Urlop na golasa - Grzybowo A.D. 2009
Dużo słonka i lejący się z nieba skwar, tak można by jednym zdaniem podsumować mój ostatni urlop. Zarys notki leżał sobie na dysku, a teraz po wielu miesiącach jest idealny czas, by go upublicznić, bo za oknem raczej zimno, do okresu urlopowego jeszcze daleko, czas na wspomnienia i mała zapowiedź powtórki w roku 2010. Jak wszystko ułoży się pomyślnie.
Foto własne - Widok na Bałtyk z Plaży naturystycznej w Grzybowie.
Od 2007 roku spędzam urlopy z Sylwią na wypadach nad polskie morze, czasem jedziemy sami, innym razem zabieramy znajomych. Miejsce, plaża i towarzystwo pozostaje niezmienione od 4 lat. Miejsce, które nas tak przyciąga, to naturystyczna plażą Grzybowo, miejscowość to wioska położona kilka kilometrów nieopodal Kołobrzegu, spokojne, urokliwe miejsce z szeroką plażą. Idealne dla kogoś, kto chce wypocząć w ciszy. My podczas pierwszej wizyty w Grzybowie zostaliśmy zauroczeni plażą naturystyczną i od tamtego czasu plażujemy tylko tam, zatrzymujemy się w tym samym pensjonacie, a na wędzoną rybkę i kotleta schabowego chodzimy do tych samych sprawdzonych miejsc. Można powiedzieć, znamy Grzybowo jak własne podwórko.
Przygotowania do urlopu nad Bałtykiem.
Jak co roku jest problem z wyjazdem, Sylwia w swojej pracy musi podać termin urlopu z miesięcznym wyprzedzeniem, to trochę komplikuje planowanie, ale nie czyni go niemożliwym. To zazwyczaj ja mam jakieś „ale”. Ubiegły rok dostarczył pewnych zmian, które nie nastrajały do wypoczynku, ale ponoć nieważne od sytuacji urlop się człowiekowi należy. Z polskim morzem jest trochę jak z loterią, nigdy nie wiesz czy się wstrzelisz w dobrą pogodę nad naszym Bałtykiem. Wprawdzie nam się zawsze udawało brać urlop, kiedy nad Bałtykiem w Grzybowie świeciło słońce i nie padało. Jednak wątpliwość zawsze pozostaje, tym bardziej że wypoczynek nad Bałtykiem w swojej cenie wcale nie jest taki tani w porównaniu do lastów w jakimś cieplejszym kraju. Ja wychodzę z założenia, że jak wydać pieniążki to za czas spędzony na słoneczku, podczas fajnej pogody. Dlatego zawsze podczas ustalania terminów urlopu bywam nieznośny.
W końcu ustaliliśmy datę wyjazdu na 26 lipca 2009, nocnym pociągiem. Spakowani w jedną torbę i plecaczek ruszyliśmy taksóweczką na dworzec PKP Łódź Kaliska, by po jednej przesiadce w Kutnie wylądować skoro świt w Kołobrzegu.
Doświadczeni przeżyciami z roku 2008 obawialiśmy się wielkiego tłumu w pociągu, gdyż ten, w który wsiadaliśmy w Kutnie, zaczyna swoją trasę w Tarnobrzegu i jedzie przez całą południową Polskę, by w Kutnie zabrać nas. Tym razem nie było aż takiego tłumu, co nie znaczy, że udało nam się bez problemu wsiąść. Podobnie jak rok wcześniej kupiliśmy bilet w pierwszej klasie, licząc na mniejszy tłok. Ten owszem był mniejszy, ale ludzie pozajmowali całe przedziały i udawali, że nie ma u nich miejsca (3 osoby w 6 osobowym przedziale), dopiero po interwencji konduktorki udało nam się usiąść.
Poranek w Kołobrzegu.
To miasto poza sezonem jest zupełnie martwe, ale w sezonie nawet o wczesnych godzinach porannych na dworcu tłum, w parku koło dworca też tłum, wszędzie ludzie z karteczkami o wolnych pokojach. My z racji tego, że w naszym pensjonacie Abba mieliśmy zarezerwowany pokój dopiero od godziny 14:00, musieliśmy się jakoś sobą zająć. Najpierw wycieczka do bankomatu, by wypłacić trochę kasy, potem jakieś śniadanko zakupione na mieście i oczekiwanie na miejski autobus do Grzybowa. Nawet w leniwy poniedziałek o godzinie ósmej rano tłok w komunikacji miejskiej, tłok na tyle duży, że w powietrzu unoszą się wszelkie zapachy, niekoniecznie miłe. Komunikacja miejska w Kołobrzegu, pod tym względem nie różni się od innych.
Poranek w Grzybowie.
Dojechawszy już do Grzybowa, skierowaliśmy się do naszego pensjonatu Abba, w którym to mieliśmy zarezerwowany pokój. Tym razem był to mały, typowy pokój, cena normalna jak na Grzybowo. Miła obsługa, czysto schludnie, ale bez szaleństw, jeżeli chodzi o wygody. Jak ktoś kiedyś by się decydował na pobyt w Abbie, to polecam wynajęcie apartamentu, o wiele większy pokój i o znacząco lepszym standardzie. Gdybym narzekał na Abbę, byłoby to nie fair, zawsze możemy liczyć tam na pokój, choć pewnie w takiej samej cenie można znaleźć lepszy standard. Ale jeżeli decyzję o wyjeździe podejmuje się z dnia na dzień, to Abba nigdy nas nie zawiodła. Zaletą pensjonatu jest usytuowanie, z dala od zgiełku głównej ulicy, a jednocześnie blisko do morza (spacerkiem 5 minut w linii prostej - 200 metrów, no może 250) blisko do PKS, do wszelkich jadłodajni no i cisza. Zresztą, jeśli się jedzie nad morze i jest piękna pogoda, to siedzieć w pensjonacie nie ma potrzeby, tylko cieszyć się ze słońca.
Tak jak wspomniałem, doba zaczyna się od godziny 14:00 a kończy o 11:00, więc gdy dotarliśmy do pensjonatu o 10:00 to zamieszkujący nasz pokój jeszcze nie wyjechali, do tego obsługa musi posprzątać, nie było szans na wcześniejsze zakwaterowanie. Na szczęście mieliśmy możliwość skorzystania z toalety, odświeżenia się i zostawienia bagaży. Było słonko, więc zostawiliśmy naszą torbę i laptopa, zabierając jakieś jedzenie ręczniki i ruszyliśmy na plażę, jak się później okazało, zapomnieliśmy przepakować mleczka do opalania, ale o tym że wszelkie „słoneczne” kosmetyki zostały w bagażu, zorientowaliśmy się dopiero na plaży.
Urlop w Grzybowie na gołej plaży.
Aby nie tracić promieni słonecznych, od razu po uzgodnieniu szczegółów z obsługą pensjonatu ruszyliśmy na naturystyczną plażę w Grzybowie, niestety o ile na plażę tekstylną idzie się 5 minut, tak na tą dla golasów trzeba maszerować około godziny. Daleko nie jest, ale po plaży pełnej ludzi idzie się źle, nogi się zapadają albo w piasek albo w wodę z piaskiem. Dlatego idąc powoli trzeba zarezerwować godzinkę. My idziemy część drogi lasem, a pozostały kawałek plażą, co pozwala skrócić czas marszu do jakiś 35 minut i znacząco ominąć tłumy na długiej plaży tekstylnej.
Jak widać w miejscu, w którym wychodzimy z lasu, na plaży niewielu plażowiczów(omijamy cały dziki tłum), można by nawet zaryzykować i tu gdzieś na uboczu rozbić swój grajdołek i opalać się na golasa. Siedząc w pojedynkę łatwiej paść łupem jakiejś moherowej babci, tak więc trzeba przejść jeszcze ok 200-300 metrów by dołączyć do innych golasów. Im bliżej właściwej plaży dla naturystów tym częściej można spotkać kogoś opalającego się bez ciuchów, a samą plażę rozpoznaje się po tym, jak w promieniu 10 m jesteś jedyną osobą w ubraniu. Dla plaży w Grzybowie charakterystyczne jest też boisko do siatkówki, jeśli widzisz grających na golasa przedstawicieli płci obojga, to dobrze trafiłeś. Jako drogowskaz może służyć też stosowna tabliczka. Szybko się okazało, że na plaży są znajomi sprzed lat, ludzie z uczelni oraz wiele osób z Łodzi oraz bywalców Nocy Naturystycznych.
Pierwszy dzień na plaży był bardzo fajny, na reszcie dużo słonka, które grzeje każdy centymetr ciała, woda jak to w Bałtyku, ciepła nigdy nie jest i nie będzie. Pierwszy minus to biedronki i jakieś muszki, których było zatrzęsienie, dlatego trzeba było pokochać wodę, bo tam robactwo nie gryzło, ale z czasem przestały kąsać i mogliśmy się opalać , grać w siatkówkę etc. Było pewne, że pierwszego dnia nasza kreatywność nie będzie zbyt wysoka, zmęczenie całonocną podróżą dawało znać o sobie, równie mocno co brak kremów z filtrem, po pięciu godzinach plecki mocno się zaczerwieniły i zaczęły boleć.
Wracając do pensjonatu, dopijaliśmy resztki wody która nam została w plecaku. Powrót wczesnym popołudniem, oczywiście idziemy lasem, bo brak kremu do opalania dał o sobie znać. W drodze powrotnej oczywiście jedzonko u naszej Pani, która robi najlepszego schabowego i pomidorową. Potem szybkie dopełnienie formalności lokalowych i już mieszkaliśmy w naszym pokoju.
Tak jak zakładałem pierwszy dzień po nocnej podróży zazwyczaj idzie na straty, bo wcześniej czy później zmęczenie da o sobie znać, po małej drzemce (4 godzinna drzemka) brzuszki znowu zaczynają wołać o jakiś pokarm. Kolejny wypad na główną ulicę Grzybowa i polowanie na dobrą rybkę. Potem sen, który nieoczekiwanie przeciągnął się niemal do południa dnia następnego.
Drugi dzień to próba wcześniejszego wstawania, oczywiście nieudana no ale w końcu jesteśmy na urlopie, nie ma sensu zrywać się o siódmej rano. Śniadanie na obiad, potem spóźniony obiad i okazuje się, że nie ma sensu iść na gołą plażę, bo daleko, bo późno, a rowery w pobliskiej wypożyczalni drogie jak cholera. Pada pomysł by iść na tekstylną plażę i tam poleżeć, ale wstępne rozeznanie daje odpowiedź, że dla nas jest tam zwyczajnie za tłoczno.
Nigdy wcześniej nie było okazji przespacerować się plażą w stronę Kołobrzegu, czyli na prawo od Grzybowa, postanowiliśmy dać nieco ulgi naszym pleckom i zrobiliśmy sobie spacer wzdłuż plaży odcinek około 5 km. Do samego miasta nie da się dojść plażą, gdyż na drodze staje port i jednostka wojskowa, której w żaden sposób nie da się obejść.
Po drodze były jakieś bunkry i wieże strzelnicze i cała masa ludzi leżących na plaży, mimo już późnej godziny. Gdy wracaliśmy słoneczko już osłabło, a na morzu zostali tylko miłośnicy kajaków, a nasze mordki były już ładnie opalone.
Kolejne dni pierwszego tygodnia, to już tylko wyprawy na gołą plażę i korzystanie ze słoneczka. Zmieniliśmy tryb wstawania, na bardziej poranny, by skrócić czas dojazdu na plażę naturystyczną, wypożyczaliśmy rowery.
O rowerach warto wspomnieć więcej, mianowicie idąc w kierunku plaży naturystycznej, przechodzi się obok domu wypoczynkowego Swallow, tam właśnie wypożyczyliśmy nasze rowerkki w bardzo atrakcyjnej cenie. Sam pensjonat urokliwy z pełnymi wygodami celujący w klientelę wymagającą. My wypożyczaliśmy u nich tylko rowerki, ale mają również bardzo fajne i smaczne jedzenie. Serniczek z kawą o poranku, czy też mega porcja Spagetti, a do tego barszczyk biały/żurek podawany w specjalnie pieczonym chlebie. Poznaliśmy sympatycznych właścicieli i cały pobyt bywaliśmy u nich na piwku, po rower, czy też na smaczny obiad. Jak ktoś będzie miał okazję, to gorąco polecam.
A na plaży jak to na plaży, prawy boczek, lewy boczek, na brzuszku, na pleckach i jeszcze raz na pleckach. Pluskanie się w wodzie, gra w siatkówkę - może nie tak intensywna jak rok temu ale zawsze to jakiś wysiłek i czynienie wszelakiego dobra dla zdrowia. Oczywiście po kilku dniach brak kremu z filtrem dał o sobie znać i skóra zaczęła schodzić całymi płatkami.
Jak wspominałem wyżej, na plaży spotykamy tych samych znajomych co roku, a to Paweł i Paulina z nieśmiałą koleżanką Martą, a to inni stali bywalcy gołej plaży w Grzybowie, więc nudzić się nie można.
A co po plaży, oczywiście jedzenie, a jeśli jedzenie nad morzem Bałtyckim, to koniecznie ryba, a najlepsza ryba jest w wędzarni w Dźwirzynie, tuż obok cumujących kutrów. Jest tam jedna wędzarnia, nie sposób jej nie poznać, dwa razy w ciągu dnia można liczyć na świeżą wędzoną rybę. My jak tylko mamy ochotę, to prosto z plaży jedziemy rowerem do Dźwirzyna i kosztujemy różne rodzaje ryb. Podobnie było i tego urlopu, ryby tak nam zasmakowały, że zakupiliśmy sobie na podróż do Łodzi. Fajnie próżniowo zapakowany łosoś idealnie smakował z makaronem i innymi dodatkami.
Morze to nie tylko ryby, normalny facet schabowego też musi zjeść i popić go chłodnikiem z botwinki, a jeden z lepszych schabowych i chłodników zarazem można kupić w restauracji Marinero, gdzie też się stołujemy. Ogólnie w Grzybowie mamy z 4-5 ulubionych i sprawdzonych miejsc jezeli chodzi o jedzenie, tam zawsze nam smakuje i nigdy nam nie zaszkodziło. Restauracja Marinero również do takich miejsc należy, atut tejże to bliskość położenia w stosunku do naszego pensjonatu w Grzybowie. Ot wychodzisz z Abby idziesz 50 no może 70 metrów i już jesteś przy głównej ulicy, a tam Marinero. Również gorąco polecam.
Nad morzem czas biegnie jakoś bardzo szybko, równie szybko co czas kurczy się gotówka, na szczęście w Grzybowie jest bez prowizyjny bankomat i nie trzeba jechać do Kołobrzegu by wypłacić pieniądze, tak jak to musieliśmy czynić dwa lata wstecz. Pieniążki są potrzebne, zwłaszcza kiedy widząc piękną pogodę postanawiasz przedłożyć pobyt, odwołać wyjazd na koncert i znaleźć nowe lokum. Okazuje się, że chcąc zostać na kilka dni (niepełny tydzień) jest spory problem ze znalezieniem miejsca, niby są napisy "wolne pokoje Grzybowo" ale kiedy wchodzisz i pukasz, informują Cię, że minimum na 2 tygodnie. Pierwszy raz zdarzyło mi się, by chodzić i prosić kogoś by wziął moje pieniądze - czasem nie rozumiem właścicieli pensjonatów.
Na szczęście ponad godzinne poszukiwania się opłaciły, zjeździliśmy całe Grzybowo, by znaleźć coś w odpowiedniej cenie, a finalnie okazało się, że pensjonat obok Abby - Bliźniak z chęcią nas przygarnął. Bez marudzenia, bez tworzenia problemów.
Cały dwutygodniowy wypoczynek udał się wspaniale, opalone ciała, zrzucone (wprawdzie nie na długo) kilogramy, do tego przeświadczenie o dobrze wydanych pieniądzach, dodatkowo nauka dla kobiet, że nie zawsze gołą kobieta jest atakowana przez adoratorów. Było tak fajnie, że myśleliśmy o wyjeździe na długi weekend ale się nie udało.
Droga powrotna to walka z PKP, bo ktoś sobie wymyślił, że zlikwidują możliwość płacenia kartą, a dla kogoś takiego jak ja, który lubi e-pieniądze to straszna niedogodność.
Plażę dla naturystów w Grzybowie polecam jako miejsce fajne, spokojne, gdzie bezproblemowo można wypocząć w miłym nienarzucającym się towatzystwie. Na tyb blogu znajdziecie również wcześniejsze moje relacje z urlopu w Grzybowie, naga plaża 2007, naturystyczny wypoczynek na plaży.
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±


Komentarze do wpisu "Urlop na golasa - Grzybowo A.D. 2009":
1.
21 maja 2010, 17:17:17
W pierwszej klasie nie ma miejscówek?
2.
21 maja 2010, 17:23:42
W Tym pociągu nie ma, można tylko wagn sypialny no ale to impreza za 200 zeta od osoby. No i rozdzielnopłciowe są te wagony.
Dodaj komentarz: