Jak wzywałem karetkę pogotowia w Łodzi i nie zadziałało.

Jedziesz rowerem w środku jednego z największych miast w Polsce, nagle dzieje się ci się coś niedobrego, masz przeraźliwy ból głowy, płytki i nierówny oddech, łapie Cię "delirium", cały dygoczesz. Nie licz na pogotowie, bo nie przyjedzie. Jeżeli nie upadłeś, nie leżysz zakrwawiony, nie licz na pomoc. Prędzej otrzyma ją "lump zapity w trupa w parku" niż Ty, który płacisz podatki*.

Pogotowie w Łodzi, przyszpitalny punkt pogotowia - szpital im Barlickiego
Jak działa pogotowie w Łodzi na przykładzie przyszpitalnego punktu pogotowia w szpitalu im Barlickiego


Odprowadzając co miesiąc daninę, w postaci różnicy między wynagrodzeniem brutto i netto spodziewam się, że w chwili zagrożenia instytucje, które służą ratowaniu życia obywateli i są dotowane z moich podatków ** staną na wysokości zadania i zareagują szybko. Niestety tak się nie dzieje. 
 
Można mi zarzucić, że jako obywatel pokładam zbyt wielka ufność w mechanizmy państwa i w działanie odpowiednich służb, ale czy nie mam prawa tego wymagać, czyż nie płacę podatków, czyż nie kupuję towarów obłożonych podatkami.
 
Gdy widzę, że ktoś bliski cierpi, a odpowiednie służby medyczne nie są w stanie zareagować to bierze człowieka taka żałość i wkurw jednocześnie, że ciężko się pogodzić, że taka sytuacja jest finansowana z mojej kieszeni.
 
Ciekawi Cię jak działa łódzkie pogotowie, przeczytaj cały wpis. Może to przypadek jednostkowy ale rzuca jakieś światło na działanie służb medycznych.   

Być furiatem za kierownicą ...

Jazda po Łodzi to jakiś koszmar, rozwalone drogi kierowcy, którzy pędzą na oślep, dla których sygnalizacja mogłaby nie istnieć.
 
Ostatnio widzę też problem z pieszymi, bo o ile do stylu jazdy "na zderzak" bez kierunkowskazu można przywyknąć o tyle widok pieszego niespiesznie przekraczającego jezdnie w niedozwolonym miejscu może zirytować.

Furiat za kierownicą 

Obserwowałem to już na urlopie, gdzie ludzie chodzili ulicami traktując je jak deptak i o ile tam mogę się zgodzić z argumentacją, że drogi szerokie, chodniki wąskie, tak zupełnie nie potrafię zrozumieć fenomenu skracania sobie drogi, a pasy 2 metry dalej.

Jak ćmy ...

Natłok pracy i permanentny brak czasu owocował pustką na blogu, nie dlatego żeby nie było o czym pisać, wena dalej jest tylko ten czas ...
Okres urlopowy sprzyjał przemyśleniom i tak oto seria pourlopowych notek.

 
Jako naród jesteśmy postrzegani jako cwaniacy, ludzie, którzy zawsze znajda jakieś obejście. Niemiec Anglik się zastosuje a Polak zawsze musi po swojemu ...
Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to że czasem w tym chodzeniu na skróty narażamy na szwank życie swoje i bliskich. Choćby takie luźne traktowanie pasów dla pieszych czy wyznaczonych obszarów gdzie piesi mogą się poruszać.
 

 Grzybowo sierpień 2011 ul Nadmorska
Grzybowo sierpień 2011, ul Nadmorska

Likwidacja TP SA? Nie, to tylko chwyt sprzedażowy!

Telefon stacjonarny zazwyczaj muszą posiadać firmy, jakoś tak się utarło, że to większa wiarygodność. Przemilczę to zwłaszcza w dobie VoIP, Skype In i innych wynalazków. Posiadanie numeru w "telefonii stacjonarnej" to już niekoniecznie to samo co wiarygodność.
Ale był taki okres, kiedy wszyscy tak myśleli i jedną z pierwszych spraw załatwianych w biurze był internet i telefon.

Po biurowcach chodziły tabuny handlowców oferujących zmianę operatora, 1000 minut i tanie rozmowy.  
Potem był szturm tychże na mieszkania prywatne w blokowiskach, teraz dla odmiany atakują na wsi.

Deficyt wody i mydła w Polsce?

Jad skarpeciany, mała świnka pod pachą, przepocone ubrania i tłuste włosy. To nie bierze się z niczego, to wynik zaniedbań i traktowania higieny osobistej z dużym dystansem.

Kropelka potu, może jedna za dużo?

Czy Polacy boją się wody i mydła? Czy to nasze lenistwo, czy może lubimy zapach potu?