Kuchnia babci czy mamy?

To pytanie z cyklu: Kogo bardziej kochasz mamę czy tatę? Niby nie ma jednoznacznej odpowiedzi,  a jednak tak samo, jak dziecko mniej lub bardziej świadomie wskazuje na mamę tak i w „pojedynku” kulinarnym często wybieramy zwyciężczynię.
Bo któż z nas nie pamięta smaku kogla mogla zrobionego przez babcię, a niby ten sam kogiel mogiel z tych samych jajek zrobiony przez mamę smakuje inaczej.
Podobnie jest z innymi potrawami.


Z babcinych zmagań z kuchnią pamiętam chleb, pączki, naleśniki i wszelkiego rodzaju zupy.
Chleb, który pamiętam jak przez mgłę, był czasem wypiekany u mnie w domu, mieliśmy takie słomiane formy, w których zostawiało się ciasto, potem wkładało się do glinianego pieca. Pamiętam jak przez mgłę, bo to bardzo dawno było, Chleb był pieczony bez żadnych sztucznych dodatków, był ogromny, miał słodką skórkę i smakował wybornie. Nie pamiętam, by wypiekało się go jakoś długo, ot zarejestrowałem taki smak i czasem mi go brakuje ale nie tylko ja mam sentyment do dobrego pieczywa.
Kolejna babcina rzecz, to kogel mogel, z dodatkiem prawdziwego holenderskiego kakao i startym jabłkiem i marchewką. To były czasy jeszcze przed „okrągłym stołem” wtedy wszystko inaczej smakowało. Teraz już jestem za duży, by robić mi mogel, a przyznam, że brakuje mi tego smaku, a może nie tyle smaku co całej tej oprawy.
Zupy, zupy babcia robiła i robi wyborne, na szczęście co jakiś czas mogę wpaść na wieś na przepyszną ogórkową lub zupę pomidorową, a nawet nielubiana w młodości „zalewajka” czy czarnina smakuje wybornie, że o wigilijnej kapuście z grochem nie wspomnę.

Kuchnia mamy to zestaw zupełnie innych doznań, mniej starodawna, bardziej nowoczesna a przez to w smaku zupełnie inna, ale to również smak młodości. Czasami te smaki się mieszały, jednego dnia zupa mamy innego babci.
Chleb pieczony przez mamę, nie był już taki jak ten z glinianego pieca, może to wina postępu technologicznego, może wina składników, a może jak to baby na wsi mówią do „chleba trzeba mieć rękę”.
Wiem jedno przy daniach z „historią” porównywanie wychodzi na korzyść babci, ale schabowy czy kotlet mielony albo „gołąbki” to dalej lepsze robi mama. Podobnie z wypiekami, zresztą babcia sama uznała wyższość kunsztu rodzicielki i pieczeniem nie zajmuje się od wielu lat.

Obie kuchnie się różnią, bo nawet po tylu latach poza rodzinnym domem, podczas niespodziewanej wizyty jestem w stanie ze 100% pewnością, rozpoznać kto gotował daną zupę, kto obierał ziemniaki, a kto zrobił surówkę.
Gdybym miał się zdecydować na jedną z tych kuchni, miałbym trudny orzech do zgryzienia, na szczęście nie muszę i co jakiś czas mogę z dziką rozkoszą porównywać obie.

Najchętniej obie kuchnie widzę na jednym stole w okresie świątecznym, choć to też jest swego rodzaju wspomnienie, teraz gdy jestem w domu na święta (a nie zawsze jestem :( ) to zjawiam się już na gotowe. Kiedyś, gdy byłem dzieckiem - choć jeszcze w czasach liceum mi się zdarzało - byłem zobligowany do pomagania. I w sumie to nawet lubiłem, pomagałem zarówno mamie jak babci. Od mielenia sera i maku, przez ubijanie piany do biszkoptów, a skończywszy na wybieraniu ziaren grochu siekaniu kapusty. Najtrudniejsze dla malucha było chyba mielenie maku i sera, bo trzeba było zmielić kilka razy. Ale równie kłopotliwe było mieszanie kapusty, czy wybieranie tych ziarenek grochu/fasoli. Najbardziej przyjemna część to próbowanie, próbowanie czy śledzie są już dobre, czy masa makowa z rodzynkami i bakaliami smakuje, tak jak powinna i czy aby na pewno nie trzeba dosypać tych rodzynek, a jak nie trzeba dosypywać to czy można je zjeść. Próbowanie surowej masy na ciasto też było fajne, choć powodowało różne dolegliwości.

Jednym z popisowych babcinych dań jest kapusta z grochem, zwykle robiona na święta. Pamiętam, jak byłem jeszcze w podstawówce, tak mi zasmakowała ta wigilijna potrawa, że przez 4 dni nie chciałem nic innego jeść, efekt był taki, że wylądowałem na izbie przyjęć z podejrzeniem wyrostka. A to było zwykłe przejedzenie.

Nie wiem czemu, ale jakoś ze wspólnych przygotowań czy to do świąt, czy z okazji innych uroczystości rodzinnych bardziej pamiętam uczestnictwo w przygotowywaniu ciast. Może dlatego, że słodkie, a może dlatego, że mama bardziej stanowczo domagała się pomocy?

A tak przy okazji (uwaga fragment sponsorowany) jak ktoś lubi wspominać kuchnie dzieciństwa, przygotowania do świąt i uczestnictwo w nich,
a dodatkowo chce przelać to na „papier” to jest okazja, by zgarnąć trochę nagród.
Knorr organizuje konkurs świąteczny! (Kasia z Wielkopolski daje radę :))

Mnie, kuchnia babci i mamy, nieodłącznie kojarzy się z uroczystościami i świętami, potrawy zawsze wychodzą jakieś takie lepsze, robione są z takim namaszczeniem i zaangażowaniem wszystkich. Ich smak jest jakiś taki wyjątkowy, a niby procedura ta sama, przyprawy i dodatki te same, a jednak jest różnica w smaku ...


A Wam bardziej smakują potrawy Waszych mam czy babć?


Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!

Komentarze do wpisu "Kuchnia babci czy mamy?":

1.

kasiaro napisał(a):
25 listopada 2010, 17:19:58

Mamy, zdecydowanie mamy :-) Choć babcia robi świetną kapustę z fasolą, którą ubóstwiam na wigilijnym stole, oraz pyszny żurek na Wielkanoc, oczywiście na własnym zakwasie :)

2.

moher napisał(a):
25 listopada 2010, 17:50:13

@kasiaro: kapuste z fasolą, a nie z grochem?

3.

kasiaro napisał(a):
25 listopada 2010, 17:51:20

@moher: Właśnie nie jestem pewna :D Groch to małe kulki, które się zwykle rozpadają w czasie gotowania, a w babcinej kapuście są zdecydowanie małe fasolki ;)

4.

Michał _kUtek_ Kuciński napisał(a):
25 listopada 2010, 18:09:50

Mama bardziej eksperymentuje jeżeli chodzi o kuchnię, babcia w kółko robi te same potrawy i z roku na rok coraz gorzej jej to wychodzi, więc zdecydowanie mama. ;-)
A najlepiej smakuje kuchnia własna, nawet jeżeli jest bardzo, bardzo eksperymentalna ze względu chociażby na ograniczony dostęp do składników. :)

5.

pikob napisał(a):
25 listopada 2010, 19:03:27

Jak niedobrze, że jestem palaczem papierosów!... :((( Nie mogę sprawnie się tutaj udzielić.

6.

Piotr Szymczak napisał(a):
25 listopada 2010, 20:10:57

@kasiaro u mnie też się używa fasoli, choć prawda jest taka że w wiejskim slangu fasola i groch u mnie występują zamiennie. Ale na wigilijnym stole zawsze jest fasola - wiem bo wcześniej musiałem ją zrywać, a mieliśmy ładny kawałek pola z fasolą, nie wiem co gorsze ogórki czy fasola bo tu i tu plecy nap...ją jak SKRy. Co do fasoli to najlepszy jest u mnie tzw "duży Jaś".
@Kutek babciom trzeba wybaczać zwłaszcza że czasem to wiekowe osoby :)
@pikob chyba coś nie zrozumiałem :)

7.

pikob napisał(a):
26 listopada 2010, 17:59:32

Paląc pety, dużo, nie czuje się smaku.

8.

PolishOpen napisał(a):
28 listopada 2010, 09:42:18

Zależy jaka potrawa :) Np. rosół i schabowego Babcia robi lepsze, a Mama robi lepsze naleśniki :)

9.

SpeX napisał(a):
29 listopada 2010, 02:51:19

A ja nie cierpię naleśników mojej matki, wymyśliła sobie iż dodając do ciasta wody mineralnej. Będzie ono bardziej puszyste.

Ale niestety, efektem tego wychodzą dziurawe (od bąbelków gazu) naleśniki.

10.

Piotr Szymczak - blog napisał(a):
12 grudnia 2010, 16:49:37

Przesądy świąteczne

Mój stosunek do wszelkiego rodzaju imprez pt. święta, Sylwester, spotkania rodzinne i wesela rodziny i znajomych jest znany. Co nie znaczy, że nie brak mi folkloru z lat młodości, który towarzyszył zbliżającemu się czasowi Świąt Bożego[...]

Dodaj komentarz:

Widzisz błąd lub literówkę. | Markdown włączony ( szczegółowy opis znaczników ):
*strong* | # lista numerowana | * lista wypunktowana | _em_ | __italic__ | [tekst](http://...) | bq. cytat.