<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>Piotr Szymczak - blog</title><link>http://szymczak.jogger.pl/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Thu, 23 Feb 2012 10:12:51 +0100</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>By hasła na strony rządowe były jawne!</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2012/01/30/by-hasla-na-strony-rzadowe-byly-jawne/</link><description>Jesteśmy my, którzy dorastaliśmy w czasach gdzie nie było internetu, gdzie niejednokrotnie pierwszy komputer można było dotknąć na zajęciach w liceum, gdzie w czasach studiów pokazywano nam Internet jako katalog stron (kiedyś nie było wyszukiwarek) ale radzimy sobie całkiem nieźle z wiedzą komputerowa i Internetową, są też Oni, którzy większość swojego dorosłego życia żyli z daleka od komputerów a jeszcze dalej od Internetu. Oni, których dzieci a może i wnuki biją ich na głowę w rozumieniu virtualu i zagrożeń z niego płynących. Ale to oni decydują o tym, co dobre dla nas, którzy na co dzień korzystamy z takiego medium jak Internet.
 
Gdy administrator strony rządowej ustawia login admin i hasło admin1 to wiedz, że coś się dzieje. To władza chce być bliżej ludu ...

foto by macaroononastick, CC

Po ostatnich zwierzeniach posła Migalskiego, który stwierdził, że tak jak on zapewne reszta polityków w 90% nie wie, za czym głosuje, bo sie na tym nie zna, nie oczekuję zbyt wiele od klasy politycznej. Trudno zresztą wymagać by historyk, czy prawnik znał się na zagadnieniach ekonomicznych, farmaceutycznych czy choćby technologicznych. Ale na Boga są całe tabuny asystentów, doradców, konsultantów społecznych etc. Można sobie wyrobić opinię na jakiś temat, nawet nie będąc ekspertem w danej dziedzinie, ba można mieć opinię w danym temacie siedząc całkiem daleko od eksperta. 
 
Dlatego dziwią mnie głosy docierające ze sceny politycznej, np. dziś generał Koziej w wywiadzie dla TokFM, sugeruje poniekąd, że ustawienie hasła admin1, to taki niejako akt jedności z narodem, by naród mógł sobie poczytać. Na Boga, jak można mówić takie rzeczy piastując tak odpowiedzialne stanowisko.
Jedna sprawa, że osoba odpowiedzialna za stronę, pokazała swój brak profesjonalnego podejścia do tematu elementarnego bezpieczeństwa i ustawiła hasło, którego ustawić nie powinna, a druga to, taka że nikt o zdrowych zmysłach, choćby szczątkową wiedzą (choćby zasłyszaną) nie powinien bronic tego faktu.
 
Błąd 30-latka, czy 20-latka, polegający na słabym haśle, lub haśle typowym ustawionym na Allegro, Facebooku, to jego błąd i tylko jego konsekwencje lub jego rodziny. Błąd w postaci słabych haseł łatwych do złamania na stronach rządowych to błąd nas wszystkich, że powierzamy władzę ludziom, którzy nie są w stanie zapewnić elementarnego bezpieczeństwa. Niestety obawiam się, że niezależnie komu byśmy tę władzę powierzyli, to efekt mógłby być taki sam. Kompromitacja.
</description><pubDate>Mon, 30 Jan 2012 12:07:21 +0100</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2012/01/30/by-hasla-na-strony-rzadowe-byly-jawne/</guid><category>Internet</category><category>serwisy internetowe</category><category>społecznościowe/polityczne</category><category>Technologicznie</category><category>hasło</category><category>rząd</category><category>włamanie na serwer</category><category>ACTA</category><category>polityka</category></item><item><title>Student z dziewczyną w jednym pokoju - w Łodzi niemal niemożliwe</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2012/01/20/student-z-dziewczyna-w-jednym-pokoju-w-lodzi-niemal-niemozli/</link><description>Jawna dyskryminacja par heteroseksualnych w łódzkich akademikach to chyba pierwszy raz, kiedy pary homoseksualne mają lepiej.

Rzecz dzieje się a jakże w Łodzi, stan taki utrzymuje się od kilku ładnych lat, najpierw był układ partyzancki i korumpowanie pani Krysi z recepcji lub kierowniczki, potem wzajemne oświadczenia woli wspomagane oświadczeniami woli rodziców, teraz trzeba kwit od księdza lub z Urzędu Stanu Cywilnego
foto by epSos.de, CC
 
Dzisiejszy art na Gazeta.pl o tym, że w dwóch łódzkich uczelniach Uniwerku i Polibudzie pary heteroseksualne, aby zamieszkać razem, muszą przynieść zaświadczenie od księdza, że dali na zapowiedź ślubu lub z USC, że mają wyznaczony ślub. Tak tak mamy XXI wiek a studenci to dorośli pełnoletni obywatele tego kraju, gdzie w murach Alma Mater zachęca się ich do przełamywania stereotypów, ciężkiej i odpowiedzialnej pracy, a tuż obok powstają przepisy traktujące tych samych &quot;gówniarstwo&quot;.  
Mamo jestem w ciąży - to przez rektora :)
Kiedyś było tak, że nie wolno było mieszkać w parach mieszanych, oczywiście Ci którym zależało na tym, by mieszkać razem i nie budzić w nocy rytmicznym stukotem kolegi, czy stłumionym jękiem koleżanki korumpowali pracowników recepcji, czy kierownictwo akademików i zamieniali się pokojami.
Potem nastała era oświadczeń wypisywanych przez rodziców, ponoć p tym jak jedna z mam zrobiła awanturę rektorowi, że jej córka jest w ciąży, bo mieszkała z chłopakiem, a rektor na to zezwolił. Była draka, mama zapomniała chyba o tym, że dzieci biorą się nie ze wspólnego mieszkania - choć to może znacząco ułatwić - ale z zupełnie innych zachowań ... 
Teraz mamy od ładnych paru lat erę kwitków od księdza i z USC, do tego dochodzi oczywiście dogadywanie się ...
Mieszkałem w akademikach w obu &quot;epokach&quot; na szczęśćcie era zaświadczeń z USC mnie ominęła, ale zakładam, że zarówno wtedy my jak i teraz studenci mają ciekawe przeżycia, choć boli, że dorosłych ludzi traktuje się jak dzieci ..
 
Współczuję wszystkim matkom, które, dopiero gdy ich 23 letnia córka zaszłą w ciążę na akademickim łożu doznały olśnienia, że być może ich dziecko jest aktywne seksualnie. Współczuję tym bardziej, kiedy za własne błędy wychowawcze obwiniają rektora, bo chyba błędem należy nazwać sytuację, w której córka nie ma odwagi powiedzieć matce, że jest aktywna seksualnie. A nie od dziś wiadomo, że z pospiechu i ze stresu rdzą się głupie dzieci :)  
Dorośli niedorośli
Można założyć, że studenci mają pstro w głowie, że być może związki przez nich budowane nie są trwałe. Semestr zimowy z Kasią, sesja letnia z Agnieszką, a w ferie i wakacje dwie inne dziewoje .... Założenie tylko z pozoru głupie, ale ... 
Związki dorosłych, z bagażem doświadczeń też nie są jakieś super trwałe (rosnąca ilość rozwodów?) skoki w bok mając 3 dzieci i kredyt na 30 lat - to nie mniej głupie i rozsądne niż &quot;studencki płodozmian&quot; :)
 
Rozumiem argument władz uczelnianych, który czasem się gdzieś pojawia, że rozpad związku pary studenckiej ma wpływ na sprawy administracyjne. Bo skłóceni kochankowie nie chcą razem mieszkać, oboje mają przyznane lokum, a nie ma ich jak zagospodarować i trzeba szukać zamianek etc. To oczywiście jakiś problem, ale kwitek od mamy, proboszcza czy urzędnika nie sankcjonuje tego ze związek przetrwa rok akademicki, że nie nastąpi coś, co spowoduje rozstanie.
 
Dość istotnym czynnikiem dla administracji powinien być fakt, że zazwyczaj ludzie decydujący się na wspólne mieszkanie dbają o czystość, tonują atmosferę na akademickim korytarzu ( mniej imprez lub łagodniejszy ich wymiar) to bez wątpienia wpływa na to jak obiekt wygląda po roku czasu, więc może warto poświęcić tą jedną czy dwie pary, które postanowią się rozstać, na rzecz mniejszych wydatków na remonty zdewastowanych pokoi.
 
Może gdyby ustalać jasne zasady i trzymać się ich to mogło, by się okazać, że jednak Ci studenci, którzy decydują się na wspólne mieszkanie są jednak odpowiedzialni i dorośli w pełnym znaczeniu tego słowa.  
Lepszy seks u niej czy u niego
Z moich obserwacji wynika, że decyzje o wspólnym mieszkaniu nie podejmują pary na 1 czy 2 roku, a jeżeli już to sa to pary z jakimś stażem. Dla młodego studenta przez pierwsze lata studiowania ważne jest, by się wyszaleć, dlatego układ dochodzącego kochanka jest lepszym rozwiązaniem. Bo młody niczym marynarz, w każdym akademiku ma swój &quot;port&quot;. 
Kto mieszkała w 2-3 osobowym pokoju miał partnera i chciał &quot;miło spędzić czas&quot;, ten wie, że niełatwo się wstrzelić w &quot;wolny pokój&quot; swój czy sympatii. 
 
Wspólne mieszkanie to poniekąd gwarancja, stałych kontaktów intymnych, budowania bliskości odpowiedzialności, mniej chorób wenerycznych. Nie bez znaczenia jest też to że ewentualne dzieci płodzone są w intymnej atmosferze, a nie w przestrzeni &quot;publicznej&quot; jaką jest dwóch kibicujących kolegów lub dwie zażenowane koleżanki.
 
Kto mieszkał w akademiku, to pewnie obserwował niejedną taką sytuację, jakim luksusem wydawało się potem własne mieszkanie czy wynajmowane.
Studentom życzę by traktowano Was jak dorosłych, a i sami tak się zachowujcie ... Chciałbym napisać, że wtedy będą Was traktować jak dorosłych, ale widzę, że przez 10 lat nic się nie zmieniło. Ot kiedyś będziecie mieli fajny temat na notkę lub wspominki przy piwku z kumplami z osiedla akademickiego.

U Was też ucelnia robiła/robi pod górkę?
</description><pubDate>Fri, 20 Jan 2012 10:58:40 +0100</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2012/01/20/student-z-dziewczyna-w-jednym-pokoju-w-lodzi-niemal-niemozli/</guid><category>Facet i kobieta</category><category>Livestyle</category><category>Łódź</category><category>społecznościowe/polityczne</category><category>akademik</category><category>para</category><category>seks</category><category>para w akademiku</category><category>Uniwersytet w Łodzi</category><category>Politechnika w Łodzi</category></item><item><title>Dziewczyna z tatuażem - nie polecam na randkę</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2012/01/13/dziewczyna-z-tatuazem-nie-polecam-na-randke/</link><description>Planujesz randkę a potem miłe zakończenie wieczoru, to ten film nie jest dla Ciebie, w najlepszym wypadku skończy się na fochu ukochanej. Jeżeli lubisz łamigłówki, intrygę, nie wzruszająCię sceny przemocy, odważna erotyka to film Dziewczyna z tatuażem wydaje się obowiązkową pozycją w ten filmowy weekend.
  
Fajnie zagrane, wciągająca fabuła, nie czuć, że mija 158 minut, polecam zwłaszcza fankom Craiga.
Zanim zaczniesz oglądać dostaniesz dużego kopa w postaci intro cover Led Zeppelin. Naprawdę uderza dość mocno i stanowi wyśmienitą zapowiedź tego, co będzie działo się w filmie.
 
Fabuła filmu Dziewczyna z tatuażem to poniekąd odwzorowanie książki, tej nie czytałem, ale jak można się domyślać, film, mimo że 2,5 godzinny jest tylko zarysem tego, co w książce. Czytałem gdzieś, że reżyser musiał wyciąć ponad godzinę materiału.  
Tak czy owak, film pokazuje prawdę oczywistą, że każda rodzina ma jakiegoś trupa w szafie. Pytanie jak dojść do tego, kto jest trupem i czy jest tylko jeden. Zadaniem głównego bohatera i jego asystentki jest wykrycie sprawców domniemanego morderstwa sprzed 40 lat. W trakcie rozwiązywania zagadki pojawiają się sytuacje obfitujące w dziki seks, przemoc i gwałt, sporo też typowej detektywistycznej pracy, w końcu główny bohater jest „dziennikarzem śledczym”. Gdzieś w tle wplecione wątki seksualnej przemocy w rodzinie. Całość układa się w smutną historię, która na szczęście udaje się rozwiązać, ku zaskoczeniu wszystkich w dość optymistycznym wariancie.
 
Dlaczego to nie jest dobry film na randkę?
Otóż przykład młodej atrakcyjnej brunetki siedzącej obok mnie pokazuje, że kobiety są dość wrażliwe. A przemoc na tle seksualnym, choćby ukazana w filmie fabularnym potrafi je mocno zdołować i zirytować. W filmie jest kilka scen gdzie kobieta jest poniżana, moja sąsiadka nie dała rady oglądać tych scen, dość mocno przy tym dając do zrozumienia swojemu partnerowi, że stanowczo jej się nie podoba to, co widzi.

Abstrahując od przemocy w filmie, pani strzeliła klasycznego focha i myślę, że jej partner może zapomnieć o intymnej bliskości na kilka dni :)
 
Link do intro z filmu Dziewczyna z tatuażem. Foto za Stopklatka.
</description><pubDate>Fri, 13 Jan 2012 23:34:31 +0100</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2012/01/13/dziewczyna-z-tatuazem-nie-polecam-na-randke/</guid><category>Kino film</category><category>film</category><category>tatuaż</category><category>kryminał</category><category>dziewczyna z tatuażem</category></item><item><title>Nowy Bond? Sherlock Holmes Gra cieni</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2012/01/11/nowy-bond-sherlock-holmes-gra-cieni/</link><description>Kręci Cię wiktoriański Londyn, uwielbiasz angielski humor, cenisz kunszt aktorski Roberta Downey jr, Jude Law nie zawiedziesz się - idź do kina. Na Sherlock Holmes Gra cieni

Sherlock Holmes Gra cieni fot.Courtesy of Warner Bros. 

Zanim obejrzałem, przeczytałem kilka recenzji w prasie i na portalach internetowych, znajomi też dorzucili swoje. Obraz, jaki się jawił to szkoda 24 zł na bilet do kina ... Całe szczęście że zdecydowałem się jednak nie słuchać i obejrzałem film i powiem tak - ja jestem zadowolony ...

 
Może to nie jest majstersztyk (ale nikt się chyba tego nie spodziewał), ale wyniki oglądalności w pierwszy weekend w Polsce mówią same za siebie, niespełna 249 000 widzów na projekcji Sherlock Holmes Gra cieni robi wrażenie.
 
Pojawiają się opinie, że zrobił się z tego drugi Bond, że zatracono powiązanie z historią zapisaną w książkach Arthura Conana Doyle'a. Przypomnijmy sobie, która to już &quot;ekranizacja&quot; przygód ekscentrycznego anglika nakręcona na rolkę filmową. Czy jest miejsce na nowość, na świeżość w tym temacie i czy aby na pewno chcemy tej nowości. Czy gdyby całość nie była w tak dużej mierze oderwana od tego, co napisał Arthur Conan Doyle nie pojawiłyby się głosy, że nudne, że odwzorowane, że wtórne?
 
Dla mnie wtórne nie było, nie było też zbyt &quot;bondowe&quot; był Robert Downey JR był Jude Law i to w zupełności wystarcza, tych dwóch aktorów robi fajne show, ten akcent, ta wymiana słów, ta czasem oderwana od realiów akcja wystarcza, by zbudować atmosferę. Niepowtarzalną atmosferę ...
</description><pubDate>Wed, 11 Jan 2012 13:24:30 +0100</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2012/01/11/nowy-bond-sherlock-holmes-gra-cieni/</guid><category>Kino film</category><category>Livestyle</category><category>Sherlock Holmes</category><category>kino</category><category>film</category></item><item><title>Oferta nie do końca tylko dla Ciebie!</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/12/12/oferta-nie-do-konca-tylko-dla-ciebie/</link><description>W biznesie, w życiu mam zasadę, traktuję (staram się traktować) ludzi fair i jak ktoś mnie tak traktuje to ma moją dozgonną wdzięczność i szacunek.
Łatwo zaskarbić sobie moją lojalność i przywiązanie, przekonało się o tym kilku restauratorów, kilka firm w których pracowałem, miały okazję się tez przekonać firmy z branży usługowej.
Łatwo mnie kupić zwykłą szczerością …


Niestety albo jestem w mniejszości, albo niektóre firmy mają totalnie w poważaniu to co komunikują … A wydawałoby się że w czasach internetu, totalnego obiegu informacji, jakość i konsekwencja w komunikacji powinna być celem nadrzędnym …

Foto by localjapantimes, CC

Klientowi można obiecać wszystko. Nie!
Kiedyś tak było, obiecywano gruszki na wierzbie, po złożeniu podpisu na umowie czy to z operatorem, czy z bankiem okazywało się że sprzedawca nie do końca był szczery. A drobny druczek miejscami znacząco zmieniał nasze zadowolenie z zawartej umowy, zwykle po jakimś miesiącu korzystania z usługi :) Fakt, kto nie czyta umów i wierzy sprzedawcy którego uposażenie zależy od ilości sprzedanych umów sam sobie winien.
Wydawało by się, że cykl szkoleń w firmach zajmujących się sprzedażą via telefon, trudne do odbudowania zaufanie i prowadzenie komunikacji z klientami dało firmom do myślenia. Błąd, dalej  dla niektórych prawdomówność, traktowanie fair klienta to teren dziewiczy.

Oferta z banku specjalnie dla Ciebie. Bulshit!
Mam zasadę, że to ja jak coś chcę to kontaktuje się z operatorem, usługodawcami, bankami etc. Miło gdy w nieinwazyjny sposób analizując moje działania, moje zwyczaje zakupowe podeślą ofertę która pomoże mi coś zaoszczędzić,  mieć więcej za mniej etc. Nie lubię natręctwa , to że od ponad 10 lat mam telefon na kartę, to mój świadomy wybór, tak samo jak to że nigdy nie brałem kredytu odnawialnego, na auto czy innego. To też w pełni świadomy wybór, choć na koncie nigdy nie ma góry pieniędzy.

Firmy świadczące usługi umówiły się jakoś i za wszelką cenę chcą mi zaoferować – co najgorsze w inwazyjny sposób – produkt, o którego istnieniu wiem, ale świadomie nie korzystam. Rozumiem próby maksymalizacji zysku, ale choćby częściowa analiza mojego profilu konsumenckiego, mojej historii współpracy dała by wnioski które można by wykorzystać w zupełnie inny sposób. Proponując usługi które bardziej by mi się przydały …

Swego czasu jeden z banków, dość mocno wykorzystywał moją zgodę na informacje handlową, na szczęście przestał.

Teraz bank, chce mnie przekonać, że ma ofertę specjalnie dla mnie, oczywiście w to nie wierzę. Wiem że to wybieg, ale jakież byłoby to skuteczne gdybym po skończonej rozmowie gdzie zaproponowano mi zakup dwóch rodzajów tabletów iPad 2 firmy Apple oraz Samsung Galaxy Tab lub modem Huawei. Oczywiście nie było moim zdziwieniem, ze dokładnie tę samą ofertę w takich samych warunkach zobaczyłem na głównej stronie banku, która latała sobie na banerkach.
Czar banku który rozumie swoich klientów, który się z nimi komunikuje i gra fair, bezpowrotnie prysł.
Oczywiście nic to nie wnosi do sprawy, ale jakże milej by było wiedzieć, że choćby w tak prostej czynności jak sprzedaż, komunikacja i dbałość o detale stoją na wysokim poziomie.
Może nie kupie iPada, czy modemu, ale pewnei z 10 osobom powiedziałbym że mój bank gra fair, nie ściemnia mnie że ma ofertę tylko dla mnie skoro to masówka.
</description><pubDate>Mon, 12 Dec 2011 14:51:11 +0100</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/12/12/oferta-nie-do-konca-tylko-dla-ciebie/</guid><category>społecznościowe/polityczne</category><category>oferta z banku</category><category>lojalność klienta</category><category>budowanie wizerunku firmy</category><category>komunikacja z klientem</category></item><item><title>Obsługa klienta w Twoim banku - telefoniczne nagabywanie</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/10/23/obsluga-klienta-w-twoim-banku-telefoniczne-nagabywanie/</link><description>Mamy XXI wiek, wydawałoby się, że standardy obsługi klienta powinny być na coraz wyższym poziomie. Tyczy się to operatorów komórkowych, tyczy się też banków. O ile tych pierwszych mamy niewielu, o tyle banków jak psów, oferty zbliżone, więc konkurować powinni między sobą jakością obsługi. A niestety tak nie jest.
Co robi bank, w którym od kilku lat trzymasz swoje oszczędności, nęka Cię telefonami, ma w poważaniu Twoje zdanie, Twój czas i to że chętnie poznasz co mają do zaoferowania, ale w innym  czasie, dogodnym dla Ciebie.

Negatywnym bohaterem wpisu jest mBank, który podpadł na całej linii upierdliwością, brakiem konsekwencji i brakiem słuchania, a wszystkie te negatywne odczucia w wyniku próby sprzedaży usługi wypłaty z wszystkich bankomatów za 5 zł.
Mamy Twoje zgody jesteś nasz.
Nie mam problemu z udzielaniem zgody na przesyłanie informacji handlowej, na kontakt telefoniczny, większość firm, z którymi współpracuje ma taką zgodę. Bank, operator komórkowy, dostawca internetu, firma od karnetu na sauny, etc. Jeżeli z czegoś korzystam lubię być informowany.
Jeżeli ktoś przegina, szybko cofam zgodę, choć nie wpływa to na moją postawę w stosunku do innych. Każdy dostaje kredyt zaufania i jak go dobrze wykorzysta to może dzwonić wysyłąć informacje i się nie złoszczę.

Ale nie wszyscy traktują taką zgodę poważnie, chcąc na siłę uszczęśliwić klienta … Na siłę coś mu wcisnąć …
I tak kupisz to, co mamy do sprzedania.
Ostatnimi czasy mBank szuka chyba stałej gotówki, a to ubezpieczenie karty, a to wypłaty w bankomatach, a to kredyt gotówkowy.  O ile rozumiem, że bank szuka stałych wpływów o tyle nie rozumiem czemu chce sprzedać, te usługi właśnie mi. Tym bardziej nie rozumiem, bo już za takie usługi podziękowałem …
Czyżby wdrożono słaby CRM, który nie uwzględnia tego, co wcześniej zdeklarował klient. Pewnie też, ale najbardziej irytujący jest fakt, że nie szanuje się mojego zdania, bo zupełnie inna sprawa czy kupiłbym taką usługę, chodzi o to jak mi się ją sprzedaje.

Na przestrzeni ostatnich 2 tygodni, pracownicy mBanku dzwonili do mnie kilka razy, kilka znaczy bliżej 10 jak nie więcej … Zawsze w godzinach pracy. Dzwonią z zastrzeżonego, więc nie wiem kto, choć po pierwszych słowach już wiem. W pracy kocioł i nie mam czasu na słuchanie informacji, więc proszę grzecznie o telefon po godzinie 17.
Proszę raz, proszę drugi, proszę 5. Nie dzwonią lub dzwonią np. gdy powadze auto, ale czyściej nie dzwonią.
Na moje pytanie, czemu sobie nie zaznaczą, aby system zestawiał rozmowę po 17, koło 19, kiedykolwiek byle nie w godzinach pracy, Pani stwierdziła, że jak nie dodzwonią się po 17, to system wrzuca numer do ogólnej puli … I dzwoni znowu rano. Masakra jakaś.

Pytam się czy jest świadoma, że takim nagabywaniem tracą w moich oczach, tracą szanse na to, że taką usługę kupię. Pani była świadoma, niestety kadra menagerska chyba nie.
</description><pubDate>Sun, 23 Oct 2011 21:53:17 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/10/23/obsluga-klienta-w-twoim-banku-telefoniczne-nagabywanie/</guid><category>Ogólne</category><category>obsługa klienta</category><category>kredyt w banku</category></item><item><title>Związki z internetu i chodzenie na skróty</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/10/19/zwiazki-z-internetu-i-chodzenie-na-skroty/</link><description>Za czasów, kiedy moja skłonność do zakochiwania się była dużo większa niż teraz sprawa była prosta. Chłopak widzi dziewczynę, podoba mu się i zaczyna ją poznawać. Zazwyczaj to koleżanka ze szkoły, ze studiów, ewentualnie z pracy. Poznaje jej zwyczaje, proponuje kawę, spędza z nią coraz więcej czasu. Jeżeli nie byłeś chamem, miałeś jako taki wygląd, istniała duża szansa na to, że Twój obiekt zainteresowań  odwzajemni uczucia. Statystyka tez była po stronie facetów, to nas jest statystycznie mniej i wiadomo, kobiety muszą szybko kąsać, by wyrwać najlepsze kąski.



Co sądzisz o związkach które swój początek wzięły na internetowym czacie?
 
Dziewczyny w większości zdawały sobie sprawę z wyboru nauka a miłość, niektóre próbowały to pogodzić inne poszły w kierunku totalnego oddania się nauce. Z perspektywy lat widać, że Ci co przegapili pierwsze miłości, nie nauczyli się pewnych zachowań. Nie nauczyli się że kobiety bywają inne, że to nie tak prosto się zakochać ... Że o związek trzeba dbać, że nie ma drogi na skróty. Dziś są sami lub już po pierwszym rozwodzie, lub właśnie go planują.
Ale samo nawiązanie kontaktów było jakoś łatwiejsze.
Foto by The Sean &amp; Lauren Spectacular, CC
 
Z czasem pojawił się internet, już nie zapraszało się koleżanki na kawę po wykładach, bo przecież,  zimno jest. Nikt nie chodził do parku zimową porą, bo park jest taki piękny. Nie było czasu. Bo praca, bo korepetycje, bo Internet daje niby nowe możliwości, bo pojawiły się portale towarzyskie. Relacje zaczynają się spłaszczać, tak jak kiedyś w dawnym stylu chodziło o to by gonić króliczka, tak teraz chodzi o to by złapać króliczka i złapać go jak najszybciej.
Pogoń za pieniądzem, spłaszczanie relacji, chodzenie na skróty, umawianie się w internecie zabiły gdzieś tego ducha romantyzmu.
Na każdym kroku spotykam ludzi, którzy poznali się na czatach, na ircach, niestety większość jest ze sobą, bo nie chce być sama. Nie potrafili wytworzyć relacji w pracy, w szkole, poznać kogoś na ulicy i się postarać, poszli po najmniejszej linii oporu. Niestety większość z czasem bywa nieszczęśliwa.

Zaczynam doceniać, to że nigdy nie szedłem na skróty i potrafię budować relacje w starym dobrym stylu, bez pośpiechu.

PS.Autor tekstu, dostał wynagrodzenie, przeznaczył je na dwie filiżanki czekolady w jesienny dżdżysty wieczór.
</description><pubDate>Wed, 19 Oct 2011 13:40:26 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/10/19/zwiazki-z-internetu-i-chodzenie-na-skroty/</guid><category>Facet i kobieta</category><category>Livestyle</category><category>społecznościowe/polityczne</category><category>sponosorowane</category><category>randka w internecie</category><category>flirt</category><category>jak podrywać kobietę</category></item><item><title>Młodzi nie szanują pracy, pracodawcy nie szanują młodych, a wszystko przez brak odpowiedzialności, tych pierwszych.</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/10/09/mlodzi-nie-szanuja-pracy-pracodawcy-nie-szanuja-mlodych-a-ws/</link><description>Szukanie pracy to nie lada wyzwanie, jednym się udaje inni szukają miesiącami, taka już kolej rzeczy. Prawda jest taka, że jak ktoś bardzo chce pracować to pracę znajdzie zawsze, bywa, że mniej ambitną, mniej płatną. Ale czasami szukana jest jakakolwiek praca, a z tą nie powinno być żadnego problemu.

Skoro jest tak dobrze to, czemu jest tak źle?
Otóż w większości winni są sami szukający pracy, naczelna zasada „jak sam się nie szanujesz to nie licz na to, że ktoś Cię doceni” zbiera tu swoje żniwo. Owszem są wyjątki, ale jednak w interesie większości pracodawców jest zatrudnić osobę o oczekiwanych predyspozycjach za jak najmniejszą kasę. Interes poszukującego pracy jest zgoła inny, przyszłemu pracownikowi zależy na stosunkowo największym możliwym wynagrodzeniu usiłując się wbić w ramy ogłoszenia rekrutacyjnego.

Taki rytuał , trochę jak taniec, jak uwodzenie … Jak flirt między kobietą i mężczyzną, eskalacja obietnic i oczekiwań.
Foto by the Italian voice, CC
Praca tylko dla ambitnych
Życie pokazuje, że począwszy od szkoły zawsze stykamy się z odsetkiem ludzi wyjątkowych, ambitnych, ukierunkowanych na cele, prymusi w szkole, redaktorzy gazetek studenckich. Są to zazwyczaj osoby z jasno wytyczonym celem, samodzielnie lub za namową rodziców. Przyszli prawnicy, lekarze, „japiszony” z korporacyjnych pomieszczeń na najwyższych piętrach biurowca. Takie osoby zazwyczaj nie mają problemu ze znalezieniem pracy, znają kilka języków są fachowcami w swojej dziedzinie, wszak posiadają jasno sprecyzowaną wizję własnej kariery i podążają tą ścieżką od najmłodszych lat.
To zazwyczaj praca szuka ich, a jeżeli już oni jej szukają, to zazwyczaj polując na ofertę konkretnej firmy, wszak mają wytyczony cel.

Tacy ludzie uczą pracodawcę, że może wymagać dużo, dużo więcej niż powinien, wymagać dostępności po godzinach pracy, wymagać nadgodzin, pełnej dyspozycyjności i chuchania na klienta. Całe szczecie idzie za tym wysokie uposażenie, gorsze jest to, że taki pracodawca, swoje relacje z „japiszonami” ceduje tez na relacje z pracownikami szeregowymi, gorzej opłacanymi, a CI zazwyczaj na to się godzą.

Nie znam wielu takich osób, a te, które poznałem okupiły swoje sukcesy zawodowe totalną klapą, jeżeli chodzi o życie prywatne, relacje ze znajomymi i przyjaciółmi. Zaraz, zaraz, jakimi przyjaciółmi …
Praca dla cwaniaka
Zapewne wspominając czasy studenckie lub  czasy pierwszej pracy niejednokrotnie jesteście w stanie wskazać równie liczny odsetek ludzi, „którym się udaje”, ale nie należą oni do elity intelektualnej. Takie cwaniaczki, kombinatorzy, ślizgający się niczym ryba. Ci czy to wykorzystując koneksje, wpływ zamożnych rodziców, też jakoś sobie radzą na rynku pracy potrafią lawirować, idą po linii najmniejszego oporu. Bywa irytujące, jeżeli ktoś w pracy przykłada się do swoich obowiązków a śmietankę spija cwaniaczek.

Ci uczą pracodawcę - zakładając, że cwaniak nie jest na tyle cwany, by kryć się ze swoją prawdziwą naturą – że pracownik robi pewne rzeczy na odwal się, byle się nie narobić, aby mieć z głowy. Jak nie stoisz z batem to nie pracuje, jak nie sprawdzasz to nic nie zrobi na czas. W konsekwencji, cwaniak zazwyczaj odchodzi, bo „ w pracy szef go ciśnie” a pracodawca, przy kolejnym naborze schodzi ze stawki i jest bardziej nieufny.
Praca dla typowych.
Większość społeczeństwa jest nijaka, choć nijaka to może złe słowo, bo negatywnie nacechowane. Typowy Kowalski chce mieć pracę, bo musi, fajnie, gdyby była rozwojowa, ale ambicje czasem trzeba schować do kieszeni, kiedy rata kredytu we franku szwajcarskim wzrosła o kilkaset złotych. Czasami dochodzi do sytuacji, że bierze pracę, jaka jest. Bo musi. Pracować też musi.
Niewielu Nowaków czy Kowalskich, nawet jeżeli mają odpowiednią wiedzę  predyspozycje ma to szczęście, że pracuje tak jak chce i za ile chce.
Bywają tacy co próbują znaleźć kompromis, między poczuciem własnej wartości, tym co chcieliby robić, a wynagrodzeniem, jakie by chcieli otrzymywać, lecz wszystko do czasu, bo życie zazwyczaj weryfikuje w okrutny sposób, co jest ważniejsze. Zazwyczaj ważniejsze posiadanie jest jakiejkolwiek kasy. Wówczas kowalski idzie i podbija „kartę na zakładzie”, niejednokrotnie decyduje się na to w chwili, gdy już nie jest w pozycji do negocjacji.

Tu właśnie daje o sobie znać ta typowość Kowalskiego, na siłę próbuje się wpisać w ramy, do których nie pasuje, idzie do firmy, do której normalnie by nie poszedł, wysyła CV na stanowisko, na które normalnie by nie wysłał.

Skąd te obserwacje? Z życia. Często rozmawiam z osobami rekrutującymi na różne stanowiska w różnych firmach, zazwyczaj na stanowiska szeregowe. Obraz, który wyłania się z ich opowiadań jest tragiczny. Rekruterzy odpuścili swoje wymagania  co do kandydatów, teraz starają się znaleźć kogokolwiek, kto będzie uczciwy i komu będzie się chciało pracować. Jak to wygląda.

Ludzie wysyłają CV, widocznie napisane dobrze skoro ich zapraszają na rozmowy, przychodzą prymusi, przychodzą cwaniaczki, najwięcej jednak jest typowych Nowaków i Kowalskich, którzy pracować muszą. Bo kredyt, bo małe dziecko, bo nie pracują od roku.
Rekrutowani na różne stanowiska, w większości wystarczy znajomość obsługi komputera, trochę pomyślunku i głowa na karku i chęć uczenia się. Wymagania nie są jakiś kosmiczne, podejrzewam, że w związku z tym również płaca nie jest rewelacyjna.

Ale ludzie przychodzą na rozmowy, podają widełki płacowe, rekruterzy podają ile mogą zapłacić na takim stanowisku, potem druga rozmowa i decyzja. Zatrudniamy pana za 1500 netto, będzie pan dzwonił, odbierał telefony etc.

Człowiek się decyduje, że chce pracować, wypełnia dokumenty, niestety pierwszego dnia pracy nie przychodzi. Można by dopatrywać się, że może praca nieperspektywiczna, że za mała kasa, ale w końcu nie pracuje od roku, sam z nieprzymuszonej woli się zgodził, może firma nie taka. Ale kto wysyła CV bez zrobienia rozeznania czym zajmuje się firma, bez podpytania kogoś znajomego kto pracuje w tej firmie lub pracował.

Wcale się nie dziwię, że pracodawcy przy kolejnym ogłoszeniu podchodzą do kandydatów bardziej wnikliwie. Sytuacje nie są odosobnione, ba powiedziałbym, że z rozmów wynika, że takie „ucieczki” są nagminne. Dziewczę pracuje 2 miesiące na umowę zlecenie, wykazuje się i w nagrodę dostaje etat, o który zresztą zabiega, podpisuje umowę, kolejnego dnia, przychodzi z propozycją, by unieważnić umowę.

Nie rozumiem ludzi, tym bardziej że po 3 miesiącach ta sama osoba wysyła CV do tej samej firmy do tego samego rekrutera na to samo stanowisko.

Witki opadają, jest tak źle, bo sami jesteśmy sobie winni, firma, by się rozwijać, potrzebuje rąk do pracy, odpowiedzialnych rąk, najlepiej takich, które będą zadowolone z uposażenia. Nie dziwię się, że pracodawca ma opory, by wyłożyć więcej na pensje, skoro styka się z takimi sytuacjami.

Dla mnie zawsze było oczywiste, jeżeli mam pozycję do negocjacji, to negocjuje, gdy ktoś proponuje dużo mniej niż chcę, grzecznie dziękuję, bo szkoda mojego i pracodawcy czasu. Oczywiście w życiu też są sytuacje, kiedy się bierze co dają, no też trzeba to robić odpowiedzialnie.

To jakiś znak dzisiejszych czasów, te nowe pokolenia mają jakoś inaczej, przesunięty ośrodek odpowiedzialności ? Czy może zawsze tak było, tylko ja teraz patrzę z innej perspektywy i widzę to inaczej?
</description><pubDate>Sun, 09 Oct 2011 17:56:38 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/10/09/mlodzi-nie-szanuja-pracy-pracodawcy-nie-szanuja-mlodych-a-ws/</guid><category>Praca</category><category>społecznościowe/polityczne</category><category>praca dla młodych ludzi</category><category>wysokość wynagrodzenia</category><category>z życia rekrutera</category><category>szukanie pracy</category></item><item><title>Jak wzywałem karetkę pogotowia w Łodzi i nie zadziałało.</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/08/27/jak-wzywalem-karetke-pogotowia-w-lodzi-i-nie-zadzialalo/</link><description>Jedziesz rowerem w środku jednego z największych miast w Polsce, nagle dzieje się ci się coś niedobrego, masz przeraźliwy ból głowy, płytki i nierówny oddech, łapie Cię &quot;delirium&quot;, cały dygoczesz. Nie licz na pogotowie, bo nie przyjedzie. Jeżeli nie upadłeś, nie leżysz zakrwawiony, nie licz na pomoc. Prędzej otrzyma ją &quot;lump zapity w trupa w parku&quot; niż Ty, który płacisz podatki*.

Jak działa pogotowie w Łodzi na przykładzie przyszpitalnego punktu pogotowia w szpitalu im Barlickiego

Odprowadzając co miesiąc daninę, w postaci różnicy między wynagrodzeniem brutto i netto spodziewam się, że w chwili zagrożenia instytucje, które służą ratowaniu życia obywateli i są dotowane z moich podatków ** staną na wysokości zadania i zareagują szybko. Niestety tak się nie dzieje. 
 
Można mi zarzucić, że jako obywatel pokładam zbyt wielka ufność w mechanizmy państwa i w działanie odpowiednich służb, ale czy nie mam prawa tego wymagać, czyż nie płacę podatków, czyż nie kupuję towarów obłożonych podatkami.
 
Gdy widzę, że ktoś bliski cierpi, a odpowiednie służby medyczne nie są w stanie zareagować to bierze człowieka taka żałość i wkurw jednocześnie, że ciężko się pogodzić, że taka sytuacja jest finansowana z mojej kieszeni.
 
Ciekawi Cię jak działa łódzkie pogotowie, przeczytaj cały wpis. Może to przypadek jednostkowy ale rzuca jakieś światło na działanie służb medycznych.   
Foto by Till Krech, CC
Upał, wysiłek na rowerze i rozsadzający ból głowy.
Całość zaczyna się od umiarkowanie szybkiej jazdy na rowerze, potem 20 minut odpoczynku i dalsza jazda na rowerze w tempie ślimaczym, zero wysiłku. Jednak w połowie trasy Łódzkiej Masy Krytycznej koleżanka źle się poczuła, usiedliśmy na chwile rowerzyści pojechali a u niej lawinowo narastał ból. Niby migrenowy, ale taki, że ledwo na nogach stała, zaburzenia w widzeniu, delirium, dużo drgawek, nierówny oddech. Było widać, że jest źle. Bardzo źle, zaaplikowany Ibuprom i zimna cola jako okład nie pomagały. Brak omdleń, ale motoryka utrudniona po 10 minutach zapadła decyzja, że potrzebna jest pomoc lekarza, bo to nie jest zwykła migrena. Zatem dzwonie.  
Kiedy przyjedzie karetka?
Dzwonię na 999 opisuje objawy najpierw pada propozycja, że blisko jest szpital im. Barlickiego a w nim przyszpitalny punkt pogotowia i czy możemy tam dojść. Odmawiam mówiąc, że koleżanka ledwo siedzi i nie jest w stanie się ruszyć, że zapewne zaraz pojawią się wymioty, że leży na ławce i nie może się ruszyć. Pani chce rozmawiać z chorym, podaje słuchawkę i widzę jak dziewczyna ledwo składa zdania. Potwierdziła przyjęcie zgłoszenia i kazała czekać. Tu wkurzyłem się już pierwszy raz, czekać, ale ile. 
Nie powiedziała, a znajoma najwyraźniej nie była w stanie doprecyzować. Dzwonie jeszcze raz i mówię, że przed chwilą było zgłoszenie  na Plac Dąbrowskiego i chciałem doprecyzować za ile będzie ta karetka. 
A pani, że ona nie wie, będzie jak dojedzie, więc pytam czy wysłała już ją, czy trzeba czekać aż wyjedzie. Ona nie wie, więc tłumaczę, że zależy mi na czasie, bo człowiek ma taki ból głowy, że nie wie co się z nim dzieje, że jest dla mnie istotna informacja, kiedy fizycznie wyjedzie karetka, czy są wolne jakieś. A Pani z zadziwiającą szczerością, że ona nie ma takich informacji. Tłumacze dalej, że jeżeli ma wyjechać dopiero za 20 min, to ja dziękuję, schłodzę znajomą bardziej i może się uda na to pogotowie dojechać taksówką. pani dalej nie wiedziała, więc zrezygnowałem i powiedziałem, że sam dowiozę, odcinek 2 km to niedaleko.
 
W międzyczasie dzwoniłem już na Taxi 919 i w ciągu 2 minut była już taksówka, znajomą zapakowałam do taksówki poprosiłem pana o kurs na pogotowie i bardzo sprawnie zawiózł poszkodowaną, podjechał pod same drzwi. Fajnie, że są tacy przytomni ludzie.
Sam poszedłem zabezpieczyć nasze rowery i kolejną taksówką pojechałem na pogotowie. Licząc w sumie, że tam (różnica jakieś 20 minut) zrobili już jakieś badania.
To były niestety płonne nadzieje.   
Jak działa izba przyjęć na pogotowiu.
Tak jak zaznaczyłem wcześniej to był przyszpitalny punkt pogotowia, nie wiem czym to się różni od pogotowia, ale skoro dyspozytorka z 999 kieruje mnie tam, to znaczy, że tam mam się udać.
Wchodzę i co widzę, znajoma czeka razem z innymi ludźmi na przyjęcie, oczywiście najpierw poproszono ją o wypełnienie kwitków tak jakby przyszła z zadrapaniem. Uwierzcie, wyglądała bladosino ogólnie makabra, do tego dalej ból głowy ( czyli Ibuprom nie działa) delirium i płytki oddech. pielęgniarka oraz przyjmująca zgłoszenia i trzech lekarzy kręci się po małej dyżurce bez ładu i składu.
 
Pytam znajomej czy coś jej dali, na co czeka, a ona, że wypełniła papiery i czeka na swoją kolej. 
 
Wkurwiłem się, bo to nie można nazwać zezłoszczeniem. Człowiek całe życie leczy się w prywatnych przychodniach, płaci podatki i nie obciąża kasy służby zdrowia, a w chwili kiedy potrzebna pomoc to musi czekać. Czuje się zrobiony w bambuko przez tych którzy mówią, że podatki trzeba płacić, bo jak coś Ci się stanie to możesz wezwać pogotowie, lekarze Ci pomogą, zrobią operacje etc. Zupełnie inaczej wygląda to gdy stykasz się z problemem i widzisz, że znikąd pomocy ... Masz wrażenie, że ktoś zrobił Cię w bongo i bawi się za Twoją kasę ...
 
Wkurzony podchodzę do okienka i grzecznie pytam czy ktoś może się zająć koleżanką z bólem głowy, bo widzę  jak cierpi a siedzi tu już 40 minut. Starsza ordynarna pani, stwierdziła, że zajmą się w kolejności i jak będą lekarze. Dopytuję więc - chce mi Pani powiedzieć, że na pogotowiu nie ma lekarzy - no są, ale są zajęci. No i wie Pan jest kolejka. Staram się wyjaśnić babie absurdalność jej argumentacji, że tu człowiek cierpi, po innych nie widać by zwijali się z bólu. Nie docierało. Ot mało sympatyczna baba, która siedzi na posadzie i ma wszystko w dupie.
 
Rzuciłem kilka kurew pod nosem, komentując stan służby zdrowia i to że bawią się za moją kasę. ...
 
W międzyczasie obserwuję co robią lekarze, otóż siedząc na dyżurce wklepują jakieś dane pacjentów do komputera, pielęgniarka coś robi a niesympatyczna baba siedzi i nic nie robi (nie wiem może ma dyżur telefoniczny). To w jaki sposób lekarze wpisują te dane woła o pomstę do nieba, może i uczyli się 6 lat na studiach, może i robili 2 lata specjalizacje, może mają po 10 lat doświadczenia, ale za cholerę nie potrafią szybko pisać i poruszać się po aplikacjach zainstalowanych na komputerze. Samo opisywanie trwa niejednokrotnie dłużej niż badanie pacjenta.
 
Do tego ściągawka z procedur, konsultacja czy w tym programie to wpisujemy najpierw tak, czy inaczej. Magiczne odkrycie, że klawisz Windows+L blokuje komputer i trzeba szukać tej karteczki, na której było hasło. Ludzie !!! ***  
Wyglądało to tak jak kiedyś na Poczcie Polskiej jak zainstalowali jakieś oprogramowanie i w okienku stały trzy baby Krysia Basia i Zosia, każda coś wiedziała, ale żadna nie była w stanie wystukać czegoś w komputerze od początku do końca. Rzucona soczysta kurwa, że od uczenia obsługi komputera to były studia, a teraz powinni się zająć opieką nad ludźmi, którzy potrzebują pomocy. Pomogło.
 
W końcu pan doktór ruszył dupę i mówi zapraszam panią z bólem głowy. Poszła, posadzili ją gdzieś i dalej czeka kolejne 10 minut. Dopiero odgłos wydostającej się zawartości z żołądka sprawił ze wszyscy raczyli podnieść dupę i się nią zająć. Wychodzi na to, że się tobą zajęto musisz puścić pawia.
 
Przychodzi po 5 minutach i mówi, że jest źle i ma podejrzenie, że ciśnienie podczaszkowe coś tam, coś tam i że niefajnie i że szkoda, że czekaliśmy tak długo z przyjściem na pogotowie. Myślałem, że mu jebnę, mówię, człowieku od chwili zajścia jesteśmy tu w ciągu 15 minut, to Wy czekacie 50 minut, żeby zrobić cokolwiek, zbadać, podać leki cokolwiek. Co za bezczelność, bo trzeba mieć wyjątkowy tupet, aby prawić kazanie o czasie przywiezienia chorego w sytuacji, gdy ma się chorego na pogotowiu, który wygląda jak trup i przez 40 minut nic z nim nie robić.
 
Opierdol podziałał wszyscy zebrali się na nogi nawet niesympatyczny babsztyl, zrobili tomografie jakieś badania i trzymali przez 4 godziny. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale niesmak pozostaje. 
 
Bo jak tak działa każde pogotowie, to burdel tam jest nie do opisania. utwierdzam się w tym przekonaniu, tym bardziej że miałem kazje przez ponad 4 godziny słuchać i obserwować co robią i jak to robią.
Wrażenia:

empatia na poziomie ujemnym,
puszczenia pawia przyspiesza reakcje personelu medycznego
grymas na twarzy zwijanie się z bólu i delikatne dopytywanie, kiedy  jakiś lekarz raczy obejrzeć chorego nie skutkuje, trzeba puścić wiązankę kurew
znajomość procedur tylko z kartką - niektórzy nie opanowali jeszcze sprawności szukania kartki,
obsługa komputera na poziomie 70 latka, który stawia pierwsze kroki z komputerem w klubie seniora,
lekarze powinni leczyć, a nie klepać dane, których zresztą wpisywać nie potrafią,
jeżeli nie masz urwanej ręki, nie licz na szybką reakcję personelu
jeżeli chcesz, żeby Cię przyjęto wcześniej, ubierz się jak lump, skrop się alkoholem, udawaj mdlejącego i  poproś znajomych by wezwali karetkę lub straż miejską, wejdziesz bez kolejki bez wypisywania dokumentów

Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, a Wy macie jakieś doświadczenia z pogotowiem i szpitalnymi izbami przyjęć, bo może przesadzam z oceną może to jednostkowy przypadek. Z chęcią poczytam opinie, bo przyznam, że mam wielkiego stracha przed ewentualną kolejną wizytą w takim miejscu, oby nigdy nie było konieczne.
 
 
* zakładam, że lum raczący się tanim winem nie pracuje i nie dorzuca się do państwowej kasy.
** nie wnikam, jaki jest podział między moim brutto a netto i jak jest on dzielony, bo nie ja to dzielę.
*** od zawsze jestem zdania, że ludzie powinni obowiązkowo przechodzić testy komputerowe, i testy na myślenie, nie potrafisz prostych działań na komputerze, nie umiesz przy tym myśleć trudno - do kopania rowów (melioracja w tym kraju cierpi, dodatkowe ręce do pracy się przydadzą) nie każdy musi pracować w biurze przy komputerze. Żadna praca nie hańbi więc jak nie dajesz rady z obsługą komputera powinno się robić coś mniej skomplikowanego.


Wpis trafił na Wykop i tam też pojawiają się ciekawe komentarze o pogotowiu i o dziwo sa też pozytywne opinie.
W dzisiejszym Dzienniku Łódzkim też zrelacjonowano te historię, trochę skrócono - art &quot;30 -latka za młoda na pogotowie&quot;
</description><pubDate>Sat, 27 Aug 2011 16:25:14 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/08/27/jak-wzywalem-karetke-pogotowia-w-lodzi-i-nie-zadzialalo/</guid><category>Łódź</category><category>Miasta</category><category>społecznościowe/polityczne</category><category>karetka pogotowia</category><category>lekarze</category><category>służba zdrowia</category><category>pierwsza pomoc</category></item><item><title>Być furiatem za kierownicą ...</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/08/22/byc-furiatem-za-kierownica/</link><description>Jazda po Łodzi to jakiś koszmar, rozwalone drogi kierowcy, którzy pędzą na oślep, dla których sygnalizacja mogłaby nie istnieć.
 
Ostatnio widzę też problem z pieszymi, bo o ile do stylu jazdy &quot;na zderzak&quot; bez kierunkowskazu można przywyknąć o tyle widok pieszego niespiesznie przekraczającego jezdnie w niedozwolonym miejscu może zirytować.
 
Obserwowałem to już na urlopie, gdzie ludzie chodzili ulicami traktując je jak deptak i o ile tam mogę się zgodzić z argumentacją, że drogi szerokie, chodniki wąskie, tak zupełnie nie potrafię zrozumieć fenomenu skracania sobie drogi, a pasy 2 metry dalej.
Foto by digitalpimp, CC
 
Luźne podejście do pasów to jedno, nic, że są, nic, że dobrze oznaczone i w bezpiecznym miejscu, bo 2 metry zbawi takiego pieszego. Kij jak ktoś przebiega, skraca, ale co innego robić to z głową, a co innego faktycznie powodować zagrożenie dla siebie i pojazdów.  
 
Nie wiem czy ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej obejmuje takie przypadki gdzie, ktoś z premedytacją narusza przepisy. Dla takich przechodniów powinny być surowe kary albo zgoda na to, by jeździć im po piętach.  
 
Pasy pasami, ale są &quot;miszcze&quot; którzy potrafią niespiesznie kroczyć w miejscu gdzie tych pasów nie ma, nigdy nie było i raczej nie będzie. Są 50 m dalej. Środek miasta ruchliwa ulica, a tu koleś, który przebiega na drugą stronę, choć przebiega to spore nadużycie, żółw bez nóg byłby szybszy. 3 metry dalej jakiś dres równie leniwym krokiem idzie i pisze coś na komórce, zero refleksji, że przechodzi w miejscu gdzie mu nie wolno, że jest ciemno jest słabo widoczny. Nie reaguje mimo sygnałów świetlnych, nie przyspiesza, a raczej zwalnia. To samo paniusia, która przechodzi przez jezdnię, obok dresa i pisze sms.
 
I jak tu się nie denerwować, nie dość, że robi się zator, nie dość, że jest poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa, to jeszcze w człowieku taka złość narasta. Nie wiem czy to coś w powietrzu, że ludzie tacy niemyślący, ale ciężko powstrzymać emocje.
 
W takich sytuacjach mam ochotę wyjść wyjąć z bagażnika jakiś ciężki kawałek metalu i tak zwyczajnie jebnąć.

Muszę chyba odreagować, w góry pojechać kwiatów się nawąchać może jakoś zobojętnieje na takie zachowania.
</description><pubDate>Mon, 22 Aug 2011 22:46:34 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/08/22/byc-furiatem-za-kierownica/</guid><category>podróż samochodem</category><category>społecznościowe/polityczne</category><category>miasto</category><category>piesi na drodze</category><category>spacerowicze</category><category>przepisy ruchu drogowego</category></item><item><title>Jak ćmy ...</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/08/15/jak-cmy/</link><description>Natłok pracy i permanentny brak czasu owocował pustką na blogu, nie dlatego żeby nie było o czym pisać, wena dalej jest tylko ten czas ...
Okres urlopowy sprzyjał przemyśleniom i tak oto seria pourlopowych notek.
 
Jako naród jesteśmy postrzegani jako cwaniacy, ludzie, którzy zawsze znajda jakieś obejście. Niemiec Anglik się zastosuje a Polak zawsze musi po swojemu ...
Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to że czasem w tym chodzeniu na skróty narażamy na szwank życie swoje i bliskich. Choćby takie luźne traktowanie pasów dla pieszych czy wyznaczonych obszarów gdzie piesi mogą się poruszać.
 
 
Grzybowo sierpień 2011, ul Nadmorska
Jak co roku udałem się nad Bałtyk mała miejscowość Grzybowo tuż koło Kołobrzegu. Grzybowo to ponoć typowa nadmorska miejscowość z główną drogą, kilkoma sklepami i pensjonatami. Oaza ciszy i spokoju po godzinie 21 cisza jak makiem zasiał. Ale oczywiście nawet taka mała miejscowość ma swoje życie, stragany, sznur plażowiczów idących na plaże po jednej i drugiej stronie ulicy. Niby nic dziwnego, ot widok typowy dla wielu turystycznych miejscowości. Ale obserwując zachowanie ludzi ciężko nie dojść do przekonania, że idą zupełnie nie zdając sobie sprawy z zagrożenia. Jak te ćmy ...
 
Teren zabudowany, nie ma ograniczenia do 30 czy 40 km/h trochę przeszkód w postaci zaparkowanych aut po jednej i drugiej stronie ulicy, kierowca musi mieć oczy dookoła głowy, bo droga wąska, ruch duży a do tego te matki z dziećmi.
Nie dość, że idą obok chodnika zabierając kolejne cenne centymetry jezdni, traktując ją jak deptak, to jeszcze przebiegają na drugą stronę jezdni, zupełnie bez oglądania się czy coś nadjeżdża.
 
Nie raz przez te dwa tygodnie byłem świadkiem, że o mały włos, ktoś by wpadł pod auto, a to pani wtargnęła na drogę pod rozpędzony rower.
Rozumiem, że kanikuła trochę rozumu odbiera, że każdy chce się zresetować, odpocząć mieć wszystko w dupie. Ale posiadając dzieci tak się nie da, zwłaszcza na wakacjach trzeba wyostrzyć czujność.
 
Wystarczy jedno małe pragnienie, by sobie skrócić drogę, szybciej przebiec do taty i może się skończyć źle, zastanawia mnie skąd taki brak wyobraźni...
</description><pubDate>Mon, 15 Aug 2011 22:19:52 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/08/15/jak-cmy/</guid><category>społecznościowe/polityczne</category><category>Urlop nad morzem</category><category>Grzybowo</category><category>spacery ulicami kurortów nadmorskich</category></item><item><title>Likwidacja TP SA? Nie, to tylko chwyt sprzedażowy!</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/07/14/likwidacja-tp-sa-nie-to-tylko-chwyt-sprzedazowy/</link><description>Telefon stacjonarny zazwyczaj muszą posiadać firmy, jakoś tak się utarło, że to większa wiarygodność. Przemilczę to zwłaszcza w dobie VoIP, Skype In i innych wynalazków. Posiadanie numeru w &quot;telefonii stacjonarnej&quot; to już niekoniecznie to samo co wiarygodność.
Ale był taki okres, kiedy wszyscy tak myśleli i jedną z pierwszych spraw załatwianych w biurze był internet i telefon.

Po biurowcach chodziły tabuny handlowców oferujących zmianę operatora, 1000 minut i tanie rozmowy.  
Potem był szturm tychże na mieszkania prywatne w blokowiskach, teraz dla odmiany atakują na wsi.
 
Schemat ten sam co kilka lat temu, zbajerować starszą emerytkę, że jest likwidacja spółki i że teraz trzeba podpisać nową umowę, z firmą o podobnej nazwie.
Będzie taniej, lepiej i gwarancja, że firma nie zbankrutuje.
 
Ileż to staruszek nabrało się na ten numer, potem dzwoni starowinka na infolinie, bo jej się faktura nie zgadza. Miała mieć taniej a teraz ma dwie faktury.
 Dziś na wielkopolskiej wiosce sprzedawcy Dialogu zaatakowali domostwa rolników, wciskając im kit o rychłym zamknięciu TP i jedyną możliwością posiadania telefonu jest podpisanie nowej umowy.
 
Nóż się otwiera na takie techniki, niewątpliwie to wina systemu prowizyjnego, ale chyba lepszego sposobu rozliczania pracy handlowców nie wymyślono. A szkoda, bo wielokrotnie odbija się to na postrzeganiu warsztatu pracy handlowca, narastającym braku wiary w ludzi.
Plany sprzedażowe nigdy nie idą w parze z uczciwością, doradztwem i troską o klienta. Taka smutna konstatacja.
</description><pubDate>Thu, 14 Jul 2011 22:36:48 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/07/14/likwidacja-tp-sa-nie-to-tylko-chwyt-sprzedazowy/</guid><category>społecznościowe/polityczne</category><category>telefon stacjonarny</category><category>Dialog</category><category>TP SA</category><category>sprzedawca</category><category>ściema</category></item><item><title>Deficyt wody i mydła w Polsce?</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/07/06/deficyt-wody-i-mydla-w-polsce/</link><description>Jad skarpeciany, mała świnka pod pachą, przepocone ubrania i tłuste włosy. To nie bierze się z niczego, to wynik zaniedbań i traktowania higieny osobistej z dużym dystansem.

Czy Polacy boją się wody i mydła? Czy to nasze lenistwo, czy może lubimy zapach potu?
foto by Cati Kaoe, CC
Każdemu chyba zdarzył się mały rozbrat z wodą i mydłem, czy to piesza wędrówka po dolinach, czy wspinaczka w górach i przysłowiowy „dzień dziecka”. Ale kolejnego dnia o niczym innym się nie marzyło jak o zmianie bielizny i ciepłej kąpieli. Są zaś ludzie, którzy nawet nie z oszczędności a ze zwykłego przyzwyczajenia wzorem naszych przodków kąpieli zażywają tylko w sobotę, bieliznę zmieniają raz na kilka dni. Dla mnie to obrazek nie do pomyślenia, niezależnie jakiej płci to dotyczy.

Jestem po lekturze przedruku z Przekroju o higienie Polaków, podane dane w notce mnie powalają. Jak się okazuje kampania Rexsony – ta ze świnką – wcale nie odbiega od rzeczywistości. Czuć to zwłaszcza w środkach komunikacji miejskiej.

Zniosę, gdy komuś brzydko pachnie z ust ( gastryka, soki, wcale nie musi to być wina nieumytych zębów) zniosę wyziew degenerata, którzy zionie przetrawionym alkoholem, ale za nic nie mogę znieść widoku spoconej pachy, zapachu starych skarpet i niezmienionych przepoconych ubrań.
Nawet największa bieda nie tłumaczy takiego niedbalstwa.

Pytanie czemu tak się dzieje pozostaje otwarte, aż strach poderwać nieznajomą w jakimś pubie w celu wiadomym. Rozpakowujesz a tam niespodzianka w postani 2 dniowej przepoconej bielizny. Fuj, od razu odechciewa się podrywu z benefitem  :)
</description><pubDate>Wed, 06 Jul 2011 22:56:52 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/07/06/deficyt-wody-i-mydla-w-polsce/</guid><category>społecznościowe/polityczne</category><category>higiena</category><category>mycie się</category><category>zmiana bielizny</category><category>brudasy</category></item><item><title>Jaki telefon? Nokia, a może HTC?</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/07/04/jaki-telefon-nokia-a-moze-htc/</link><description>Rok temu dzięki czytelnikom bloga wszedłem w posiadanie telefonu Samsung Galaxy i5700, telefon sprawuje się w miare, choć doskwiera bateria, zwłaszcza przy 3G.
 
Teraz mam szansę na telefon w cenie 1 zł z puli kilku modeli.
Podoba mi się Android, fajnie mieć aparat 5 MPX, a jeszcze fajniej by móc zapomnieć o ładowarce raz na 3 dni. Symbian mnie nie przekonuje, bo duzo siedzę w necie, social media, RSS i mam wrażenie że mały wybór aplikacji. Ale zawsze może to być jako 2 model, więc nie wykluczam też Nokii.
 
Chcę sobie coś dobrać, albo jako uzupełnienie Galaxy albo jako zamiennik ale potrzebuję opinii kogoś kto używał tych modeli. Pomożecie?

Foto by carnero.cc, CC
HTC Wildfire - ponoć Android 2.2 się na tym tnie, słaba bateria 1 dzień ? i pikseloza na ekranie - prawda czy fausz ?
Nokia e52 - najlepsze co moze być w tej klasie, wprawdzie SUmbian ale czas działąnia bateri kusi ...
Nokia e6  -  ponoć b słaba bateria i się wiesza - muli ?
Nokia e5 ponoć całkiem wypaśny telefon.
 
Ktoś z Was ma jakieś doświadczenia z tymi zabawkami. Rok temu fajnie mi doradziliście w wyborze telefonu może teraz też uwagi będą cenne.
</description><pubDate>Mon, 04 Jul 2011 23:22:54 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/07/04/jaki-telefon-nokia-a-moze-htc/</guid><category>aplikacje na telefon</category><category>Technologicznie</category><category>telefon z Androidem</category><category>telefonia komórkowa</category><category>HTC</category><category>Nokia</category><category>Nokia e52</category><category>nokia e5</category></item><item><title>Zamień profil na FanPage</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/28/zamien-profil-na-fanpage/</link><description>Kiedy pojawia się nowy portal, kiedy wypada mieć na nim konto wszyscy masowo rzucają się na zakładanie swoich profili, rzadko kto czyta regulamin a jeszcze mniej ludzi go rozumie.
Swego czasu na NK był szał zakładania kont jak ja to nazywam „z dupy”. Mnożyły się niczym króliki konta JP2, Marciniakowie, Nowakowie, profile firm i instytucji, profile fanowskie gwiazd, ludzie mieli potrzebę, ale nie było stosownego narzędzia, potem powstały konta fikcyjne.

Na Facebooku jest nieco inaczej, zanim powszechnym stała się opinia, że firma powinna być obecna na Facebooku to istniały już Fan Page, ale mimo to od instytucji począwszy na lokalnych markach ( kawiarnie, sklepy, puby) skończywszy jak grzyby po deszczu powstawały fejkowe profile.
Nieznajomość regulaminu? Lenistwo? Brak obycia internetowego?
Czy można inaczej? Można!
Jeżeli chcesz wiedzieć jak zamienić fejkowy profil na Fan Page czytaj dalej …
Co zrobić z fałszywym profilem na Facebooku?
W przypadku punktu ksero pana Kazia, który założył sobie profil na FB, praktycznie można olać sprawę. Lubi go 20 gimnazjalistów i 3 licealistów i nikt nie będzie zgłaszał tego profilu jako fałszywy. Pan Kazio dalej może pisać na tablicy, że dziś bindowanie taniej ...

Problem zaczyna się pojawiać, jeżeli w firmie ktoś rzucił temat załóżmy konto na FB. Założenie konta bardzo często utożsamiając jest z samą obecnością. Zaprosimy kilku znajomych po spamujemy i jakoś to będzie. Jeżeli marka jakaś znana, ma szanse zdobyć sporo znajomych, choćby i kilkanaście tysięcy. Nagle się okazuje, że potrzeba kogoś, kto zna się na Facebooku i ten ktoś mówi, „droga marko masz lipny profil na Fejsie, musimy założyć Fan Page”.
I zaczyna się od nowa, zbieranie fanów, pisanie na tablicy, „polubcie nasz nowy profil”, otóż można inaczej. Nawet jak z braku wiedzy założyliśmy profil zamiast Fan Page, to zawsze można się „uratować” i zachować „znajomych”.

Można skonwertować profil na Fan Page, zebrani pieczołowicie znajomi nie przepadną w niebyt. Kilkoma kliknięciami można zamienić fałszywy profil niezgody z regulaminem Facebooka w pełnoprawnego Fan Page. Aby zamienić swój profil na Fan Page kliknij zachowasz znajomych oraz fotki. Jeżeli potrzebujesz pomocy przeczytaj pomoc.

Można? Da się? :)
</description><pubDate>Tue, 28 Jun 2011 23:52:04 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/28/zamien-profil-na-fanpage/</guid><category>Internet</category><category>serwisy internetowe</category><category>Facebook</category><category>Fan Page</category><category>Co zrobić z fałszywym profilem</category><category>jak zamienić profil na fanpage</category></item><item><title>Google cenzuruje wyszukiwanie głosem.</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/28/google-cenzuruje-wyszukiwanie-glosem/</link><description>Nie od dziś wiadomo że pewne treści są nielubiane, czy to przez wyszukiwarki czy przez portale. Wystarczy kawałek biustu, goła pupa i już ban. Choćby treść nie miała charakteru erotycznego.


Zazwyczaj treści były usuwane postfactum, dziś w trakcie zabawy wyszukiwaniem głosowym w wyszukiwarce Google, zauważyłem że rzucone od niechcenia fuck jest zamieniane na gwiazdki. Taka ciekawostka, choć dziwnie się czuję że jakiś robot gwiazdkuje mi mojego &quot;faka&quot;.
</description><pubDate>Tue, 28 Jun 2011 23:08:35 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/28/google-cenzuruje-wyszukiwanie-glosem/</guid><category>Internet</category><category>Technologicznie</category><category>wyszukiwanie głosowe</category><category>google</category><category>wyszukiwarka</category><category>wyszukiwarka google</category></item><item><title>Weekend w kinie z 50% rabatem.</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/24/weekend-w-kinie-z-50-rabatem/</link><description>Lubię jak kino do którego zwykle chodzę zaskakuje mnie promocjami.
Bo dostać coś w promocji fajnie jest, zwłaszcza jak promocja jest 50% za coś co i tak by się kupiło.
Plany czwartkowe nie wypaliły, więc postanowiliśmy iść do kina obejrzeć porywającą rolę Weroniki Rosatti w filmie Sisek.

Foto, Mat dystrybutora
Siadam przed komputerem ( nauczyłem się pomijać wszelkie ogłoszenia na stronach) z automatu wchodzę w repertuar, odhaczam to co widziałem oraz to co na pewno nie chcę zobaczyć, pozostaje Spisek (czyli Largo Winch 2) oraz jakiś polski film. Padło na Spisek, wchodzę zamawiam a tu promocja 13 zł za bilet. Lubię to!

Okazuje się że obie sieci zarówno Multikino oraz Cinema City  postanowiły na długi weekend (23-26 czerwca) obniżyć ceny wybranych filmów do 13 zł. Kinowy weekend w Multikinie .
Fajna akcja, tylko jakoś mi umknęła ta informacji, niby obie sieci obecne w Social Media, ale gdyby nie strona kina i przypadkowy pomysł &quot;idźmy na coś&quot; to bym się nie dowiedział ...
Jeszcze jakiś czas temu takie rabaty byłyby niedomyślenia, widać teraz wszyscy chcą minimalizować straty podczas weekendów gdzie rodacy grilują lub siedzą na działkach ...
</description><pubDate>Fri, 24 Jun 2011 11:50:15 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/24/weekend-w-kinie-z-50-rabatem/</guid><category>Kino film</category><category>Livestyle</category><category>50% rabatu do kina</category><category>rabat do kina</category></item><item><title>Miasto kanałów!</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/19/miasto-kanalow/</link><description>Są ludzie, którzy godzinami potrafią opowiadać o historii miasta, o zabytkach, o gotyckich sklepieniach i połączeniu elementów jednego stylu architektury z drugim.
Lubię czasem posłuchać, ale o wiele bardziej przemawia do mnie obraz. Jeden obraz lub kilkanaście zgromadzonych przez ludzi z pasją … Niektórzy mówią, że Łódź to jeden wielki kanał, może i kanał, ale jaki ...

Foto zajumane z Fan Page Muzeum Dętka
Kilka obrazków z podziemia Łodzi i jedyne co mogę powiedzieć to wielie WOW.

W Waszych miastach też są tak zakręceni pasjonaci? Obejrzyj fotki z kanałów Łodzi.
Polecam obejrzeć fotki z kanałów Łodzi na blogu penetrator scavenger team oraz odwiedzić Muzeum Kanału &quot;Dętka&quot;
</description><pubDate>Sun, 19 Jun 2011 23:32:43 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/19/miasto-kanalow/</guid><category>Łódź</category><category>Miasta</category><category>kanały wodociągowe w Łodzi</category><category>kanały w Łodzi</category><category>exploracja podziemi</category><category>podziemia Łodzi</category></item><item><title>Po kablu, tylko po kablu …</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/18/po-kablu-tylko-po-kablu/</link><description>Stara maksyma mówi, że nie może być tanio i dobrze, złośliwi twierdzą, że to tak samo, jak z kobietami, że nie istnieje połączenie mądra i atrakcyjna, a jednocześnie tania w utrzymaniu.
I że na samo hasło zróbmy to tanio i bezprzewodowo należy się wzbraniać nogami i rękoma … Że połączenia bezprzewodowe są wrażliwe na zakłócenia, że przy biznesowym podejściu nie powinno się z nich korzystać jako z jedynego źródła połączenia internetowego.

Ale jest coś takiego co tłumaczy wszystko – decyzja biznesowa. To takie sformowanie, które w korporacjach robi furorę, gdy powątpiewający w sens decyzji mają racje, wtedy się mówi taka jest decyzja biznesowa a Wy musicie zrobić tak by wypadło to najlepiej …

Jeżeli masz router z WiFi do tego kupujesz tani repeter i spodziewasz się, że będzie to stabilnie działało zapomnij. Przeczytaj czemu bycie „informatykiem” w małej firmie to niewdzięczne zajęcie.
foto by Riebart, CC
Informatyk w małej firmie ...
Informatyk to jak wiadomo facet instytucja, który zna się na wszystkim. Zna wszystkie programy świata, od dzieciństwa robi wykresy w Excelu i filtruje komórki. W wolnych chwilach dla rozrywki zapamiętuje manuale wszystkich programów. Jak przychodzi do pracy specjalista od Facebooka i coś mu się zapomni, to informatyk zna się też na FB, zna się też na GWT GA i innych rzeczach, na których znać się powinni inni.

W małej firmie taki koleś ma zawsze pod górkę, bo pyskować za bardzo nie może, bo „nie ma ludzi niezastąpionych” no i jest po to, by pomagać. Zazwyczaj ciężko przychodzi ludziom zrozumienie, że to że ktoś jest mistrzem przepychania klozetu to nie znaczy, że w godzinach pracy ma to robić …

Inna sprawa informatyk w małej firmie zna wszystkie modele sprzętu, które można by w firmie wykorzystać, czy to switche zarządzalne, czy konkretne modele procesorów. A jak wiadomo można czytać specyfikacje, a praktyka i tak pokazuje czy dany sprzęt lub oprogramowanie spełni swoją rolę.

Korporacje pod tym względem są chyba lepsze, bo zawsze jest jakaś polityka, wewnętrzne ustalenia, z czym do IT można przyjść a z czym zwyczajnie nie wypada.. Brak wiedzy z Excela czy Worda należy do tego rodzaju pytań, z którymi nie wypada iść do działu IT.

No i zakupy, w korpo robią zakupy ludzie, którzy mają możliwość zakupu/wypożyczenia sprzętu, w małej firmie albo bazujesz na swoim doświadczeniu, albo „kupujesz w ciemno”

Ale jak wiadomo każdy kowalem swego losu i decydując się firma MŚP czy korpo każdy informatyk wie co go czeka. To tak tytułem tła.
Zróbmy to bezprzewodowo
Jak wiadomo Wi-Fi jest fajne, biuro kilkanaście końcówek jakiś prosty router, antenka i jest fajnie. Czasem coś przytnie jak ktoś zamknie drzwi, ale ogólnie te 4 MB/s można ładnie podzielić …. Problem się zaczyna gdy ten sam sygnał trzeba przesłać kilkanaście metrów dalej, wtedy okazuje się że kupowany router Linksys WRT54GL z myślą o dwóch pomieszczeniach nie śmiga aż tak dobrze. Wprawdzie sygnał dochodzi w ¾ drogi można złapać jakieś resztki sygnału, ale bardzo niestabilne. Postawmy repeter, bo kablem się nie da, bo zarzadca budynku ma jakieś ale  … Ale zróbmy to tanio.
Zaprzyjaźniony sklep, zakup repetera firmy TP-Link (poniżej 100 zł) – bo z ich doświadczeń się sprawdza, oczywiście tu się nie sprawdził, bo specyfika budynku taka, że dużo żelastwa, że zakłócenia, sygnał jest, jest nawet silny, ale co z tego skoro pingi strasznie wysokie. Zrywa połączenie. Ogólnie lipa. Na usta się ciśnie, a nie mówiłem. Ktoś proponuje, że może sygnały się nakładają, że może nie ten kanał, etc. Konsultacje z producentem TP-Link, panowie mówią, że widocznie specyfika budynku, bo nie mają zwrotów tego sprzętu i zwyczajnie działa. No u mnie w domu też działa. Sieje całkiem mocno …

Pada kolejny pomysł, że skoro mały kawałek i tak musimy bezprzewodowo, to ustawmy urządzenie zbiorcze jak najbliżej nadajnika, zaciskarka, przedłużamy kable, ustawiamy zamiast repetera router, który potrafi zebrać sygnał i puścić na RJ-45. Działa, ale też do czasu, zamykane pancerne drzwi skutecznie psują jakość pracy, prędkość zupełnie nie ta. Gdyby zainwestować w sprzęt, zamiast routera Linksys WRT54GL dać coś mocniejszego, zamiast repetera za 100 zł marki TP-Link  TL-WA701ND też dać coś mocniejszego i w innym przedziale, może by działało.
Ale jakie by było zdziwienie, gdyby jednak nie działało.

Koniec końców administracja się ugięła, sami, choć niechętnie przewiercili kilka dziurek pozwolili połączyć kilka kabelków i jest po kablu. Jest stabilnie, choć wolałbym by było to zrobione po Bożemu, ale jak się nie da, to lepszy taki kiepskawy kabel niż kiepskie wifi :)

Choć się nie upieram jak znajdze się jakiś producent, który wypożyczy do testów fajny tani router i fajny repeter to chętnie potestuję :) Bo jak na razie mam przekonanie, że tani router z wi-fi to tylko w domu lub w firmie na 2 pokoje.
</description><pubDate>Sat, 18 Jun 2011 15:34:14 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/18/po-kablu-tylko-po-kablu/</guid><category>Technologicznie</category><category>wifi</category><category>internet dla małej firmy</category><category>switch w firmie</category><category>przesyłanie sygnału wi-fi</category><category>informatyk</category></item><item><title>Maraton w mieście - zamknięty basen</title><link>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/05/maraton-w-miescie-zamkniety-basen/</link><description>Dziś w Łodzi zorganizowano maraton „Dbam o zdrowie” wiązało się to z pewnymi utrudnieniami w mieście.
O dziwo ucierpieli nie tylko kierowcy, ale również Ci, dla których bieganie to niejedyny sposób dbania o zdrowie. Paradoksalnie impreza, która ma promować Łódź, zachęcać do biegania i kibicowania, spędzania aktywnie czasu odbiera w pośredni sposób taką możliwość dla części Łodzian, powodując zamknięcie największego basenu w mieście.
Łódzcy aktywiści punktują nieporadność władz, fora wrzą. Jest draka, a miało być dbanie o zdrowie, wspólne kibicowanie i pełnia szczescia :)
Na basen tylko autem.
Badania łódzkiego aquaparku mówią, że ok 80% klienteli to osoby zmotoryzowane, stąd w sytuacji gdy ulice dookoła kompleksu basenowego będą zamknięte z powodu maratonu podjęto decyzję o zamknięciu basenu w tym dniu.
Dodatkowo tego dnia firma będąca organizatorem maratonu wynajęła basen na własne cele, co dodaje pikanterii całej sprawie. Notka PR mówi, że firma PGF pomaga minimalizując straty Fali, bo basen byłby zamknięty a tak wpłynie do kasy kilka tysiączków ( ile nie wiadomo).
Dziś w Łodzi ok 30 stopni ciepła, zazwyczaj w takie weekendowe dni kompleks basenów Fala odwiedza do 2 tysięcy osób. Dziś niewątpliwie by nie dojechali na parking Fali, bo maraton, więc byłoby ich zapewne  mniej. Czy na tyle, by zamykać  cały kompleks? Zwłaszcza ze większość utrudnień w ruchu jest przewidziana do godziny piętnastej.
Warte podkreślania jest to że obiekt basenowy jest spółką miejską, z dużymi długami, jakie powstały w wyniku zaciągnięcia kredytów na budowę. Ciągle znajdującym się pod ostrzałem mediów, za brak odpowiednich działań marketingowych, za złe zarządzanie etc.
Warto też odnotować, że zakładając ze 100% klienteli to zmotoryzowani i każdy przyjeżdża na basen jednym autem 4 osoby w samochodzie, to potrzeba 500 miejsc parkingowych, a takiej ilości nie ma, więc klienci i tak parkują gdzieś dalej i dochodzą pieszo lub przyjeżdżają komunikacją/na rowerach.
Zarządzający obiektem tłumaczą się że klienci by nie dojechali, bo blokada, że minimalizowali straty. Oczywiście budzi to kontrowersje. Odzywają się głosy, że przecież nie wszyscy Łodzianie są przyrośnięci do kierownicy, że jest sporo ludzi poruszających się pieszo, dla których spacer na basen mógłby być fajnym pomysłem na spędzenie niedzielnego popołudnia.
Pikanteria
Ja to widzę tak. Wszystkie ulice w czasie maratonu będą zamknięte. Fala też będzie zamknięta i słusznie. To duży obiekt. Jeśli nie dojedzie nikt samochodami, tramwajami, autobusami to zostają tylko rowerzyści. Moim zdaniem decyzja o zamknięciu słuszna i sensowna ekonomicznie. Szacunek dla PGF jeśli w tym czasie organizuje własną imprezę, bo pomaga Fali. Koniec  - wypowiedź na forum GW

A jak dojedzie pgf? - wypowiedź na forum GW
To ciekawe, bo przecierz pracownikcy koncerny farmaceutycznego tez muszą się jakoś dostać na ten basen :)
Rowerem na basen.
Czy można było inaczej, wielu sądzi, że owszem, wytykając Fali, że niejako odsiewa każdego innego klienta niż tego z autem, że zamyka się na pobliskich mieszkańców, że nie robi nic, by przyciągnąć Łodzian do siebie.

Mimo że to największy basen w Łodzi, a moje grono znajomych dość liczne, niewielu jest takich co choć raz byli w tym kompleksie, reszta nie miała okazji. A skoro moje grono dość zróżnicowane wykazuje taką tendencję, to zapewne można to jakoś ekstrapolować. Czyli potencjalnych klientów, których można przyciągnąć jest cała masa. Wystarczy tylko ich umiejętnie przyciągnąć.
Wskazywane sposoby to  obniżenie ceny biletów na ten dzień i zachęcanie kibiców maratonu by zrobili sobie przerwę na basen lub wizytą na nim zakończyli owo kibicowanie.
Wielu dowodzi, że można, że da się, fakt wymaga to może więcej wysiłku kreatywności, ale to mogłoby być sięgnięcie, po który klienta jeszcze nie był na tym obiekcie. Może by mu się spodobało i by został, wrócił kolejny raz …

Pokazując znajomej dyskusje na Fan Page Fali, stwierdziła, że Hubert ma 100% racji, że gdyby tylko takie miejsca jak Fala chciały korzystać z zapału łódzkich aktywistów, to wiele mogłoby być inaczej.
No bo skoro, w piątkowe popołudnie na 15 km przejazd rowerami przez miasto (Łódzka Masa Krytyczna) jest w stanie się skrzyknąć 600 rowerzystów, to nie wierzę, że odpowiedni komunikat do tego środowiska nie zapełniłby basenu. Niech każdy rowerzysta przyjdzie ze znajomym - to katywni ludzie nie będą marudzić, to mamy już 1200 osób
Zresztą sam kiedyś żartowałem, że łódzkie masy krytyczne powinny się kończyć np. na basenie :) Nikt nie chciał mnie słuchać, bo rzekomo miałem niecne plany co do rowerowych niewiast i saun na Fali  … Oświadczam, że to nieprawda ….

Ale będąc całkiem poważnym uważam że tego typu obiekty powinny korzystać z zapału młodych ludzi, zwłaszcza w dobie Internetu, gdzie bardzo szybko można rozreklamować choćby 50% rabat na bilety „feralnego dnia”. Mam głębokie przekonanie, że pośród tych, co skusiliby się na wielką promocję, byłoby wielu, którzy wróciliby tam ze znajomymi w kolejny weekend.

Jak sądzicie kompleks basenów poszedł na skróty, czy była to przemyślana decyzja biznesowa?
</description><pubDate>Sun, 05 Jun 2011 17:28:40 +0200</pubDate><guid>http://szymczak.jogger.pl/2011/06/05/maraton-w-miescie-zamkniety-basen/</guid><category>Aquapark Fala</category><category>Livestyle</category><category>Łódź</category><category>Miasta</category><category>Rower</category><category>społecznościowe/polityczne</category><category>basen</category><category>lato</category><category>aktywny wypoczynek</category><category>maraton dbam o zdrowie</category><category>bieganie</category></item></channel></rss>
