Jest zima i musi być zimno, śnieżno i ślisko. Ale czy musi być nielogicznie?
Aura zaskakuje drogowców co roku, można się do tego przyzwyczaić, bo i ponoć nie da się skutecznie zaplanować i minimalizować skutków zimy. A wszystko to, co mamy okazję obserwować na ulicach miast to syzyfowa praca i chęć pokazania społeczeństwu, że służby porządkowe coś robią. Jako potwierdzenie tego, że to tylko udana próba pokazania, że coś się robi, niech świadczy wygląd osiedlowych ulic i zwężenia jezdni na drogach dzielnicowych.
Czy to wszystko wina „drogowców”? Pewnie nie, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że w ich działaniach brak logiki, konsekwencji a czasem tak zwanego „chłopskiego rozumu”. Swoje znaczące 3 grosze dorzucają kierowcy, którzy parkują jak chcą, czym utrudniają proces oczyszczania ulic.
Metodologia odśnieżania na wsi.
Nie wszędzie jednak logika zawodzi, u mnie na wsi, kiedy włodarze zapomną o istnieniu lokalnych dróg (a zdarza im się to nagminnie), skupiając swoje działania li tylko na przelotowych. Chłop jeden z drugim zakładają pługi i spychacze do swoich ciągników i sami odśnieżają drogę, wspierani przez strażaków ochotników. O dziwo bez specjalistycznego sprzętu z GPS, soli drogowej etc. są w stanie udrożnić i oddać do dyspozycji całą szerokość jezdni, czyli dwa pasy jezdni. Owszem paraliżują ruch na drodze na niewielki czas, lecz każdy jest gotów poczekać te 30 minut czy godzinę, aż droga zostanie w pełni oczyszczona do czarnego asfaltu.
Tak robią ludzie na wsi, niewspomagani ciężkim sprzętem, na który jak każdy tankujący się zrzucają. Z czasem przejedzie gminna solarka, po tym jak upora się z drogami pierwszej kolejności odśnieżania. Oczywiście tu mowa o jednej kilku kilometrowej drodze prowadzącej przez wieś.
W kategorii
Łódź,
Miasta,
społecznościowe/polityczne,
życie na wsi