Rowerowi pajace
Rowerzyści, to ci co w oczach zmotoryzowanych uchodzą za jakiś dziwny gatunek człowieka. Urządzają jakieś spędy, jakieś masy i blokują całe miasto w każdy ostatni piątek miesiąca. Maskara jakaś. Dodatkowo organizują się w jakieś grupy i walczą o swoje prawa o swoją obecność w mieście.
Robią coś, czego kierowcy mimo że narzekają na swój byt w mieście zrobić nie potrafią. Może stąd ta nuta szydery gdy zmotoryzowany widzi na jezdni rowerzystę? Nie dziwię się, że kierowcy się wkurzają, zwłaszcza kiedy zaczynają sobie zdawać sprawę, że tak przyrośli do swoich czterech kółek, iż nie wyobrażają sobie innego transportu. A tu w korku, taki na rowerze ma czelność śmigać między autami :)

A Ty gdzie parkujesz swój rower?
Foto by Mikael Colville-Andersen, CC
Łatka przyszywana cyklistom na drodze to norma, ale nie sądziłem ża taką łatkę będą przyklejać administratorzy budynków.
Negatywny PR
Rowerzyści to dość zgrana grupa, wszyscy znają wszystkich lub kojarzą, często się udzielają, są to osoby z rozległymi kontaktami, często społecznicy. Życie nie raz pokazało, że tam gdzie inni nie mogą, to kilku rowerowych aktywistów jest w stanie załatwić wszystko. Są skuteczni i konsekwentni i głośno mówią co im się nie podoba. Osobiście wolałbym mieć taką grupę po swojej stronie i zaskarbić sobie jej przychylność. Choćby tylko z tego powodu, by nie paść ofiarą negatywnego PR'u. Niespełna 2000 sympatyków jazdy na rowerze, to spory zasięg, zważywszy że każdy taki sympatyk ma z 300 znajomych na FB, to czyni już naprawdę silny głos. Wprawdzie nie był on jeszcze wykorzystywany przeciw jakiemuś prywatnemu podmiotowi(mylę się?), ale być może kiedyś będzie taki czas, że jakiejś instytucji mocno się oberwie za brak udogodnień dla rowerów.
Wielu zauważyło, że lepiej współpracować, że to doskonała okazja do promocji marki, do promocji zdrowego trybu życia, chociażby ostatnio zorganizowane w Łodzi darmowe przeglądy rowerów po zimie. Fajna sprawa.
Myślenie jak za komuny
Brak wiedzy czy brak wyobraźni na temat narażenia się prężnej zorganizowanej grupie ludzi to jedno, a głupota to druga sprawa.
Nie da się ukryć, że rowery są modne, są na topie, dużo się o tym mówi zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim. Ale są miejsca gdzie dla rowerów jest twarde nie. Nie dla rowerów, nie dla rowerzystów i stanowcze nie dla stojaków rowerowych.
Nie dalej jak kilka dni temu byłem światkiem jak kolega próbował wprowadzić do biurowca, rower. Bo przed budynkiem się nie da nigdzie go przymocować. Pani w recepcji zbeształa człowieka, a delegacja u zarządcy budynku nic nie wskórała. Nasłuchali się tylko że rowerzyści to pajace, dziwolągi (kolega ma dredy – może to o to chodziło?) i ogólnie nie będą robić żadnych rowerowych stojaków.
Nikt nie miał oczekiwań na jakieś full professional, starczyło by trochę kątownika z przyspawanym drutem, koszt pewnie raptem 100-200 zł a i pewnie w magazynie znalazły by się jakieś stare druty.
Ale nie, nie bo nie, mimo że duży biurowiec, w centrum miasta, dużo młodych ludzi i z tego co widać sporo klientów przyjeżdża do firm na rowerze. Można by ułatwić innym życie, zdobyć kilka punktów na rynku jako miejsce przyjazne dla młodych ludzi.
Będziemy procedować, a jak nie zmiękną, to zrobimy im czarny PR.
Bo proszę Państwa rowerzyści to nie są pajace, to są pozytywne krejzole :)
Też macie problem ze stojakami na rowery w miejscu pracy?
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±

Komentarze do wpisu "Rowerowi pajace":
1.
19 marca 2011, 20:45:55
Błędy:
Szczecin to rowerowa tragedia. Ścieżki rowerowe prowadzą do znaków "zakaz jazdy na rowerze", są pofragmentowane i w zasadzie nie ma szans na zbudowanie spójnego systemu ścieżek (ze względu na charakter miasta). Jedyne rowerowe plusy ostatniej kadencji to połączenie ścieżek rowerowych prowadzących od Wojska Polskiego aż do CH Ster dzięki budowie terenów rekreacyjnych nad jeziorkiem przy Ku Słońcu i dwa stojaki na rowery przy Trasie Zamkowej (Szczecinianie wiedzą zapewne o jakich miejsach mówię). Gdybym jednak chciał dojechać z swojego domu do centrum miasta, to jadę 1) 2 km drogą 2) 2 km ścieżką rowerową, która nie zaprowadzi mnie nigdzie i w sporej części obstawiona jest przez samochody 3) 3 km chodnikiem pieszym po głowach i nogach 4) niecały kilometr ścieżką rowerową, wymijając pieszych i matki z wózkami (które mnie najbardziej wkurzają).
Plus jest taki, że w szkole, którą kończę, jest mała rowerownia. Minus — to jedyne bezpieczne miejsce na rower na mieście.
2.
19 marca 2011, 21:24:56
W pierwszej firmie w której pracowałem na początku były problemy z wprowadzeniem roweru. Potem jakoś władza budynkowa ustąpiła i mogłem wnieść rower, a nawet z nim windą wjechać.
Dziś firma z tamtego budynku się wyprowadziła, ale przed budynkiem stoją stojaki.
Mimo to do bardziej cywilizowanych rowerowo krajów nam nadal daleko.
3.
20 marca 2011, 04:10:41
We Wrocku, to poustawiali zadaszone wiaty na rowery. Jest taka na przykład na krańcu miasta na pętli autobusowo-tramwajowej, ludzie z wiosek mogą dojechać na dwóch kółkach i w miarę bezpiecznie rower zostawić, a do centrum pojechać komunikacją miejską. Nie wiem czy jest monitoring, ale wiatę widać z dwóch kiosków.
Kiedyś z rowerem szedłem do banku i nie było problemu. Placówka była na tyle duża, że nie można spokojnie na nóżce postawić i nikt się nie zahaczy.
Z kolei do jednej z galerii handlowych nie zostałem wpuszczony z rowerem (galeria bez sklepu sportowego z rowerami, ale z najlepszym kebabem).
Najgorsze to są stojaki wyrwikółki, bo niby taki jest, ale bezpiecznie się roweru nie przypnie. I jak taki stoi przed budynkiem, to z rowerem nie chcą wpuszczać, bo przecież jest stojak.
4.
20 marca 2011, 09:30:44
Częstochowa, na dobrą sprawę nie wiem jak się po niej jeździ rowerem, ale kilku z moich współpracowników w tym samym biurowcu dojeżdża do pracy rowerem. Plac przed biurowcem jest ogromny z parkingami dla samochodów, nawet TIR i Autobus, ale dla rowerów stojaków oczywiście nie ma o ścieżce rowerowej zapomnijcie. Inna sprawa, że w samym biurowcu nikt nie robi problemu i na terenie ogrodzonym po prostu przypinają rower do barierki a ktoś nawet dogadał się ze strażnikiem i wprowadza rower do zamykanej klatki technicznej. Pracownik jednej z firm nawet wprowadza swój rower do pomieszczenia socjalnego i nikt problemów nie robi. Tolerancja w tym temacie na pewno istnieje, szkoda tylko, że nie ma tak wielu ścieżek rowerowych jak by się chciało. Ja osobiście mam nieco za daleko do pracy by jeździć rowerem, choć zdarzało mi się sporadycznie. Ale o tym i moich przygodach rowerowych niebawem na moim blogu.
5.
20 marca 2011, 10:33:24
A ja za godzinę idę na Rowerowe Powitanie Wiosny. Zobaczymy, co za marzannę w tym roku wymyślą…
Rower w stanie opłakanym, miałem iść na kärcher ale, jak zwykle, nie było kiedy. Zimowy z pancernymi oponami wymyłem, a roweru głównego nie zdążyłem. Mocne postanowienie podjechać tam po imprezie. Heh… Oby do wiosny. :)
6.
20 marca 2011, 11:38:28
U mnie w robocie stojaki na rowery są w garażu. Co prawda nie widziałem, bo do pracy mam za daleko na rower (no i byłoby w większości przez zatłoczony środek Warszawy, więc mała przyjemność) ale mówią, że są. Do tego firma stara się promować różne pro-zdrowotne akcje, mamy nawet nasz colgate'owy Green Dream Team, który się szeroko pojętą ekologią i zdrowym trybem życia zajmuje. No i mamy też dyrektora marketingu, który do pracy jeździ na rowerze.
Tak więc nie sądzę, żeby w Wawie była jakaś antypatia do rowerzystów na szeroką skalę - chociaż pewnie paru oszołomów się znajdzie.
7.
20 marca 2011, 12:05:07
@KP dzięki - poprawione
U nas w Łodzi chcą zrobić raj dla rowerzystów, wyłoniono ze środowiska rowerowego człowieka (pozdrowienia WItek) który ma doradzać prezydentowi w kwestiach "zrównoważonego transportu i ogólnie sprawach rowerowych". Sieć ścieżek w Łodzi się rozwija na przestrzeli lat, choć niektóre są robione zupełnie bez pomysłu, co środowisko rowerowe i zwolennicy Rowerowej Masy Krytycznej skutecznie im to wytykają.
@mt3o u mnie w ostatniej firmie (korporacja około 200 pracowników w oddziale) były stojaki, dużo młodych ludzi grafików, polonistów etc. ludzie którzy są nietuzinkowi. Stojaczek zawsze był pełen i było przyzwolenie na te rowery.
@iss u nas w Łodzi Wrocław jest stawiany za przykład zmian które należy wprowadzać w kwestiach rowerowych. Łódź ma kompleks Warszawy, ale coraz częściej widać odwołania do Krakowa i Wrocławia - bo są tematy gdzie u Was wiele spraw jest lepiej rozwiązanych.
Co do stojaków to ostatnio widziałem filmik jak szybko można ukraść rower a przy okazji jak montować bezpieczne stojaki. Nie wiem gdzie ale ostatnio tez widziałem parking dla rowerów w Holandii, wielka hala z podwieszanymi rowerami - robiło wrażenie.
8.
20 marca 2011, 13:54:59
@Szymczak We Wro OIDP za wzór stawiali Gdańsk ;) Tam ponoć mają drogi rowerowe, które się ze sobą łączą i można po nich jeździć szosówką. Niestety większość miast (w tym Wrocław) ma śmieszki w modelu "kawałek tu, kawałek tam", a do tego wyłożone kostką fazowaną.
Ale żeby nie smęcić, to od kiedy jest oficer rowerowy pojawiły się wiaty parkingowe, porządne stojaki (można ramę przypiąć) w wielu punktach miasta, a ostatnio nawet trwają intensywne starania o system automatycznych wypożyczalni rowerów.
@Marsjanin nie myj roweru karcherem, bo wypłukuje smar z łożysk.
W ogóle, to wygodniej jeździ się ulicą niż śmieszkami (o chodniku nie mówiąc). IMO od ścieżek lepszy byłby wydzielony pas na jezdni i bufory na skrzyżowaniach. Dopiero wtedy rowerzyści przestaną być uczestnikami ruchu drugiej kategorii.
9.
20 marca 2011, 17:42:00
Oj tam zaraz wielce wypłukuje. Po pierwsze to trzeba mieć skręcone wodoszczelnie, po drugie – to trzeba nałożyć, jak wypłucze. Po trzecie, to nie trzeba lać jak opętany w łożyska, bardziej skupić się na innych partiach roweru. :)
Summa summarum roweru nie umyłem, po naoliwieniu (wiem to zbrodnia) łańcucha stwierdziłem, że nawet nieźle działa i pojechałem w trasę. Hell yeah, zima oficjalnie pożegnana.
Ze zjazdu filmik wrzucę na YT jak go obrobię… Albo dziś albo może w tygodniu… Niestety, cięcie trwa długo bo mam dwie lewe i bardzo wolny jak na dzisiejsze czasy komputer.
10.
20 marca 2011, 18:57:39
@iss w Szczecinie też jest taki fragment, kawałek połączączenia Duńską i Komuny Paryskiej (łącznie kilkaset metrów), który nie jest wyłożony zwykłą kostką. Reszta jest.
Jest duża różnica w wygodzie między jazdą po trasach o spójnej nawierzchni a jazdą po kostce?
11.
20 marca 2011, 19:12:13
Na góralu niezauważalna, na miejskim czy innym holendrze mała, na szosówce podobno olbrzymia.
Tak, trochę złośliwie to napisałem. Jednak wydaje mi się, że większość ludzi głośno dopominających się o asfalt jeździ właśnie na takich szosówkach, najczęściej z tzw. ostrym kołem (rodzaj napędu bez wolnobiegu). Z jednej strony im się nie dziwię, że nie lubią, jak pod d..ą trzęsie, ani im jeżdżenia takimi rowerami po mieście nie zabronię. Z drugiej jednak, równie dobrze mogli by optować za likwidacją krawężników kierowcy, którzy mają wypasione agro-tuningi w swoich furach, i im zderzaki wiszące 1 cm nad asfaltem nie pozwalają pokonywać tychże krawężników…
12.
20 marca 2011, 19:22:37
Ja w poniedziałek odbieram rower z serwisu i ruszam na miasto ;-)
13.
20 marca 2011, 20:12:01
@Kamil i do pracy na 2 kołach ?
14.
20 marca 2011, 22:14:26
@Marsjanin: problem z kostką jest taki, że a) kosztuje tyle (lub więcej) co asfalt, więc po co kłaść gorszą nawierzchnię, jeśli można lepszą?
Krawężników na jezdni nie ma - jeśli są przeszkody to albo są specjalnie (krawężnik - bo chodnik, miejsce pieszych lub śpiący policjant - ograniczenie prędkości), albo wynikają z długiej eksploatacji. Kostka jest kiepska już w momencie jej położenia, nawet ta niefazowana. Kilkuletnia droga dla rowerów z kostki obija mi tyłek bardziej i stawia większy opór niż asfaltowy ciąg pieszo rowerowy z czasów co najmniej imć Jaruzelskiego...
Na co dzień jeżdżę na single speedzie (1 przełożenie, torpedo) z oponami 28mm, ale na klasycznym mieszczuchu obija mi pośladki takoż samo na dziełach szatana zwanych kostką dow... tzn. bauma (:
Faktem niezaprzeczalnym jest też to, że drgania generowane w rowerze (niezależnie od tego, czy tłumione amortyzatorami czy nie) wymagają dodatkowej siły, co w ogólnym rozrachunku wymaga większej siły na pokonanie odcinka o długości x niż na asfalcie. I są to różnice zauważalne.
Suma sumarum typowej kolarce (BTW: IMHO ładniejsza nazwa od szosówki) o wiele bliżej do mieszczucha niż typowemu, z bliżej nieokreślonej przyczyny popularnemu w miastach, rowerowi górskiemu. I to głównie z myślą o tych rowerach powinno się budować drogi rowerowe, a potrzeby rowerów bardziej wymagających - kolarek, poziomek, ... - uwzględniać, jeśli nie generuje to sporo większych kosztów i problemów.
15.
21 marca 2011, 00:12:07
Z tego co pamiętam, z prezentacji MdR. To rowerzysta na kostce zużywa ok 40% więcej energii niż na asfalcie.
Co do mitu, iż rowerzysta powinien jeździć to drogach na rowerów. To nie prawda. Przykładowo Berlin który ma też wysoką komunikację rowerową, posiada tylko 2x lepszy wskaźnik ilość DDR/układ drogowy miasta. Czy to oznacza iż w Krakowie jeździ się ciut gorzej niż w Berlinie? Nie, prawdziwym sprzymierzeńcem rowerzystów są strefy TEMP 30, (ok 80-90% układu drogowe Berlina). Gdzie rowerzysta i samochód są równo uprawnionymi uczestnikami ruchu np pod względem prędkości.
16.
21 marca 2011, 08:42:03
@legalnycyklista
bq. z bliżej nieokreślonej przyczyny popularnemu w miastach, rowerowi górskiemu
Przyczyna popularności górali jest prosta - nawierzchnia.
Podejrzewam, że ludzie inaczej by patrzyli na kwestię jazdy rowerem do pracy, czy na zakupy, gdyby dało się jeździć na holendrach.
Taki rower pozwala siedzieć prosto - opór powietrza większy, ale wygoda też. Ma pełne błotniki i zasłonięty łańcuch, co znacząco obniża ryzyko ubrudzenia się. A do tego ma bagażnik i/lub koszyk na zakupy i służbową walizkę.
17.
21 marca 2011, 08:46:21
Nie zapominajmy też, że dla wielu ludzi rower to jednak przede wszystkim sprzęt rekreacyjny, a dojazd do pracy czy szkoły to przy okazji. Jak dla mnie idealną rekreacje zapewnia „góral” (właściwie rower trekkingowy, z lekkim wskazaniem na górala), bo można tym jeździć i po szosie i po wertepach.
Do pracy mam za blisko, żeby rowerem jechać, ale często przez miasto przejeżdżam… i głupio myśleć, że jestem przez „oświeconych” uważany za dziwaka, bo jadę ulicą „góralem”, a ani jakimś holenderskim cackiem… ;-)
18.
21 marca 2011, 11:13:57
Rower typu 'górski' między innymi dlatego jest popularny, że jest popularny. Zwykle tańszy niż jakakolwiek szosa/miejski/trekking.
Jeżdżenie z 6BAR w oponie jest ergonomiczne.
Nawierzchnia dróg rowerowych i jej wpływ na zdrowie i bezpieczeństwo rowerzystów - badania Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, Bruel & Kjaer i PAN, badania polegały na jeździe składakiem (coś jakby Wigry), efekt: kostka jest szkodliwa.
http://zm.org.pl/download/prezentacje/0911-standardy-wibracje.pdf
19.
21 marca 2011, 11:26:07
Co do nawierzchni to jest taki jeden element, który powoduje że rowerem miejskim może się po dziurach jechać przyjemniej niż "góralem" - siodełko na sprężynach! A że w pozycji wyprostowanej większa część rowerzysty opiera się na siodełku niż na kierownicy (jak w mtb), to ma to naprawdę znaczenie. A stalowy widelec, stalowa długa kierownica dodatkowo znacznie zmniejszają drgania przenoszone na ręce. "Alusy" może i są fajne bo lekkie, ale niefajne bo sztywne.
W warszawie przychodzą mi na myśl dwie dość popularne niedzielnie trasy -> kampinos, -> kabaty - we obu tych kierunkach da się spokojnie i przyjemnie jechać rowerem miejskim, a do pokonywania nierówności niedzielnemu cykliście wystarczą przerzutki - choćby 3, w piaście. Jeśli np. 10% jego trasy stanowi las to może zastosować opony z nieco większym bieżnikiem. Na szczęście coraz więcej widzę mieszczuchów, niekoniecznie w formie holenderskich cacek. Jeśli mam do wyboru jechać 90% trasy na niewygodnym góralu bez potrzeby lub 10% trasy z nieco większym oporem to wybieram opcję 0,1.
A za dziwaków uważam głównie ludzi, którzy ubierają się w swe piękne obcisłe wdzianka, wsiadają na swoją szosową / górską rakietę po ówczesnym godzinnym pucowaniu i... ładują się z nimi na chodnik. Ogólnie nie lubię rowerzystów na chodniku tak jak pieszych na drodze dla rowerów, ale Ci próbujący udawać profesjonalnych irytują mnie o wiele bardziej (: Jeśli chcesz jeździć góralem po mieście - nie przeszkadza mi to, uważam jedynie iż przy projektowaniu drogi dla rowerów nie powinieneś być podstawą do określenia parametrów tej drogi.
Jest jeszcze jeden mocny plus mieszczucha - bezobsługowość. Rower z hamulcem torpedo i przerzutką w piaście wymaga w ciągu roku smarowania łańcucha i pompowania dętek. Jeśli ma pełną osłonę na łańcuch to znacząco ogranicza się też kwestię smarowania. Żadnych linek, klocków, regulacji manetek etcetera bomba.
20.
21 marca 2011, 11:43:14
Pragnę zauważyć, że rower jako środek transportu (nie jako rekreacja) jest zauważany właściwie od niedawna i wiele firm nie wie jakie są potrzeby pracowników i przez to nie ma przygotowanych miejsc, do których można by wprowadzić rowery. Na chwilę obecną jest to dopiero uświadamiane, że może być alternatywna komunikacja w miastach.
Ale zmienia się podejście do tego problemu. Przykładowo w okresie letnim zarządcy Galerii Malta w POznaniu zorganizowali (chyba po raz pierwszy w zeszllym roku) bezpłatny i strzeżony parking rowerowy dla swoich klientów - zamontowali ramy parkingowe, umiejscowili ochroniarza ze stolikiem, wyposażonym z zabezpieczeniem u-lockiem do wypożyczenia za darmo - jedyny warunek to dokument potwierdzajacy naszą tożsamość. Uwaza ze to był przepiękny pomysł, zwłaszcza ze Malta jest największym terenem rekreacyjnym w Poznaniu, gdzie można pojezdzić na rolkach, pospacerować i też rowerkiem śmigać (choć należy uważać na dzieci...).
Natomiast wciąż brakuje dobrych i bezpieccznych parkingów w dużych miastach, gdzie można by zostawić rowery bez ryzyka utraty.
Inny problem to brak prysznica w miejscach pracy.
@ISS:
Miałem okazję pojezdzić po Trójmieście (w zasadzie Gdańsk i Sopot) i faktycznie są to świetnie przygotowane ścieżki rowerowe i są też łączniki, przez co przyjemność jazdy po mieście jest o wiele większa. I też można spotkać się z takimi, o których piszesz jako "kawałek tu kawałek tam". W moim mieście nie ma tego problemu, gdzyż przebiega tylko jedna ścieżka, którą w zeszlym roku spierdolili.
Niestety zauważam, że rower na wsiach jest traktowany jako coś gorszego, jako symbol biedy, że kogoś najzwyczajniej nie stać na samochód - tak się porobiło, że więcej aut widzę pod kościołem niż ludzi i co gorsza, ludzie mając 300-400m do sklepu wolą podjechać autem z głośną muzyką...
21.
21 marca 2011, 11:55:45
Nie tylko na wsiach - "Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeździć" - Marek Woś, rzecznik prasowy ZDM.
22.
21 marca 2011, 13:06:06
Iss a zgadza się, znam ten cytat ;-) Są ludzie i parapety, nie moja wina ze przewaga tego drugiego urzęduje na ważnych stanowiskach
23.
21 marca 2011, 17:29:16
Cieszę się że tak fanie tu dyskutujecie, zabieram się za nadrabianie zaległości.
Efektem tego wpisu jest zainteresowanie "oficera rowerowego"(w Łodzi ostatnio brać rowerowa doczekała się wziętego z rowerowej społeczności człowieka który doradza prezydentowi) i przekazanie uwag do właścicieli biurowca. Zobaczymy czy coś się zmieni w temacie, byc może właściciele będę mieli wpływ na swojego pracownika i jak to mówią, "zmięknie rura". Oby
24.
21 marca 2011, 18:04:14
Widocznie obracasz się w jakimś półświadku. MSPANC.
Dodaj komentarz: