Nie lubię zmian.
To dziwne, bo jestem typem człowieka, który szybko chłonie nowinki technologiczne, chętnie próbuję nowych rzeczy, lubię wyzwania, a mimo to nie lubię zmian.
Kiedyś upatrywałem powodów tego nielubienia na podłożu psychologicznym, lecz znajoma psycholożka (też nie lubię tego słowa) próbując udowodnić swoją własną tezę na mój temat (pozdrowienia Adriana) uzyskała wyniki świadczące o tym że jestem ekstrawertykiem ciekawym nowych doznań i niebojących się zmian. Oczywiście wyszło inaczej, niż ona zakładała, a mi taki wynik testów wydawał się najbliższy prawdzie :)
Fakt między nielubieniem zmian a lekiem przed nimi, czy też chęcią zmiany jest duża różnica, ale ja tam z psychologami nie dyskutuje, wyszło, co wyszło i tak miało wyjść. :)
Abstrahując od testów, których notabene koleżanka mi nie szczędziła (nie ma to jak upór w dążeniu do udowodnienia swojej tezy), to faktem niezaprzeczalnym pozostaje, że nie przepadam za zmianami.
Od wielu lat noszę tę samą markę butów, ba noszę ten sam model i fason (podziękowania dla firmy Anspol) Pewnie są fajniejsze modele butów, ale akurat ta firma zyskała moją sympatię za doskonałą jakość wykonania i wytrzymałość butów oraz używanie prawdziwej wysokiej jakości skóry. To pewnie kwestia przyzwyczajenia, ale wkładając inne buty innej firmy ( z tej samej półki cenowej, przeznaczone do takich samych zastosowań) czuję się zwyczajnie źle.
Jakiś czas temu zakupiłem sandały firmy obuwniczej Badura, oczywiście teraz sobie nie wyobrażam chodzenia w innych sandałach, ba rok po roku kupiłem ten sam model sandałów. Obawiam się, że już w tym roku będzie problem z nowym egzemplarzem tego samego fasonu.
Mam też buty trekingowe, oczywiście też z Badury i kolejne, które kupię, też będą kupione w tym sklepie.
To samo było ze spodniami, kiedyś jak byłem jeszcze chudy, kupowałem spodnie w Big Starze, nie, dlatego że to jakaś uznana marka, ale, dlatego że ichniejsze spodnie fajnie się nosiły i miały dość sensowny współczynnik ceny do jakości, czego o spodniach Lee powiedzieć w owych czasach nie mogłem, bo były cholernie drogie. Z jakim trudem żegnałem się z marką Big Star, kiedy waga dość mocno skoczyła i spodnie już nie układały się tak, jak powinny. Te, które fajnie leżały były za małe a rozmiar większe (de facto 2 rozmiary) wyglądały koszmarnie. Wtedy trzeba było się przerzucić na spodnie z Vertusa, bo tylko ta firma zagwarantowała mi skok co 1 rozmiar i mogłem dobrać odpowiedni fason spodni. Gdyby mnie teraz ktoś zapytał, w jakim sklepie kupię nowe spodnie, byłby to zapewne Vertus, mimo tego, że proces zrzucania wagi trwa, to jeszcze do dawnych 85 kg daleka droga. Ale kto wie może kiedyś wrócę do Big Stara.
Żeby nie było, że przyzwyczajam się tylko do rzeczy materialnych, choć te najłatwiej opisać. Bo czy to jest stara nokia, czy obecny badziefon (MDA 3), stara marynarka, czy też zwykłe pióro to jakaś siła każe mi "lubić to" i niechętnie się rozstawać. Pomijam aspekty sentymentalne, bo dalej mam sweter od mojej lubej sprzed 12 lat, czy też pasek do spodni, który kiedyś będąc mi podarowany, miał około 8 "dziurek" w zapasie, a teraz ma raptem 3 :) Do niedawna nosiłem stary portfel (też od ex), nosiłbym go pewnie dalej mimo upływu 10 lat, gdyby nie to że otrzymałem nowy od bliskiej mi osoby, a tamten stary zwyczajnie zużył się tak że noszenie w nim czegokolwiek było niebezpieczne. No ale to materialne rzeczy ... ale tak samo nie lubię zmieniać smaków, strasznie mnie denerwuje jak w ulubionej (niezmienianej od lat knajpce) podają mi tę samą potrawę, która smakuje zupełnie inaczej. Podobnie z sosami czy jakimiś zupami. Czasem wizytując swój rodzinny dom, proszę rodzicielkę, by ugotowała zupę, ale tak jak to robiła 5 lat temu :)
W kinie też siadam zazwyczaj w tym samym miejscu (jeżeli mogę zarezerwować bilet to tego kina) a samo kino też zmieniam niechętnie.
Zauważyłem, że mimo tego nielubienia zmian, to gdy coś już zmienię, nie muszę się długo zastanawiać, nad tym czy to była dobra zmiana, bo zazwyczaj jest to zmiana na lepsze i znowu „lubię to". Dziwnie to koresponduje z chęcią do próbowania czegoś nowego, lubię nowe smaki, lubię pobawić się czymś nowym, tylko po to by zobaczyć jak to jest, lubię podejmować wyzwanie w pracy, nawet takie, którym teoretycznie nie powinienem móc podołać.
Tu chyba odzywa się ta dwoista natura zodiakalnego bliźniaka. . Bo z jednej strony nie lubię zmian a z drugiej bardzo łatwo mi one przychodzą.
Też tak macie, przywiązujecie się do marek, lokali, osób, czy innych rzeczy? Mam takie wrażenie, że gdyby było więcej takich osób jak ja, reklama i marketing mogły, by nie istnieć :).
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±

Komentarze do wpisu "Nie lubię zmian.":
1.
27 kwietnia 2010, 18:37:35
OMG, pisz wolniej, opłaci się. ;P
A co do meritum, po prostu masz dobry gust i otaczasz się chyba rzeczami (i być może ludźmi), które lubisz i niemal każdy o podobnym guście by je polubił.
Wiele osób nie przykłada wagi do marki na przykład kawy, nie mając swojej ulubionej, pijąc bez kaprysu, co mu zaparzą – aż nie trafi razu pewnego na taką, która mu bardzo zasmakuje. Wtedy inne zaczynają mu nie pasować. :)
Nie wiem czy ja mam specjalnie jakąś analogię u siebie, ale powiedzmy rzecz prozaiczna: golenie się. Nożyki. Używam jednorazówek. Przyzwyczajam się do konkretnej marki i modelu. Było tak z dwuostrzową Wilkinsona (w dwóch odmianach: niebieskiej bez paska i zielonej z paskiem nawilżającym, dla mnie było to niemal to samo) – innymi albo się haratałem niemiłosiernie, albo „nie umiałem” ich trzymać i nadgarstek bolał zanim się ogoliłem. Przywiązanie do marki trwało do czasu, aż nie kupiłem feralnej partii, gdzie noże były z masła. Pół twarzy ogolone, i maszynka tępa. Normalnie minimum cztery razy się goliłem jedną maszynką… Ośmiokrotny spadek wydajności? Dziękuję. Poszukałem dalej i mam kolejny typ… I teraz ten drugi lubię i „nie oddam”. Trzy ostrza, też Wilkinson (szukając naciąłem się (w przenośni i dosłownie też) na inne marki, w tym Gillette, które jakoś do mnie przemówić nie może). Szukałem tylko wśród podobnej półki cenowej. Znalezisko wygodniejsze jest nawet moim zdaniem od pięcioostrzówki Gillette, którą w wersji bez wibratora ;) dostałem pewnego razu w prezencie. Owszem, to znakomity nóż, goliłem się nim, aż się nie stępił, ale ciężkie to jakieś, jednak wolę „mój” sporo tańszy do tego model Wilkinsona.
2.
27 kwietnia 2010, 19:02:40
@Marsjanin co do kawy to ja tak mam, co do ludzi i rzeczy coś w tym jest co piszesz, choć u mnie marka jest na dalszej pozycji. Wybierając jakiś produkt staram się kierować jego przydatnością, na dalszym planie jest to czy to jeans Lee, Big Star czy Wlangler. Czasami zwykły przypadek sprawia że akurat jakaś "lepsza marka" została wybrana. CO do ludzi i rzeczy lepiej otaczać się tymi co ich i oni Ciebie lubią :)
Fajny temat golenia poruszyłeś, ja golę się sporadycznie, raz na 2-3 tygodnie, gdy już mnie broda drażni albo chcę młodziej wyglądać. Ostatnio przycinam maszynka elektryczną (taka do włosów) ale to ze względu na przejściowy problem ze skórą, dlatego nie golę, a tylko przycinam. Gdy golę to od pierwszych szczenięcych wąsów nie gole się niczym innym niż maszynka do golenia Wilkinsona i żyletkami również tej firmy. Kiedyś na blogu pisałem, że mieszkając na osiedlu akademickim, byłem jednym z niewielu którzy używali starych typowych żyletek. Minusem takich żyletek jest to że można sobie szybko zrobić kuku ...
3.
27 kwietnia 2010, 21:19:11
ad spodnie: Z spodniami dla większych, problem jest taki iż jest jedna numeracja xx. Gdzie krój pasuje głównie dla modeli +/- pewien współczynnik wagi. Niestety w większości sklepów z firmą obierzą. Nie tylko Lee czy BS ale też sklepy typu Reaper, itp ciężko znaleźć spodnie w dwu miarówce xx/yy.
4.
27 kwietnia 2010, 21:22:48
@SpeX xx - pas yy- nogawki ? :)
5.
27 kwietnia 2010, 22:25:39
Dokładnie, z czego w praktyki wiem iż między poszczególnymi rozmiarami nogawek (pas bez zmian) spodnie są różne. Tak więc lepiej jest znaleźć dobrze leżące spodnie, niż brać => nogawki i potem skracać u krawcowej.
A teraz taka inna ciekawostka, w ostatnio widziałem iż w Tesko (przynajmniej Kraków, Kapelanka) usługi krawcowej są w cenie odzieży.
6.
28 kwietnia 2010, 06:23:06
SpeX społeczeństwo robi nam się niewymiarowe, choć w tzw dobrych sklepach typu PAWO czy Vistula zawsze interwencja krawca była w cenie :)
7.
29 kwietnia 2010, 06:11:56
Wybierz mi telefon.
Wczoraj pisałem o tym, jak bardzo nie lubię zmian, ale gdy przychodzi ich czas, jestem skłonny je zaakceptować, a czasami sam je prowokuje.
Tak było z operatorem komórkowym i moim przenoszeniem numeru telefonu do mBank Mobile, tak też jest z [...]
8.
11 września 2010, 15:33:06
Taki klient jak ja to skarb
Przyzwyczajam się do marek, potrafię docenić dobrą obsługę klienta, nie przepadam za zmianami. Zestawiając to z tym, co się mówi o dążeniu firm do pozyskania klienta wiernego produktowi czy marce wydaje się idealnym materiałem na lojaln[...]
Dodaj komentarz: