Biznesmen po czterdziestce.
Popieram przedsiębiorczość, cenię ludzi, którzy mieli odwagę zaryzykować i otworzyli jakiś biznes, ryzykując przy tym swoją kasę lub z UE. Zawsze to jakieś ryzyko, biznes może nie wypalić. Może się okazać, że zyski są mocno przeszacowane a koszta nieoszacowane i cała rentowność firmy bierze w łeb. Ot ryzyko, jedni je podejmują inni nie.
Mam kilkoro znajomych, młodych ludzi, którzy otworzyli, a to firmę komputerową, a to studio grafiki komputerowej czy choćby projektowanie stron www. Każdy jakoś stara się, by pod koniec miesiąca po odjęciu kosztów nie żałować decyzji. Zazwyczaj nie zatrudniają pracowników, robią to na czym się znają, czasem wspomagając się pracą jakiegoś studenta na umowę zlecenie. Jest git.
Nie mogę napisać, że znam(bo jako prawy obywatel musiałbym to gdzieś zgłosić) wiele firm prowadzonych przez biznesmenów po czterdziestce. Też robią to na czym się znają, a to budowlanka, a to handel zagraniczny inni siedzą w zdrowej żywności. Co ich łączy, ano to że mają jakieś dziwne przeświadczenie, że pracownika należy sprawdzić, najlepiej rok czy dwa podczas pracy na czarno. Każdy z nich oczywiście mienią się biznesmenem przez duże B, a jak dla mnie to zwyczajni krętacze są. Nie stać Cię na prowadzenie biznesu, to pozwól robić to innym, którzy zatrudnią ludzi, zapłacą im po rynkowych stawkach, ale zatrudnią i opłacą stawki.
Czemu młodzi przedsiębiorcy nawet na głupi event z hostessami trwający 4 godziny potrafią wypisać umowę o dzieło, a taki biznesmen mając pracownika okrągłe 30 dni, rozlicza się pod stołem. I jeszcze, jaki dumny z siebie, bo on zatrudnia (o zgrozo) 40 osób, z czego może z 2 na etacie.
Potrafię zrozumieć pracownika, który idzie do pracodawcy i sam proponuje rozwiązanie bez umowy „na gębę” bo jest na zasiłku, bo w innej firmie siedzi na L4 i chce sobie dorobić, rozumiem rządzę pieniądza. No ale to też trzeba być nieroztropnym, po przepracowanym miesiącu jak nie masz umowy, zwyczajnie możesz nie dostać kasy za swoją pracę i jesteś dwa razy do tyłu. Praca „na czarno” się nie opłaca.
Ale ilu takich pracowników może być? Jeżeli „zatrudniasz” ponad 40 osób to jaka jest szansa, że wszyscy migają się od podpisania umowy, bo podatki, bo ZUS, bo PUP. Uniki robi pracodawca i moim zdaniem coś takiego powinno być karane z całą surowością. Nie tak jak teraz że kontrola każe pracodawcę i pracownika, karany powinien być pracodawca i to surowo, bo w chwili obecnej panuje zmowa obu stron.
Nie stać Cię na pracownika, może zmień branżę albo zrezygnuj z prowadzenia firmy. Sprawa wydaje się tym poważniejsza, że zazwyczaj takie działania mają swój skutek w stosunku do osób i tak mało zarabiających, pakowacze towaru, pomocnicy murarza etc.
Należy wymuszać podpisanie umowy, niezależnie czy pakujesz towar do e-sklepu czy jesteś pomocnikiem cieśli. Raz, że praca na czarno się nie opłaca, bo w dłuższej perspektywie wpływa na zmniejszenie płac w danej branży, a dwa, że takie zachowanie psuje rynek nie tylko rynek pracy ale ogólnie.
Dostając 5 złotych za godzinę bez żadnej umowy, to jest to tylko 5 pl, skoro praca, którą się wykonuje warta jest tyle warta, to o wiele fajniej jest dostać piątaka plus opłacone składki od tej sumy. Na emeryturze przyda się każdy grosz.
Jak spotkam kolejnego „biznesmena” za 5 groszy to zwyczajnie mu przypie...le, zwłaszcza po słowach że on dużo robi dla społeczności lokalnej.
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±

Komentarze do wpisu "Biznesmen po czterdziestce.":
1.
29 czerwca 2010, 12:46:03
W mojej opinii wzmożona kontrola i surowsze karanie doprowadziłoby do sytuacji, w której rzeczony biznesmen nie zatrudniłby tych ludzi w ogóle, ponieważ przy takich kosztach pracy byłoby to dla niego nieopłacalne. I oni właśnie zostaliby wyłącznie z zasiłkiem. Jeżeli jednak zmuszono by go do ich legalnego zatrudnienia, zdecydowanie wzrosłyby ponoszone przez niego koszty co w dalszej kolejności przełożyłoby się na wzrost cen, czyli klienci zapłaciliby więcej za jego produkty. Wśród tych klientów mogliby być również Ci pracownicy, a zatem i oni ponieśliby koszty.
Wiem, że każdy chciałby zarabiać więcej i dostawać wszelkie korzyści wiążące się z legalnymi umowami. Pamiętać jednakże należy, że ekonomia działa jak układ naczyń połączonych. A wszystkie podatki nałożone na pracodawcę i pracowników i tak na samym końcu zapłacą konsumenci.
Polecam wypowiedź prof. Michalkiewicza nt. wyzysku pracowników: http://www.youtube.com/watch?v=Sj7jk2yqCPk
2.
29 czerwca 2010, 13:24:10
Dobra siła nabywcza siłą nabywczą i tu racja.
Gdyby było tak jak piszesz byłoby idealnie, dajmy na to do remontu łazienki potrzeba 2 fachowców. Całość w firmie z legalnymi pracownikami kosztowałaby 10 k pln, sugerujesz że firma krzak z panami na lewo zrobi to za połowe ceny bo ma koszta mniejsze (zusy i inne), owszem zrobi to taniej. Ale żadna firma nie jest taka że jak może na czymś zarobić więcej to rezygnuje z tego.
Co do przepływu pieniędzy to w ogólności zgoda, no ale wtedy może wszyscy zrezygnujmy z zawierania umów o pracę. Moim zdaniem naciągana teoria.
Jeżeli w firmie krzak na lewo pracują fachowcy i jest zapotrzebowanie na takich fachowców rynek sam ich wchłonie. Dla mnie żadna strata jak upadnie firma która na papierze ma 2 pracowników a reszta na lewo pracuje.
3.
29 czerwca 2010, 14:10:12
Proszę zauważyć, że firma która zatrudnia na czarno może zarobić (dzięki omijaniu podatków i innych kosztów pracy) dużo więcej i tak biorąc mniej niż firma "legalna" (za 10k) biorąc za robotę np. 7k. Może dla Ciebie to żadna strata jak taka firma padnie, ale moim zdaniem przy niższych cenach (co przekłada się pewnie na większą ilość zleceń) to właśnie ona ma większe szanse na przetrwanie i dalsze dawanie pracy ludziom.
Dodatkowo może płacić ludziom do ręki więcej, bo dla pracodawcy i tak korzystniejsze jest zapłacenie 1300 do ręki niż 1700 (należy pamiętać również o kosztach ponoszonych przez pracodawcę ponad płacę brutto pracownika - np. część ZUSu) z czego 1000 do ręki.
Dzięki wysokim kosztom pracy i płacy minimalnej, "legalny" pracodawca będzie mógł swoim pracownikom po bankructwie co najwyżej podziękować. I to nie z winy własnej nieporadności, braku zdolności organizacyjnych itd. Po prostu firma "szara" jest bardziej konkurencyjna i musi wygrać.
W tej całej pogodni za płacami minimalnymi, podatkami kumulującymi się koszmarnie w produktach, warunkami socjalnymi, wszelkimi składkami, zapomina się o moim zdaniem najważniejszej osobie w gospodarce: konsumencie.
Swoją drogą czytałem (możliwe że na blogu Gwiazdowskiego, ale głowy bym za to nie dał) , że to głównie dzięki szarej strefie i braku podpisanej karty praw podstawowych nasza gospodarka jeszcze jako tako zipie - co i tak czyni z niej najszybciej rozwijającą się gospodarkę w Europie (1% wzrostu PKB przy ok. -6% Niemiec). Dla mnie szara strefa powinna trwać i mieć się dobrze :)
4.
29 czerwca 2010, 15:12:07
Szymczak, opowiadasz dyrdymały. Szkoda, że masz mentalność urzędniczo-łupieżczą.
Ja gdybym tylko miał pewność, że po pracy na "czarno" dostanę odpowiednią wypłatę, nie wahałbym się ani przez chwilę. Te składki i świadczenia socjalne to jedna wielka mistyfikacja. Istnieją chyba tylko po to, aby utrzymywać urzędników i stały poziom bezrobocia.
Przez cały tydzień jeżdżę po lekarzach. Po dwóch latach odciągania składek (przed dwoma laty ostatnio chorowałem), Państwo oferuje mi 3 miesięczny okres oczekiwania na konsultację urologa i 3-4 miesięczny u hematologa. Gdybym nie zabawił się w multiplikującego Jezusa, możliwe, że leżałbym już teraz w kostnicy. Raz na ostrym dyżurze odmówiono mi prawa do opieki, bo nie miałem przy sobie cholernego plastiku.
Nic też nie wskazuje na to, że emerytura będzie lepsza od opieki.
Składki? Nie rozśmieszaj mnie. Już wolałbym przejeść te pieniądze i umrzeć szczęśliwym, niż być okradanym do końca życia i nic z tego nie mieć.
Próbowałem też odkładać pieniądze na zdrowie i emeryturę, ale jest to dosyć trudne przy obecnej działalności mafii państwowej.
Zdecydowanie popieram takich biznesmenów. Zasiłki psują ludzi. Lepiej trochę zarobić za uczciwą pracę, niż brać cudze pieniądze za nic nie robienie. Nie ma też czegoś takiego jak praca na czarno. Jeśli ktoś chce pracować, ustala z pracodawcą warunki i wykonuje określoną prace. Zasada prosta i znana jak świat.
5.
29 czerwca 2010, 15:33:29
Dgd bardzo ładnie i uprzejmie opisał bohaterskie zjawisko "złotej strefy"od strony przedsiębiorów.
Mnie natomiast zastanawia, że niektórzy pracownicy zapisują się do takiej pracy, a potem mają pretensję. Istne myślenie życzeniowe. A przecież praca w złotej strefie to też rynek. Skoro nie wybrał ich normalny rynek pracy (wartośc ich pracy była niższa niż minimalna płaca), a złota strefa wybrała (po niższej cenie) to tylko świadczy o nich samych.
6.
29 czerwca 2010, 18:23:41
Z całym szacunkiem, ale to MIT. I nie chodzi mi o instytut...
Normalny rynek pracy specjaliście z doświadczeniem, wykształconemu i tak dalej, oferuje przykładowo 2.4k brutto, co jest absurdem.
Śmiem twierdzić (oczywiście nie uogólniając - zdarzają sie przypadki, które pasują do opinii sprae), że normalną praktyką w Polsce jest oferowanie zaniżonych płac pracownikom co ma się nijak do płacenia za wartośc pracy).
7.
29 czerwca 2010, 18:41:55
Oj narobiło się. Teraz nie odpisze bo na komórce siedzę, a szykuje się ma dłuższą wypowiedź
8.
29 czerwca 2010, 18:56:19
N3m0: Zdarzają się sytuacje, gdzie się oszczędza na pracownikach "bo można", ale w dalszym ciągu jest to rynek i ci pracownicy sami się godzą na taką wartość swojej pracy. Jeśli nie odchodzisz, bo ktoś szybko zajmie twoje miejsce za tą samą cenę to znaczy, ze właśnie taka jest wartość twojej pracy. Można sobie dywagować, że gdzieś taka sama praca jest więcej warta, ale jednym możliwym rozwiązaniem jest jechać tam i wziąć tą pracę nim weźmie ją ktoś inny.
9.
29 czerwca 2010, 18:59:59
Zgadzam się. Chociażby Tesco czy inna jebiedronka :)
W tym sensie to jest ich własna wina.
Doprecyzujmy: dla pracodawcy. Co z rzeczywistą wartością może ale wcale nie musi mieć wiele wspólnego.
Również się zgodzę. Pod warunkiem, że doprecyzowanie z powyżej tutaj również umieścimy :)
10.
29 czerwca 2010, 19:32:28
A co to jest rzeczywista wartość?
Dla mnie to wypadkowa popytu i podaży osób i pracodawców z zapotrzebowaniem na dane stanowisko. Można do tego koktajlu wliczyć jeszcze konkurencyjność i zdolności pracownika:
Jeśli ktoś nie jest mobilny w poszukiwaniu pracy - traci
Jeśli ktoś studiował tylko zaliczając co trzeba - traci
Jeśli myślisz, że studia to wszystko i teraz należy ci się praca - tracisz
Jeśli się nie rozwijasz (zdobywając umiejętności i przezwycięzając ograniczenia) - tracisz
Każdy legalnie zatrudniony powinien wiedzieć, że zarabia jakieś 40% więcej, ale zabiera mu to państwo (dzieki czemu łaskawie może sobie leczyć za darmo tylko zęby z przodu).
Dodatkową sprawą jest niskie poczucie własnej wartości i niska wydajność. Wystarczy na rozmowie zapytać ile ktoś chce zarabiać i od razu widać jak się czerwieni i mówi kwotę, która ucieszy każdego pracodawcę. Nie trzeba się nawet targować i przekonywać. W ogóle dziwnym trafem targowanie u przeciętnych ludzi jest uznane za coś obraźliwego. Najlepiej żeby się takim opiekować jak kimś przynajmniej na rencie, a nie na stanowisku w pracy.
Komuś kto czuje się silny proponuję założenie własnej działalności, albo umowy o dzieło. Ale to nie jest dla osób którzy sie przesadnie wyspecjalizowali i nie mają zamiaru po studiach już się rozwijać na własną rękę.
11.
29 czerwca 2010, 20:01:17
proste: bezrobotny jest ubezpieczony przez PUP, wiec nie trzeba mu placic skladek, jest tanszy, nawet o te kilka stow. inna beczka: pracodawca zatrudnia kogos za minimum, ale pod stolem daje drugie tyle. itd...
12.
29 czerwca 2010, 21:01:03
duża wydajność za minimum socjalne, to pieprzenie cwaniaków a nie biznesmenów,
bez szkoły jesteś zero,żeby nie dać więcej pracownikowi wmawia się że państwo zabiera za dużo, co do końca nie jest prawda.
Każdy pracodawca oszukuje pracownika, sposobów jest masa.
Chyba nie ma pracodawcy co by nie oszukiwał urząd skarbowy. itp. . . ;)
13.
29 czerwca 2010, 21:03:53
http://gospodarnosc.blogspot.com/2010/05/ile-w-rzeczywistosci-zarabiaja-polacy.html
14.
30 czerwca 2010, 10:48:11
Zawsze kiedy zatrudnią pracownika, starają się go wykorzystać, bez względu czy są po dwódziestce czy po czterdziestce.
Dlatego, moja rada, nie pracuj na innych.
Chodziłeś do szkoły, zdobyłeś dobrą edukację, użyj ją dla siebie nie dla innych.
W dzisiejszych czasach nie potrzebujesz nakładów na otwarcie biznesu, tylko dostęp do internetu.
Nie jest to moja opinia, wyczytałem to w magazynie Internetowym.
15.
30 czerwca 2010, 13:38:26
Africarpa: Zawsze się pracuje dla innych.
PROZAC: To jest obopólna umowa i nikt pracowników na siłę nie trzyma. Z takim podejściem to nawet żona i dzieci mogą być wrogami.
Thot22003: A taki na umowę o dzieło? A taki który ma firmę w Inkubatorach przedsiębiorczości? Nie wszystkim może zależeć na socjalu. Quest-owi nie zależy. Mnie też nie. To dobrowolność.
Co do dawania pod stołem, to mój kolega pracuje tak legalnie. Dostaje wynagrodzenie podstawowe co miesiąc i dodatki za konkretną pracę. Jemu się to podoba.
Dlatego jestem za dowolnością umowy o pracę.
Ale żeby nie popaść w skrajności powiem, że większość pracodawców jakich znam to wspaniali ludzie dla których pracownicy są kimś ważnym. W niektórych przypadkach to ich partnerzy, bo od jakości działania pracowników osiągamy większy sukces. Zatem po tych EMO narzekaniach warto się zastanowić nad własnym podejściem do pracy i stosunkiem do pracodawcy (wrogiem jest konkurencja a nie nasza firma). Gdyby ktoś chciał poznać jak to wygląda od strony pracodawcy może posłuchać audycji radia kontestacja.com we wtorki i środy o 21, gdzie Kamil Cebulski rozmawia z takimi ludźmi. Polecam też http://www.amazingvictory.com/
Zdziwicie się, bo w odróżnieniu od Was nikt w tych audycjach nie mówi o wykorzystywaniu kogoś i goleniu. Ba niektórzy nawet twierdzą, że ich pracownicy to wspaniały zespół oddanych ludzi.
16.
30 czerwca 2010, 16:30:38
Jak obiecałem tak piszę :)
Może małe sprostowanie na sam początek, celem postu nie było gloryfikowanie tych którzy zatrudniają legalnie i płacą składki, daleki jestem też od lokalnej czy globalnej analizy cash flow na poziomie konsumenta czy pracownika czy firmy lub państwa.
Skoro wymyślono podatki(nie mnie oceniać czy słusznie), i przedstawiciele Wasi, moi ich nie znieśli więc chyba można zaryzykować stwierdzenie że wszyscy zgadzamy się co do zasady że podatki są potrzebne. Czy takie duże czy niższe to zupełnie inna sprawa i to przy tym małym kartonowym pudełku w głównej mierze decydujemy jaka będzie wizja i przyszłość kraju, dotyczy również podatków i zarządzania "publiczną kasą". W Polsce niejaki JKM postuluje zniesienie podatków, albo wszyscy chcemy je płacić albo postulat zniesienia tychże to utopia, bo w mojej ocenie jest nieracjonalnym tak małe poparcie dla formacji która chce zniesienia podatków.
Skoro te podatki już są i idą na jakiś cel ( zupełnie inna sprawa czy są wydawane mądrze, od tego mamy wybory by wybierać ludzi którzy będą potrafili zarządzać kasą) i na ten cel składamy się wszyscy to ja się nie godzę na to by koleś który zatrudnia 40 ludzi ukrywał swoje dochody, nie płacił składek za pracowników etc. Pomniejsza tym samym ilość kasy w obiegu budżetowym, a potrzeby są ( jest służba Zdrowia ZUS KRUS etc) co skutkuje że w konsekwencji więcej płacą ci którzy płaca a taki cwaniaczek się uchyla. Zaznaczam że jak stać kogoś na to by płacić 40 ludziom pensje to jego dochody są znaczne. To nie jest jakaś mała firma czy student który bez podatku zrobi komuś wuwuwu i zgarnie za to 2k na czysto. Jego fart, choć też nie popieram bo to wyrabia cwaniackie nawyki. Ogólnie jest różnica w skali, niezapłacone podatki czy ZUSy od zlecenia w postaci zrobienia wuwuwu to czysta kasa dla studenta czy freelancera, nieodprowadzone składki za pracowników w firmie to duza oszczędność dla firmy, jak słusznie zauważono powyżej to też zysk bo jest tańsza ma więcej zleceń, ale tym samym strata dla budżetu bo w kasie jest mniej kasy dodatkowo jak ci pracownicy są na lewym L4 czy zasiłku to dodatkowa strata, bo raz że do kasy budżetowej niewpływaja stosowne podatki to jeszcze ci sami ludzie zabierają z budżetu kasę, słusznie lub nie. No ale skoro ktoś pracuje to mu się zasiłek nie należy, tak samo jak jest na l4 to nie może pracować. Dla mnie jest to dość jasne.
Ideałem byłoby gdyby wszyscy dobrze zarabiali, mieli legalne zatrudnienie, a z opłaconych podatków socjal na wysokim poziomie.
Dlaczego tak marudzę, na biznesmenów i domagam się legalnego zatrudniania pracowników, ano dlatego że zazwyczaj taki pracownik jest biedny, podejmuje taka pracę bo nie ma innej bo do pakowania marchewki na bazarku nikt go nie zatrudni na etat, ale gdy stanie mu sie krzywda, czy zwyczajnie ktoś go oszuka jest bez szans na cokolwiek, na leczenie, na proces przed sądem pracy etc. Gdy przedsiębiorca po miesiącu pracy powie mu ze jest niezadowolony i odstawiał fuszerkę i zamiast "ugadanych" 1500 złotych da mu tylko 1000 taki człowiek nie ma się gdzie poskarżyć. Jest biedny i dlatego dostał po dupie kolejny raz, bo zdecydował się na prace na nielegalu. Owszem zdarzają się przypadki legalnego zatrudnienia gdzie pracodawca tez nie płaci składek czy innych rzeczy (sam doświadczyłem o tym kolejny wpis).
@dgd
powiem Ci w tajemnicy że tez nie lubię płacić podatków :) i zdaje sobie sprawę że dostając do ręki te kilkaset złotych więcej wiedziałbym co z nimi zrobić jak je po swojemu zagospodarować. ALe chyba bym się nie odważył na funkcjonowanie w szarej strefie, pracować miesiąc czasu i liczyć się z tym że szef powie, Panie Piotrku to wie pan co ja panu nie zapłacę :)
@quest E tam zaraz mentalność, ot uważam że przy pewnym poziomie zarobków i dochodów firma nie powinna się migać od płacenia ZUSów i innych takich. Ot może to myślenie Kalego, że jestem w stanie poprzeć studenciaka co robi www i zgarnia bez podatku kasę a taką firmę która zatrudnia 40 kopaczy rowu i nie płaci ZUSu ganię. Ale ile takich wuwuwu w ciągu roku jest w stanie zrobić student, a ile rowu i za jaką kasę wykopie 40 chłopa. Porównując zyski wolę by podatki płaciła duża firma. Z podatkami i zskłądkami jest tak jak pisałem wyżej. A całośc i tak sprowadza się do tego że małą firemka z 2-3 osobami zatrudnia wszystkich na legalu i nie kombinuje, a cwaniaczki co mają nieco więcej kasy próbują dymać ludzi od tyłu a przy tym i resztę społeczeństwa, zawsze i tak płaci ten najmniejszy.
Co do zasiłków to owszem, rozleniwiają, sam nigdy nie brałem choć miałem ku temu możliwość. Ale często spotykam się z mysleniem, a to pójdę na l4 a potem jeszcze przez 6 mscy kuronia dostanę i popracuję na lewo. Wolałbym by taka osoba zarabiała godnie by ją było stać i płaciła podatki niż szabrowała kasę wspólną.
Do zatrudniania się na lewo raczej mnie nie przekonasz, chyba żebyśmy wypisali minusy i plusy opierając się o konkretny zawód i faktycznie by wyszło ze się opłaca :) Ja wiem jedno, gdyby mnie gazeta zatrudniała na lewo to w dniu zwolnień grupowych dostałbym uścisk szefa i cześć, a tak dostałem całkiem sporo kasy w ramach odprawy, która wraz z innymi moimi ewidencjonowanymi dochodami pozwoliła mi długo funkcjonować. Będąc zatrudniony na lewo zostałbym z ostatnia wypłaconą pensją, a przecież mogli by mi jej nie wypłacić.
@n3m0 u mnie ostatnio w Tesco szukali "menadżera" ;)
@thot22003 część kasy pod stołem, to też znana praktyka, ale to już raczej na stanowiskach biurowych. Choć pewnie taki monter hydraulik też usłyszał, Panie Heńku to my tu pana na 1500 brutto zatrudnimy (do ręki będzie 1112) a resztę wyrównamy Panu do 2500 w kopercie, no inaczej nie możemy pana zatrudnić na umowe. oczywiście w takiej sytuacji stratny jest pracownik, z czasem to się przełoży na jego ilośc uzbieranych składek i późniejszą emeryturę (trzeba by sprawdzić jak to się ma przy takiej różnicy kasy - nie znam się, nie wiem). Bo przyznam że nie wierzę w to że hydraulik dostający swoją kasę na czarno, odkłada na starość tyle ile by mu zabrało Państwo (gdzieś na Joggerze widziałem wyliczenia ile zabiera Państwo i ile by to było gdyby tą samą kwotę odkładać na konto na lokatę). Idę o zakład że przejada wszystko, a na starość i tak będzie chciał rentę, tylko że wtedy owa może być niższa o te 200-300 złotych a wtedy to może być ogromna różnica dla niego.
@spare po części się zgadzam, choć przyznam że ogólnie w moim pojeciu sprawiedliwości nie mieści się coś takiego jak kazdy robi jak chce a reszta płąci podatki. Ale rozumiem że mówiłes o samym zatrudnieniu, tylko system mamy taki a nie inny, chetnie bym zobaczył taki projekt i wyliczenia gdzie dla ludzi którzy nie płącą podatku rozliczają się pod stołem nie byłoby zagwarantowanych rent, leczenia dotacji do poszczególnych branż przemysłu dróg etc. No ale tak się nie da, bo jak ktoś za publiczne pieniądze wybuduje drogę, to ktoś inny który nie płaci podatku w sumie nie powinien po niej jeździć. Upraszczam, ale trzeba by było to wyliczyć w konsekwencji przerzucić podatki w cenę usługi końcowej wtedy każdy mógłby pracować na czarno, ale czy byłoby go stać na usługi.
Zakładając że taki pracownik pracując na etacie w firmie 1 ( niech zarabia 2k na rękę) ale dorabia w innej firmie gdzie pod stołem dostaje drugie tyle razem 4k na rękę to całkiem fajna pensja. Choruje to idzie do lekarza płaci 60 złotych za wizytę i ma załatwione leczenie, bo nie chce mu się w kolejce do spec. stać Idę o zakład że gdy złamie nogę, to już nie idzie prywatnie do chirurga lub prywatnej kliniki tylko biegiem na pogotowie. Czyli po państwową służbę zdrowia. Może mógłby liczyć na lepszy standard gdyby odprowadzał podatek od całości swych dochodów ;0 Ideologizuje - to też fakt, ale moim zdaniem aby były zachowane choćby pozory uczciwości społecznej to podatki winni płacić wszyscy:)
17.
30 czerwca 2010, 17:57:21
Szymczak, zapomniałeś napisać, że JKM na śniadanie zjada noworodki.
18.
30 czerwca 2010, 19:07:54
nie wiem co jada, ale swego czasu chciał monarchii w Polsce więc wszystko mozliwe wszak nie od dziś wiadomo że króle maja swoje zachcianki :)
A tak już na serio, ja daleki jestem od jakiejś zajadłej obrony czy ataku, sam znam wielu zwolenników JKM i sa to ludzie na poziomie których cenię. Z samym JKM tez się zgadzam w wielu kwestiach, że państwo przejada nasza kasę etc. No ale jeszcze nikt mnie z tych zwolenników ani JKM nie oświecił jakimś przykładem i pomysłem na całość. Populizm może to za mocne słowo, ale jak ktoś mi mówi zostaw sobie zarobione pieniądze jak będziesz chory to zapłąciśz jak ich nie będziesz miał to trudno nieprzetrwałeś, to chcę wierzyć że faktycznie będę miał tak dużo tych pieniędzy że będzie mnie stać na to by chorować i inne takie. Hasła głoszone (tu akurat JKM ma plus bo od lat mówi to samo) w okresie wyborów to jedno inna sprawa czy pomysł tego czy innego ma racje bytu. Jak mi to ktoś sensownie rozrysuje, odpowiednio uargumentuje to z przeświadczeniem postawię X przy odpowiednim nazwisku choćby miało się to wiązać z całkowitym przemeblowaniem ustroju i gospodarki. Tylko te dane muszą być mocne, a tymczasem jesteśmy niejako zmuszeni głosować na status quo.
Każdy z nas ma trochę racji, ja ekonomią się nie pasjonuję aż tak bardzo, jestem w stanie przyznać rację komuś, ale skoro nasuwa się kolejne pytanie to licze na odpowiedź. Jak tu ktoś słusznie zauważył wszystko jest mechanizmem naczyń połączonych i dokonywanie analizy tylko na etapie pracownik konsument i zaoszczędzone przez niego pieniądze to nie pełna analiza. Ja też na całościową się nie silę :)
Taki przykład z łódzkiego podwórka, jest sobie szef MOSIRu, jest na zwolnieniu lekarskim, zakładam że szef takiej instytucji zarabia z 8k brutto, zwolnienie ewidentnie symulowane, niech sobie w tym czasie gdzieś jeszcze dorabia, w końcu 3 miesiące bez pracy to w domu może się nudzić robi to oczywiście na lewo. Spółka jest państwowa czyli jego płaca leci z publicznej kasy nawet pierwsze 30 dni zwolnienia lekarskiego. nominalna pensja to 5600, pensja na zwolnieniu to 4400 pierwszy miesiąc płaci pracodawca reszta idzie już z kasy ZUS. Teraz pytanie jak taki koleś zrobi jakies opracowanie, pisze do gazety cokolwiek i dorobi jeszcze 2 k ( na legalu zrobić tego nie może bo l4) to uważasz ze jest fair ?
Ja uważam że powinien zostać zwolniony dyscypinarnie zwrócić kasę do ZUS z nawiązką i oczywiście każde jego kolejne zwolnienie powinno być sprawdzane czy faktycznie jest chory. Bo jak ja jestem chory to ostatnią rzeczą jest myślenie o pracy.
19.
30 czerwca 2010, 21:23:47
[[jak ktoś mi mówi zostaw sobie zarobione pieniądze jak będziesz chory to zapłąciśz jak ich nie będziesz miał to trudno nieprzetrwałeś, to chcę wierzyć że faktycznie będę miał tak dużo tych pieniędzy że będzie mnie stać na to by chorować i inne takie.]]
Szymczak, powtórzę się drugi i ostatni raz.
Ostatni raz u lekarza byłem dwa lata temu, gdzie (jak się teraz okazało) błędnie zdiagnozowano winowajcę mojego złego stanu. I nic z tym nie zrobiono.
Dostałem skierowanie do hematologa, gdzie w placówce publicznej usługi świadczyła alkoholiczka.
Przez jakiś czas leczyłem się prywatnie, ale z braku efektów, przestałem.
Teraz na tydzień trafiłem do szpitala. Wielkim szczęściem, bo najpierw doczołgałem się na ostry dyżur w sąsiednim mieście, gdzie odmówiono mi opieki z powodu braku głupiej karty. W szpitalu, już w moim mieście, nie wydrukowano mi wyników USG, gdyż zwyczajnie brakło papieru w drukarce. :(
Dostałem wypis i skierowanie do urologa oraz znowu hematologa. Urolog z wielką "łaską" mnie przyjął i zrobił badanie, po czym skierował na kolejny zabieg. Na zabieg ten oczekuje się 3 miesiące. Na konsultację z hematologiem czeka się do 3,5 miesiąca. Ten pierwszy kosztuje (prywatnie) 380 złotych i jest do zrobienia na następny dzień (sic!), a konsultacja kosztuje 50 złotych.
Starałem się załatwić możliwość przeprowadzenia tego zabiegu w innym mieście i w bliższym terminie. Załatwiłem to, a raczej tak myślałem, bo dzisiaj mi odmówiono przeprowadzenia zabiegu. :O
W tej chwili kończą mi się środki przeciwbólowe. Zostało mi ich na 5 dni, a dzisiaj skończyło mi się L4. Zanim trafiłem pod kroplówkę, byłem w takim stanie, że nie mogłem ani stać, ani siedzieć, więc tym bardziej nie ma mowy o pracy. Co mam zrobić we wtorek?
W tej chwili płacę na cudzą służbę zdrowia, urzędników i już nie płace na własne zdrowie, bo skończyły mi się pieniądze.
Gdyby pozwolono mi oszczędzać, wyłożyłbym te 380 złotych i już 3 dni temu byłbym po zabiegu. Niestety muszę czekać co najmniej 3 miesiące, a za 5 dni powróci ból, który uniemożliwi mi pracę. Czy mam wtedy iść po rentę?
Korwin nie głosi haseł populistycznych, polegających na stawianiu ultimatum, albo przetrwasz, albo nie. Korwin głosi hasła, polegające na wzięciu odpowiedzialności ludzi za swoje zdrowie i życie.
Obecnie państwo oferuje dwie kromki chleba w szpitalu i niepewność w kolejce. Korwin chce systemu, w którym człowiek będzie miał szansę na zdrowie i życie w zależności od jego działań i zaangażowania.
Zdecydowanie wolałbym mieć świadomość, że umrę, bo dałem z siebie wszystko i więcej nie mogę, aniżeli dlatego, że NFZ-owi skończyły się limity. :|
A teraz zwolennicy podatków i socjalów są proszeni o dotowanie mojego zdrowia. Panowie, 4 stówy to chyba nie jest dla was dużo? Numer konta podaję po kontakcie mailowym. I nich solidarność będzie z nami!
20.
30 czerwca 2010, 22:41:04
Piotr: to nie tylko tam, restauracje, sklepy... mozna dalej wynieniac. pracownik jest nie ma krasc towaru to minimum dostanie i drugie tyle w lape. wola pracowac za tyle i miec ta prace. widze jak sie zmieniaja ekspedientki w sklepach, na stacjach itp. i kazdy gada, ze minusem jest to, ze teraz ma fajny dochod, a emerytura bedzie niska.
21.
30 czerwca 2010, 23:38:59
Quest Przykro mi że zdrowie szwankuje. Sam też nie pamiętam kiedy ostatnio byłem w u lekarza. Jak muszę idę do specjalisty zazwyczaj prywatnie, w państwowej służbie zdrowia nie leczyłem się od lat. Bo pójście po l4 gdy mam grypę nie uważam za leczenie, no ale nawet gdyby to tez liczyć to od 4 lat nie miałem l4 a co za tym idzie również nie wizytowałem publicznych lekarzy. Też się wkurzam że składki idą a ja z tego nie korzystam, więc tu mamy podobną sytuację. U mnie w rodzinie dużo się choruje, również na poważne schorzenia i przewlekłe więc zdaje sobie sprawę jak to wygląda. Broń Boże nie bronię takiej sytuacji, uważam ze winna ona ulec poprawie. Tylko teraz Ty ja byśmy sobie ta kasę odłożyli, co z tymi którzy nie byli by tak zapobiegliwi.
Trudno mi polemizować, bo z tego co piszesz to sytuacja nie jest fajna i ja zwyczajnie nie mam prawa polemizować. W ogólności myślę że jesteśmy zgodni chcielibyśmy aby nasze podatki skoro już sa były lepiej wykorzystywane, ale na to potrzeba czasu i właściwych ludzi na właściwych miejscach.
Za zwolennika podatków się nie uważam, ale o ile się nie mylę zawsze one były czy to w postaci "piotrowego" dziesięciny czy pańszczyzny. Zdaje się że w PRLU mieliśmy coś takiego że pracownik nie płacił podatku od pensji (zasłyszane z opowiadań).
Mam nadzieję że jakoś dasz radę i będzie ok, czego życzę.
22.
01 lipca 2010, 00:23:41
Prawo jest ułomne
Teraz ponoć kryzys się skończył i znowu rynek pracy jest rynkiem pracownika, kiedyś bywało zupełnie inaczej. Nie dość, że stawki były marne, to jeszcze ciężko było taką pracę znaleźć.
W takiej sytuacji jak coś jest bardzo pożąda[...]
23.
01 lipca 2010, 00:25:20
kryzys sie konczy? od prawie roku powiem, ze raczej nadciaga malymi kroczkami. i to nie tylko moje zdanie. :)
24.
01 lipca 2010, 00:48:45
Media tak piszą że się kończy :)Firmy mają zatrudniać więcej niż zwalniać. Czas pokaże. choć ja się przy tej tezie nie upieram, dlatego piszę że ponoć :)
25.
01 lipca 2010, 11:02:21
media klamia ;)
Dodaj komentarz: