RPG, strategia czy strzelanka?
Ostatnio wzięło mnie na wspominanie studenckich czasów, może to za strawą kilku spotkań z „starą akademicką gwardią”. W czasie tego mojego wspominania zerknąłem na moją półkę z grami komputerowymi, przekładam tytuły i nie jestem w stanie sobie przypomnieć, kiedy ostatnio w coś grałem, poza grami na komórce.

Wiedźmin jedna z gier, która mnie oczarowała.
W czasach kiedy ja zaczynałem studia, komputer w akademiku miały nieliczne osoby, 2-3 komputery, z czasem ich przybywało, ale nie było za bardzo sensu ściągać komputer, bo nie było Internetu. Cała aktywność około komputerowa skupiona była wokół gier i muzyki.
Do dziś jako swego rodzaju urban legend krąży anegdota, jak przynoszono z wydziału płytę Kazika na dyskietkach. Nie wiem czy ktoś sobie teraz to imaginuje, ale najpierw trzeba było ściągnąć tę płytę (zapewne pojedyncze mp3), potem podzielić pliki jakimś programikiem i wgrać na dyskietkę, kilkanaście i tak kilka razy. Masakra.
Ogólnie to były czasy wolnych komputerów i gier typu Heroes of Might & Magic 1 i 2, zawsze będę pamiętał maratony kolegów grających właśnie w tę grę. Sprzęt był tak wydajny, że w czasie „wejścia do zamku” można sobie było herbatę zrobić i nawet posłodzić. Wspominałem, że komputerów było mało, a grało kilka osób? To teraz pomnóżcie sobie czas na zrobienie herbaty, razy 6 graczy a do tego było budowanie, potyczki etc. To były niekiedy 14 godzinne maratony, a na korytarzu rozlegało się intro odgrywane podczas potyczek.
Z czasem komputery stały się szybsze i w takie strategie można było grac już nieco szybciej, co nie znaczy krócej. Zostając w Łodzi na jakiś weekend, bo kobiety akurat pojechały do swojej mamy organizowaliśmy maratony. 12 godzin, 14 godzin, a najwytrwalsi potrafili nawet 20, ja dałem się namówić tylko na kilka takich maratonów i zazwyczaj szybko odpadałem. Tyle godzin w kółeczku 6 facetów siedzących w ciemnym pokoju przed monitorem jakoś dziwnie wpływa na organizm, boli głowa, bolą oczy i trzeba się jakoś ratować, czy to nakładaniem mokrych ręczników, zwilżaniem twarzy etc. Teraz jest o wiele lepiej, są różnego rodzaju preparaty.
BTW w poniedziałek konkurs na tym blogu właśnie z preparatami dla tych którzy siedzą długo przed komputerem.
Ból głowy i oczu to jedno, pamiętam, jak buntowała się fizjologia, jak żołądek domagał się pokarmu, a kolega, u którego się grało, w lodówce miał tylko światło. Wiele razy życie uratował nam paprykarz szczeciński.
Do dziś słyszę słowa Arka, „ to jest hirołs, Terka to jest urwa hirołs” będące potwierdzeniem tezy, że nie liczy się ilość wojsk a jeno ranga bohatera. I znamienne zjesz jak przegrasz albo jak skończymy :)
Jak na osobę, która nie grywa w gry to można powiedzieć, że sprawiało mi przyjemność zagrać od czasu do czasu w tę strategię, choć szybko kończyłem, bo sąsiedzi zabierali mi zamek.
Pamiętacie Medal of Honor?
Dla mnie ta strzelana to już czasy szybkich komputerów, Internetu w akademiku i wielkiego strachu. Spotykając się ze znajomą, do dziś żartujemy, że o mało nie przyprawiła mnie o zawał. Zwiedzam jakieś lochy, fafnasty autosave spodziewam się mumii czy innej bestii, nagle zza moimi plecami odzywa się Iza pytając, co robię. Urwa, mam zawał właśnie:) Dawno tak wysoko nie podskoczyłem na krześle. Do gierki wracałem jeszcze kilka razy, ale to już nie były takie sesje jak z latającymi smokami.
Już około trzeciej dekady, miałem okazję być jedną z pierwszych osób które otrzymały Wiedźmina, współpracowałem z wydawcą, znajomy pracował przy produkcji, dostałem więc edycję dla partnerów. Jakoś nie byłem przekonany do tej gry, bo zawsze starałem się takich unikać, były dla mnie za trudne, za wiele rzeczy trzeba było robić naraz. Z czasem się do niej przekonałem, niestety gry nie przeszedłem jej, mimo że wracałem do zapisu wielokrotnie, utknąłem gdzieś na przedmieściach Wyzimy, przegrywając całą kasę w kości i trwoniąc ją na romansach z kurtyzanami.
Na przełomie 11 lat, grałem w kilka tytułów, ale to te przyprawiały mnie o prawdziwy ból oczu i głowy, wciągały. Mimo tylu lat, dalej mam problem z odpowiedzią, jaki gatunek gier lubię, a może ja ich wcale nie lubię, tylko czasem zdarzy mi się „zapomnieć” i wciągnąć na kilka kwadransów.
A Wy gracie jeszcze w gry, macie jakieś rekordy, typu 14 godzin w jakąś strategię czy innego WoW'a? Nosicie już okulary? :)
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±

Komentarze do wpisu "RPG, strategia czy strzelanka?":
1.
19 września 2010, 03:55:09
Wprawdzie jestem poniżej limitu wiekowego ale co tam. Okularnikiem nie jestem.
Grać uwielbiam i maratony 14godzinne czasem się zdarzają aczkolwiek staram się co 4-5h zrobić sobie przerwę. Uwielbiam strzelanki i ścigałki, strategie od czasu do czasu tez pomęczę. Tytułów Ci nie będę wymieniał bo to temat na osobny rozdział. Rekord (z gimnazjum jeszcze...) to 27h w Tibie;] Teraz gry na single'u kończą się przed wschodem słońca i to najbardziej boli...
2.
19 września 2010, 07:58:43
LAN party ze strzelankami, wielokrotnie. Zaczynaliśmy w liceum od Quake2 z kilkoma (sic!) FPS w najniższej rozdzielczości, z siecią na BNC (wszystkie karty miały to złącze, mało które miały RJ45, a huby były drogie), która sprawiała mnóstwo niespodzianek (od wiecznie ginących terminatorów i trójników, po nagłe rozłączenia całości, bo ktoś ruszył swoją puszką). Nie wiem jak to czasowo wyglądało, ale raczej długo. Na pewno do wczesnych godzin rannych grałem z kumplem w mod Awaken (lub Awakening). Jeden na jeden, słuchawki i specyficzny, ciężki klimat (świetnie słychać kroki, jest broń strzelająca przez ściany).
Potem, na studiach, dwudniówki w Counter Strike 1.5. Były głosowania na mapy, regulamin rozgrywek (wliczając pewne zachowania podczas gry), dwie drużyny (AKA klany), własny system statystyk (wtedy żaden gotowy nie robił tego, co chcieliśmy, a chcieliśmy i szczegółowe indywidualne, z uwzględnieniem fragów i procentowej celności per broń dla danej osoby, po zespołowe) - pewnie potworek (jak znam swoje umiejętności z tamtego czasu) w Perlu generujący HTML. Niektórzy dojeżdżali po kilkadziesiąt km. Rekord to IIRC 14 osób grających jednocześnie, standardem było 8-10. Graliśmy w różnych miejscach poczynając od opuszczonych biur, przez mieszkania a skończywszy na piwnico/garażu. Godzinowo nie wychodziło tak wspaniale, bo trzeba było jednego dnia dojechać, a drugiego wrócić, ale 10-12h spokojnie było. Jak najbardziej 24+ mieliśmy, w końcowym okresie. Okulary? Nie żartuj. Dobrze ustawiony sprzęt nie męczy wzroku (pozdrowienia dla podbijających jasność/gammę by widzieć w ciemności ;-)).
3.
19 września 2010, 10:10:43
Ja do tej pory spędzam czas nad grami, ale o rekordach nie ma mowy. Choć z czasów technikum się zdarzały, takie od popołudnia do rana.
Ostatnio z braciakiem pogrywamy w W3 przez hamachi, jednak gra z myślącą istotą po drugiej stronie jest o wiele lepsza. Co do gatunków to u mnie królują strategie, RPG, ale od czasu do czasu lubię sobie postrzelać. Ciekaw jestem czy fajnie byłoby pograć w jakąś turówkę na zasadzie tura/dzień w np. Civilization IV
4.
19 września 2010, 10:54:29
W podstawówce Doom jedynka na sieci, 4 osoby, pierwsza plansza - wspominam super, tylko nasz informatyk się złościł, że nie może prowadzić zajęć i jakoś nie był w stanie nam zwrócić uwagi, tylko prosił, żebyśmy się ciszej zachowywali.
Osobiście bardzo lubiłem FPP, przechodziłem po kolei wszystkie: Doom, Doom II, Duke Nukem 3D, wszystkie Quake'i... Ale dłużej zatrzymałem się przy dwóch grach: Ultima VI (jeszcze pod DOSa) i Frontier: First Encounters. Obie również "przeszedłem". Teraz już nie za bardzo jest w co grać, nie ściągam gier tak jak kiedyś. Ostatnio męczyłem F-22 Lightning II i III oraz Borderlands. Wiedźmina krótko dotknąłem, a pomimo, iż nie lubię strategii, to kiedyś był Command & Conquer, a dzisiaj StarCraft II. Fajne czasy, fajna zabawa. Teraz już mało gram, nie mam takiej zajawki jak kiedyś.
5.
19 września 2010, 11:34:56
Dla wszystkich graczy polecam kawałek zajebistego łódzkiego rapera Zeusa - Gracze: http://d4m14n.wrzuta.pl/audio/5qdqei2rmOp/06_zeus-_gracze
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem, podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie czasem walka o pada jest jak walka o ogień. ;-)
6.
19 września 2010, 13:03:33
Simsy :) - zwykle po trzech dniach sobie odpuszczam, bo za bardzo uzależniają. W pierwszą wersje potrafiłam całą noc grać. I jeszcze Quake 3 Arena - w to zawody się robiło.
A w ogóle to najlepsze są platformówki: Fury of the Furies, Prehistoryk II, Super Frog. I oczywiście niezapomniany Cannon Fodder. I jeszcze ze strategi Faraon (nawet mi się jakiś czas temu udało na Ubuntu uruchomić).
7.
19 września 2010, 13:58:14
Widzę że temat mnie przerósł, tytuły którymi tu rzucacie w wielu przypadkach nie są mi znane ;) Typowe strzelanki jakoś nigdy mi nie pasowały typu Doom czy Diablo, ale za to chętnie odpalałem IGI i jeszcze jedną gierkę której nazwy nie pamiętam (Farcry? czy jakoś tak).
Początkowy zapis o wieku, miał dotyczyć osób które mają teraz już jakieś obowiązki, gimnazjalista czy student zazwyczaj może się trochę więcej obijać. Teraz nikt by mnie nie namówi nawet na 5 godzin gierczenia.
No i kobiety, one zawsze nie lubiły gier i przyznam że miały odpowiednie argumenty. Dlatego może jakoś mniej grałem bo wolałem to co może zaoferować kobieta :)
Choć znam pary które wspólnie naginali w jakąś strategię :)
Mi oczy zawsze męczyły się, no ale ja nosiłem okulary od 4 roku życia a monitory CRT jakos mocno dawały po oczach.
8.
19 września 2010, 14:03:18
No moja też pogrywa, teraz tak statystycznie co 2 dzień jak wracam z pracy to wyjmuje z cd-rom'u Heroes of Might & Magic III. Nie ukrywam zdziwienia ... zawsze grała w HoMM II. Ogólnie jestem ciekaw kiedy zacznie grać w HoMM V, podejrzewam, że IV pominie.
9.
19 września 2010, 14:51:05
@Jacek do roboty pogoń, jak się żonie nudzi :)
10.
19 września 2010, 15:48:37
A GRR!!! Trzy akapity rozpiski sentymentalnej i Opera poleciała w kosmos przy wysyłaniu! Pier..lę to. :(
NFS 3 (HP), Fallout (I+II), Otchłań. Dziękuję. :/
11.
19 września 2010, 20:15:09
@Marsjanin, bo jakiś dziwnych przeglądarek używasz :)
12.
20 września 2010, 00:17:44
Konkurs: HYABAK – ulga dla Twoich oczu!
Tak się składa, że od dzieciństwa byłem zaznajomiony z tematyką okulistyczną, od 4 roku życia nosze okulary. Dbałości o zdrowie oczu nauczyli mnie rodzice, którzy przez wiele lat dbali o to bym nosił okulary, wykonywał ćwiczenia za pom[...]
13.
20 września 2010, 02:24:39
Ta, dobra, dobra. :P
No więc NFS (głównie część III, Hot Pursuit) to była przełomowa gra z kategorii wyścigów samochodowych. Grało się płynnie, po podłączeniu kierownicy do pełni wrażeń brakowało tylko feedback'u czy jak to się zwie. Nie drżały stery ani fotel. Poza tym, pełen realizm. Grałem często ale po krótko; zawsze można było przerwać.
Fallout to super klasyka turowego RPG. Zacząłem od dwójki, pojąłem o co chodzi i porzuciłem czym prędzej, ściągając jedynkę. Nie chciałem sobie psuć zabawy grając najpierw w część drugą. Wybór był dobry, pierwsza też byłą wspaniała. Niepowtarzalny klimat. Niestety, czasu było coraz mniej i mimo tylu lat, gra (wiem, że mnie POCHŁONIE) do dziś czeka na półce. Kiedyś ją znów zainstaluję. :) na Windowsie długo (niejako „w zastępstwie”) miałem na Winampie skórkę z Fallouta.
Otchłań z kolei to projekt SUD-a, czyli Single User Dungeon. Plus tej gry? Odpalicie ją na CoreQuad jak i na PC 286. A pewnikiem i na jakiejś nieco lepszej komórce. Na wszystkim, co jakoś umie emulować MS-DOS-a w trybie tekstowym. Tak, bo Otchłań jest grą w pełni tekstową. Jedynym, co ogranicza gracza, jest jego wyobraźnia. To przy tej grze przepadałem najdłużej, za ostatnim podejściem miast ślamazarnie kreślić mapy ołówkiem, czyniłem to w arkuszu kalkulacyjnym. Gra jest rozwijana do dziś, przy czym autor napisze coś na stronie raz na pół roku, czasem rzadziej. Wersja 1.2_ jest dostępna od ręki, a na wydanie czeka 1.3, w wersji dodatkowo na Linuksa (Uniksy) i Maca. Czeka… Jest szlifowana… od ponad roku. Cóż. Może kiedyś doczekamy. :)
14.
22 września 2010, 00:37:58
@Marsjanin, mniemam że przeglądarkę zmieniłeś :)
NFS mi jakoś nigdy nie szedł, choć chyba była tam jakaś plansza ( a może to nie był NFS) ze starymi samochodami w stylu Carrera tu mi się najlepiej jeździło, czasem do sąsiada w akademiku na Colina wpadłem, ale jakoś nie bardzo.
Może z czasem zrobię jakiś rozdawnicowy konkursik na blogu i podzielę się tymi moimi pudełkowymi perełkami ;)
15.
22 września 2010, 00:42:58
Zabezpieczyłem się przed wysłaniem kopiując wypociny do schowka. P
Opera czasem walnie jakiegoś babola, no niestety. Nie wiem, może jest liczona na jakiś szybszy RAM albo na dwa rdzenie w procku. W sumie programiści mogą być dumni; nie dość, że wersja linuksowa nie jest pozbawiona wad z windowsowej, to i starej, dobrej tradycji robienia nowych baboli przy okazji łatania starych nie zaniedbują. :]
Mimo to, jakoś lubię ten program…
Dodaj komentarz: