i chyba konieczna by sie za bardzo nie narobić.
7.
11 marca 2010, 19:37:04
Jak się coś robi znajomym po kosztach, to wyraźnie się im mówi, że zrobiło się po kosztach…
8.
11 marca 2010, 20:46:43
/DUPLIKAT
do usunięcia
Przepraszam, bot ma czkawkę chyba.
9.
11 marca 2010, 21:17:50
Fajny wpis. Przechodzisz w nim przez ciekawe etapy myślenia. W środkowej części nie mogę się jednak zgodzić ze słowem "naciąganie". Jeśli robisz swoje usługi samodzielnie to nie ulega wątpliwości, że każdego klienta traktujesz indywidualnie. To nie jest kwestia naciągania lecz negocjacji. To tak samo gdy idziesz na rynek miejski i tam próbujesz z indywidualnymi rolnikami zbić możliwie dużo ceny z produktów. Albo się dogadujecie albo nie.
Są różne techniki negocjacji. Można się nauczyć mechanizmów działania. Są do tego nawet tanie spotkania z trenerami (około 30 PLN lub darmowe ale w większym gronie).
Odnoszę też wrażenie, że boisz się pieniędzy, bo biorąc całą sytuację "na logikę" to wcale nie chcesz ich więcej "bo co ludzie pomyślą?". Ja rozumiem, że ciągły niedostatek pieniędzy w społeczeństwie może spowodować, że przywiązujemy do nich zbyt dużą wagę. Pieniądze są tylko narzędziem do określania wartości naszego czasu i pracy (i ich opłacalności). Dlaczego zatem nie negocjować ich tyle ile możemy. W końcu oszczędzasz czas ludzi, którzy musieliby samodzielnie poświecić na to o wiele więcej. Skoro zatem godzina czasu kogoś jest więcej warta, to zaoszczędzony dzięki Tobie jego czas również.
Te "straszne miny" ludzi po otrzymaniu rachunku to tylko odruch obronny. To ich element negocjacji. Niektórzy robią to podświadomie, a inni zupełnie świadomie. Od Twojej siły psychicznej i wyszkolenia zależy czy temu ulegniesz czy nie. Oni mają to samo zadanie. Negocjowanie jak widzisz jest bardzo naturalne, a czynienie tego świadomie tylko poprawia wyniki.
Dla przekonania Ciebie podam jeszcze jedną sytuację. Jeśli poszedłeś komuś przeinstalować Windows, a normalnie w tym czasie nudziłbyś się przeglądając strony to jak wyceniłbyś "uczciwie i racjonalnie" swój czas?
Nudzenie się jest warte 0, instalacja Windows 100. Czyżby więc ta cena zależała od czegoś innego? Tak! Zależy od wartości jaką wynegocjowałeś. Jeśli to odpowiednio przedstawisz (i nie musi być w tym ani krzty nieuczciwości) to możesz wziąć nawet 200, 500 czy 10000 jeśli ktoś na to pójdzie.
Oczywiście to jak i poprzedni komentarz na którym się oparłeś są w pewnym stopniu uproszczone. Pisałem to w oderwaniu od konkurencji, żeby było bardziej zrozumiale. To, że gdzieś wygrał konkurent to nie jest porażka. To sygnał od rynku, że Twoja oferta nie jest dostosowana do sytuacji. Ale to też nie jest obraz sytuacji. Znam przypadki, gdy darmowe usługi były odrzucane ze względu na niedostosowanie do odbiorców. Zatem jak widzisz, wszystko zależy od Ciebie.
10.
11 marca 2010, 21:57:44
Sprea dzięki za fajny komentarz, masz sporo racji. Co do negocjacji to wiadomo, ale tak jak mówię z obcymi jest o wiele lepiej bo nie ma tej bariery jaką jest znajomość. W przypadku zleceń dla znajomych, odczuwam taką presję na zbicie ceny. Prawdą jest że każdy chce by usługę kupić jak najtaniej, a co innego jest targowanie się, a co innego oczekiwanie, że ktoś zrobi coś dla Ciebie za połowę ceny. Choć może jestem przewrażliwiony.
Co do lęku i pieniędzy, to może w jakiś sposób, ale bardziej na zasadzie że jestem za drogi (oczywiście nie ma takiego pojęcia jak za drogi), jak kiedyś koledze w pracy powiedziałem że za pełną instalację i konfigurację(kilku) programów wyceniam się na 250-300, to popatrzył ze zdziwieniem i stwierdził że drogo. I gdzie sieją takich głupich co tyle płacą. Co do ustalania ceny, to oczywiście najlepiej zrobić to na początku, choć i tu czyhają niespodzianki, można nie do szacować pracy lub nie przewidzieć trudności które mogą się pojawić. Wiadomo to zależy od sytuacji i problemu, ale czasem można się wpakowwać.
Co do nudzenia się przed www to dla mnie nigdy nie jest warte zero :) Bo nawet przeglądając www uczę się, czytam, poszerzam horyzonty, zdobywam jakąś nietypową wiedzę, czy choćby relaksuję się. A to wszystko ma jakąś wartość, może nie przekłada się to na stan mojego konta, ale zawsze może zaowocować przyrostem kasy w przyszłości lub oszczędnością. Ucząc się czegoś mogę to wykorzystać w dalszej pracy, pozyskać nowe zlecenie = kasa na koncie, więc w ten przyszły zarobek wynika jakoś z nudzenia się. To samo z relaksem, będąc zrelaksowanym mogę zaoszczędzić na wyjściu na basen/siłownie. Więc nudzenie się tylko pozornie nie jest nic warte. No ale myślę, że tu się rozumiemy :)
Ale na pewno masz rację, twardym trzeba być nie miękkim :)
11.
11 marca 2010, 22:04:55
@Piotr: a to wszystko jasne. Myślałem, ze ta stówa to właśnie cena dla znajomych (nie mam pojęcia ile kosztuje instalacja Windowsa).
12.
11 marca 2010, 22:15:10
Ja też nie wiem ile kosztuje, sobie sam instaluje, ostatnio musiałem zainstalować bo karta TV nie chce działać z Linuksem, no ale wiadomo sam siebie nie kasuję. Jak robię komuś znajomemu zwykle wyceniam to czy robię to u siebie, czy u kogoś i ile czasu mi to zajmuje. Jeśli to ktoś znajomy, z kim mam jakiś kontakt, lub na jakimś polu możemy sobie pomagać, to oczywiście cena jest bardzo elastyczna. Bywało że w ramach krzewienia Open Source zainstalowałem Ubuntu za free. Moje rozterki z wycenianiem się, są niejako też powiązane z tym, że w jakiś sposób śledzę oferty różnych firm świadczących usługi serwisu komputerowego i ogłoszenia. Pojawiają się tam oferty miesięcznej opieki nad infrastrukturą firmy i wykonywaniem napraw dla firmy z 3-4 komputerami+ drukarka+router, padają kwoty rzędu 150-500 złotych. Porównując to z jednorazową instalacją XP+poczta +kilka programów+14 dniowa obsługa po instalacyjna w kwocie 250 pln wydaje się być stawką bardzo wygórowaną.
13.
11 marca 2010, 22:21:53
Piotr: Mi ten fragment o nudzeniu przypomina tezę, że że samochód na biegu jałowym jest najbardziej oszczędny.
O ile z wysiłkiem fizycznym nie mam problemów, to nicnierobienie bardzo mnie frustruje. Najbardziej rozwija mnie praca i kontakty. Np. w poniedziałek niewiele wiedziałem o dBase 3 oprócz tego, że istnieje. Dziś zrobiłem synchronizację tej bazy dla jakiegoś archaicznego programu do księgowości. Wszystko za pomocą Pythona i pewnego modułu, który przy okazji poprawiłem.
Marcin: U mnie w mieście sam dojazd serwisanta kosztuje 50. Co się dzieje potem już nie wiem, ale podejrzewam, że migracja może być sporo warta.
BTW: Wyobraźcie sobie, taką usługę, gdzie dla podniesienia atrakcyjności ktoś przywozi laptopa dla klienta, do surfowania w internecie podczas nudnych czynności, albo dla dzieci xboxa360 z fajnymi gierkami dla rodziny. Aż strach pomyśleć co będzie, gdy nie będą chcieli się oderwać.
14.
11 marca 2010, 22:33:37
@sprae Nie no owszem, zawsze lepiej uczyć się czegoś na "żywym organizmie" niż tylko o tym czytać. Myślę że co do zasady się zgadzamy, może niefortunnie przywołałem porównanie. Rozumiem że Twoją intencją w poprzednim poście było zasugerowanie, że w tzw wolnym czasie podczas nudzenia się robiąc jakieś zlecenie powinniśmy wyceniać się normalnie. Nie zaś na zasadzie dobre i te kilka zł, bo i tak nic nie robiłem, więc mogę się wycenić taniej.
15.
11 marca 2010, 22:42:52
Każdy grosz jest ważny z perspektywy nuda albo praca (szczególnie u kogoś kto nie ma nic). Chciałem tylko przełamać strach przed odważną wyceną i negocjacjami jej jako normalnej działalności rynkowej.
Oczywiście są jeszcze inne prawa rynku regulujące cenę - popyt i podaż, ale nie było to tematem wpisu.
16.
11 marca 2010, 22:48:26
Sprae, fajnie że tu wpadłeś i fajnie się dyskutowało i zapewne Twoje uwagi bardzo podniosły jakość wpisu. W ogóle zauważam, że od dłuższego czasu jakoś komentarzy do wpisów systematycznie rośnie. To cieszy :)
17.
11 marca 2010, 23:15:46
Wycena zlecenia nie zależy tylko od naszego "widzi-mi-się", chcenia, czy nie-chcenia - chętnie za wykonanie usługi policzyłbym 2500, ale wiem że gdzieś jakiś student zrobi to samo za 150zł.
Jeśli chcemy dobrze wycenić zlecenie, powinniśmy zastanowić się ile czasu nam to zajmie, obdzwonić konkurencję udając, że chcemy zlecić coś podobnego i wyciągnąć średnią (uwzględniając możliwości klienta).
Co do znajomych - to najlepiej w ogóle nie wchodzić z nimi w interesy, lub zawrzeć układ "słuchaj, zrobię ci to po kosztach, jak mi znajdziesz nowego klienta" - zwykle działa.
Problemem nie jest cena zlecenia - tylko prawie zawsze klient. W 99% problemy stwarza klient: nie dosyła materiałów, nic mu się nie podoba, nie oddzwania/nie odpisuje, nie dopełnia formalności, nie spełnia wymagań technicznych, nie płaci...
Wycena musi obejmować wszelkie podobne "stresy". A w końcu i tak, albo zapłaci, albo nie zapłaci...
18.
13 marca 2010, 16:29:56
Dziś jeden z dalszych znajomych usłyszał.
Wiesz mogę zerknąć do Twojego kompa i zainstalować Ci Windows 7 ale to w ch... dużo roboty i sporo czasu na to trzeba poświęcić. Zwłaszcza jak chcesz przenieść ustawienia. Nie da się tego zrobić w godzinę czy dwie, więc sam rozumiesz, tak mi niezręcznie Ci odmawiać. Ale wiesz przenoszenie danych, przenoszenie ustawień to jednak kosztuje, jak chcesz bym to koniecznie ja robił to szykuj tyle i tyle. Ponoć było za drogo. I usłyszałem że przez te zwolnienia i kryzys to zacząłem przesadzać z stawkami. Odesłałem do innego mojego kolegi, który ma firmę, ten nie dość że stawki ma o wiele wyższe, to jeszcze doliczy VAT :)
Dochodzę do wniosku, że ludzi to jednak nie można przyzwyczajać, że coś jest po kosztach, po znajomości etc.
Kumplowi z firmą powiedziałem, że będzie do niego dzwonił "koleś" i ja podałem taką a taką stawkę i upewniłem się, że on ma drożej :) Teraz czekam na telefon od znajomego ... wtedy go spławię i powiem że mam inną fuchę i nie wiem czy dam radę czasowo z jego Windows 7. Oczywiście najpierw się upewnię czy ma legalnego W7 :)
19.
13 marca 2010, 16:53:05
Moim zdaniem zbyt tragicznie przedstawiłeś mu sytuację. Może więcej optymizmu i entuzjazmu, przecież to nie wrogowie. :-) Najlepiej, kiedy płaci zadowolony.
20.
13 marca 2010, 17:04:55
No ale migracja z zachowaniem danych i ustawień + instalacja tego samego softu to jednak nie 2-3 godzinki i to dość upierdliwa robota by po kosztach robić. Lub za zwykłe dziękuję :) Tzn mój przekaz był prosty, to sporo roboty i to upierdliwej i nie ma opcji bym zrobił to "po kosztach" lub za free, znajomy raczej liczył na usługę za free :)
21.
13 marca 2010, 17:10:11
To oczywiste i ceny też nie neguję, ale czy kupiłbyś chleb od sprzedawcy mówiącego, że to strasznie dużo roboty i piekarz się spocił stojąc nad piecem. Potem kierowca się zdzwigał.
Chleb kupuje się najlepiej w miłej atmosferze, ze świadomością, że robili go mistrzowie z pasją i poświęceniem.
Dodaj komentarz: