Jak wzywałem karetkę pogotowia w Łodzi i nie zadziałało.
Jedziesz rowerem w środku jednego z największych miast w Polsce, nagle dzieje się ci się coś niedobrego, masz przeraźliwy ból głowy, płytki i nierówny oddech, łapie Cię "delirium", cały dygoczesz. Nie licz na pogotowie, bo nie przyjedzie. Jeżeli nie upadłeś, nie leżysz zakrwawiony, nie licz na pomoc. Prędzej otrzyma ją "lump zapity w trupa w parku" niż Ty, który płacisz podatki*.

Jak działa pogotowie w Łodzi na przykładzie przyszpitalnego punktu pogotowia w szpitalu im Barlickiego
Odprowadzając co miesiąc daninę, w postaci różnicy między wynagrodzeniem brutto i netto spodziewam się, że w chwili zagrożenia instytucje, które służą ratowaniu życia obywateli i są dotowane z moich podatków ** staną na wysokości zadania i zareagują szybko. Niestety tak się nie dzieje.
Można mi zarzucić, że jako obywatel pokładam zbyt wielka ufność w mechanizmy państwa i w działanie odpowiednich służb, ale czy nie mam prawa tego wymagać, czyż nie płacę podatków, czyż nie kupuję towarów obłożonych podatkami.
Gdy widzę, że ktoś bliski cierpi, a odpowiednie służby medyczne nie są w stanie zareagować to bierze człowieka taka żałość i wkurw jednocześnie, że ciężko się pogodzić, że taka sytuacja jest finansowana z mojej kieszeni.
Ciekawi Cię jak działa łódzkie pogotowie, przeczytaj cały wpis. Może to przypadek jednostkowy ale rzuca jakieś światło na działanie służb medycznych.
Foto by Till Krech, CC
Upał, wysiłek na rowerze i rozsadzający ból głowy.
Całość zaczyna się od umiarkowanie szybkiej jazdy na rowerze, potem 20 minut odpoczynku i dalsza jazda na rowerze w tempie ślimaczym, zero wysiłku. Jednak w połowie trasy Łódzkiej Masy Krytycznej koleżanka źle się poczuła, usiedliśmy na chwile rowerzyści pojechali a u niej lawinowo narastał ból. Niby migrenowy, ale taki, że ledwo na nogach stała, zaburzenia w widzeniu, delirium, dużo drgawek, nierówny oddech. Było widać, że jest źle. Bardzo źle, zaaplikowany Ibuprom i zimna cola jako okład nie pomagały. Brak omdleń, ale motoryka utrudniona po 10 minutach zapadła decyzja, że potrzebna jest pomoc lekarza, bo to nie jest zwykła migrena. Zatem dzwonie.
Kiedy przyjedzie karetka?
Dzwonię na 999 opisuje objawy najpierw pada propozycja, że blisko jest szpital im. Barlickiego a w nim przyszpitalny punkt pogotowia i czy możemy tam dojść. Odmawiam mówiąc, że koleżanka ledwo siedzi i nie jest w stanie się ruszyć, że zapewne zaraz pojawią się wymioty, że leży na ławce i nie może się ruszyć. Pani chce rozmawiać z chorym, podaje słuchawkę i widzę jak dziewczyna ledwo składa zdania. Potwierdziła przyjęcie zgłoszenia i kazała czekać. Tu wkurzyłem się już pierwszy raz, czekać, ale ile.
Nie powiedziała, a znajoma najwyraźniej nie była w stanie doprecyzować. Dzwonie jeszcze raz i mówię, że przed chwilą było zgłoszenie na Plac Dąbrowskiego i chciałem doprecyzować za ile będzie ta karetka.
A pani, że ona nie wie, będzie jak dojedzie, więc pytam czy wysłała już ją, czy trzeba czekać aż wyjedzie. Ona nie wie, więc tłumaczę, że zależy mi na czasie, bo człowiek ma taki ból głowy, że nie wie co się z nim dzieje, że jest dla mnie istotna informacja, kiedy fizycznie wyjedzie karetka, czy są wolne jakieś. A Pani z zadziwiającą szczerością, że ona nie ma takich informacji. Tłumacze dalej, że jeżeli ma wyjechać dopiero za 20 min, to ja dziękuję, schłodzę znajomą bardziej i może się uda na to pogotowie dojechać taksówką. pani dalej nie wiedziała, więc zrezygnowałem i powiedziałem, że sam dowiozę, odcinek 2 km to niedaleko.
W międzyczasie dzwoniłem już na Taxi 919 i w ciągu 2 minut była już taksówka, znajomą zapakowałam do taksówki poprosiłem pana o kurs na pogotowie i bardzo sprawnie zawiózł poszkodowaną, podjechał pod same drzwi. Fajnie, że są tacy przytomni ludzie.
Sam poszedłem zabezpieczyć nasze rowery i kolejną taksówką pojechałem na pogotowie. Licząc w sumie, że tam (różnica jakieś 20 minut) zrobili już jakieś badania.
To były niestety płonne nadzieje.
Jak działa izba przyjęć na pogotowiu.
Tak jak zaznaczyłem wcześniej to był przyszpitalny punkt pogotowia, nie wiem czym to się różni od pogotowia, ale skoro dyspozytorka z 999 kieruje mnie tam, to znaczy, że tam mam się udać.
Wchodzę i co widzę, znajoma czeka razem z innymi ludźmi na przyjęcie, oczywiście najpierw poproszono ją o wypełnienie kwitków tak jakby przyszła z zadrapaniem. Uwierzcie, wyglądała bladosino ogólnie makabra, do tego dalej ból głowy ( czyli Ibuprom nie działa) delirium i płytki oddech. pielęgniarka oraz przyjmująca zgłoszenia i trzech lekarzy kręci się po małej dyżurce bez ładu i składu.
Pytam znajomej czy coś jej dali, na co czeka, a ona, że wypełniła papiery i czeka na swoją kolej.
Wkurwiłem się, bo to nie można nazwać zezłoszczeniem. Człowiek całe życie leczy się w prywatnych przychodniach, płaci podatki i nie obciąża kasy służby zdrowia, a w chwili kiedy potrzebna pomoc to musi czekać. Czuje się zrobiony w bambuko przez tych którzy mówią, że podatki trzeba płacić, bo jak coś Ci się stanie to możesz wezwać pogotowie, lekarze Ci pomogą, zrobią operacje etc. Zupełnie inaczej wygląda to gdy stykasz się z problemem i widzisz, że znikąd pomocy ... Masz wrażenie, że ktoś zrobił Cię w bongo i bawi się za Twoją kasę ...
Wkurzony podchodzę do okienka i grzecznie pytam czy ktoś może się zająć koleżanką z bólem głowy, bo widzę jak cierpi a siedzi tu już 40 minut. Starsza ordynarna pani, stwierdziła, że zajmą się w kolejności i jak będą lekarze. Dopytuję więc - chce mi Pani powiedzieć, że na pogotowiu nie ma lekarzy - no są, ale są zajęci. No i wie Pan jest kolejka. Staram się wyjaśnić babie absurdalność jej argumentacji, że tu człowiek cierpi, po innych nie widać by zwijali się z bólu. Nie docierało. Ot mało sympatyczna baba, która siedzi na posadzie i ma wszystko w dupie.
Rzuciłem kilka kurew pod nosem, komentując stan służby zdrowia i to że bawią się za moją kasę. ...
W międzyczasie obserwuję co robią lekarze, otóż siedząc na dyżurce wklepują jakieś dane pacjentów do komputera, pielęgniarka coś robi a niesympatyczna baba siedzi i nic nie robi (nie wiem może ma dyżur telefoniczny). To w jaki sposób lekarze wpisują te dane woła o pomstę do nieba, może i uczyli się 6 lat na studiach, może i robili 2 lata specjalizacje, może mają po 10 lat doświadczenia, ale za cholerę nie potrafią szybko pisać i poruszać się po aplikacjach zainstalowanych na komputerze. Samo opisywanie trwa niejednokrotnie dłużej niż badanie pacjenta.
Do tego ściągawka z procedur, konsultacja czy w tym programie to wpisujemy najpierw tak, czy inaczej. Magiczne odkrycie, że klawisz Windows+L blokuje komputer i trzeba szukać tej karteczki, na której było hasło. Ludzie !!! ***
Wyglądało to tak jak kiedyś na Poczcie Polskiej jak zainstalowali jakieś oprogramowanie i w okienku stały trzy baby Krysia Basia i Zosia, każda coś wiedziała, ale żadna nie była w stanie wystukać czegoś w komputerze od początku do końca.
Rzucona soczysta kurwa, że od uczenia obsługi komputera to były studia, a teraz powinni się zająć opieką nad ludźmi, którzy potrzebują pomocy. Pomogło.
W końcu pan doktór ruszył dupę i mówi zapraszam panią z bólem głowy. Poszła, posadzili ją gdzieś i dalej czeka kolejne 10 minut. Dopiero odgłos wydostającej się zawartości z żołądka sprawił ze wszyscy raczyli podnieść dupę i się nią zająć. Wychodzi na to, że się tobą zajęto musisz puścić pawia.
Przychodzi po 5 minutach i mówi, że jest źle i ma podejrzenie, że ciśnienie podczaszkowe coś tam, coś tam i że niefajnie i że szkoda, że czekaliśmy tak długo z przyjściem na pogotowie. Myślałem, że mu jebnę, mówię, człowieku od chwili zajścia jesteśmy tu w ciągu 15 minut, to Wy czekacie 50 minut, żeby zrobić cokolwiek, zbadać, podać leki cokolwiek. Co za bezczelność, bo trzeba mieć wyjątkowy tupet, aby prawić kazanie o czasie przywiezienia chorego w sytuacji, gdy ma się chorego na pogotowiu, który wygląda jak trup i przez 40 minut nic z nim nie robić.
Opierdol podziałał wszyscy zebrali się na nogi nawet niesympatyczny babsztyl, zrobili tomografie jakieś badania i trzymali przez 4 godziny. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale niesmak pozostaje.
Bo jak tak działa każde pogotowie, to burdel tam jest nie do opisania. utwierdzam się w tym przekonaniu, tym bardziej że miałem kazje przez ponad 4 godziny słuchać i obserwować co robią i jak to robią.
Wrażenia:
- empatia na poziomie ujemnym,
- puszczenia pawia przyspiesza reakcje personelu medycznego
- grymas na twarzy zwijanie się z bólu i delikatne dopytywanie, kiedy jakiś lekarz raczy obejrzeć chorego nie skutkuje, trzeba puścić wiązankę kurew
- znajomość procedur tylko z kartką - niektórzy nie opanowali jeszcze sprawności szukania kartki,
- obsługa komputera na poziomie 70 latka, który stawia pierwsze kroki z komputerem w klubie seniora,
- lekarze powinni leczyć, a nie klepać dane, których zresztą wpisywać nie potrafią,
- jeżeli nie masz urwanej ręki, nie licz na szybką reakcję personelu
- jeżeli chcesz, żeby Cię przyjęto wcześniej, ubierz się jak lump, skrop się alkoholem, udawaj mdlejącego i poproś znajomych by wezwali karetkę lub straż miejską, wejdziesz bez kolejki bez wypisywania dokumentów
Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, a Wy macie jakieś doświadczenia z pogotowiem i szpitalnymi izbami przyjęć, bo może przesadzam z oceną może to jednostkowy przypadek. Z chęcią poczytam opinie, bo przyznam, że mam wielkiego stracha przed ewentualną kolejną wizytą w takim miejscu, oby nigdy nie było konieczne.
* zakładam, że lum raczący się tanim winem nie pracuje i nie dorzuca się do państwowej kasy.
** nie wnikam, jaki jest podział między moim brutto a netto i jak jest on dzielony, bo nie ja to dzielę.
*** od zawsze jestem zdania, że ludzie powinni obowiązkowo przechodzić testy komputerowe, i testy na myślenie, nie potrafisz prostych działań na komputerze, nie umiesz przy tym myśleć trudno - do kopania rowów (melioracja w tym kraju cierpi, dodatkowe ręce do pracy się przydadzą) nie każdy musi pracować w biurze przy komputerze. Żadna praca nie hańbi więc jak nie dajesz rady z obsługą komputera powinno się robić coś mniej skomplikowanego.
Wpis trafił na Wykop i tam też pojawiają się ciekawe komentarze o pogotowiu i o dziwo sa też pozytywne opinie.
W dzisiejszym Dzienniku Łódzkim też zrelacjonowano te historię, trochę skrócono - art "30 -latka za młoda na pogotowie"
Przeczytałeś tekst? Fajnie! Dzięki za czas który poświęciłeś. Podobało się? Kliknij więc Lubię to!
±

Komentarze do wpisu "Jak wzywałem karetkę pogotowia w Łodzi i nie zadziałało.":
1.
27 sierpnia 2011, 16:26:14
A czemu miałoby się tak dziać? O_o (hehe, "daninę", uśmiałem się ;p Trafne określenie.)
2.
27 sierpnia 2011, 16:29:32
Bo mamy rząd, mamy instytucje, mamy budżet, bo płącimy podatki. Tak wiem naiwne, ale po 33 latach gdy nigdy nie byłem w szpitalu na pogotowiu etc, mam chyba prawo wymagać, że gdy już tam trafię to ktoś ruszy dupę i przejmie się tym co mi dolega.
3.
27 sierpnia 2011, 16:30:49
??? A kto Ci powiedział, że masz takie prawo? PRzeczytaj co napisałeś. "Mamy rząd, mamy instytucje, mamy budżet". -> No więc właśnie dlatego nie masz takiego prawa i dlatego tak się nie dzieje. Tak, wiem że to kretyńskie.
4.
27 sierpnia 2011, 16:35:20
OK, przeczytalem cały wpis. Przykra sprawa. A najgorsze jest to ze nawet po takim zajściu, nawet taka osoba jak Ty (oburzona, ogarnięta, rozumiejąca swoje prawa i widząca kulejący system) nic nie zrobi. Nie wniesiesz żadnej kargi, nie napiszesz do gazety, do ministra.. Jedyne co zrobisz to tylko ten wpisa na blogu, którego (prawie) nikt nie przeczyta (to i tak dużo, większość osób nie zrobiło nawet tego). Szkoda tylko ze na tym wpisie się skończy.
5.
27 sierpnia 2011, 16:47:57
z tym nikt to się nie zgodzę, dorobiłem się sporej grupy stałych czytelników, fakt, wielu ludzi odpuszcza, ale dlatego że tych co wytykają palcami ułomności systemu uważa się za pieniaczy. Za takich co potrafią krytykować. Zobacz choćby środowisko lekarzy strajkuje kiedy walczy o swoje, czyli o kasę, o kasę dla siebie, nie o kasę na zabiegi, na reformy etc. Ok wiadomo kasa płaca w życiu b ważna, ale jak mi płaca nie odpowiada to się nie godzę na nią i nie przyjmuję tej pracy, gdy po jakimś czasie marudzenia że nie było podwyżki firma nic w tym zakresie nie robi, to mam odwagę na szukanie innej pracy. Głośno mówię o warunkach pracy o tym że czegoś nie ma i raportuję wyżej. mam wrażenie że tak samo jak w korporacjach nikt nie pisze maili wyżej że coś jest nie tak, że jesteśmy źle odbierani etc, tak samo się dzieje w służbie zdrowia czy administracji publicznej. Wszyscy wiedzą że jest źle ale nikt nie wie dlaczego, bo informacje nie płyną do góry. Owszem jedna informacja nic nie zmieni ale gdyby wszyscy się uskarżali i po jakims czasie rezygnowali to musiałoby dać do muyslenia. Wczorajszy epizod to ani nie brak kasy, ani nie przepracowanie pracowników, ot zła organizacja złe procedury i braki w wykształceniu i obsłudze urządzeń biurowych oraz brak empatii. Nieważne za ile pracują, bo jakby było im tam źle to by zmienili prace, ale nauczyli się że tak można, ze ludzie sa przyzwyczajeni na bylejakość i tak trwają.
Strach pomyśleć co by było gdyby to był jakiś zawał cokolwiek poważniejszego, coś gdzie minuty decydują np o niepełnosprawności, same badania pacjentów trwały dsłownie kilka minut czyli wywiad łącznie z osłuchaniem i odruchami, gros czasu to włąsnie klepanie do kompa.
6.
27 sierpnia 2011, 17:21:35
Generalnie zgodzę się z całą treścią posta, bo sam przeżyłem podobną sytuację. Chciałem tylko dodać jedno. Nie wiem, czy to jest jakiś odgórny przepis, czy tylko wytyczne kierownictwa pogotowia w Zielonej Górze, ale wyjazd karetek do osób nietrzeźwych jest zawsze płatny (o ile oczywiście powód wezwania karetki ma związek z alkoholem - czy to zatrucie, czy złamanie nogi po pijaku). Za taki wyjazd każdorazowo pobierana jest opłata i nie ma znaczenia to, czy ktoś jest ubezpieczony, czy nie.
7.
27 sierpnia 2011, 17:38:11
Proponuję poczytać o Porozumieniu Zielonogórskim- lekarze mogą próbować zamykać gabinety, ale wtedy pacjęci podnoszą larum oskarżając lekarzy o pazerność (a nie wiem czy zdają sobie sprawę z faktu, że każdy lekarz z własnego kontraktu z NFZ finansuje zlecane badania).
W dodatku mamy XXIw w związku z czym nie jest technologicznie możliwe żeby istniała ogólnopolska baza osób ubezpieczonych w NFZ... Chociaż może to i lepiej, bo w latach 70tych kiedy większość lekarzy zajmujących kierownicze stanowiska się szkoliła komputery programowało się dzirkaczem do papieru...
8.
27 sierpnia 2011, 17:47:48
Kiedyś wylądowałem na pogotowiu razem z pewnym panem... mieliśmy te same objawy, do tego w mieście była mała epidemia grypy żołądkowej.. niezbyt przyjemne ;) po pewnym czasie pielęgniarka zaczęła nas zbywać i wysyłać do pobliskiego miasta na pogotowie bo... ( i tu 10 wymówek ). Towarzysz zrezygnowany trzymając się za brzuch pobiegł chyba po pampersa albo prosto do toalety, ja się nie dałem i zagroziłem, że jeśli nie zostanę przyjęty to zrobię kupę na samym środku korytarza w przychodni, a kiedy będzie mnie wyprowadzać ochrona/policja zrobię jeszcze 10 innych po drodze ;) oczywiście pomogło i zaraz się znalazł lekarz...
9.
27 sierpnia 2011, 17:59:22
To teraz ja, o kondycji społeczeństwa w kontekście podobnej sytuacji: jadę sobie na rowerze, potrąca mnie babsko, ląduję z impetem na środku ruchliwej ulicy. I tu popełniam błąd, bo wstaję i schodzę z ulicy o własnych siłach. W promieniu 15stu metrów 3 przystanki komunikacji miejskiej, pełno ludzi, bo rano i wszyscy jadą do pracy. Teraz zagadki: czy ktoś z gapiów wezwał policję?, czy ktoś z gapiów wezwał pogotowie? To oczywiście pytania retorycznie. Gdy doczłapałem się samodzielnie na pogotowie, przeżyłem coś podobnego, jak opisuje notka.
10.
27 sierpnia 2011, 18:10:43
IMHO wyjazd do nietrzeźwych nie zawsze jest płatny. Kiedyś, jak byłem miłą i z małym dzieckiem (parę m-cy) na spacerze (dziecko śpi w wózku), podchodzi do nas lump i bardzo grzecznie pyta, czy mam komórkę i czy mogę zadzwonić po pogotowie, bo kolega ma atak padaczki alkoholowej. I mówi, żeby podać na pogotowiu imię i nazwisko kolegi.
Dzwonię. Nakreślam sytuację. Pytania, jak wygląda ofiara. Mówię, że dokładnie nie widzę, bo ofiara leży kilkadziesiąt m dalej i większych ruchów nie wykazuje. No i po chwili takiej dość głupiej rozmowy mówię, że prosili o przekazanie nazwiska i że taki a taki. "A, to już wysyłam karetkę, stały pacjent". I byli po paru minutach. Chyba fałszywy alarm, bo jak odchodziliśmy, to ofiara wstawała z drobną pomocą sanitariuszy. Nie sądzę, by pobierali pieniądze, a na pewno nie było opcji, by je fizycznie ściągnąć (chyba, że w butelkach).
@Piotr Z tego pisania na blogu nic nie wynika. Nikt nie poniesie żadnych konsekwencji. Tak jak rząd ma w dupie krytykę w Internecie (niech sobie ludzie piszą, kto to czyta...) i reaguje tylko na wyjście na ulicę (to od razu widać na świecie), tak taki lekarz/pielęgniarka są bezkarni, dopóki nie złożysz oficjalnej skargi.
Kolega miał zbliżoną sytuację - problem z uchem, prawdopodobnie zatkanie. Generalnie praktycznie przestał słyszeć. Pierwszego dnia został spławiony w jednym miejscu (jakieś zapisy na nieludzko odległy termin), poszedł do drugiego (IIRC na dyżur) i na próbę spławienia (nie ma lekarza, proszę przyjść jutro, bla, bla, bla) grzecznie poprosił o odmowę udzielenia pomocy na piśmie. Było "no ale po co od razu w ten sposób?" i lekarz do obejrzenia sytuacji się momentalnie znalazł (ba, nawet udało mu się podać poprawne rozwiązanie problemu).
Jeszcze taka uwaga: prawdopodobnie podszedłeś do sprawy zbyt przytomnie - tak jak się czyta ten wpis, to można odnieść wrażenie, że chodzi po prostu o osobę z silnym bólem głowy, do której chcesz karetkę. I jeszcze sugerujesz, że jak trzeba, to weźmiesz taksówkę. Też bym pewnie miał obiekcje co do wysłania karetki.
Co do "boli" - czemu miałby to być czynnik decydujący? Jeśli nie ma zagrożenia życia i przeprowadzonej diagnostyki, kolejka jest OK. Przy zmianie stanu (z ból głowy na wymioty) zareagowali...
Trochę szkoda, że jednak nie przyjechała karetka - oni tam podstawową diagnostykę robią AFAIK (odruchy, ciśnienie itp.) i są w stanie wrzucić bezpośrednio wyżej od razu, więc paradoksalnie mogło być szybciej.
W pełni rozumiem oburzenie, ale miej też na względzie, że to co dla nas jest nie cierpiącym zwłoki przypadkiem, to dla nich po prostu kolejna, rutynowa interwencja. I nie bardzo jest miejsce na empatię, bo się wykończysz. I przyjęcie kogoś wcześniej, to też przyjęcie kogoś innego później. A może być to pacjent z niebolesnym krwotokiem wewnętrznym...
11.
27 sierpnia 2011, 18:27:43
Mnie to co opisałeś nie dziwi. Widziałam taką sytuację kiedyś, byłam z dzieckiem na pogotowiu w sumie dwa razy, nic zagrażającego życiu na szczęście, widziałam jak to działa. Powoli, a najważniejsze jest ubezpieczenie.
Wszędzie są komputery, pełno elektroniki, drogie urządzenia, a NFZ nie potrafi kupić sobie bazy danych ubezpieczonych. Jestem zatrudniona i składki są odprowadzone, a muszę pilnować jakiejś legitymacji.
12.
27 sierpnia 2011, 18:51:22
@CCynthia a wiesz co CI powiem, w czasie gdy tam siedziałem i przychodziły różne osoby a to staruszkę przywieźli a to jakis starszy pan, a to młodzieniec w usztywniającym czymś wszyscy dostawali kwit wypełnić i czekać, przyjechało ratownictwo medyczne z "pijanym z transportu" cokolwiek w żargonie to znaczy i koleś idący na własnych nogach jadący alkoholem został przyjęty od razu. Lekarze tylko dopytywali czy ma jakiś dokument ...
Rozumeim ze kwity sa potrzebne, że ktoś kogo coś umiarkowanie boli moze poczekać, ale przecież ktoś kogo coś boli w miarę mało nie jedzie na pogotowie ...
13.
27 sierpnia 2011, 19:04:38
Był kiedyś taki dowcip:
"Wczoraj w nocy Łódzkie pogotowie uratowało staruszkowi życie. Nie przyjechali do wezwania."
Ciesz się, że nie przyjechali, bo koleżanka mogła dostać pawulon.
14.
27 sierpnia 2011, 19:06:12
@rozie tak na szybko, co do punktu o przytomności. Ból był ie do zniesienia, twarda sztuka z koleżanki wymioty były też wcześniej, jakby się dało ją doprowadzić do taksówki wcześniej, to byśmy skorzystali z tej opcji. Wiesz zdaje sobie sprawę że postrzeganie sytuacji zależy od punktu widzenia.
A nie było tak różowo skoro trzymali nas grubo ponad 4 godziny, w ruch poszły kroplówki tomografy i inne bajery ... Na szczęście pojawił się też młody neurolog, pierwszy dzień na dyżurze (jak to Pani stwierdziła kiedyś muszą się uczyć) i widać że jemu się chciało ... i ruszyło trochę z kopyta ...
Żeby nie było że podchodzę bardzo subiektywnie i tylko mój przypadek najważniejszy ... Był też pan który spadł z rusztowania, uderzył się w głowę, plecy pokaleczone. Lekarz nie chciał nawet z nim gadać, przez szybę wywiad, o której to się stało, (minęło 8 godzin) i tekst nic panu nie będzie.
Dopiero po reakcji syna i opierdolu że nie po to tu przyszli ( nie było już kolejki - bawili sie papierami tylko) żeby im ktoś powiedział że rany przemywać wodą utlenioną. A z opowiadania wynikało ze facet spadł z rusztowania i dość mocno się pokiereszował i walną głową, badanie trwało z 4 minuty, wszedł do gabinetu i wyszedł, nawet osłuchiwania nie było bo wchodził ponownie pokazać plecy.
15.
27 sierpnia 2011, 19:34:07
"ale przecież ktoś kogo coś boli w miarę mało nie jedzie na pogotowie" - zdziwiłbyś się. Już pomijam starszych ludzi z - IMHO - odchyleniami, którzy wprost mieszkają w przychodniach i chodzą do lekarzy chyba pogadać i spotkać się z im podobnymi...
Człowiek z rusztowania - jak przez 8h nie miał objawów wstrząsu mózgu, złamań, nie krwawi itp., to w sumie co robił na pogotowiu? Jasne, gdyby coś się działo, to RTG głowy itp. No dobrze, w przypadku przyjęcia przysługuje mu przeciwtężcowy z automatu. ;-) Pogotowie jest od stanów zagrożenia życia i innych pilnych. Jeśli nagle zaczną robić po czymś takim RTG, tomografię, pełne badania, to ludzie z wszystkim zaczną się zgłaszać. Bo po co czekać do następnego dnia i iść do rodzinnego, skoro można na pogotowie...
16.
27 sierpnia 2011, 19:44:23
Miesiąc albo dwa temu to było: miałem zapalenie ucha wewnętrznego. Ból jaki to jest - ogólnie wiadomo. Pojechałem na 21:30 na Banacha w Warszawie na ostry dyżur laryngologiczny. Stanąłem w kolejce po numerek. 22:00 odebrałem numerek, mam czekać, ból cały czas bardzo mocny. Mijał czas i proszono kolejne numerki, czasem po kilka osób. Lekarzy na dyżurze wcześniej było chyba trzech, potem pozostało dwóch. Mija godzina 1:00 (tak! 1:00 w nocy) i w końcu wchodzi osoba z numerkiem przede mną. Ból cały czas nie do zniesienia. Cieszę się w duchu, że zaraz wejdę i coś mi pomogą. Mija 3:30, mojego numerka nikt nie prosi. W poczekalni ustawiło się kilkanaście osób za mną, niektórzy kwiczą z bólu. 4:00 jestem proszony do środka, do lekarza. Młody chłopak lekarz uczy starszą panią lekarz jak postępować z przypadkami, również na moim przykładzie, wszystko tłumaczy, wszystko sprawdza, ona notuje i burka, że zrozumiała każde słowo młodego człowieka. Dziesięć minut później mam receptę na antybiotyk i lekko przeczyszczone ucho. Ból zmalał, będę zdrowy. Te godziny które czekałem od 22:00 do 4:00 były wypełnione nagłymi przypadkami które musiały być "obsłużone" od razu. O 5:00 dotarłem do domu z pomocą kumpla i poszedłem spać. Następnego dnia kilka obowiązkowych rzeczy które miałem do wykonania przepadły.
17.
27 sierpnia 2011, 20:06:47
no cóż.. moja koleżanka wymiotowała krwią.. i kiedy przyjechało pogotowie - nie przyjechało, trzebabyło samemu jechać, i czekać w swojej kolejce.. zgadniesz ile?.. od czasu kiedy przyjechaliśmy do czasu przyjęcia minęło ledwie około 5 godzin...
18.
27 sierpnia 2011, 20:30:23
Cześć, prowadzę forum OceńŁódź. Chodzi w nim o to, co właśnie robisz. Oceniasz nasze miasto Łódź.
Jakbyś chciał napisać kilka ocen Łodzi to wpadnij na forum. Miło byłoby, jakbyś po prostu wpadł na forum i rzucił info o swoim blogu bo jest bardzo ciekawy. Pozdrawiam
www.ocenlodz.pl
19.
27 sierpnia 2011, 20:32:02
witam,
ja również miałem nieprzyjemną przygodę z publiczną służbą "zdrowia". Po 6h bardzo silnego bólu brzucha i kilku omdleniach, pojechałem na ostry dyżur, gdzie kobieta oznajmiła mnie, że nie przyjmą mnie bez skierowania (była wtedy niedziela). Powiedziałem jej co myślę o publicznej służbie zdrowia i wtedy z łaską mnie przyjęła, ale zemściła się za to przy pobieraniu krwi.
Do mojej Ś.P. sąsiadki pogotowie jechało 2h, po czym lekaże stwierdzili, że to koniec i jakby zgłosili godzinę wcześniej to by ją odratowali...
20.
27 sierpnia 2011, 20:33:50
A jeszcze jeden aspekt podczas moich obserwacji. W poczekalni było raptem 5-8 osób jak już zabierano szedł na izbę przyjęć pomieszczenie obok, a rodzina lub ktoś kto eskortował chorego czekali.
Rozmowy lekarzy z personelem medycznym, ochrona danych osobowych i tajemnica lekarska to kpina. Wiem że Pani Iksińska miała zapalenie przewodu moczowego, staruszka Pani jakaś tam martwice lewej nogi itp. Nie, nie wsłuchiwałem się siedziałem czytałem RSS, czytałem newsy by sie nie denerwować, w sumie nic nie zrobię z taką wiedzą, ale chciałbym też jakiegoś poszanowania tego co mi dolega, nie wszyscy muszą o tym wiedzieć.
21.
27 sierpnia 2011, 20:47:35
Witam
Łódzkie Pogotowie i przyszpitalne punkty to jest jedna wielka kpina. Ludzi tam pracujących z miejsca powinno sie oskarżyć o narażenie życia człowieka. Maja wywieszoną karteczkę że czas oczekiwania do 5h, i mają to w dupie. W moim przypadku sytuacja wyglądała tak że w szpitalu Barlickiego byłem od godziny 22 do 3, najbardziej wku... mnie fakt ze istota tam obsługująca o godzinie 2.45 zadzwoniła do dyżurującego lekarza z tekstem - Panie doktorze czy może Pan już zejść bo kolejka sie uzbierała. Moja rada zawsze wzywajcie Pogotowie i niech ono was wiezie kit że ktoś może inny potrzebować, ale osoby przywiezione przez kareke mają zawsze pierwszeństwo następne są osoby które sie zgłoszą bezposrednio do szpitalnego punktu pomocy, a jak już niedajboże dostaliście skierowanie do szpitala z nocnej pomocy to wezcie ze sobą dyktafon kamerę i laptopa żeby ten cyrk nagrac i nie zanudzić się przez 5h.
22.
27 sierpnia 2011, 21:18:04
Miałem niemiłe doświadczenie w szpitalu. Leżał tam mój dziadek - nie mógł się ruszać, a tępe babsztyle-pielęgniarki siedziały w dyżurce i oglądały "Jaka to melodia". Trzeba było iść do nich, aby łaskawie się nim zajęły. Kiedy zmarł a one zaczęły traktować go jak worek ziemniaków już nie wytrzymałem i musiałem im ostro zwrócić uwagę - dopiero to pomaga. Nigdy tego nie zrozumiem - jeśli komuś nie podoba się praca w służbie zdrowia, narzeka że za mało zarabia itp. to niech tam do cholery nie idzie pracować tylko poszuka sobie innej pracy! Praca w służbie zdrowia ma sens jedynie wówczas jeśli jest z powołania. Mam nadzieję, że dożyję czasów kiedy zrobi się w końcu z tym porządek.
23.
27 sierpnia 2011, 21:54:31
@Piortr: Jeszcze raz, bo nie dość wyraźnie było chyba. Gorzkie żale tutaj nic nie pomogą, nie wniosą, nie zmienią. Jeśli uważasz, że postępowanie było nie OK, to po prostu złóż formalną skargę. Przynajmniej sprawcy trochę ciśnienia poczują. Przy odrobinie szczęścia - może ktoś się zainteresuje i coś się zmieni.
24.
27 sierpnia 2011, 22:09:55
Przeczytałem i lekko mnie skręciło. Jakbym tam był, to bym chyba to rozniósł.
25.
27 sierpnia 2011, 22:21:31
No stary współczuje, że mieliście okazje korzystać z tych usług mam nadzieje ze z Sylwią juz jest ok.
Według mnie to ktoś powinien złapać za jaja cały NFZ i inne powiązane instytucje i zmusić do poprawnego działania. Bo przecież nie chodzi o to żeby tam ludzie pracowali tylko żeby sprawnie pracowali i wykorzystywali wszystkie zasoby by przyśpieszać takie procesy jak opisałeś, o braku dobrego zarządzania nie wspomnę.
Jeśli masz posadkę i nie masz ani nagrody za wydajna pracę ani bata pod postacią np. zwolnienia z pracy, no to co Cię motywuje do pracy? Chęć pomocy innym? Bajka dla dzieci. Z Waszego przypadku wychodzi, że jeśli się wk***sz to też poprawia motywację.
26.
27 sierpnia 2011, 22:43:35
Powinna być kontrola jak w ZSRR.
27.
27 sierpnia 2011, 22:51:05
Kopanie rowów i tym podobne prace nie muszą być takie łatwe, jak ci się wydaje, kolego. Wiesz, czasem trzeba jednak znać kilka praw, wymagań i zasad. To nie tak, że kopiesz dziurę w ziemi jak ci się podoba i koniec. ;]
Faktycznie, współczuję, że trafiliście na kiepską obsługę. Może trzeba było innych oczekujących zapytać, czy przepuszczą ją w kolejce? Albo można było zacząć siać panikę, skoro jest blada i ma płytki oddech to może być... "O matko, wstrząs, bezpośredni stan zagrożenia życia! Ratujcie jej życie!" :P
28.
27 sierpnia 2011, 23:08:35
W kolejce było chłopak z usztywniaczem, jakaś Pani z drogami moczowymi i pan na konsultacje neurologiczną, nikt nie jęczał, ludzie spokojni. Ot procedury długo trwały i zamiast od razu prosić do izby przyjęć i choćby początkowe rozeznanie robić to bawili się w papiery.
Pod koniec mojej obecności przyszła Pani z bólem brzucha, ponoć wyrostek, zwijała się z bólu, czekała z 20 minut, dopiero gdy zaczęła wyć i osuwać się z ławki wtedy, doktor , zapraszam Panią z bólem brzucha.
Nikt nie mówi że praca fizyczna jest łatwa, posłużyłem się uogólnieniem, umówmy się że kopiąc rów można zrobić małą krzywdę nawet jak się nie potrafi, nie udzielając pomocy chorym, bo się nie potrafi szybko pisać jest o wiele bardziej szkodliwe.
Widzę że w kilku miejscach niektórzy "czepiają" się tego kopania rowów, żadna praca nie hańbi, zarówno robotnik, czy biurwa w ZUSie powinni myśleć i dobrze operować sprzętem powierzonym im do wykonywania pracy.
29.
27 sierpnia 2011, 23:08:45
Piotrek dobrze zrobił, że podzielił się swoim 'rozgoryczeniem' z obsługą. Problem nie leżał po stronie Piotra to dlaczego miał pytać ludzi o przepuszczenie czy siać panikę? Obsługa powinna być lepsza i tyle.
@passu idąc tym tropem ludzie z obsługi mają poczucie że to nie ich problem i mają Cie w dupie, jeśli zdarzy się kilka takich sytuacji (ktoś ich opi***y) to miejmy nadzieje że takie osoby coś poprawią w swojej pracy. U mnie jak klient był nie zadowolony z mojej winy to dowiadywałem się o tym i jeśli to była poważna sprawa to miałem poważną rozmowę, nie mowie tu o zwolnieniach, ale trzeba być po prostu odpowiedzialnym i tyle, a nie patrzeć jak Pani bladnie wypełniając papiery i zastanawiać czy może być jeszcze bardziej blada.
Ja to bym jeszcze skargę to tego skrobnął (pewnie to za wiele nie pomoże, ale jakby ludzie zaczęli odważać się takie skargi pisać, tylko uzasadnione, to może by ruszyli dupy), osobiście nienawidzę niekompetencji i braku odpowiedzialności
30.
27 sierpnia 2011, 23:09:48
Nikt nie spodziewał się Łódzkiego pogotowia!!!
BP, NMSP
31.
27 sierpnia 2011, 23:14:17
Zaczne od tego, ze tak jak dla osob bliskich stosunek do pacjenta jest emocjonalny, czasami silnie, tak dla lekarza to po prostu jest sztuka. Dla niego nie ma znaczenia czy komus przyszyje reke, porozmawia z babcia o zylakach, skieruje na badania, czy zaaplikuje lekarstwo.
Oczywiscie dla nas ubezpieczonych, logiczne jest ze placimy skladki, wiec mamy prawo domagac sie z tego tytulu nalezytego swiadczenia. Tylko ze nie jest to wcale takie logiczne dla drugiej strony. Przeciez oni podpisuja kontrakty z NFZ, a nie z nami, wiec my ich klientami nie jestesmy, dlaczego zatem mieliby nas traktowac w jakis szczegolny sposob? Bo powolanie? Smiech na sali, z powolania czlowiek wyrasta na studiach, pozniej jest rodzina do wykarmienia, a nie wzniosle bzdety.
Skladanie skarg jest bezcelowe, po prostu trzeba sobie wypracowac wlasne sposoby poruszania sie w systemie. Ci ktorzy zyli w PRL maja pod tym wzgledem lepiej, potrafia "rozczytac" meandry absurdu. Mlodsze pokolenie niestety sie gubi. Dla "pocieszenia" napisze, ze tak funkcjonuje opieka medyczna w calym kraju, wiec to nie jest jakis szczegolny przypadek szpitala z Lodzi.
32.
27 sierpnia 2011, 23:25:25
w sklepie z ciuchami jest lepsza obsługa bo Pani z obsługi od czasu do czasu podejdzie i zapyta czy w czymś nie pomóc, może i nie najlepsze porównanie, ale jestem bardziej zadowolony z obsługi w sklepach czy restauracjach niż z obsługi w szpitalach i ZUSach. A tam leci sporo kaski z mojej kieszeni, a sorki juz nie płace tego haraczu :) no ale jakiś czas temu płaciłem.
33.
27 sierpnia 2011, 23:51:11
Jacek każdy płaci Pan płaci i Pani płaci, może nie bezpośrednio, ale wiesz do czasu gdy Magda w PL to zawsze coś leci do kasy ...
34.
27 sierpnia 2011, 23:51:43
Wcięło długi i rzeczowy komentarz :/
Napiszę więc tylko pointę: w moim własnym przypadku przejście przez pogotowie (specjalista będzie w czwartek), prywatny gabinet (nie podejmuję się takich zabiegów) i szpital (dzisiaj ten oddział nieczynny) skończyło się trzygodzinną jazdą pociągiem do innego miasta. Do miasta mniejszego, nie rodzinnego, ale za to takiego, gdzie mam znajomą na chirurgii...
35.
28 sierpnia 2011, 00:42:53
@IRem via bot czy via przeglądarka, jakiś Error w szablonie, mogę coś zmienić, czy przeglądarka się wysypała ?
36.
28 sierpnia 2011, 01:46:46
Najpierw krótkie:
@IRem: zgadnij co dziś puścił Staszek na Polconie :)
@Piotr: To co pisał już rozie: Twój opis objawów (z pierwszego czytania) nie wskazywał na zagrożenie życia. Oczywiście nie mam przed sobą dokładnego transkryptu rozmów, ale podejrzewam, że kładłeś duży nacisk na ból głowy i pytanie o to czy taksówką nie będzie szybciej.
Na SOR przychodzą często ludzie bo ich coś boli (oczywiście zawsze niemiłosiernie/nie do wytrzymania/tak jeszcze ich nic nie bolało), a okazuje się, że po odczekaniu 5h i podaniu paracetamolu albo po prostu cukrowych kuleczek ból im przechodzi. Przychodzą ludzie z obtłuczeniami, które mogli opatrzyć sami, ale w aptece opatrunki kosztują (nawet powyżej 10zł może się uzbierać!). Przychodzą wreszcie ludzie, którzy się nudzą, ale nie mają nawet pomysłu na objawy (bo tak ogólnie się nie najlepiej czuję). SOR ma obowiązek udzielić medycznej pomocy lekarskiej każdemu (włącznie z obejrzeniem przez lekarza i powiedzeniem "panu przecież nic nie jest" - chociaż często skuteczniejsze jest "wypisanie recepty" na placebo). Czasem jest to rzeczywiście potrzebne (miałem kiedyś zainfekowaną ranę, z którą mogłem poczekać w kolejce na oczyszczenie i wypisanie antybiotyku, ale niekoniecznie poczekać 2 dni - weekend - na zobaczenie się z lekarzem POZ).
W Polsce (z tego co mi wiadomo) nie ma żadnych jednolitych procedur odsiewania bezpośrednich zagrożeń życia od bywalców z poprzedniego akapitu. W związku z tym, jedynymi osobami, którym ufa przysłowiowa "pani Krysia" są zespoły wyjazdowe karetek. Jeżeli ktoś taki powie, że trzeba kogoś obejrzeć natychmiast, to zostanie obejrzany natychmiast, bo miał okazję przeprowadzić wstępną diagnozę i nie będzie zmyślać. Przed wysłaniem karetki jest przeprowadzany przesiew (tj. zespół ratmed powinien być wysyłany tylko do sytuacji zagrożenia życia).
Rzeczy, na które dyspozytor najprawdopodobniej nie zwróci uwagi:
- bóle (choćby najmocniejsze wg. pacjenta)
- zasinienia
- odbarwienia
- opuchlizna
Objawy wskazujące na bezpośrednie zagrożenie życia (zbiór i podział mój, kompletnie laicki):
- udział w wypadku: jeżeli jest to wypadek drogowy i z opisu nie są znane żadne obajwy pacjentów, ale wiadomo, że np. "drzwi się zablokowały" to przynajmniej zgłaszający zostanie przepytany z tego co widzi
- oddechowo-krążeniowe: brak oddechu; zaburzenia rytmu oddechu - np. "łykanie powietrza", zaburzenia tętna, brak tętna (chociaż część osób nie potrafi poprawnie znaleźć tętnicy) itp.
- neurologiczne: brak czucia w kończynach, zaburzenia równowagi, zaburzenia mowy, bycie nieprzytomnym (wrzuciłem tutaj, chociaż przyczyny mogą być różne), brak kontroli nad kończynami/koordynacji (próbuje chodzić ale nie ma siły), brak wzroku/słuchu
- toksykologiczne: upił się i leży, jakoś tak się nie rusza, nie odpowiada... dlatego alkoholików po utracie przytomności nie wrzucają do kolejki
Powyższa wiedza wynika częściowo ze szkoleń, częściowo z rozmów przy piwie i nie musi ona być zgodna z rzeczywistością. Pozwoliłem sobie w związku z tym założyć temat na ratmed.pl: http://www.ratmed.pl/forum/viewtopic.php?f=58&t=8383
37.
28 sierpnia 2011, 02:06:53
Wypadek w pracy. Stalowy element spada w dół i rozcina mi przedramie. Wypadek w terenie. Tamuję krwotok i jade do gminnego osrodka zdrowia. Tam robia mi bez gadania i bez kolejki opartunek ale na szycie wysyłają do pobliskiego miasta. Za kwadrans jestem w przyszpitalnym SORze. Wchodzę do zabiegowego. Mówię o co chodzi, za dwie minuty już leże na stole ale lekarz szyje mi rane. Albo moje szczęście albo tak jest na codzień... Środek tygodnia, 14.30, Podkarpacie.
38.
28 sierpnia 2011, 08:04:26
mnie najbardziej wkurwiło jak z poważnym stłuczeniem głowy kazano mi podać aktualne RMUA, aby można było rozpocząć badanie rentgenowskie. idę na pogotowie oczekując na szybką pomoc, a tutaj, że muszą mieć papier, że pracodawca opłaca składki.
39.
28 sierpnia 2011, 09:32:43
Moj dziadek umarł bo bylam za młoda(14lat) i za głupia zeby po wezwaniu karetki i dotarciu na pogotowie puscic taka wiazanke
40.
28 sierpnia 2011, 09:33:38
teraz mam 29 lat
41.
28 sierpnia 2011, 10:01:17
"Skladanie skarg jest bezcelowe, po prostu trzeba sobie wypracowac wlasne sposoby poruszania sie w systemie. Ci ktorzy zyli w PRL maja pod tym wzgledem lepiej, potrafia "rozczytac" meandry absurdu. Mlodsze pokolenie niestety sie gubi."
No właśnie jak najbardziej jest celowe składanie skarg, żeby ten absurd wyprostować. To, że masz "sposób poruszania" nie gwarantuje, że zadziała on w innym mieście (albo jak będziesz nieprzytomną ofiarą). Poza tym, "sposób poruszania" promuje łapówkarstwo i naraża innych na utratę zdrowia i życia i jest bardzo daleki od "fair".
IMHO jak najbardziej formalna skarga. Przynajmniej się wyjaśni, czy postępowali OK (a niezależnie od tego po takiej kontroli może trochę bardziej się zaczną przykładać). Z tego co rozumiem, ostatecznie wszystko jest w porządku, więc ciężko oskarżać ich o błąd czy nieadekwatną pomoc. To tak cynicznie, po fakcie i na zimno.
42.
28 sierpnia 2011, 10:17:44
pisać skargi! i niczego nie odpuszczac. Jak Pilicja nie reaguje na zgłoszenie to pisać skragi. Nawet jak nie pomoże bezposrednio to przynajmniej im statystyka spadnie i będą się musieli bardziej postarac. Najgorszy jest brak reakcji, a niestety tak mamy, ze najpierw sie przez godzine denerwujemym, ze kolejka i nikt nic nie robi, ale jak juz nas przyjma, to jestesmy tacy zadowoleni ze zapominamy o wszystkim. Pisac skargi!
43.
28 sierpnia 2011, 11:54:19
@Piotr: Właściwie to pebkac, trochę zbyt zawiało i się palec omsknął ;)
44.
28 sierpnia 2011, 21:11:34
To jest tak, że lekarze z jednej strony są bezkarni, a z drugiej Państwo próbuje ich wykorzystać na maxa, przez "oszczędzanie" na Służbie Zdrowia. Liczba pacjentów do dziennego przyjęcia - niczym nieograniczona; ilość papierów do wypełnienia (w tym elektronicznych) - coraz większa; wyposażenie medyczne - przestarzałe i wyeksploatowane. No ale tak nikt jest w stanie pracować, więc niejako zamiast sensownych warunków pracy i płacy, Państwo gwarantuje lekarzom absolutną bezkarność, do możliwości pobierania kopert włącznie. To wszystko to ciężka patologia, ale... mało kto tak widzi tą sytuację.
45.
28 sierpnia 2011, 21:43:23
Miałam podobną sytuację z pogotowiem. Obudziłam się w nocy z nudnościami i bólem w klatce piersiowej. Nie tylko ja miałam te objawy, mój chłopak również. Oboje niemalże mdleliśmy. Zadzwoniliśmy na pogotowie z nadzieją, że jak najszybciej przyślą karetkę, ponieważ oboje traciliśmy już przytomność(ciemno przed oczami i te sprawy). Dyżurny przyjął zgłoszenie, ale przed wysłaniem karetki zaczął przeprowadzać z nami szczegółowy wywiad dopytując co jedliśmy dnia poprzedniego, co piliśmy, co robiliśmy itd. W tym czasie(ok 5min rozmowy) sami na tyle się ocuciliśmy, że zdenerwowani zrezygnowaliśmy z karetki(łaski bez), niestety objawy nie mijały, mieliśmy problemy z oddychaniem, jeszcze 2 razy dzwoniliśmy na pogotowie chcąc uzyskać pomoc i po jakiejś godzinie wsiedliśmy w taksówkę i podjechaliśmy pod szpital. Była to noc, więc w izbie przyjęć nie było nikogo, ale mimo to musieliśmy czekać dobre 10min. na rejestrację, oboje byliśmy sino-bladzi, chłopak już mdlał siedząc na krześle w oczekiwaniu na pomoc. Zabrano nas do gabinetu, pobrano krew, zbadano ciśnienie, szczegółowo wypytano(czy mamy gaz, co jedliśmy, piliśmy, aż 3 razy padło pytanie czy coś braliśmy?-nawet nie palimy papierosów- pielęgniarki najwidoczniej nie mogły uwierzyć, że może nam coś być nie z naszej winy), zrobiono ekg i prześwietlenie klatki piersiowej. Ostatecznie wylądowaliśmy na sali obserwacyjnej z kroplówką glukozy i soli fizjologicznej. W tym czasie lekarz nie pojawił się, by sprawdzić nasz stan. Leżeliśmy tam ponad 4h. Po kroplówkach było nam trochę lepiej, ale lekarz nadal nie przychodził, choć prosiliśmy o to 2 razy.W końcu zrezygnowani poprosiliśmy o wypis na własne żądanie. Ku naszemu zaskoczeniu lekarz nie przyszedł. Rozpoznanie na wypisie ze szpitala: nieżyt żołądka(zaznaczę, że nie mieliśmy wymiotów, ani biegunki, ani nawet boleści brzucha, a lekarz stawiający diagnozę nie widział nas na oczy).
Po tym wszystkim też zaczęłam się zastanawiać na co idą moje składki podatkowe, bo opieka zdrowotna w tym kraju to jakiś żart. Dodam tylko, że sytuacja miała miejsce w Krakowie.
46.
28 sierpnia 2011, 21:45:30
ja se kiedys renke zlamalem zanim pogotowie przyjechalo to jusz zdonzylem jom nastawic a ona sie zrosla tak czekalem na moscie na pogotowie ruwniutki miesionc
47.
28 sierpnia 2011, 22:54:10
Tak jak pisze Makdaam.
Dodatkowo - owszem, trzeba mieć sposoby na system, ale na nic jazda "sposobem" jeśli chodzi o zagrożenie życia. Wymagać i pisać skargi. Żale blogowe nie pomogą - może uświadomią innym, czego się można spodziewać. Mam niemały bagaż doświadczeń z pogotowiem z mało przyjemnych powodów.
Jeśli macie gorączkę to macie pełne prawo wezwać pogotowie. Zresztą w przypadku wystąpienia innych objawów, np tych jakie podał Makdaam również ALE:
Wiem, że to zabrzmi brutalnie, ale jeśli jesteście w stanie doczołgać się do taksówki czy czyjegoś samochodu - TAK BĘDZIE SZYBCIEJ. Jeśli natomiast boicie się/nie dacie rady to mówicie Pani przyjmującej zgłoszenie magiczne zdanie "Nie jestem w stanie dotransportować się/jakiejś osoby do szpitala".
Pamiętajcie, żeby nie czekać ze zgłoszeniem objawów do ostatniej chwili. Jeśli Wasz stan nagle się pogarsza i jest źle, ale wciąż liczycie, że "samo przejdzie" - zadzwońcie na pogotowie, przedstawcie się i powiedzcie, że nie chcecie wzywać karetki, ale chcielibyście się dowiedzieć co robić. To nic nie kosztuje, baba ma za zadanie ocenić Wasz stan, a jakby się pogorszyło i będziecie chcieli karetkę to mówcie, że już raz zgłaszaliście.
A teraz biurokracja - jeśli wzywacie pogotowie do domu lub jedziecie na nie z domu - przygotujcie dowód osobisty, informacje o ubezpieczeniu, studenci legitymację. Jeśli opiekujecie się dzieckiem do lat 18 wcześniej weźcie od mamy lub taty zgodę na ewentualne zabranie do szpitala i wykonanie zabiegów ratujących życie. Oni mają 6 godzin na rozpoczęcie pomocy a nie mogą nic zrobić (chyba, że dzieciak umiera) bez zgody rodzica. Po co maluch ma się męczyć kilka godzin zanim ściągniecie kogoś z pracy (a miałam taką sytuację - trzylatek z rozciętą główką na 5 cm - upadł na podwórku, sami przywieźliśmy go na pogotowie - lekarz nie mógł zaszyć główki dopóki nie przyjechała mama z sąsiedniego miasta).
Powodzenia
mk - druk RMUA możesz dostarczyć do 7 dni.
48.
29 sierpnia 2011, 07:27:44
Wiem od pewnego czasu że przywiezienie chorego do szpitala własnym środkiem transportu to największy grzech jaki można zrobić, pewnego razu mąż przywiózł prawie konającą z bólu kobietę, owa kobieta też czekała w kolejce na przyjęcie, po wszystkim jeden z sanitariuszy podszedł do męża i cicho powiedział: Panie nie przywoź pan nigdy chorego, dzwoń po karetkę co 2 minuty, jeśli tylko chory przyjedzie karetką to ma pierwszeństwo do wszystkich badań i to nim pierwszym muszą się zająć lekarze, a jeśli chory sam dotarł do szpitala to nic mu bardzo nie jest i będzie w stanie poczekać.
Tak na przyszłość dla życzliwych ludzi - nigdy nie zawoźcie chorego do szpitala, od tego są karetki.
49.
29 sierpnia 2011, 10:55:39
byłem w szpitalu 3 razy w życiu (z tego raz nie w swojej sprawie), norma. Tzn. 3 razy to pamiętam, urodziłem się też w szpitalu ale to dawno było ;)
3 tygodnie temu zrobiłem błąd -- potrzebowałem tylko szycia i ewentualnie gipsu, mam wrażenie że powinienem obdzwonić jakieś swissmedy a nie jechać na pogotowie. Niestety tak nie zrobiłem -- 3,5 godziny czekania w kolejce, sęk w tym że było tylko kilka osób. Tempo pracy, w szczególności papierkowej -- załamujące.
Btw, w szpitalu wojewódzkim te leżanki gdzie człowieka badają i te gdzie go gipsują są za krótkie i za wąskie na przeciętnego faceta XD
@Luksus, niby oczywiste że ma być karetka ale czasem człowiek spanikuje bo nie chcą wysłać a nie wiadomo co się dzieje :> i tak źle i tak niedobrze...
Btw, jak to jest z tym alarmowym telefonem 112 ?
50.
29 sierpnia 2011, 10:58:20
Ratownik medyczny na szkoleniu przestrzegał, żeby nie dzwonić na 112. Odbiera strażak, wysłuchuje opowiastki, po czym jeśli to nie sprawa dla straży to forwarduje rozmowę na numer alarmowy pogotowia...
51.
29 sierpnia 2011, 15:50:37
Hmm... nigdy nie lubiłem lekarzy. Zawsze uważałem, że to szarlatani. W życiu byłem u lekarza z powodów innych niż morfologia 3 razy (dentystów nie liczę). Ze szpitalami miałem do czynienia 3 razy i za każdym razem byłem pod wrażeniem. Pierwszy raz gdy wyrżnąłem głową w beton i po trzech miesiącach zemdlałem. Karetka przyjechała z miasta wojewódzkiego. Drugi raz gdy znalazłem człowieka na schodach i z ucha ciekła mu krew. Karetka przyjechała po 10 minutach. Trzeci raz gdy miałem wypadek samochodowy. Karetka była zanim zdołałem zadzwonić do brata, że wszystko jest ok.
Współczuję tego co zaszło, ale może to tylko złe miejsce i zły czas?
52.
29 sierpnia 2011, 16:52:56
@a_patch, wiesz jak znajomy miał w terenie (na spływie kajakowym) pourazowy wylew (do mózgu) to karetka przyjechała szybko. Dużo szybciej niż w mieście wojewódzkim mimo kilkanaście razy większego dystansu (fakt faktem że ten wypadek miał miejsce ponad 10 lat temu, z failami zetknąłem się stosunkowo niedawno).
53.
29 sierpnia 2011, 18:27:41
Na 112 faktycznie jest strażak i faktycznie forwarduje, ale IMO działa to bdb (dzwoniłem parę razy) i odbierają szybciej niż na przykład 997. Dodatkowe 10-15 sekund nikogo nie zbawi (tyle trwa "mówi imię nazwisko, miejsce takie a takie, sprawa taka a taka"), a dzwonisz zawsze pod jeden numer, przy czym przy mniej typowych sprawach (np. niezabezpieczona studzienka) przełączą we właściwe miejsce, a nie zgadujesz sam.
54.
30 sierpnia 2011, 01:22:11
mialem zablokowany lokiec a proba ruchu w ktorals strone sprawiala olbrzymi bol, 1h czekalem na zapisanie, 3h w kolejce by dowiedziec sie ze mam w domu zrobic sobie zimny oklad i wziac srodki przeciwbolowe (do ch*ja juz to zrobilem!) a dopiero jak sie nie poprawi przyjsc (czekalem juz 2 dni na poprawe)
55.
30 sierpnia 2011, 08:50:03
O całej sprawie pisze też dzisiejszy Dziennik łódzki w artykule "30-latka za młoda na pogotowie"
56.
01 września 2011, 00:40:50
Cóż Piotrze. Znów muszę napisać "moje" słynne: ZNOWU ŁÓDŹ. Nie, w Poznaniu też nie jest idealnie, ale czytając Twój wpis czułem się jakbym czytał co najmniej Mrożka. Takie rzeczy przerastają przeciętnego mieszkańca Polski. Poza Łodzią chyba, niestety. Życzę jak najszybszego dojścia sytuacji do normy, wszystkim Łodzianom.
PS. Miło, że znów mogę śledzić komentarze przez bota... ;-)
57.
27 września 2011, 09:03:46
niestety rozumiem twoje oburzenie , swego czasu na pogotowie wędrowałam dość często, ogólnie jeden wielki koszmar. Traktowano mnie jak przedmiot ,mówiono do mnie bezosobowo typu .siada tu, oddycha głęboko itd. i jak by do pielęgniarek nie docierało że pewnych czynności wykonać nie parafię w danej chwili ze wzgledu na "uraz "ehh
58.
06 października 2011, 10:53:31
PISZCIE SKARGI DO NFZ ZE POGOTOWIE MA DŁUGI CZAS DOJAZDU!!!!
Jestem ratownikiem w państwowym pogotowiu w łodzi. Pracuje na zespole 2 osobowym na którym nie ma lekarza bo jak większość z was wie lekarze na karetkach przestali jeżdzić ok 3 lat temu bo im się nie opłacało. Chcałem zaapelować tak jak w tytule.. że jeżeli któreś z was ma jakiekolwiek pretensje dot. późnego dojechania na wizytę to jak najbardziej piszcie skargi do NFZ wojewody łódzkiego i innych władz. Może spowoduje to zwiększenie ilości zespołów wyjazdowych na dzielnicach. Wiele razy słyszałem wchodząc na wizytę "o Boże dłużej sie nie dało jechac?" - na to odpowiadam pani wie pani ja wizytę dostałem 6 minut temu, wiec jechałem do pani tylko 6 minut a nie moją winą jest to ze mamy tylko 4 karetki P na dzielnicy a ludzie wzywają do pierdół. Nie jest tak kolorowo - jak wam się wydaje ze my sobie lezymy i czekamy na wyjazd to jesteście w błedzie na dyzur wypada ok 10 wizyt wiec dużo i to właśnie z tego powodu że ludzie nie wzywają nas z powodu nagłego zagrożenia życia tylko właśnie z takiego powodu jak jakiś mało-rozssądny pan zaproponował aby się szybciej dostać do szpitala. Oby nie stać w kolejce, albo żeby Zenia widziała że mnie karetka zabiera a nie że jade sama i nie obniesie sie to echem po całym osiedlu. NIE MAM SOBIE NIC DO ZARZUCENIA JEZELI CHODZI O MOJA PRACE W KARETCE. Pamietajcie ludzie ze jedziemy do was wielokrotnie z narazeniem wlasnego zycia. A nie dlatego ze chcemy powariowac i postraszyc ludzi sygnalami na ulicach. PS: Dyspozytorzy na 999 mają kodyfikacje zgłoszeń od 1 do 4 ----1 nagłe (wypadki, zatrzymanie krązenia, nieprzytomny) 2 (zdarzenia w mcu publicznym: kościół, tramwaj, autobus, ulica. napady padaczkowe, lezy nieznany problem, duszność, napad astmy etc) 3 (bole różnego pochodzenia, brzuch, kl piersiowa - nie kojarzyc z dod objawami zwiazanymi z zawałem.) 4 (awarie zjazdy techniczne..... Dyspozytor ma bardzo niewdzieczna prace gdyz musi wiedziec z jakim kodem wysłac zespol RM, WIEC Pan AUTOR podajac info bole glowy zapewne poczekał by troszke na karetke i nie dlatego ze my nie potrafimy jeżdzić na wyższym biegu niz 2 tylko dlatego ze pani Zenia, Krysia, Zosia zgłosiła dusznośc, lub wygl przez okno zop pijaka ktory spi na lawce wiec dlatego bol glowy moze poczekac z kodem 3 , a dusznosc czy lezak juz z kodem 2 bedzie szybciej obsluzony,,, eh oczywiscie musze dodac z przekąsem ze lezak okaze sie faktycznie pacjentek ktorego przekazemy panom z SM do przewiezienia na wytrzeźwiałke a pani Zenia z dusznością okaże sie pania kl=tóra zapomniala przyjąc poranna dawke leków albo po prostu zgłosiła dusznośc bo usłyszała od koleżanki ze to dziala i pogotowie przyjedzie wypisać recepte na leki - choć sie tym nie zajmuje.
NIE LECZCIE SIE POGOTOWIEM TYLKO LEKARZEM REJONOWYM.
KARETKA TYLKO OD STANOW NAGLYCH
WTEDY NIKT NIE BEDZIE NARZEKAL
59.
06 października 2011, 11:01:48
aha do autora koleżanki nie złapało "delirium"
ponieważ delirium łapie po ciągach alkoholowych, "drgawek" tez nie miała ponieważ te objawiają się przy napadach epileptycznych.
Były to drżenia mięśniowe spowodowane bólem i zapewne delikatnym stanem nerwicowym zaistniałym w tej syt.
POZDRAWIAM
60.
22 stycznia 2012, 17:04:40
teraz ja o pogotowiu. w dniu 19-01-2012 mąż nagle upadł w kuchni,nie mogłam go podnieść.(maż 75 lat ja 70).zaczynam wzywac pogotowie tłumacze madrej co jest, ona prosi pacjęta mówię ze maz nie może,telefon w pokoju,maz lezy w kuchni.wiec żucam k-ą, prawie skutkuje.
mówię że to udar.przyjeżdża pogotowie, najpierw mi urządzają awanture dlaczego meza nie przeniosłam na łóżko,ja mam uszkodzony kregosluo.wiec sami męża dokładnie zawlekli na łóżko, i oczywiście pił pan wczoraj była libacja.dzisiaj pan poprawił.wpadłam w nerwy,
U NAS NIE PIJE SIE ALKOHOLU.A ON NA TO TO NIECH PANI WYJDZIE NA DWOR TO PANI POCZUJE ODÓR.Czyli powinnam doc mu w mordę.maz miał juz sztywna reke.darli się na męża.mąż się wystraszył.potem powiedzieli ze juz sie cofneło,podali captropil.ciśnienie wpisując zafalszowali na mniejsze.20-01-2012 mąż dostaje silny udar na lewą stronę, pogotowiu powiedziałam ze teraz to ja decyduje.dzsiaj stam mąż ma silny udar na lewą strone,reka noga
i uraz twarzy.prosze mi powiedziec co teraz
krystyna
Dodaj komentarz: