Deska, czyli pułapka na faceta

Ktoś już tak stworzył ten świat, że by w nim w miarę komfortowo żyć, trzeba żyć obok kobiet, a niejednokrotnie razem z nimi. Cóż dla wielu z nas jest to w miarę przyjemne brzemię i chętnie je dźwigamy, bo co tu kryć, przebywanie wśród kobiet bywa przyjemne. Oczywiście, jeżeli nie natrafimy na feministki, bo życie obok feministki nie ma nic wspólnego z przyjemnością, przynajmniej taką w pierwotny samczy sposób postrzeganą.


Feministka nie posprząta w mieszkaniu, nie ugotuje, nie wypierze, a nie daj Boże, gdy trafimy na taką seksualnie wyzwoloną. Nie dość, że sami musimy zrobić wymienione wcześniej prace, to jeszcze nie mamy gwarancji, że którejś nocy nie postanowi odwrócić ról w sypialni. Wystrzegajmy się więc feministek :) bo może boleć.
Na szczęście jest wiele kobiet, którym nie przyjdzie do głowy odwracanie od lat sprawdzonych wzorców zachowań, czyli prawidłowe relacje w alkowie, mieszkanie wysprzątane na wysoki połysk i dwudaniowy obiad :) I dla takich mili panowie, „gwoździk” na dzień kobiet się należy.

Lecz jeden temat podnosi ciśnienie u płci żeńskiej niezależnie od wyznania orientacji czy częstotliwości chodzenia na manify. Jest to deska, deska klozetowa. Niby nic, dla większości facetów rzecz niezauważalna. Ponoć nie potrafimy się z nią obchodzić, ba nawet zarzuca się nam jej celowe „moczenie”. Ale zakładając, że jesteś jednym z tych którzy wiedzą co i jak to i tak może się okazać, że zastawiono na Ciebie pułapkę i niechybnie czeka Cię opierdol.
Mając na uwadze, że cześć facetów ma problem z trafieniem, kobiety ubzdurały sobie, że deskę się podnosi, za niepodnoszenie można dostać reprymendę. Ale okazuje się, że gdy już podniesiesz a nie opuścisz, to też czekają na Ciebie gorzkie słowa. Dodatkowy opierdol można zebrać za brak opuszczenia klapy.
Zawsze mnie dziwiło, ile satysfakcji sprawia kobietom wypominanie tych naszych męskich grzechów.

PS. wpis ma charakter humorystyczny, podczas jego pisania z muszli klozetowej nie wydostała się żadna bakteria :)


Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!

Komentarze do wpisu "Deska, czyli pułapka na faceta":

1.

Piotr Szymczak napisał(a):
06 marca 2011, 21:57:22

A i tak największy problem z muszlami był w akademiku - przyznam że współczuje przyszłym dzielącym życie na dobre i złe. Bo taka drobna sprawa jak deska a potrafi wkur...ć :)

2.

Marsjanin napisał(a):
06 marca 2011, 22:18:17

Ja jakoś zawsze opuszczam deskę… Siła przyzwyczajenia? Mama moja (nieco schorowana) natomiast mnie za to opieprza, bo „jak raz nie zdąży to będzie sporo do sprzątania”.

PS. Mowa oczywiście o komplecie desek, tj. o tej będącej siedziskiem właściwym i o deklu przychodzącym na nią.

PPS. Jakoś taxię przyzwyczaiłem, może, żeby w nocy anakonda nie wypełzła z rur? ;)

PPPS (?). A jak podnoszę to też komplet desek. Ruch ręki ten sam, więc zmęczenie żadne, a celować nie trzeba tak dokładnie. ;D

3.

kate napisał(a):
06 marca 2011, 23:25:32

Uważam, że sprzątanie to element kultury osobistej. To się albo ma albo się tego nie ma. Jak kobieta nie sprząta to jest to dowodem jej braków w przystosowaniu do życia w społeczeństwie. Tyczy się to oczywiście także mężczyzn. Żyję w takich czasach i w takim społeczeństwie, że nie odczuwam potrzeby bycia feministką, ale sprzątać po kimś nie zamierzam tylko dlatego, że jestem kobietą.

A z deską to powinno być tak, że każda strona wykonuje jeden ruch - jak jedno podnosi to drugie niech opuszcza ;)

4.

Marsjanin napisał(a):
06 marca 2011, 23:32:04

E tam, kate. Po mojemu jest najlepiej: baby podnoszą i opuszczają jedną, a chłopy dwie. ;)

5.

Radek napisał(a):
06 marca 2011, 23:46:13

Podobno deskę należy opuszczać przed spuszczaniem wody, bo mnósto zarazków z zniej wylatuje gdy się rzeczoną wodę spuszcza. Brzmi rozsądnie, więc staram się tej reguły trzymać.

6.

Radek napisał(a):
06 marca 2011, 23:47:20

A tak przy okazji - po rzucie okiem na tytuł byłem pewien, że będzie o kobietach bez piersi...

7.

Marsjanin napisał(a):
07 marca 2011, 00:05:01

@Radek: A od czego się one wtenczas odbijają i gdzie lądują? Podpowiem: siadasz na nich następnym razem. Nie wiem więc, czy to taki idealny pomysł. Zresztą, machać deską jak wachlarzem nie lubię, a wolę widzieć, czy konieczna jest ingerencja szczotki lub tzw. „pocałunku sołtysa”.

8.

Piotr Szymczak napisał(a):
07 marca 2011, 00:24:55

@Marsjanin pocałunek sołtysa - nie znałem :) Co do procedury ja osobiście podnoszę jeno jedną, bo w jakimś medycznym piśmie wyczytałem, że aby na dłużej zachować wigor i sprawność ten teges winno się na siedząco, tak też czynię będąc u siebie w domu. I klapę zamykam, aczkolwiek zdarza mi się że zapomnę (węży czy szczurów u mnie nie było). Ale nie jakoś notorycznie. Zresztą co jak co ale o toaletę dbam, bo jako jedyny ją sprzątam - jakoś tak wyszło w podziale obowiązków domowych ona kuchnie ja toaletę, resztę wspólnie.

@Radek, tak z tymi bakteriami tak jest że unoszą się, chyba lepiej zamykać i potem dezynfekować jakaś "mgiełką"

@kate racja, każdy powinien po sobie sprzątnąć i zostawić w takim stanie w jakim chciałby zastać, to naczelna zasada. A co do deski, to właśnie tak jest że kobiety się wkurzają kiedy deska nie opuszczona (ta do siadania).

Wpis trochę humorystyczny, ale u mnie toaleta pełni czasem funkcję doraźnej półeczki, idealnie podtrzymuje miskę z praniem, a znajoma dziś się rozpędziła i o mało tej miski nie wsadziła i oczywiście był OP że klapa nie zamknięta i że kiedyś wyląduje tam pranie :)

9.

Virgo Erns napisał(a):
07 marca 2011, 09:28:10

Tak się zastanawiam... Czy wy widzicie różnicę między deską, a klapą w toalecie? Bo dla mnie deska to jest to na czym się siada i zawsze bezwzględnie musi być opuszczona. Zresztą jak jest nieopuszczona (tak mnie wytresowano!) to jakoś to tak nieładnie wygląda. ;)

10.

legalnycyklista napisał(a):
07 marca 2011, 10:29:52

Jest też dość spora frakcja feministyczno-KiedyMiWygodnicki, tj. deska* - nie opuścisz=zginiesz w naszych oczach, ale my klapy** opuszczać już nie zamierzamy bo musiałybyśmy ją później podnosić.

Wizyt w Wojskowej Komendzie Uzupełnień też nie chcemy (-: - ten sam schemat.

A jak to najlepiej rozwiązać? Systemem samoobsługowym! Ilu z was będąc gdzieś musiało nauczyć się sikać trzymając opadającą klapę kolanem, łokciem, brodą, kijem od szczotki itd.? Zamknie się zawsze sama prędzej czy później, jak bardzo ona nie starała się temu zapobiec.

*-element siedzący, **-element zakrywający

11.

anuletka napisał(a):
07 marca 2011, 18:20:46

puszczam bąka:D

12.

Zboczuch napisał(a):
07 marca 2011, 21:35:06

Jakiś czas temu widziałem statystykę dowodzącą, że fakt nieopuszczania deski klozetowej przez mężczyzn jest najczęstszą przyczyną rozwodów w USA. Najczęściej w liście zarzutów kierowanych do sądu pojawiało się "...i nie opuszcza deski klozetowej". Więc problem jest ważki.

13.

Marsjanin napisał(a):
08 marca 2011, 01:56:19

Jak dla mnie to komplet klapy i deski to sedes, jak dotąd nie rozróżniałem tego w nazewnictwie bo nie było potrzeby. Niektórzy za to słowem „sedes” błędnie określają całą muszlę wraz z deską, czyli sedesem. Sedeską. ;)

Ale – ale, jak Ci brzydko wygląda kibelek z podniesioną klapą to najwyższy czas go wyszorować… ;P (BP, NMSP). Ja opuszczam jak siadam. Jak nie siadam, wolę mieć większe pole manewru a w razie braku środków czystości to jedyna metoda zapewnienia względnej higieny osobie siadającej, korzystającej po nas.

14.

Piotr Szymczak napisał(a):
08 marca 2011, 16:42:23

@Zboczuch, w sumie to trzeba być nieźle wkurzonym, by coś takiego wywlekać na światło dzienne przy okazji rozwodów. Ale niewątpliwie pokazuje to skalę problemu :)

Dodaj komentarz:

Widzisz błąd lub literówkę. | Markdown włączony ( szczegółowy opis znaczników ):
*strong* | # lista numerowana | * lista wypunktowana | _em_ | __italic__ | [tekst](http://...) | bq. cytat.