Czy Państwu smakuje?

Lubię jedzenie zrobione w domu, lubię też eksperymenty, zabawy smakiem, ale wszystko w obrębie swojej kuchni. Gdy idę do restauracji oczekuję zupełnie innych doznań kulinarnych i społecznych.
Idąc na obiad do restauracji oczekuję powtarzalności smaku, zwłaszcza jeżeli wybieram tę knajpkę bo poprzednim razem dana potrawa mi smakowała.
Najgorsze co może mnie spotkać przy zamawianiu ulubionej potrawy to wywrócenie do góry nogami jej smaku, kształtu i sposobu podania, choć równie irytujące bywa zachowanie obsługi.

typowe pytanie kelnera - czy wszystko panu smakuje?
Czy wszystko panu smakuje? Foto by quinn.anya, CC.


Nie chadzam do wykwintnych restauracji gdzie za obiad dla dwóch osób płaci się 500 zł, bo zazwyczaj takie miejsca mają sztywny wystrój i nie wypada się w nich pojawić w jeansach i koszulce. Bo moim zdaniem białe obrusy, stół zastawiony różnymi rodzajami kieliszków gryzie się z ubiorem na luzie.


Wybieram więc miejsca, które mnie nie usztywniają, nie narzucają swą aranżacją na me barki garnituru czy połączenia marynarki i spodni w „kant”.

Czy panu smakuje?

Do restauracji idę zjeść coś, czego nie chce mi się pichcić w domu, bo jestem akurat na mieście przed czy po kinie/kręglach etc. lub zwyczajnie spotykam się ze znajomymi i chcemy coś zjeść i pogadać, bo dawno się nie widzieliśmy.
Strasznie mnie irytuje, gdy ktoś przez panujące zasady w danej restauracji próbuje zaburzyć mi  przebieg spotkania/rozmowy/konsumpcji.

Ostatnio począwszy od sieciówek typu Pizza Hut a skończywszy na lokalnych restauracjach średniej półki, obserwuję jakąś dziwną modę na przerywanie w rozmowie i konsumpcji. To jakaś plaga jest.

Kiedy już zamówię (tu też nie lubię jak się mnie bombarduje pytaniami o „starter”) i pierwsze noże i widelce idą w ruch, magicznie zjawia się kelnerka i zapytaniem czy wszystko smakuje.
Zazwyczaj smakuje. Ale co, gdyby jednak nie smakowało?

Zmienią mi danie, oddadzą kasę, przeproszą?
Będąc bombardowana takimi pytaniami, Sylwia stwierdziła, że ta potrawa jest stanowczo za słona – kelner wzruszył ramionami(faktycznie była przesolona), to po co zadaje takie pytanie?

Pytanie oczywiście pojawia się też przy płaceniu rachunku, ja rozumiem, że to jakiś przejaw uprzejmości i troski o klienta, ale czasami przy dwugodzinnej nasiadówie kelner potrafi pojawić się kilka razy z tym irytującym pytaniem. Gdyby mi coś nie smakowało sam bym powiedział, a tak to przerywa mi się interesującą rozmowę, a tego nienawidzę.

Nie wiem co gorsze, zmiana smaku ulubionej potrawy, czy te zachowania kelnerów.


Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!

Komentarze do wpisu "Czy Państwu smakuje?":

1.

bbartlomiej napisał(a):
16 listopada 2010, 17:30:11

Ja z kolei nie znoszę, gdy muszę szukać kelnera. Wiele razy w popularnych restauracjach (nie jakieś drogie, wyszukane) spotkałem się z olewaniem przez kelnera jego stolika. Wiele razy musiałem zaczepiać innych kelnerów z prośbą o rachunek lub nawet wstawać w tym celu od stolika. Strasznie irytujące zwłaszcza jeśli się spieszysz i nie masz czasu czekać, aż kelner sobie przypomni zajrzeć i zapytać czy wszystko w porządku, czy może czegoś więcej trzeba.

Przez takie złe doświadczenia długo unikałem restauracji z obsługą :) Wolałem iść do fastfooda, gdzie sam wszystko szybko załatwię.
Ostatnio jednak miła odmiana spotkała mnie w Genji Sushi w Krakowie na Dietla.

2.

Piotr Szymczak napisał(a):
16 listopada 2010, 17:56:09

O olewaniu miała być kolejna notka, oczywiście umiar trzeba zachować zawsze.
Kelner który lubi swoją pracę lub wie jak się ustawić ma oczy dookoła głowy i taki instynkt.
Czasem spotykam naprawdę fajną obsługę, która zawsze jest w zasięgu wzroku i potrafi zareagować gdy się na nich wymownie spojrzy, tacy zawsze mają napiwek.
Najgorszy sort kelnera to taki, który zanim jeszcze dobrze nie otworzysz karty pyta o starter polecając przy tym z 2-3 pozycje, gdy mówisz że potrzebujesz 10 minut czasu na zastanowienie się (bo jesteś 1 raz w knajpie) ten zjawia się po 3 minutach z zapytaniem czy już może przyjąć zamówienie. Czasami przez te umówione 10 minut zjawia się kilka razy. Fakt menager sali może dać mu burę widząc że goście sam grzebią w karcie bez pomocy. Ale gdy będę potrzebował pomocy to sam poproszę, a wydaje mi się że "proszę nam dać 10 minut na decyzję" jest dość wyrazistym przekazem. Gdy już uda się zamówić ledwo wbijesz widelec już się zjawia z pytaniem "czy smakuje" potem przychodzi kilka razy przeszkadzając w rozmowie. Gdy część jedzących skończy konsumpcję i siedzi przy herbacie/piwie/soku oczywiście nie daruje sobie pytania o deser, ponawia je gdy skończą inni. Potem gdy się siedzi na sucho (człek się objadł i nie ma się siły ruszyć) i popija herbatę co chwila przychodzi z zapytaniem czy coś jeszcze, tak jakby chciał wyprosić.

Do restauracji przychodzę dla klimatu dla rozmowy, chcę pogadać ze znajomymi a czasem mam wrażenie że przyszedłem tam dla oglądania obsługi i rozmawiania z nią, są czasem tak absorbujący. Faktycznie gdy chcesz wyjść i zapłacić, znikają jak kamień w wodę (gdy już wiedzą że już nic nie zamówisz).
Patent na pospiech u mnie jest prosty, składamy zamówienie i od razu zaznaczam że proszę o rachunek, działa zwłaszcza w miejscach gdzie kelnerzy bywają nieuchwytni ...

Ja jako wzór dyskretnej obsługi mam w pamięci kelnerki z kawiarni Hortex w Łodzi na ul Piotrkowskiej. Lokal z tradycjami, głównie dla "zakochanych" ale i bawią w nim urzędnicy (to za sprawą bliskości łódzkiego magistratu). Stąd może u Pań umiejętność fajnej obsługi, dyskretnej, wszystko z wyczuciem i taktem.
Nawet prośbę o wcześniejsze uregulowanie rachunku (bo pani kończy zmianę) potrafią w bardzo delikatny sposób przekazać.

3.

pikob napisał(a):
16 listopada 2010, 18:23:55

Te pytania "czy smakuje" są między innymi po to, żebyś, jak Ci nie smakowało, mógł zostać przez obsługę potraktowany po chamsku: zabiorą Ci jedzenie i o dziwo, nie będziesz musiał płacić. To nie zasługa bycia miłym ze strony obsługi obiektu, tylko czysty interes.

Gdybyś na jesieni wszedł do restauracji w krótkich spodenkach i koszulce polo, to na pewno możesz spodziewać się takiego pytania i to nie raz. Tylko po to, żeby potem nie było, że Ci nie smakowało i wobec tego nie zapłacisz rachunku.

4.

ra napisał(a):
16 listopada 2010, 21:33:20

zapytanie "czy smakuje" to jeden z kroków obsługi klienta, w przypadku ph jest ich łącznie 11 a ten konkretny powinien być wykonany po 3 minutach od podania posiłku ;) faktycznie nie ma on wielkiego sensu bo jak gość mówi że nie, ale nie żąda zrobienia potrawy na nowo, kelner może jedynie powiedzieć że mu przykro. tak czy siak ma to wyrażać gościnność i zainteresowanie satysfakcją z podanego żarcia, w praktyce jest to najczęściej właśńie niepożądane przerywanie rozmowy. kiedy jednak kelner o to nie zapyta i trafi na "tajemniczego gościa" (robiącego ocenę) restauracja traci punkty

5.

Piotr Szymczak napisał(a):
16 listopada 2010, 22:17:14

@ra Ci tajemniczy klienci to zmora wielu miejsc. CHyba najprościej zatrudnić ludzi któ¶zy lubią swoją pracę dobrze im zapłacić i od czasu do czasu sprawdzać, a ja mam wrażenie że wszędzie gdzie pojawia się tajemniczy klient (mam doświadczenia z sektora telekomunikacyjnego) i dopatrzy się uchybień na które zwykły człowiek nie zwraca uwagi, prowadzi do jakiś dziwnych sytuacji.
Potem pracownik postępuje zgodnie z schematem (bo może to być tajemniczy klient) co czasami jest nienaturalne lub irytujące.

6.

Marsjanin napisał(a):
17 listopada 2010, 16:04:08

@ra: A skąd to ci „tajemniczy klienci” biorą te wzorce nowego savour-vivre'u, co? Najwyżej w rankingu pojawiają się restauracje, do których normalny człowiek nie wejdzie, bo irytuje go nachalna obsługa? Dla kogo są te restauracje? Dla ludzi, którzy z książek nauczyli się, jak powinni zachowywać się kelnerzy, i choć im też wydaje się to irytujące, akceptują to i chadzają tam, bo tak napisano, że jest kulturalniej? Mnie się wydaje, że jednak ludzie głosują nogami, bo jeśli istnieje restauracja, w której przesiadują sami tylko kontrolerzy, i jako w kółku wzajemnej adoracji pchają ją na szczyt rankingu, to chyba istnieje tylko w roli skansenu…

7.

pikob napisał(a):
17 listopada 2010, 19:43:44

@Marsjanin: rozbawiłeś mnie. Cała ta planeta ludzików napędza jedną wielką abstrakcję, i jeżeli nie jest się od razu wystarczająco wysoko, to potem już nie ma się ochoty robić nic. Pozdrowienia dla bezrobotnych!!

8.

pikob napisał(a):
17 listopada 2010, 19:44:17

A do "restauracji" chadzam jedynie z przymuszonej woli poznania nowego obiektu "westchnień".

9.

kasiaro napisał(a):
17 listopada 2010, 20:10:52

Ja osobiście mam mieszane uczucia co do tytułowego pytania. Zdarzyło mi się, że w ulubionej restauracji padłam z zachwytu nad lazanią i postawione pytanie wykorzystałam jako sposobność okazania mojego ukontentowania:) Z drugiej strony, nie wiadomo za bardzo co powiedzieć, kiedy jednak mi nie smakuje - raz po prostu nic nie odpowiedziałam, ale nie czułam się z tym dobrze, bo uważam, że na pytania powinno się raczej z grzeczności odpowiadać ;)

10.

Marsjanin napisał(a):
17 listopada 2010, 20:13:27

Przypomniał mi się stary dowcip:

– Jak państwo znajdują nasz kotlet schabowy?
– A dziękuję, żona już znalazła, a ja pogrzebię jeszcze trochę w ziemniakach i też mam nadzieję znaleźć…

Dodaj komentarz:

Widzisz błąd lub literówkę. | Markdown włączony ( szczegółowy opis znaczników ):
*strong* | # lista numerowana | * lista wypunktowana | _em_ | __italic__ | [tekst](http://...) | bq. cytat.